Felieton,Hip Hop

5 aktorów, którzy mogliby odnieść sukces jako raperzy

Patryk Grzybicki -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Patryk Grzybicki

5 aktorów, którzy mogliby odnieść sukces jako raperzy

Różne branże już próbowały swoich sił w rapie. Potwierdza to chociażby ostatnie #hot16challenge, w które zaangażowali się nawet politycy. Ale co z tymi, którzy muszą zagłębić się w kulturę hip-hopu nieco bardziej? Mowa o aktorach, którym przychodzi zagrać konkretnego rapera!

Na przestrzeni lat w polskiej kinematografii pojawiło się już kilka filmów, które opowiadają historię raperów z naszej rodzimej sceny. Pierwszą większą produkcją tego typu było „Jesteś Bogiem”, które opowiadało historię znanego wszystkim zespołu Paktofonika. W późniejszym czasie otrzymaliśmy jeszcze kilka filmów, w których to aktorzy musieli nie tylko odegrać rolę raperów, ale również nauczyć się rapować. I jak pokazał czas, robili to naprawdę bardzo dobrze. Mogliby namieszać na polskiej scenie!

Marcin Kowalczyk

Odegrał on rolę Magika, we wspomnianym wcześniej „Jesteś Bogiem”. Uważam, że to nie lada wyzwanie nauczyć się rapować w stylu prekursora rapu w Polsce, który nie tylko nawijał totalnie oldschoolowe rzeczy, ale także należał do gatunku psychorapu, który był wyjątkowo trudny w wykonaniu. Uważam, że jeszczeni nieznany wtedy Kowalczyk poradził sobie z tą rolą wyśmienicie. Nie tylko na polu aktorskim, ale także rapowym. Gdyby kiedyś pomyślał chociaż przez chwilę, by nagrać swój autorki numer rapowy, byłbym pierwszą osobą, która chętnie by go sprawdziła.

Dawid Ogrodnik i Tomasz Schuchardt

Idąc za ciosem „Jesteś Bogiem”, nie można pominąć dwóch panów, którzy odegrali rolę Rahima i Fokusa, czyli pozostałych członków Paktofoniki. Co do Dawida Ogrodnika, może nie do końca pasował on wizualnie do wyglądu Rahima, ale za to sposób odegrania jego roli – rapowej roli, był naprawdę wielką sztuką. Rah ma specyficzne flow, które z pewnością z perspektywy aktora wymagało wielu godzin treningu, by nauczyć się tego, co zobaczyliśmy na ekranach. A jak wyglądała praca nad rolą z perspektywy samego aktora?

Za to Tomasz Schuchardt miał nie lada wyzwanie, by wykonać „Powierzchnie Tnące”, czyli chyba pierwszy, polski utwór rapowy, który był nawinięty bardzo szybko przez Fokusa. Uważam, że profesjonalizm w tej roli był na najwyższym poziomie. Nie mam na myśli tylko rapu, ale także wcielenie się w rolę Fokusa, który wydaje się zazwyczaj stonowany, poważny. Obie role zostały odegrane perfekcyjnie i zapewne zarówno Rahim, jak i Fokus byli pod ogromnym wrażeniem. Chętnie usłyszałbym jakieś solowe numery od obu panów.

Piotr Witkowski

Będąc na spotkaniu autorskim z aktorem, który odegrał rolę Chady w filmie „Proceder”, usłyszałem bardzo ciekawe słowa. Witkowski przyznał się, że sam wcześniej rapu nie słuchał, ale po odegraniu tej roli zupełnie zmieniło się jego postrzeganie na temat tego gatunku muzyki. Rola Chady była trudnym wyzwaniem dla aktora, który z rapem nie miał wcześniej do czynienia. Ale za to efekt jaki udało się uzyskać naprawdę wywołuje na odbiorcach ogromne wrażenie. Gdyby tylko Witkowski miał ochotę nagrywać rap, to z pewnością znalazłby grono odbiorców, którzy chętnie słuchaliby jego utworów. Flow i technika idą tu w parze!

Krzysztof Skonieczny

Znacie Pioruna? Ci co zdążyli przeczytać lub obejrzeć „Ślepnąć od świateł” z pewnością kojarzą tę postać. Uważam, że Piorun zrobił piorunujące wrażenie na dużo większej grupie odbiorców, niż tylko ci, którzy śledzili serial. Rap Pioruna znają doskonale słuchacze hip-hopu w Polsce, ponieważ pod numerem „Od braci dla braci” jest w tej chwili 4,6 miliona wyświetleń! Perspektywa na dalszą karierę jest tu ewidentna i szkoda byłoby zmarnować taki potencjał. Rap ten należy do grupy tych bardziej ulicznych, jednak uważam, że wielu chętnie usłyszałoby rap Pioruna w różnych wersjach! Ja przynajmniej czekam na kolejne utwory!

fot. Kadr z filmu Leszka Dawida – „Jesteś Bogiem”

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
5 raperów, którzy nie brali udziału w XXL Freshmen, a i tak odnieśli wielki sukces
Drake - Over (Official Music Video)

Zaproszenie do XXL Freshmen jest za oceanem jeszcze większym wyróżnieniem niż w Polsce nominacja do Młodych Wilków. Tam bowiem wybiera się raperów, którzy już na swoim koncie mają znane wszystkim hity, często okraszone nawet platynowymi płytami. Spora część z nich wiedzie później udane kariery, ale są też tacy, którzy radzą sobie jeszcze lepiej, choć w tym znamienitym zestawieniu nigdy się nie znaleźli.

