Ranking

4 seriale, które musisz obejrzeć, zanim dopadnie Cię koronawirus

Michał Fitz -
Ranking - - Dodane przez Michał Fitz

4 seriale, które musisz obejrzeć, zanim dopadnie Cię koronawirus

Nasi przodkowie bili się w wielu wojnach, a tą, z którą my obecnie się borykamy, możemy zwyciężyć zwyczajnym siedzeniem w domu. Szkoda byłoby tej sytuacji nie wykorzystać, prawda? Warto więc pozostać przed komputerem lub w ciepłym łóżeczku, by tytułowy koronawirus nawet nie miał szans nas dopaść. Wiemy, że po jakimś czasie takie siedzenie może zrobić się nużące, dlatego spieszymy do Was z pomocą. Mamy 4 seriale, które nie tylko zabiją wam czas, ale także pomogą odnaleźć się w tej trudnej i niewygodnej sytuacji.

Brickleberry

Choć sprawa jest poważna, bo wiele osób straciło zdrowie i życie w związku z obecną sytuacją, nie możemy tylko się zamartwiać. Jeśli coś ma Was nie tylko rozchmurzyć, ale również wciągnąć i sprawić, że na chwilę zapomnicie o obecnych troskach, to właśnie Brickleberry. To przekomiczna, bezpardonowa kreskówka dla dorosłych, która nie szczypie się z humorem. Żarty w tym serialu są mocne i często traktują o poważnych sprawach, co pozwoli Wam przyzwyczaić się do memów o koronawirusie. Dzięki tej kreskówce na wszelkie tragedie i dramaty będziecie patrzyli z lekkim przymrużeniem oka, więc będzie Wam je łatwiej przejść.
Michał

Czarnobyl

Ten serial niekoniecznie podniesie Was na duchu, ale z pewnością pozwoli oderwać się od kolejnych nienajlepszych wiadomości związanych z pandemią. Katastrofa, która wydarzyła się w Czarnobylu prawie 34 lata temu, w produkcji HBO opowiedziana została z perspektywy dotkniętych jej ludzi – pracowników elektrowni, którzy starają się dotrzeć do jej przyczyn, oraz ich rodzin. Istotą fabuły, bardziej niż prawda historyczna, są zatem wątki dotyczące bohaterów. Mimo tego „Czarnobyl” w poruszający, wręcz wstrząsający, sposób nakreśla katastrofę, działania polityczne w jej obliczu i ich konsekwencje.
Klementyna

Skazany na śmierć

Część osób może kojarzyć serial jeszcze jak był emitowany w polskiej telewizji. Było to z 10 lat temu. Jednak nie wszystkie sezony ukazały się w Polsacie. Głównym wątkiem serialu jest ucieczka z więzienia. Michael Scofield, główny bohater, celowo dopuścił się przestępstwa, aby uwolnić brata, który został skazany na karę śmierci. Cała akcja zaczyna się w więzieniu Fox River. Michael ma cały plan ucieczki ze sobą i to dosłownie. Wytatuował na ciele mapę więzienia i wszystkie szczegóły jak wydostać się na wolność. Jednak do swojego pomysłu musi wcielić nowych członków, aby wszystko przebiegło pomyślnie. Niestety, nie obędzie się bez komplikacji. I na tym zakończę, aby za dużo nie zdradzić, a chciałbym, bo to jeden z moich ulubionych seriali. Co ciekawe, 5 sezon został wypuszczony 7 lat po zakończeniu poprzedniego. Nikt się tego nie spodziewał, ale była to miła niespodzianka dla fanów przygód uciekinierów.
Jakub

Locke & Key

Jeśli ktoś lubi seriale, które zaskakują, są tajemnicze i mega wciagają to Locke&Key jest właśnie dla takich osób. Kobieta z trójką swoich dzieci po tragicznej śmierci ich ojca przeprowadza się do rodzinnego domu zmarłego mężczyzny. I tu zaczyna się magia – prawdziwa magia! Dzieci słyszą szepty, które doprowadzają ich do kluczy, które włożone i przekręcone w odpowiednich miejscach robią niesamowite rzeczy! Jeden z nich pozwala wejść do swojej głowy i tam między innymi zobaczyć swoje wspomnienia lub rzeczy z przeszłości, których do końca nie pamiętamy. Co robi reszta kluczy? Musicie zobaczyć sami! Serial pełen zwrotów akcji, nieprzewidywanych zdarzeń, posiadający pare wątków. Pochłania w całości tak, że nie wiecie kiedy skończył się cały sezon! Osobiście nie mogę doczekać się kolejnego!
Patryk

fot. fotos z filmu Ted

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Raprospekcja: „Chamskie Rzeczy” wciąż intrygują?

Pierwsze solo od Eripe, które nie przeszło bez echa w środowisku rapowym. Można chyba śmiało powiedzieć, że płyta przyjęła się bardzo dobrze jak na debiut. Jeśli ktoś lubi mocne i aroganckie wersy to tu znajdzie ich pełno. Ilość punchline’ów na tym albumie jest większa niż niektórych raperów przez całą karierę. Bezkompromisowość, nie przebieranie w słowach i dosadne przemyślenia to coś co charakteryzuje Eripe.

