News

Artists Folder #1: Stajnia Asfalt Records

Anna Cecocho -
News - - Dodane przez Anna Cecocho

Artists Folder #1: Stajnia Asfalt Records

Słuchacz rapu też człowiek. Może mu się zdarzyć zapomnieć jakiś drobiazg z życia danego artysty. Dlatego z pomocą przychodzimy my i nasza krótka seria Artists Folder. To ściąga i dla tych bardziej, i mniej wtajemniczonych w dokładne biografie muzyczne hip-hopowych wykonawców. Kto i gdzie aktualnie tworzy? Na pierwszy rzut – Asfalt Records.

Jasne, powiecie, że przez wytwórnię przewinęło się mnóstwo zdolnych artystów, m. in. FISZ czy kolaboracja Afront. I będziecie mieli rację. Jakim cudem nie znaleźli się więc na naszej ściądze? – Już tłumaczymy. Widzimy na niej artystów, którzy aktualnie działają z wytwórnią. Każdy chyba wie, jak silny na polskim rynku hip-hopowym jest Asfalt. Jednak ustawienie wszystkich artystów wytwórni w jednym szeregu uświadamia (bardzo naocznie), że w czym – czy też zasadniej byłoby powiedzieć w KIM – tkwi ta siła.

Taco Hemingway – trzymający się od 2018 roku na pierwszym miejscu w liczbie streamingów Spotify w polskim rapie, O.S.T.R. – posiadacz 11 Fryderyków, czy Otsochodzi – jeden z najlepiej sprzedających się raperów młodego pokolenia. Asfalt wie, na jakie konie stawiać. Ale, ale! Od niedawna wytwórnia może pochwalić się trzema nowymi współpracami. Dwie już dobrze znacie, trzecia to jeszcze świeżynka – to BonSoul, Hades i Jan Serce. Ten ostatni jest dosyć tajemniczy i nie zdradza większej ilości informacji na temat swojej muzy. Jedyne co na razie dostaliśmy od zespołu, to kawałek “Katana”, który w żadnym wypadku nie jest rapem. Ale co z tego, kiedy to jest naprawdę dobra muzyka!

Zdecydowanie widać po 20-letniej pracy Marcina “Tytusa” Grabskiego, że Asfalt wie dobrze co robi. A na kogo my możemy liczyć w 2019 roku? Cóż, akurat w tej wytwórni naprawdę dużo się dzieje – w tym roku na pewno dostaniemy nowy album Flirtini i Rasmentalism. Ment nie próżnuje. Oczywiście, czekamy również na debiutantów Asfaltu, jednak tu zupełnie nie wiadomo kiedy możemy spodziewać się krążków. Ale warto na nie czekać, bo to naprawdę zdolni artyści, warci szczególnej uwagi.

Fot. z klipu “SumieNIE (Asfalt 20 Remix)” [youtube]

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Raperze, zareklamuj się!

“Yo mama, taka fama za dwa latach twój syn w reklamach” – kiedyś takim wersem swoją zwrotkę zaczął mój kolega – niedoszły raper. Jak możecie się domyślić, ostatecznie nie trafił ani do świata reklam ani na bilbordy. Dawne reklamy z perspektywy czasu ogląda się z pewną nostalgią i uśmiechem na twarzy. Dzisiejsze są mocno nijakie i nie mają już takiej siły przebicia. Ostatnio natrafiłem jednak na taką, która mnie lekko zniesmaczyła. Znacie typ reklam na rapie? – Rapujące dzieci, młodzież, czasami nawet dziadkowie. Jedna rzecz takie produkcje łączy – są strasznie kiczowate. W wyżej wspomnianym okropieństwie od firmy Blik, ujrzałem rapującego polskiego Eminema. Niestety, poziom reklamy z MC Silkiem przywiódł mi na myśl najgorsze produkcje z udziałem rodzimych artystów. Przypomnijmy sobie zatem z tej okazji dobre i złe reklamy z polskimi hiphopowcami.