A$AP Rocky

Przez ostatni rok mówiło się co prawda więcej o szwedzkiej odsiadce rapera, niż jego dokonaniach muzycznych, ale te bez dwóch zdań są imponujące. Były takie od samego początku, bo przecież w 2011 roku debiutował z mixtapem „Live.Love.A$AP”, który wówczas zrobił wielką furorę swoim dosyć nowoczesnym brzmieniem, okraszonym charyzmatyczną, płynącą nawijką rapera. XXL nie mogło tego nie docenić i co ciekawe zrobiło to, ale Rocky nie mógł zjawić się na całej akcji, gdyż już prężnie koncertował ze swoim pierwszym materiałem i nagrywał kolejny. Chłop, był po prostu zbyt zarobiony i ostatecznie ta praca wyszła mu na lepsze.

Drake

Drake to przecież obecnie jeden z największych artystów muzycznych w ogóle na świecie, nie mówiąc już o samym rapie. Słowo sukces to w jego wypadku mocne niedopowiedzenie, a osiągnął go bez dodatkowego rozgłosu, który mógłby uzyskać w akcji XXL. Mało tego, sam z niego zrezygnował. Magazyn zaproponował mu udział w edycji z 2010 roku, ale Drake odmówił, gdyż uważał, że nie można go już określać mianem „freshmana”, bo już rok wcześniej oficjalnie debiutował z mixtape’m „So Far Gone”, a parę lat wcześniej już zwracał na siebie uwagę kolejnymi mixtape’ami.

Young Thug

Sporo osób uważa, że Thugger miał gigantyczny wpływ na to, jak obecnie brzmi rap, gdyż od początku swojej twórczości ochoczo eksperymentował z wtyczkami, ingerując przy ich pomocy w swój wokal. W Stanach wielkiego narzekania na tego wstrętnego „autotjuna” nie było, a melodyczność jego twórczości szybko skradła serca fanów w USA, a potem to samo zrobiła ze słuchaczami na całym świecie. Young Thug miał się nawet zjawić przy okazji organizowania edycji z 2014 roku, ale po prostu nie stawił się na miejsce. Widocznie też był za bardzo zajęty ciężką pracą na swoją twórczością i nie widział potrzeby lansowania się na okładce magazynu. Opłaciło się.

Tyler, the Creator

Tyler może nie ma aż takiego rozgłosu jak wyżej wspomniani artyści, ale skilla i charyzmy absolutnie nie można mu odmówić. Jego twórczość została też pokaźnie doceniona wśród krytyków, bo przecież może się pochwalić wyjątkowym wyróżnieniem w postaci nagrody Grammy za najlepszy album roku, którą otrzymał za „Igora”. Wcale nie musiał się przy tym znaleźć w żadnym z zestawień Freshmenów, choć biorąc pod uwagę fakt, od kiedy tworzy, mógł pojawić się już w jednej z pierwszych edycji.

Post Malone

Posta ciężko już nawet nazwać raperem, bo niezwykle płynnie porusza się między gatunkami, czemu dowodzą jego single, które raz brzmią jak hit R&B, a innym razem jak brit-rockowy szlagier. Właśnie z tego powodu Malone nie zdecydował się na dołączenie do edycji z 2016 roku. Jego management wyjaśnił, że artysta nie chciał zamykać się w ramy jednego gatunku, a Freshmen to jednak zestawienie stricte rapowe. W sumie prawda, bo równie dobrze mógłby się znaleźć w Młodych Mustangach Country. Nie no, nie ma takiego plebiscytu. A szkoda.

fot. kadr z klipu „Drake – Over (Official Music Video)”, YouTube.com/Drake

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Kabe dołącza do QueQuality. Czy to dobra decyzja dla jego kariery?
Kabe - Que Pasa (prod. Opiat) [QQ Untitled01]

Przyszłość Kabe była sporą niewiadomą po tym, jak Wini zdecydował się sprzedać StoproRap. Mógł równie dobrze zostać w labelu pod nowym właścicielem, zmienić wytwórnie albo nawet zdecydować się na rozwój swojego GCBW i wydawać samemu. Wybrał jednak QueQuality. Jaki wpływ na jego karierę będzie miała ta decyzja?