Odczucia po 8 latach

Obok tego albumu nie można przejść obojętnie. Nieważne czy podczas słuchania będą dominowały odczucia pozytywne czy negatywne. Wiele osób może powiedzieć, że to niedopuszczalne nawijać tak mocne i chamskie linijki. Drudzy zaś będą zachwyceni ilością przekmin, kontrowersyjnych wersów i mrocznego klimatu albumu. Po prostu zawsze będzie jakaś reakcja. Nie można nazwać tej płyty nijaką. Twórczość Eripe albo się lubi albo nie, trudno znaleźć coś pomiędzy. Osobiście dalej jestem pod wrażeniem całościowym tego projektu i nieistotne ile razy go słucham. Wszystkie 19 numerów na wysokim poziomie. Styl reprezentanta patokalipsy jest jedyny w swoim rodzaju na polskiej scenie rapowej. Wejść z nim w beef to jak strzelić sobie w kolano i niektórzy się już o tym przekonali.

Ponadczasowe numery?

Osobiście nie potrafię wybrać najlepszych utworów z „Chamskich Rzeczy”. Każdy ma swoją historię, czymś się wyróżnia i trudno któryś wyodrębnić. Większość z nich, o ile nie wszystkie, zdecydowanie są aktualne we współczesnym świecie, mimo że płyta wydana została w 2012 roku. Ale polecę 3 numery, z którymi spędziłem chyba najwięcej czasu. Na pierwszy ogień „Wszystko w porządku”. To co od razu przykuwa uwagę to bit. Po przesłuchaniu wcześniejszych numerów, można odnieść wrażenie, że to ktoś inny zacznie nawijać, a nie Eripe. Nic bardziej mylnego. Krakowianin porusza tematy życia społecznego, ale w swoim bezkompromisowym stylu.

„Prędzej martwy niż słaby” to utwór, który może służyć jako przykład rzucania punchline’ów. Mocna i agresywna nawijka Eripe w pełnej okazałości. Ten numer to pokaz skilli. Warstwa liryczna jak zwykle na niesamowitym poziomie. W komentarzach widać zachwyt nad tym co nawinął Krakowianin, ale też można zauważyć, że ten numer wiele osób zmotywował. Tytuł zobowiązuje.

Ostatni numer, o którym chcę wspomnieć, to „Same pozytywy”. Niech Was tytuł nie zmyli. Nie ma co spodziewać się wesołego numeru. Od razu bit wprowadza w mroczny i tajemniczy klimat, po chwili wjeżdża Eripe z wersami, które natychmiast zaburzają tytuł kawałka. Próżno szukać drugiego tak bezkompromisowego rapera na polskiej scenie. Osobiście uważam, że to jeden z najlepszych debiutanckich albumów w kraju. Zwłaszcza, że ukazał się w 2012 roku, a dalej potrafi zachwycić.

fot. okłada płyty „Eripe Chamskie Rzeczy”

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Na pierwszy rzut ucha: chillwagon – thailive

Nowy sezon chillwagonu budził sporo emocji. Pierwsza edycja była niewątpliwym sukcesem, choć fani zawiedli się pod koniec otrzymanym preorderem płyty. Mogłoby się wydawać, że artyści wjadą w drugi sezon z buta jakimś chwytliwym i przyjemnym bangarkiem, by znów zaskarbić sobie zaufanie słuchaczy, ale nie zdecydowali się na to, bo przecież są chillwagonem i robią, co chcą. Dostarczyli nam więc eksperymentalny track obok, którego nie sposób przejść obojętnie.

Artyści nawijają na egzotycznym, ale jednocześnie nowoczesnym, a wręcz futurystycznym bicie SecretRanka. Tajlandia musiała wpłynąć na producenta bardzo wyraźnie, że aż stworzył tak nietypowy bit. Ten z kolei wymusza na raperach, by trochę pokombinowali. Qry strzela wersami jak z karabinu, za co należą się pokłony, bo nie wszyscy potrafią zrobić to wyraźnie, zachowując takie tempo. Dużo swobodniej płynie sobie Zetha. Można wręcz odnieść wrażenie, że kielczanin tej zwrotki nie napisał, a po prostu nawinął do mikrofonu w ramach freestyle’u. Dużo kombinuje też „synek chillwagonu”, bo tak nazwał się w tym utworze Żabson. Sporo efektów nałożonych na wokal i melodyjna nawijka co prawda nie brzmią źle, ale z pewnością nie jest to najlepsza wersja Żaby, jaką mogliśmy usłyszeć. Na standardowo wysokim poziomie i chyba najbliżej swojemu stylowi nawinął Reto, którego wers o ladyboyach jest tym momentem utworu, który doprawia nam szeroki uśmiech. „Weź uważaj tylko byku na te Tajki, które nie zawsze palą, a mają przy sobie fajki” – Igor ucząc bawi, więc miejcie jego radę na uwadze, jeśli wybieracie się w tamte rejony. Nie można też oczywiście zapomnieć o Borixonie, który niczym prawdziwy „ojciec chillwagonu”, znów przejmuje refren, nawijając go w dostojnym stylu, jednocześnie zachowując w odpowiednich jego momentach swój pazur.

Słychać brak Kizo, który nie mógł wybrać się z resztą ekipy do Tajlandii, a na pewno wzbogaciłby ten utwór zarówno swoim charakterystycznym głosem, jak i zabawnym spostrzeżeniem w tekście. Może tym razem wyskoczyłby zza palmy. Nie ma jednak co czepiać się jego braku, bo chillwagon i tak wykonał ciekawą robotę, która może nie sprawi, że rozpłyniemy się w zachwytach, ale na pewno zachęci nas do bacznego śledzenia kolejnych ich poczynań ze sporym apetytem.

fot. kadr z klipu „chillwagon -thailive”, YouTube.com/chillwagon

Zostaw komentarz