“Wszystkie ziomki jedzą lody koral”

Funky Filon w środowisku zawsze miał ujemny street credit. Bez żadnych przeszkód mógł użyczyć swojego wizerunku w reklamie. Jednak cóż tu mamy? Funky Filon ze swoim antyflow rapuje życiowy tekst, sceneria jak z filmów o Rockym. Cytując Laikkie1: Filon prezentuje nam “uliczną gadkę”, ale w tej powadze coś tu nie gra. Dlaczego, gdy Funky rapuje o “osiedlowych akcjach”, to na dole lecą napisy “kup 2 lody w cenie 1”? Pomyślmy, jak mogła wyglądać koncepcja powstania tej reklamy:
-Joł, joł, czy rozmawiam z Funky Filonem?
– Siema, przy telefonie.
– No to joł. Słuchaj Funky, ty coś tam rapujesz, co nie? Widziałem cię w teledysku u Natalii Kukulskiej.
– No, coś tam rapuję, produkuję.
– To spoko, bo widzisz, rap jest teraz w modzie i fajnie byłoby, jakbyś zareklamował po ziomalsku Lody Koral. No, wiesz “joł, joł, lody koral są dla ziomali”. Zresztą ty jesteś tu raperem, coś wymyślisz.
– No spoko, dam radę.
– No i super, wiesz, niedawno była premiera Blokersów. To zaśpiewasz, że jesteś z bloków, ale wyszedłeś na prostą i teraz ty i twoje ziomki lubią Lody Koral.
– Ok, spoko zdzwonimy się.
– I super. Joł, joł.


Sokół i Tygrys

Dawniej udział rodzimego rapera w “reklamówce” był niezbyt mile widziany w środowisku. Zmieniło się to, gdy Sokół zaczął współpracować z firmą Tiger. Wojtka w żadnej z reklam Tigera, co prawda nie widzimy, ale od razu możemy rozpoznać jego charakterystyczny głos w tle. Z firmą produkującą energetyki w późniejszym czasie nawiązali współpracę również inni raperzy, m.in. Ero czy Hades. Po głośnej aferze związanej z znieważeniem bohaterów powstania warszawskiego, hiphopowcy odeszli od promocji tygrysiej marki.

Pezet: Najgorętsza ksywka na rynku

W ostatnich latach to Pezet, obok Sokoła, stał się najbardziej rozchwytywanym przez duże firmy raperem. PzU wziął udział w m.in. promocji nowego sezonu serialu “Narcos“, czy polskiej produkcji “Kropla prawdy“. W przypadku kontraktu z firmą Sprite, współpraca odbywała się na dwóch poziomach: Pezet i Małolat użyczyli swoich głosów w reklamie telewizyjnej napoju, natomiast Sprite pomógł im finansowo w realizacji klipu promującego reedycję płyty “Dziś w twoim mieście”.

Reklama z udziałem braci swoim klimatem przypomina amerykańskie produkcje z lat dziewięćdziesiątych. Jest zrobiona na czasie, a zarazem zawiera ten sznyt okresu VHS-ów. Brawo dla twórców!

Tedefony

Tede wiele raz wyprzedzał scenę w akcjach marketingowych. Współpracował między innymi z wyżej wspominanym Spirtem. Najbardziej oryginalnym jego pomysłem było stworzenie limitowanej wersji telefonów. Współpracując z Samsungiem, wyprodukował 250 Tedefonów sygnowanych logiem rapera i jego wytwórni. Niestety dla TDF’a, pierwsza połowa XXI wieku to okres, gdy za każdą komercyjną kooperację na rapera spadały tony dissów. Zarówno za współpracę ze Spritem, jak i produkcję Tedefonów, raper obrywał od środowiska. Szczególnie Onar mocno obśmiewał Tedego. Reprezentant składu Płomień 81 na pewno nie spodziewał się, że dziesięć lat później to jego kompan z teamu wejdzie w biznesowy kontrakt ze Spritem.

