Felieton,Hip Hop

Kawałki, do których teledyskiem powinien być któryś ze znanych filmów

Michał Szyndler -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Szyndler

Kawałki, do których teledyskiem powinien być któryś ze znanych filmów

Teledysk to praktycznie nieodłączna część rapowego utworu, a większość polskiej topki stanowią właśnie kawałki, do których nagrano klipy. O tych, które mimo ich braku generują ogromne wyświetlenia, niedawno pisał Kuba. Teraz przyjrzymy się tym numerom, do których teledyski nie powstały, ale w zasadzie już nie muszą, bo idealnie pasują do nich istniejące już filmy.

PRO8L3M „Monza” – „Baby Driver”

Ci goście ukradli samochód i nawet tego nie nagrali. A powinni, bo wyglądałoby to świetnie. Jest nawet partia dialogowa, która z powodzeniem mogłaby posłużyć jako intro do teledysku. Ponoć przy tym kawałku łatwo stracić prawo jazdy. Pasują do niego ryzykowne manewry, szybkie samochody i szaleńcze pościgi (zakończone, oczywiście, powodzeniem!). Wiadomo, wszystko to odradzam, ale każdy ma przy nim ochotę zachowywać się jak „Baby Driver”.

Taco Hemingway „Chodź” – „Wszystkie nieprzespane noce”

W zasadzie każda piosenka Taco zasługuje na osobny teledysk. Prawie wszystkie są storytellingowymi majstersztykami, które aż proszą się o wideo. Do „Chodź” pasowałyby kadry żywcem wyjęte ze „Wszystkich nieprzespanych nocy”. Wszystko po prostu do siebie pasuje. Warszawa po zmroku, imprezy, fajerwerki i to uczucie, że jest się niepokonanym jak „młody Zeus”. Choć z drugiej strony, teledysk do kawałka, który tak silnie działa na wyobraźnię, mógłby okazać się rozczarowaniem.

Quebonafide „TOKYO2020” – „Blade Runner 2049”

Neony, anonimowość w tłumie, futurystyczny klimat i mnóstwo szpiegujących nas technologii. Krótko mówiąc: „low life i high tech”. A wszystko to utrzymane w ciężkim, deszczowym klimacie. Już widzę, jak postać któregoś z raperów rozmawia z hologramem (a nie, to chyba już było). W każdym razie, „Blade Runner 2049” pasuje tu wręcz idealnie.

fot. kadr z „BLADE RUNNER 2049 – Official Trailer”, YouTube.com/Warner Bros. Pictures

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Akon mógł jako pierwszy wziąć Drake’a pod swoje skrzydła. Teraz wyjaśnia, dlaczego tego nie zrobił

Ubiegła dekada zdecydowanie należała do Drake’a. Młody Graham, gdy wchodził do branży muzycznej, miał przed sobą wiele możliwości. Te pojawiły się po ukazaniu się „Best I Ever Had”, singla, który promował jego pierwszy komercyjny mixtape, „So Far Gone” (2009). Jedną z osób, która rozważała wzięcie rapera pod swoje skrzydła, był właśnie Akon. Opowiedział on o tym w wywiadzie u DJ Vlada.

Piosenkarzowi już w 2005 (lub 2006, bo to wtedy Drake wydał swój pierwszy mixtape, „Room for Improvement”) nagrania Drizzy’ego miał pokazać kanadyjski raper Kardinal Offishall, ale Akon stwierdził, że brzmi on jak… Eminem.

„W tamtym czasie, wierzcie lub nie, Drake brzmiał bardziej jak Eminem. Ale myślę, że to rozwój każdego artysty. Można zauważyć różnicę między tym demo a „Best I Ever Had”. To było zupełnie inne”. – powiedział Akon.

Porównanie do Marshalla dziś jest wyjątkowo zaskakujące. Drake ma jednak wyjątkowo oryginalną stylówkę i jak już to zdecydowanie bliżej mu do Lil Wayne’a, który ostatecznie po mniej więcej roku współpracy (zabraniu go na trasę koncertową i nagraniu kilku kawałków) w 2009 podpisał z nim kontrakt jako Young Money. Co ciekawe, w tym samym roku Drake z współpracował z Eminemem przy okazji „Forever”, numerze do dokumentu o LeBronie Jamesie „More Than a Game”, na którym pojawili się jeszcze Lil Wayne i Kanye West.