O tym, że Kabe może przejść do wytwórni najpopularniejszego Kuby w kraju spekulowano już jakiś czas, gdyż fani dopatrzyli się, że w serwisie Spotify artysta zmienił swoją profilówkę na taką, na której założoną ma koszulkę owej wytwórni. Oczywiście, to była raptem poszlaka i absolutnie nie można było interpretować tego w sposób oficjalny, ale ostatecznie ta informacja potwierdziła się, ponieważ dziś w nocy, już z ramienia QueQuality Kabe wrzucił najnowszy kawałek pt. „Nike Air Max”. Nie będę skupiał się tu na ocenie samego numeru, w skrócie rzucę tylko, że jest to numer pełen charakterystycznych dla młodego rapera zabiegów, choć jednak nie najlepszy, który do tej pory popełnił. Skupię się za to na samej słuszności decyzji o dołączeniu do tej konkretnej wytwórni.

Trzeba bowiem zwrócić uwagę na to, w jakim momencie kariery znajduje się Kabe. To dopiero początek, ale też odpowiednia chwila, by wbić się poziom wyżej, bo pierwsza szansa została nieco zmarnowana. Kabe przecież z buta wbił się do rapgry przy użyciu „Albinosa”, a potem jeszcze parę razy potwierdził swoje niebagatelne umiejętności, chociażby robiąc hitowe „Skiety&Klapki”. Dodajmy do tego „Uliczny Styl” oraz niezwykle klimatyczne „Trap i Grind” i mamy już porządny fundament do naprawdę ciekawej i różnorodnej płyty. Nie dostaliśmy jednak od niego ambitnego LP, a EPkę, która przypomina bardziej zbiór luźnych singli. Szkoda, bo gdyby Kabe już wtedy wplótł wyżej wymienione piosenki w bardziej skrupulatnie stworzony album, jego obecna pozycja na scenie byłaby jeszcze silniejsza. Nie jest, ale to oczywiście nic straconego, choć wypadałoby nadrobić tamtą niewykorzystaną szansę. No i właśnie, czy QueQuality mu w tym pomoże?

Zastanówmy się, kto był ostatnim raperem z pod szyldu tego labelu, który osiągnął sukces na miarę swojego potencjału. Trochę trzeba się cofnąć pamięcią, bo na dobrą sprawę, choć to oczywiście subiektywna ocena sytuacji, takim artystą jest Guzior. Został on dobrze wypromowany i obronił się fantastyczną muzyką. Potem niestety QQ nie potrafiło już odpowiednio wspomóc swoich podopiecznych, przez co na przykład taki PlanBe nie wybił się aż tak, jak by mógł, choć potencjał pozwalał mu na to, by stać się drugim Tymkiem, jeszcze przed oryginalnym Tymkiem. Odnoszę też wrażenie, że wytwórnia dużo lepiej mogła zachować się przy promowaniu Przyłuca, który również ma imponujący wachlarz rapowych umiejętności, a jednak jego płyta nie odbiła się zbyt szerokim echem.

Można śmiało więc gdybać, czy nie lepszy dla Kabe byłby chociażby Def Jam, który działa ostatnio bardzo prężnie wydawniczo. Kabe pasowałby też tam bardziej z tego względu, że jest jednak dosyć uliczny. Poza tym, to wielka wytwórnia, która mogłaby się skontaktować ze swoim oddziałem we Francji i zagwarantować raperowi jakąś wyjątkową kolaborację. Inne labele raczej nie byłyby sensowną decyzją, bo SBM jest jednak zbyt rodzinne i Kabe po prostu tam nie pasuje, a taki Asfalt to już kompletnie inna bajka. W miarę mógłby pasować jeszcze BOR, ale tam Paluch wydaje ostatnio bardzo prężnie i skupia się raczej na zawodnikach, którzy u niego debiutują, zamiast przejmować kontrakty już w miarę popularnych raperów. Poza tym, zupełnie dobrą opcją wydawałoby się też po prostu wydawanie na własną rękę w oparciu o stworzoną przez rapera markę GCBW. Wiadomo, wielu raperów decyduje się na własne wydawnictwa przy nieco bardziej ugruntowanej na scenie pozycji, jak chociażby Szpaku, ale taki Żabson od razu rzucił siebie na głęboką wodę, wydając pierwsze LP własnym sumptem i zupełnie dobrze na tym wyszedł.

Rozumiem jednak, że Kabe po prostu wolał, by na tym etapie ktoś jeszcze wszystkie sprawy wydawnicze ogarniał za niego, by on sam mógł skupić się na tworzeniu muzyki. Mam jednak nieodparte wrażenie, że lepiej zrobiłby mu to Def Jam, choć oczywiście życzę raperowi i sobie, bo też czekam na jego sukcesy, żebym się mylił.

fot. kadr z klipu „Kabe – Que Pasa (prod. Opiat) [QQ Untitled01]”, YouTube.com/QueQuality

Zostaw komentarz