Pih i reklama…?

Pih, zanim stał się obrońcą prawdziwego hip hopu, był jednym z największych balangowiczów na scenie. Poniższa reklama to czasy przynależności rapera do wytwórni Camey’a. Tyle lat minęło i dalej nie wiadomo, co autor filmu miał na myśli. Obejrzyjmy to jeszcze raz i odpowiedzmy wspólnie na pytanie: “Co w poniższym filmie reklamuje Pih?”.

a) agencję towarzyską

b) wytwórnię Camey Squad

c) wytwórnię filmu dla dorosłych

d) wygodne wanny marki XXX

Z perspektywy czasu zabawnie się to ogląda. Białostocki raper po latach wziął udział w innej reklamówce. Ta już nie miała takiego potencjału do obśmiania. 

Rap na puszkach piwa

Współpraca na linii browar EB – polscy raperzy, miała rozmach – jakby powiedział Pan Siara. Oprócz czterech wysokobudżetowych teledysków, zorganizowany został specjalny koncert. Na scenie warszawskiego teatru spotkały się dwa pokolenia polskiego rapu.

W reklamach telewizyjnych EB użyte zostały fragmenty kawałków Pezeta, Żabsona, Sokoła i Sitka. Natomiast na puszkach z piwem znalazły się cycaty z utworów powyższej czwórki. Najwidoczniej w dużych koncernach doszło do zmiany pokoleniowej i zauważono, że dzisiejsza młodzież niekoniecznie słucha tego samego, co ich rodzice.

Powyższe przykłady to tylko część reklam z udziałem raperów. Jeśli chcecie przeczytać o innych, dajcie znać w komentarzach, na naszym insta albo Facebooku!

Foto. kadr “Sprite Born to RFRSH”/YouTube/Sprite

Zostaw komentarz

Hip Hop,Wyróżnione,Wywiady
Sobota nauczył się ode mnie rapować – Wini i wywiad, cz. 2

Pierwsza część WYWIADU skończyła się tym, jak Wini wybiera numer telefonu z konsoli w desce rozdzielczej.
– Dzień dobry, Winicjusz z tej strony, jakbym pizzę zamówił, dwie na wynos, to szybko ją zrobicie czy raczej długo?
– Za 10 minut by były.
– Super, jaką chcesz pizzę? – pyta mnie.
– Nie wiem… pepperoni? – odzywam się.
– Pepperoni dla kolegi.
– Jeszcze raz… przepraszam?
– Pepperoni, jakąś taką z salami.
– Nie mamy takiej pizzy.
– Ale macie jakąś z salami?
– Mamy Napoli.
– I co ona tam ma?
– No ona tam ma klasycznie sos pomidorowy, mozarellę, parmezan, salami i bazylię.
– Dobra! To taką jedną, a dla mnie jakąś bez mięsa…
– Jest pizza wege.
– Nie lubię takich rzeczy… a jest taka z tym serem wędzonym? Macie taką mozarellę wędzoną.
– No mamy, ale ona musiałaby być dodatkowo dobrana. Mogę zaproponować pizzę Cztery Sery.
– Niech będzie… chociaż nie! Bo tam będzie feta, a ja nie chcę tego.
– Nie ma.
– A co jest?
– Przepraszam, już mówię… jest mozarella, gorgonzolla i parmezan.
– A jakby pani mi zrobiła po prostu margaritę z oliwkami?
– Margaritę z czym?
– Z oliwkami, czarne oliwki. A macie anchois albo sardynki?
– Nie.
– To ja chcę margaritę z oliwkami i tyle.
– Dobrze, kiedy pan będzie?
– Za chwilkę, już jadę, jak zrobicie je w 10 minut, to będę w 10 minut.
– W takim razie zapraszamy.
– Dziękuję, do widzenia.