Gdy po „Best I Ever Had” wszyscy w branży chcieli podpisać kontrakt z Drizzy’m, zaczęto licytować, aż stawka wyniosła milion dolarów. Wtedy też Kardinal Offishall wypomniał Akonowi, że mówił, że Drake okaże się wielkim graczem, ale piosenkarza nie było stać, aby młodego rapera wziąć do siebie. W zamian podpisał za to umowę z Lady Gagą, co również przyniosło mu duże korzyści.

fot. kadr z „Akon: I Had a Chance to Sign Drake, But He Sounded Like Eminem at the Time (Part 15)”, YouTube.com/djvlad

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Społeczeństwo jest niemiłe, bo… – Taco Hemingway „Jarmark” [Recenzja]
Taco Hemingway Jarmark

To wojna polsko-polska. Masłowska wszystko już opowiedziała, a ruchy Taco Hemingwaya były przewidywalne. „Jarmark” ukazał się nagle, tydzień przed planowaną premierą, i dał nam to, czego raczej się spodziewaliśmy. Jak raper sam zaznaczył, po raz pierwszy od czasów „Trójkąta warszawskiego” nie rapuje o sobie. W końcu część osób miała już przesyt, choć autotematyzm poniekąd zrekompensowała im zeszłoroczna „Pocztówka”.

Pan nas oczernił

Aż przypomina się fragment dialogu z „Zimnej Wojny”, który zamykał album „Café Belga”. Dziś nie mamy wątpliwości, że Taco Hemingway Polskę kocha, choć „Jarmark” jest naturalistycznym obrazem, a nie laurką; tryptykiem, którego ramy stanowią krótkie „Łańcuchy” z wokalami Artura Rojka, i które do albumu wprowadzają fabułę. Historia Antoniego oraz osób, które mają z nim styczność staje się pretekstem do pokazania narodowych przywar i problemów. Raper nas z nimi jednak nie zostawia, bo przy okazji je analizuje. Przyczyn aktualnej sytuacji politycznej i społecznej w kraju doszukuje się w jego przeszłości – jej namiastkę mamy w najlepiej podsumowującym treść albumu „Polskim Tangu”. No i to outro z „Panie, to Wyście!”, które jest fragmentem Polskiej Kroniki Filmowej z 1992… Wtedy na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej w Warszawie otwarto – dziś już nieistniejącą – pierwszą restaurację McDonald’s w Polsce. „BigMac witany był według tego samego protokołu, co prezydent Bush”.

I to ma sens

Singiel, choć odstaje od reszty płyty, dobrze się w nią wkomponowuje. Można było zastanawiać się, czy Taco nie nagra całego albumu właśnie na takich cięższych, agresywnych bitach, dając upust emocjom. Poszedł on jednak za ciosem i muzycznie „Jarmark”, choć wyczuwalne jest w nim adekwatne do problematyki napięcie, zbliżony jest do „Pocztówki z WWA”. Jest na nim miejsce na przyśpiewki, ale też na wciągający storytelling i klarowne, dosadne linijki. Po raz drugi nie zabrakło też przyciągających uwagę featuringów. Przed premierą Michał zastanawiał się, czego będziemy mogli się po nich spodziewać – rzeczywiście, Gruby Mielzky zaserwował zwrotkę, w której znajdziemy parę imponujących zagrań jak wersy o aferze z Jessicą Mercedes albo te, w których dostrzega poniższą analogię…

„Może dobrze, w ’68 na stadionie płonął Siwiec/Ironicznie pokazało mi to, dokąd to idzie/Gdy dziewczyna z tym nazwiskiem gwiazdą Euro/Zapomina szybko krzyki się przez bełkot”

„Influenza”

„Nie mam czasu” z CatchUpem to z kolei najluźniejszy numer na płycie. Tylko podkład w utworze z Kachą jest bardziej oniryczny niż tajemniczy, ale z opowiedzianą w trzech aktach wizją idealnej rodziny świetnie kontrastuje ostatni wers, w którym kobieta kaleczy się żyletką.

Ale chyba snuję sny o Avendator

Taco Hemingway właściwie wyczerpuje temat. Nie dość, że nakreśla główny problem, jakim jest frustracja i nienawiść, ilustruje podziały społeczne („Panie, to Wyście!”, „Szczękościsk”), to porusza także – niejako w formie wspomnień – kwestie takie jak hipokryzja Kościoła katolickiego w „Dwuzłotówki Dancing”, przy czym jest to całkiem zabawny follow-up do kawałka Drake’a i Future’a, „Diamonds Dancing”. Ponadto w „POL Smoke” (R.I.P. Pop Smoke!) nawija o pozornie beztroskim paleniu spliffów i niewinnej dilerce, a później konsekwencjach braku edukacji seksualnej („W.N.P”).

„Większość z nas w domu: ojciec, matka (Większość w domu: ojciec, matka)/Ale w tych tematach zawsze chowała nas pornografia”

„W.N.P.”

„Jarmark” z jednej strony jest serią truizmów, z drugiej jednak w dzisiejszych czasach dobrze było je zebrać i wygłosić. Takiego albumu jeszcze nie mieliśmy. Taco Hemingway napisał go konsekwentnie, a spięcie tematów „Łańcuchami” właściwie uratowało ten materiał – uczyniło go ciekawszym. Trochę na margines został jedynie zepchnięty temat LGBT, który w końcu ze względu na prowadzoną politykę już od dłuższego czasu dominuje w opinii publicznej. „Jarmark” zostawił pewien niedosyt. Albo po prostu wrażenie, że nie wniósł do dyskusji wiele nowego.

fot. genius.com

Zostaw komentarz