Felieton,Hip Hop

Lil Wayne otwiera konopną działalność. Marihuana nowym kołem zamachowym biznesu?

Michał Fitz -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Fitz

Lil Wayne otwiera konopną działalność. Marihuana nowym kołem zamachowym biznesu?

Kiedyś marihuana była dla raperów używką, na którą głównie przeznaczało się pieniądze, a zarobić na niej można było tylko nielegalnie. Teraz staje się potężnym narzędziem do mnożenia hajsu i to całkowicie zgodnie z prawem. Powoli zaczyna mieć to znaczenie również dla rodzimych hip-hopowców, ale o tym za chwilę, bo przyczynkiem do powstania akurat tego tekstu był Lil Wayne. Raper postanowił, żeby poza paleniem marihuany wziąć się również za jej produkcję.

Weezy założył firmę GKUA Ultra Premium. Jak sama nazwa wskazuje, ma ona zajmować się produkcją najwyższej jakości marihuany, zarówno tej CBD, jak i THC. W opisie działalności możemy przeczytać, że wszystkie produkty sprzedawane przez nią zostały przetestowane przez Lil Wayne’a. Bardziej wymagającym testerem mógł być chyba tylko Snoop Dogg, więc mamy pewność, że firma rapera faktycznie będzie produkowała towar wyłącznie o jakości „ultra premium”.

Lil Wayne nie jest jednak absolutnie pierwszym raperem, który podjął się tego typu biznesu. Całkiem niedawno temu Drake, który jest zresztą protegowanym Weezy’ego, założył podobną działalność. Otworzył „More Life”, które ma być jednak, przynajmniej w teorii, bardziej ukierunkowane na produkcję leczniczej marihuany i produktów na jej bazie. Jednak Kanadyjczyk też… Ameryki nie odkrył. B-Real, członek legendarnego Cypress Hill założył niemalże dwa lata temu swój własny sklep o wymownej nazwie nawiązującej do hitu zespołu, czyli „Dr. Greenthumb”. Początkowo prowadził stacjonarne oddziały, ale od lipca tego roku sprzedaje swoje wyroby także online.

W Polsce rekreacyjna marihuana z THC wciąż jest nielegalna, ale to wcale nie oznacza, że rodzimi raperzy nie mogą dorobić sięna konopi. Ganja Mafia już od jakiegoś czasu zajmuje się produkcją wysokiej jakości suszu CBD, który – ze względu na znikomą ilość THC w sobie – jest w naszym kraju dopuszczalny przez prawo. Ekipa Kaliego zajmuje się tym już bardzo ambitnie, ale inni raperzy chętnie wchodzą w ten biznes na nieco mniejszą skalę. W popularnych sklepach pojawiło się już bowiem kilka odmian nawiązujących do twórczości popularnych artystów. Dr. Ziółko oferuje nam susze inspirowane Malikiem Montaną, na przykład „Jagodzianki”. Podobnie działa też Kizo. Jamaican Shop sprzedaje sygnowanego ksywą gdańskiego rapera „Banger Kinga”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to dopiero początek. Pewnie już wkrótce pojawią się inne produkty, we współpracy z coraz mocniejszymi nazwiskami i na coraz większą skalę.

Raperzy to ludzie, którzy jak mało kto wiedzą, co to znaczy zarabiać na swojej pasji. Tak się jakoś złożyło, że z hip-hopem zawsze związana była marihuana, przez co stawała się drugim po nawijaniu hobby przedstawicieli tego gatunku. Jak wymownie nwinął Machine Gun Kelly: „Can’t stop getting paper/ can’t stop rolling papers”. To dobrze, że teraz coraz łatwiej te czynności powiązać w legalny sposób. Niech biznes (i nie tylko) się kręci.

fot. kadr z klipu „Lil Wayne – God Bless Amerika”, YouTube.com/LilWayne

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Lil Reese jak The D.O.C. z NWA? Raperzy, którzy stracili głos w listopadzie

Nawet jeśli nie kojarzycie Lil Reese'a, to zapewne dobrze znacie przynajmniej jeden ze sztandarowych drillowych kawałków Chief Keefa. Na myśli mam tu akurat "I Don't Like", bo to dzięki niemu Tavares Taylor stał się rozpoznawalny. Numer został zresztą zremiksowany później przez samego Kanye'ego Westa i trafił na kompilację "Cruel Summer", a w nowej wersji udzielili się jeszcze Pusha T, Big Sean i Jadakiss.

Felieton,Hip Hop
Niema fabuła z gośćmi na dokładkę. Soulpete „Noir Fiction” [RECENZJA]

Słabość do produkcji Dusznego Piotra mam od lat, choć w różnych okresach swojej działalności stawiał na różne patenty. Czasami mocniej ingerował w elektronikę, czasami zupełnie pomijał dogrywane rzeczy i operował wyłącznie samplami. Czasem ciął je i trzymał krótko. Czasem pozwalał się rozlać po podkładzie. Perkusję umiał zrobić punktową, ale potrafił też rozdmuchaną, okrągłą. W każdej sytuacji potrafił coś wybrać z szerokiego wachlarzu chwytów. Dlatego kiedy słucham "Noir Fiction" mam wrażenie, że jedną z cech tego albumu jest bycie czymś na kształt portfolio. Tym bardziej osobliwego, że producent opowiada nam tą płytą historię, choć nie usłyszymy narratora. Raperzy na projekcie się znaleźli, ale w opcji bonusowej - co ważne, wszyscy wywiązali się z zadania bardzo ślicznie, choć najbardziej zaskakująco i w punkt poleciał RAU.