Jesteś wegetarianinem?
Nie, jestem… chuj wie, jak to się nazywa. Mój kolega się śmieje, że jestem japońskim wegetarianinem, bo oni, jak już jedzą bulion, to już się uznają za wegetarianów. Ja nie jem mięsa, które jest powyżej poziomu wody.

Ze względów ideologicznych czy zdrowotnych?
Ideologicznych. Uważam, że… czekaj, a o której ty masz ten pociąg?

Za pięć czwarta.
Czwarta?

Za godzinę.
A, za godzinę, czekaj, bo zapomniałem jeszcze jedną rzecz sprawdzić. Tutaj jest fajna knajpa.

– Dzień dobry, Winicjusz znowu! Przepraszam, zaczęliście już robić te pizze?
– Kolega już robi.
– A to niech robi, dziękuję bardzo, do widzenia! Dobra, bierzemy pizzę. Bo wiesz, tu jest takie fajne miejsce, syryjska knajpa. Nawet Gessler tu była.

Po chwili jesteśmy już pod pizzerią i możemy kontynuować wywiad.

Pierwszy raz, kiedy Cię usłyszałem, byłem jeszcze w gimnazjum. Na Vivie zobaczyłem teledysk Spółdzielni – ten czarno-biały, co staliście z łopatami. Byłeś tam Ty, Sage, Tony Jazzu i Sobota.
O kurwa, to był pierwszy teledysk chyba.

Pamiętam, że zareagowałem na zasadzie: “Co to, ku*wa, jest?” Nie znałem rapu spoza Warszawy i było to dla mnie zupełnie dziwne. Rozumiałem, że to jest coś innego niż u nas, a na końcu wszedł Sobota i wszystkich wyczyścił. Wiedziałem, że koleś wystrzeli. Potem Matheo w jakimś wywiadzie zapytano, czemu robi akurat z nim i Matheo odpowiedział, że po premierze wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane. Tak się rzeczywiście stało. Jak działa Twój nos wydawniczy? Oczywiście z Sobotą była trochę inna historia.
No tak, bo Sobota był moim kolegą od nie wiem kiedy. Może on powiedziałby coś innego, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że Sobota nauczył się ode mnie rapować. Wydaje mi się, że jestem pierwszą osobą, z którą rapował. Być może jest inaczej, ale pamiętam, jak siedzieliśmy w samochodzie i napierdalaliśmy. Od zawsze uważaliśmy, że Sobota ma, że tak to ujmę, ładny głos. Potem stwierdziłem, że będę go wydawał, zaproponowałem to i zostałem jego producentem wykonawczym. Uważam, że jest bardzo duża moja zasługa w kreowaniu jego osoby. To ja dobrałem Matheo jako producenta, początkowo miał być ktoś inny.

No tak, Oreu z Electric Rudeboyz.
Tak, ale on stwierdził, że ma to w d*pie. Po dwóch miesiącach się odezwał, że może jednak, a myśmy już płytę nagrywali. Dla mnie “nie” znaczy “nie”. Ja po prostu działam. Znalazłem chłopaka w Stargardzie, który wziął udział w konkursie Wielkie Joł, zresztą ja też brałem w nim udział. Posłuchałem jego bitów i stwierdziłem, że ma potencjał. Stargard jest blisko, więc tam pojechałem, spotkałem się i dogadałem się, żeby robił płytę Sobocie. Siedzieliśmy przy niej w trójkę. Razem rozkminialiśmy piosenki, ileś z tych pomysłów, to moje pomysły. Zrobiliśmy tarczę, która jest w tle okładki “Sobotażu”, na której wypisywaliśmy pomysły. Stwierdziliśmy, żeby robić do tego mixtape, co normalne było w Ameryce, ale nie u nas. Poczuwam się jako współtwórca tego albumu i niemalże wszystkich płyt Soboty.

