Hip Hop,Ranking

4 piosenki, których musicie posłuchać 20 kwietnia

Michał Fitz -
Hip Hop,Ranking - - Dodane przez Michał Fitz

4 piosenki, których musicie posłuchać 20 kwietnia

Jeśli zajrzycie dziś w zwykły kalendarz, który dostaliście od kominiarza, nie zobaczycie w nim nic specjalnego. Dowiecie się, że mamy imieniny Agnieszki, Teodora i Bereniki. To tyle. 20 kwietnia, choć nie jest jednak zaznaczony w większości kalendarzy na czerwono, jest świętem i to bardzo istotnym dla pewnej grupy społecznej. Przygotowaliśmy dla Was 4 piosenki, które są swoistymi „kolędami” dzisiejszego dnia i powinny zagościć na waszych słuchawkach czy głośnikach. A jeśli nie jest to święto, które uznajecie, to przynajmniej pomogą Wam je zrozumieć.

Twórczość Gurala często bywa niezrozumiała, ze względu na mnogość skomplikowanych słów i priorytet na zgrabne rymy, ale w tym konkretnym przypadku przekaz jest jasny. Chyba każdy z nas, nawet jeśli jeszcze tego nie rozumiał, w gimnazjum słyszał hasło: „Palić, sadzić, zalegalizować”. To wciąż standardowa, szpadyzorska przewózka, która niesłychanie buja, ale z poważnym tematem na tapecie.

Hemp Gru jest przede wszystkim znane z tekstów, w których walczy z systemem, broniąc swoich wartości. Jedną z nich jest przedmiot dzisiejszego święcenia, ale przedstawiony nie jako zabójcza trucizna, a… doktor. Nawet jeśli nie potrzebujecie się u niego przebadać, do tego klasycznego tracku na pewno pobujacie głową.

Biorąc pod uwagę sytuację w kraju, nie możemy dziwić się, że wiele piosenek o tej tematyce ma charakter protestów. Dzisiaj mamy jednak święto, a większość takich dni wiąże się przecież z miłością i wdzięcznością. Czemu więc nie uczcić tego lovesongiem? Tym bardziej, że połączone siły Kaliego z Włodim idealnie opisują uczucia do ich wyjątkowo ulotnej muzy.

Jak każde święto łączy pokolenia, tak dzisiejsze nie jest od tej reguły wyjątkiem. Młodzi raperzy również przejmują od starszych kolegów hobby i wartości, które później na swój sposób manifestują. Najlepszym przykładem jest Young Igi, który oprócz kolejnego hitu, chciał też zrobić piosenkę z konkretnym przekazem. Przy pomocy weterana sceny i tej tematyki, Włodiego, to po prostu nie mogło się nie udać.

fot. kadr z klipu „Włodi – Połamane Skrzydła (prod. The Returners)”, YouTube.com/Włodi

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Co się zmieniło, gdy ukazał się „The Chronic”?

Doczekaliśmy się. „The Chronic” w końcu trafił na streamingi, a dzisiejsza data nie jest przypadkowa. Debiutancki album Dr. Dre, wydany niespełna 28 lat temu, to kamień milowy w historii hip-hopu oraz hołd złożony najwyższej jakości marihuanie, bez której przecież materiał ten nie brzmiałby tak samo. Jego okładka nawiązuje nawet do opakowań słynnych bletek Zig-Zag. Kiedy w 1992 Los Angeles zbierało się po największych zamieszkach w historii Stanów Zjednoczonych XX wieku, spowodowanych uniewinnieniem czterech białych policjantów, którzy pobili czarnoskórego taksówkarza Rodneya Kinga, swoje początki miało Death Row, kariera Snoop Dogga i – oficjalnie – G-funk, podgatunek gangsta rapu.

Death Row Records, creeping while you’re sleeping/Ni**as with attitudes? Nah, loc, ni**as on a motherfu*king mission (…) D-R-E on a solo tip, fu*k them other fools (…) Oh, yeah, PS: Fu*k Mr. Roarke and Tattoo a.k.a Jerry and Eazy

„Intro”

Narodziny Death Row Records

Dr. Dre wydał „The Chronic” po tym, jak odszedł z N.W.A i Ruthless Records, wytwórni założonej przez Eazy’ego-E i managera muzycznego Jerry’ego Hellera. Stało się to po wydaniu drugiego albumu grupy, „Niggaz4Life” (1991), który odniósł olbrzymi sukces, podobnie zresztą jak pozostałe wydawnictwa Ruthless, do których przyłożył się Dre. Czuł się on jednak niedoceniony, bo zyski, jakie otrzymywali artyści wytwórni, były zbyt małe, w przeciwieństwie do tego, co zgarniał Heller. Miały zatem miejsce spory finansowe, aż w końcu Dre, Suge Knight i The D.O.C, którego ten drugi był ochroniarzem, zastraszając Eazy’ego i Jerry’ego, wymusili rozwiązanie kontraktu z pozostałymi dwoma członkami N.W.A i artystką Michel’le. Wtedy Dr. Dre i Suge Knight otworzyli Death Row; zebrali wokół siebie grupę młodych raperów i przystąpili do tworzenia pierwszego solowego projektu Dre, „The Chronic”. Nie brakuje więc na nim dissów i przytyków w stronę tej dwójki jak właśnie w „Intro” czy singlowym „Fu*k wit Dre Day”.

