Felieton,Hip Hop

Jest ich dwóch, za produkcję mają Oscara, ale żaden raper z nimi nie współpracuje

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Jest ich dwóch, za produkcję mają Oscara, ale żaden raper z nimi nie współpracuje

Kiedy myślimy o osobach, które zrewolucjonizowały brzmienie hip-hopu na przestrzeni lat, to na pewno uwzględniamy postaci z Chicago. Mamy Kanyego, który wprowadził do mainstreamu przyspieszone sample wokalne, a potem z mainstreamu wszystko wyprowadził popełniając Yeezusa. Mamy tam całą scenę drillową, która wywarła duży wpływ na obowiązujące brzmienie pewnego okresu. Możemy sięgać do LA i zastanawiać się nad wpływem Dr’a Dre, możemy zerknąć do NY i nie móc się nadziwić, że sztukę krótkich sampli opanował tam do perfekcji chłopak z Houston, niejaki DJ Premier. Może przypomni nam się, ile hitów dostarczył nam Rick Rubin – wymieniać można w sumie w nieskończoność. No dobra, ale co ci goście mają wspólnego? Głównie to, że siedzą w tej muzyce od początku i to dzięki rzemiośle w jej obrębie zyskali zasłużoną rozpoznawalność. A co by było gdyby wreszcie połączyli siły z kimś spoza kręgu znajomych twarzy? Co by było, gdyby kolejną płytę Kanyego produkowali Trent Reznor i Atticus Ross?

How To Destroy Angels

Kim są obaj panowie? Cóż, Trenta możecie kojarzyć z Nine Inch Nails, które – jako słuchacze rapu – możecie słusznie łączyć z pamiętnymi wersami Eminema w „My name is” (Hi kids, do you like violence? Wanna see me stick Nine inch Nails, through each one of my eyelids). Wersy nie znalazły się tam przypadkowo, Reznor z ekipą wydawał wówczas w Interscope podobnie jak Marshall. Jakiś czas później frontman NIN napotkał na swojej drodze Atticusa Rossa, brytyjskiego muzyka. Ta znajomość przyniosła panom dosyć nadzwyczajną przygodę – razem z żoną Trenta założyli zespół How To Destroy Angels i postanowili razem pracować nad muzyką. W efekcie wspólna praca zaowocowała Oscarem za muzykę do filmu The Social Network. Panowie szybko stali się nadwornymi kompozytorami Davida Finchera (w jego kolejnym filmie, Gone Girl, również odpowiadają za soundtrack), a stąd było już blisko do produkowania dla HBO i Netflixa. Ostatnio maczali palce w świetnej ścieżce dźwiękowej do serialu Watchmen, a Atticus „na boku” skomponował muzykę do „The Earthquake Bird” produkcji Netflixa.

Atticus jest niekwestionowanym geniuszem aranżu, a jego zmysł do przyozdabiania muzyki rozmaitymi perkusjonaliami i dźwiękami biurowymi (drukarki, skanery) jest cholernie charakterystyczny. Trent jest z kolei maszyną do bezbłędnych melodii i ciężkiego, betonowego, dziwacznie wykręconego brzmienia. Słuchając produkcji duetu momentalnie zauważamy, że spójną opowieść można snuć bez użycia słów, a klimat ich podkładów jest bardziej mroczny niż wersy najbardziej hardkorowych horrorcore’owców. Sprawny raper przy pomocy ich talentu mógłby stworzyć dzieło epokowe, a na pewno klasyczne dla samego gatunku, choć nieklasycznie wyprodukowane.

Szkoła produkcji

Echa dokonań duetu słyszę w muzyce choćby El-P czy Gedza. Brud, który zaprezentowali światu Reznor i Ross, jest silnie angażujący i inspirujący. Takie „Destruction Derby” z płyty BORCREW ma sporo wspólnego z takim podejściem do muzyki, choć jest nieco bardziej hitowym numerem. Z kolei El-Producto, członek i producent duetu Run The Jewels, uwielbia zasunąć ciężkim syntetykiem, a wszystko inne kompletnie utopić w basie. Wiele lat temu zachodziłem w głowę, dlaczego żaden raper z amerykańskiego mainstreamu nie dogada się z rewelacyjnym (i rewolucyjnym) Massive Attack. Do dzisiaj nie wiem, i mam nadzieję, że ktoś ze światowej topki ogarnie Trenta i Atticusa jako producentów swojej płyty. Nie zdziwiłbym się, gdyby z propozycją wyszedł prędzej ktoś z grime’owej sceny UK niż z USA. Za wielką wodą chłopaki są jakoś mało skłonni do eksperymentów. Wymarzonym zestawieniem byłby chyba jednak wspólny projekt obu panów i Azeali Banks. Ta dziewczyna notorycznie udowadnia, że niczego się nie boi i chodzi tu zarówno o decyzje zawodowe co muzyczne. Tymczasem Wam polecam sprawdzić tych wirtuozów, bo naprawdę warto.

fot. kadr z klipu „How To Destroy Angels – Keep it together (Video)”, youtube.com/HTDAVEVO

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
3 polskich raperów, których w tym roku słuchaliśmy zdecydowanie za rzadko

Rok 2019 minął nam pod znakiem wielu rekordów. Kilku artystów przebiło próg miliona słuchaczy na Spotify, a Bedoes znalazł się nawet w czołowej setce najchętniej odtwarzanych artystów na świecie. Nie ma więc wątpliwości, że słuchaliśmy rapu i robiliśmy to namiętnie. Wszyscy ci wykonawcy bez wątpienia zasłużyli na te osiągnięcia, ale nie możemy zapominać o tych, którzy mieli ich mniej. Niektórzy wręcz zdecydowanie za mało.

Felieton,Hip Hop
Najlepszy singiel, album, raper i producent 2019 [USA]

Zwykle takie podsumowania określa się, jako [ŚWIAT], ale nie ukrywajmy, że główne skrzypce grają od zawsze Stany Zjednoczone, nawet jeśli nasi rodacy brzmienie wykopują nierzadko z Francji. Jeśli będzie zapotrzebowanie, to i takie coś ukujemy. Tymczasem każda osoba z redakcji wybrała najlepsze (czyli po prostu ulubione) single i albumy roku. Nie zabrakło również raperów i producentów.