Tak jak Twój pomysł z reinterpretacją przykazań.
Wszystko do tej płyty wymyśliłem ja. Łącznie z promocją i każdą inną rzeczą. Oczywiście, muzykę zrealizował Matheo, a teksty napisał Sobota, ale ujęcie tych tekstów też było moim pomysłem – to, jak mają być ujęte. Że “Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną” to piosenka o hip-hopie, czyli o tym, że Sobota zawsze będzie robił rasowy hip-hop, a nie ch*j wie co. To, że organy będziemy nagrywać w kościołach, to też moja idea.

Potwierdzasz to, co powiedziałeś kiedyś: że ingerujesz w pracę wykonawców, choćby w najmniejszym stopniu – wybierając singiel.
Na tym polega rola wytwórni. Oczywiście też na tym, żeby wyłożyć hajs. Wiele wytwórni każe komuś wymyślić teledysk, a u nas robię to ja i ludzie z firmy. Czekaj, wyjdę po pizzę.

Wini po kilku minutach wraca z jedzeniem. – Masz, to jest taka fajna herbata – mówi mi, wręczając zgrabną, szklanką butelkę. – Może będzie Ci smakować – dodaje i kontynuuje wypowiedź:

Z Sobotą to było tak, że wiedziałem, że będziemy go wydawać już jak byliśmy na etapie nagrywania mixtape’ów Spółdzielni. Nagraliśmy ich w sumie siedem. Tak naprawdę, cztery Spółdzielni i trzy moje. Trochę będę nieskromny, ale te siedem, to w sumie i tak moje mixtape’y, bo jest tam najwięcej moich piosenek. Byłem najbardziej płodny, co nie oznacza, że najfajniejszy.

We wspomnianym kawałku z klipem nawijasz, że jesteś z Essa Ekipy, a każdy, kto do niej nie należy, jest nikim. To taki Bedoes 10 lat temu.
Tak! I gadałem o tym z Paluchem, że ja się tak nie srałem bardzo na Bedoesa, bo po prostu ja tak odebrałem jego słowa.

Że raper jest pewny swojej ekipy.
Tak i że to jest moment, w którym czujesz się zajeb*sty i jest fajnie. Umówmy się – w długim życiu to wszystko to gówno i nieprawda. Ekipy się rozpadają, ludzie w rodzinie nie potrafią się ze sobą dogadać, podburzają przeciwko sobie dzieciaki. Tu chodzi o moment. Dla mnie hip-hop jest kultem momentu. Możesz nagrać piosenkę o tym, że kochasz ludzi, a zaraz potem, że ich nienawidzisz. Obydwie piosenki nie świadczą o tobie, jako o hipokrycie, bo są szczere w danym momencie. Siedzisz i mówisz: “ku*wa mać, ale się naćpałem” albo “piękny dzień, pobiegałem, miałem fajny seks z ładną dziewczyną”, przychodzi jakiś cwel smutny i mówisz: “kocham tego cwela” i dajesz mu stówę, “niech sobie zje dobry obiad z żoną”. Za chwilę nie masz tego fajnego seksu, coś nie działa i zobaczysz tego typa i będziesz chciał mu strzelić w łeb, bo chodzi jeb*ny i źle wszystkim życzy. Obydwie te podstawy mogą się znajdować w jednym człowieku. Dlatego wypowiedź Bedoesa, dla mnie, była tym, że jego grupa przyjaciół – bo umówmy się, to nie są żadne ekipy i kartele, tylko grupy kolegów – jest najlepsza i w tym momencie reszta może wypie*dalać.

Raperzy to mówią od zawsze.
Mówią. Po prostu do Bedoesa łatwiej było się przypie*dolić, bo jest młodszy i fizycznie słabszy.