Snoop Doggy Dogg

Wiadomo, że Dre jest znacznie lepszym producentem niż raperem, więc obecność pozostałych artystów sprawiła, że przykryli oni niejako sztywne flow Doktora i wzbogacili album. Wśród osób, które związały się z Death Row i przyczyniły się do brzmienia „The Chronic”, najważniejszą postacią był Snoop Dogg. To młody raper sprawił, że Dre sięgnął po zioło, które palili w trakcie tworzenia płyty, co zadecydowało także o jej tytule. Co ciekawe, w 1988 Dr. Dre rapował w „Express Yourself” N.W.A: „Yo, I don’t smoke weed or sess/Cause it’s known to give a bother brain damage”…

To zatem dzięki „The Chronic” i wydanym wcześniej singlu Dre „Deep Cover”, rozpoczęła się kariera Snoopa. A na dobre rozkręciła się ona rok później, gdy raper pod opieką producenta wydał debiutancki „The Doggy Style” (1993) – album, który jeszcze bardziej rozpopularyzował G-funk.

Nowe brzmienie Zachodniego Wybrzeża

G-funk charakteryzują tłuste linie basu, melodyjne, długie syntezatory i obecność żywych instrumentów, za których pomocą oddaje się funkowe sample. Tych było więcej niż na produkcjach N.W.A, a celem Dre było to, aby jego nowy album brzmiał jak Parliament-Funkadelic. Inspirował się on także na przykład jazz-rapowym „The Low End Theory” A Tribe Called Quest. Klimat „The Chronic” był jednocześnie nieco wolniejszy, bardziej hipnotyczny niż dotychczasowe zachodnie nagrania. A to, co również decyduje o jego charakterze, to skity i wykorzystane fragmenty wypowiedzi, krzyków protestujących czy mediów podczas zamieszek w Los Angeles. „The Chronic” było również częściowo odpowiedzią na tamtejsze wydarzenia.

I got my finger on the trigger, some ni**as wonder why/But livin’ in the city it’s do-or-die

„The Day the Ni**az Took Over”

Wprawdzie Dr. Dre przyznaje, że nie lubi wracać do swojego debiutu, bo przypomina mu on trudne wspomnienia, z jakimi wiąże się dla niego tamten czas, ale „The Chronic” po tylu latach wciąż cieszy i brzmi dobrze. Wreszcie możemy odtwarzać go częściej.

fot. FilmMagic

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Raprospekcja: Bezczel ze swoim A.D.H.D

Obecnie wizerunek Bezczela trochę podupadł. Wszystko za sprawą pamiętnego beefu ze Szpakiem, w którym raper z Białegostoku nie wypadł najlepiej. W opinii publicznej przegrał tę potyczkę. Jednak przed tym wydarzeniem zdążył wydać kilka płyt, a jedną z nich jest A.D.H.D. W mojej opinii to jego najlepsze wydawnictwo. Krążek ukazał się w 2013 roku i obecnie jest pokryty złotem.

Artystyczna Dusza Husarska Determinacja

7 lat temu było to dość świeże brzmienie, a i pozycja na scenie Bezczela była inna niż obecnie. Swego czasu bardzo długo zapętlałem tę płytę. Numery na albumie są zróżnicowane, znajdują się emocjonalne życiówki, jak i bangerowe utwory, typu „Proforma 2”. W tym kawałku pojawiła się mocna obsada z różnymi stylami, a całość brzmi naprawdę dobrze. Generalnie całości słucha się przyjemnie. Nawet po latach. 2013 rok to był chyba jeden z najlepszych momentów w karierze członka Fabuły. Takie odnoszę wrażenie. Potem była jeszcze wspólna płyta z Chadą i Zbukiem, która również przywróciła do popularności Bezczela, jednak z czasem powoli wszystko ucichło. Ale nie o tym. Wracając do A.D.H.D to muszę przyznać, że kilka numerów stało się ponadczasowymi. A to tylko dobrze świadczy o twórczości artysty. Myślę, że niektóre utwory, jeśli zostałyby wypuszczone teraz, mogłyby zrobić o wiele więcej szumu, niż w tamtym czasie.

Prawo ponad prawem

Kto nie słuchał tego numeru? Jest to chyba najbardziej rozpoznawalny utwór Bezczela. I słusznie. Raper wylał z siebie to co mu się nie podoba w naszym kraju, a większość podziela jego zdanie. Zrobił to w mocny i bezprecedensowy sposób, który jak widać po wyświetleniach (ponad 30 milionów), spodobał się słuchaczom. Raperzy rzadko mieszają się w politykę, dlatego takim zaskoczeniem był ten numer. Jak widać, klip okazał się bardzo trafnym posunięciem w promocji albumu A.D.H.D. „Niestety”, utwór stał się ponadczasowy.

Zupełnie innym numerem jest „Proforma 2”, który również bardzo dobrze został przyjęty przez słuchaczy. Zapewne znaczną rolę odegrał tutaj dobór gości. Nawet był zorganizowany konkurs, w którym trzeba było nagrać swoją zwrotkę konkursową, a nagrodą był udział w numerze „Proforma 2 RMX”. Całą akcję wygrał Zduno i pojawił się na bicie w towarzystwie m.in. Zeusa, Hukosa, Onara czy Zbuka. Generalnie to teraz rzadko spotykane są tak liczebne kolaboracje, a szkoda. A.D.H.D to ciekawy projekt, który warto przesłuchać, o ile jeszcze nie mieliście okazji. Odłóżcie na bok obecny wizerunek Bezczela i poczujcie klimat tego albumu.

fot. okładka albumu Bezczel „A.D.H.D”

Zostaw komentarz