I szybko odniósł sukces.
Tak. Jestem w stanie to rozwlekać na różnych poziomach. Rozumiem, że ta wycieczka do homoseksualizmu jest bardzo źle odbierana przez wielu ludzi, bo mają większe lub mniejsze mariaże z subkulturą więzienną. Tam to nie sprowadza się do homoseksualizmu. Tu nie chodzi o to, że im strasznie przeszkadza, że ktoś ma w mordzie fiu*a, a nie piz*ę. Obydwie rzeczy wydalają z siebie różne poj*bane substancje i można się śmiać, że ktoś chce to w ogóle sobie do mordy wkładać.

O tym micie mówiliśmy na początku.
Chodzi o to, że homoseksualiści zazwyczaj są słabsi. Nie wszyscy, ale wielu jest słabszych. Więc po prostu w więzieniu są do odjeb*nia. Z tego, co wiem, panuje tam kult siły i słabszych się gnoi. Ludziom się nudzi i komuś muszą doje*ać. “O, ten jest inny niż my”. Ale oczywiście nie inny na tej zasadzie, że może wpie*dolić, bo wtedy będą się do niego modlić, służyć mu i prać gacie. Natomiast jeżeli on jest słabszy, to odstaje od grupy. Wtedy podpalą mu nogi i będą patrzeć, jak przez kolejne miesiące zamyka się w sobie i toleruje wbijanie zaostrzonej szczoteczki w ucho. Zwierzęta uwielbiają patrzeć na cierpienie innych.

Łamanie słabszych.
Tak. Dlatego różnicą w podejściu do wypowiedzi Bedoesa mogła być ta wycieczka z “robieniem pały”. Tu nie chodziło o to, czy faktycznie biorą penisy i je kur*a liżą, ale o to, że ekipa Bedoesa sprzedawała w tym momencie dużo płyt i miała dużo wyświetleń, a konkurencja, ku*wa, nie. Sprzedawali dużo płyt? Tak. Mieli dużo wyświetleń? Tak. Czy robili dobrą muzykę? To sprawa indywidualna, ale w wyścigu o atencję młodych ludzi wygrali. Dziewczyny chciały oddawać im swoje ciała, co oznaczało, że pożądają ich spermy, ich DNA, więc ich DNA wygrało. Do tego się to sprowadza.

Czyją słabość i siłę to pokazuje? Reagowanie na coś takiego w ogóle ma sens?
Dla mnie, nie. Fajnie, gdyby ograniczało się do fajnej wojny słownej, jeśli już. Można było napisać naprawdę fajne dissy. Zajebi*ty raper mógłby to świetnie przeanalizować. Myślę, że ja mógłbym pisać wyku*wiste dissy i byłbym w tym zaje*isty, ale mnie się to nie opłaca. Mam spostrzeżenia na temat wielu raperów, których nikt nie wypowiedział. Co więcej – oni sami mogą tego do siebie nie dopuszczać.

To przez to, że ich znasz?
Przez to, że ich obserwuję.

Czyli śledzisz na bieżąco, co się dzieje?
To moja praca. Jeśli coś jest fajne, to sobie tego posłucham. Robię te moje wywiady. Wiesz, kiedyś, na początku, z kimś tam gadałem i nie sprawdziłem, co on w ogóle robi. Stwierdziłem, że nie będę ignorantem jak Artur Rawicz, który mi przyznał, że tych rzeczy w ogóle nie słucha. To jest trochę nieładnie, bo skoro kogoś zapraszam, a on jest raperem, to mimo że niekoniecznie będziemy gadać o płycie, bo moje rozmowy lecą w różnych kierunkach, ale dowiem się z takiego albumu czegoś o nim. Na przykład muzyka Multiego nie jest dla mnie, jest bardzo łagodna, ale muzykalnie on jest lepszy niż cała masa tuzów naszej sceny!

W sensie wyczucia.
Tak, on ma wyczucie rytmu. Jak pobierze lekcje śpiewu i będzie się starał, to będzie i śpiewał bez autotune’a. Fajnie umie przekazać emocje, umie aktorsko załamać głos. Posłuchałem jego płyty i to wcale nie jest takie pier*olone gówno, jak wszyscy mówili. Niejedni uznawani za tuzów sceny w ogóle, ku*wa, nie potrafią rapować. Nic nie umieją, zabawić z rytmem się nie potrafią. Nie dlatego, że wybrali styl spokojnego rapowania, tylko dlatego, że są chuj*wi, arytmiczni, bardzo mało utalentowani, a wręcz antyutalentowani. Także wolałbym słuchać Multiego niż ich pie*dolenia. Teraz gadałem z Zeamsonem. Brakuje mi w młodych raperach pie*dolnięcia. Są tacy grzeczni, ale może świat nie musi być taki przerysowany i poje*any. Może, gdybym miał małego synka, to nie chciałbym, żeby wiadro rzeczywistości, czy – że użyję modnego słowa – dystopii wylało mu się na głowę, tylko żeby utrzymał się na poziomie mitu Świętego Mikołaja i tych piosenek, że im się wszystkim udało. Gówno im się udało, bo mają po 18 lat. Zobaczymy, co im się uda, jak będą mieli 50. Ale może to jest fajna muzyka dla synka, którego nie mam. Bluzgów nie ma za dużo.

Zawsze można przejść potem na bardziej hardkorowy etap.
Jasne. Swoją drogą, Zeamsone technicznie jest bardzo dobry. Ma nawet swoje patenty, co mnie zdziwiło. Zeamsone ma przyspieszenie na pierwsze wersy, które inaczej brzmi, nie słyszałem tego gdzie indziej. Doceniam takie rzeczy.

Przez wywiady stałeś się bożyszczem pewnej części internetu…
…mówisz? Mnie się wydaje, że w ogóle. Ja nic z tego nie mam. 100 tysięcy subskrybcji nie mam!

…no, jeszcze nie masz…
…no, jeszcze ile? Lord Kruszwil 100 tysięcy subów robi jednym czy dwoma filmami.

Ale wiesz jaki on ma kontent.
Najwidoczniej dobry. On zarabia kupę szmalu, a ja nie.

Dobry pod względem komercyjnym.
Nie wiem. Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć.

Wróćmy do tematu. Przez formułę swoich wywiadów i to, że łapiesz tam tematy, które Cię interesują, nie jest przypadkiem tak, że pewne swoje przemyślenia konfrontujesz ze sobą dopiero wtedy? Jest taka teoria, że nauczyciel przyswaja na dobre wiedzę, którą posiada, dopiero w momencie przekazywania jej uczniom. Jest świadomy swojej wiedzy, ale ona na dobre się umacnia, kiedy ją przekaże.
Zgadzam się z tym powiedzeniem w takim znaczeniu, że człowiek, powtarzając coś wiele razy, ugruntowuje sobie wiedzę coraz bardziej. Inna sprawa jest taka, że ja mam swoje teorie i mogę mówić o niej kolegom, mogę mówić sobie w samotności, mogę napisać książkę…

…masz zamiar?
Mam pomysły na kilka książek. Bardziej na filmy, ale wymyśliłem parę fajnych tytułów. “Zbuduj własną religię i w nią uwierz” – o takiej myślałem książce.

Są takie książki.
Jest takich, ku*wa, miliony, ale ta by była moja, kolejne gówno. <śmiech> Moje przemyślenia nie są jakimiś genialnymi przemyśleniami.

Ale jednak są konstruktem stworzonym w oparciu o wiedzę, którą czerpiesz z różnych źródeł i mogą być ożywcze.
No mogą. Pomyślałem po prostu o tym, jak budować własną moralność i próbę przejścia przez życie, które finalnie jest bardzo ciężkie dla wszystkich. Nawet dla tych, którym jest zaj*biście dobrze, bo na końcu muszą zdechnąć. U każdego historia kończy się chuj*wo. To potworna myśl i trudna do poradzenia sobie z. Dla każdego pie*rzonego człowieka.

A miałeś sytuację bliską śmierci?
Myślę, że wiele razy.

Nie jest wtedy łatwiej?
Nie jest łatwiej. Miałem takie jazdy dragowe, że o mało się nie wypie*doliłem.

Ja miałem wypadek samochodowy.
Też miałem wypadek samochodowy. Znałem księdza, który miał dachowanie, przyjechała po niego karetka i tą karetką też miał dachowanie.

I przeżył?
No.

Ja pie*dolę.
Grubo, co?

Powoli kończymy pizzę i znowu ruszamy przez Szczecin, tym razem w stronę dworca.

Skoro nie książka, to może jakieś felietony?
Nie lubię pisać. Mam bardzo dużo chuj*wych cech. Jedną z nich jest bardzo duże rozkojarzenie, zapominam sporo słów. To akurat dlatego, że jarałem długi czas i to się teraz odbudowuje powoli. Źle się uczyłem w szkole i mam bardzo słabą pamięć. Nie umiem nic zapamiętywać. Nie znam żadnego tekstu swojej piosenki.

Czyli na urodziny StoProcent nie zagrałbyś koncertu?
Nie wiem, może jednej piosenki bym się nauczył. Zagrałem w życiu z 10, 15 koncertów, ale większość z nich to był jakiś pijacki bełkot. Zresztą, ja wówczas uważałem, że tak powinien wyglądać koncert.

Etos rapera.
Tak, a właściwie raperów, których ja słuchałem. Myślę, że ODB niejeden koncert tak zagrał i wszyscy byli szczęśliwi. Nauka zajmuje mi bardzo dużo czasu. Znam kolesi, którzy piszą tekst i mogą go rapować na drugi dzień na koncercie. Ja potrzebuję dwóch tygodni w samochodzie, żeby się nauczyć.

Osłuchać się.
Nie, nie osłuchać. Słuchać to ja mogę dwa lata. Ja muszę się nauczyć słów, bo melodię ci powtórzę, ale nie tekst.

Jak w takim razie było z #hot16challenge? Miałeś tekst na telefonie, czytałeś?
Nie, to akurat umiałem, bo to było coś, co śpiewałem od bardzo dawna. Kiedyś, jak nagrywałem pierwszy czy drugi numer po dłuższej przerwie, to też umiałem te teksty perfekt. Nagrywałem to u Dja Zero w Warszawie, przyszedłem nieśmiało, zapytałem czy mogę nagrać, powiedzieli, że śmiało. No to wszedłem do kabiny, puścili bit, a ja wykonałem całość tak, jak powinno być. Na co słyszę, że jeszcze raz, bo się ciągle ruszałem przed mikrofonem. No to puścili jeszcze raz i zrobiłem to drugi raz, dokładnie tak samo. Co więcej – umiałem te teksty tak, że mogłeś mi dać bity w różnych tempach, a ja bym zarapował do każdego tempa, bo rapowałem ten tekst do tysiąca bitów na wszystkie możliwości.

Tak powinno być, że raper umie nawinąć do wszystkiego.
Tak, choć zmieniam zdanie co do niektórych rzeczy. Jeśli ktoś napisał to do określonego tempa i to tak ma być wykonane, więc on nie chce tego zmieniać, to okej. Natomiast fakt, dobry raper powinien umieć wykonać swój tekst do wszystkiego. Inna sprawa, że jak słyszę jakieś pie*dolenie dzisiaj na zasadzie “czegoś nie mogę bo”, to dla mnie jest koniec rozmowy na temat twojego bycia raperem. Dzisiaj można wszystko! Możesz być najbiedniejszym dzieciakiem w klasie, mieć ku*wa w domu sajgon i totalne gówno i być najlepszym raperem! Właśnie przez to możesz! Rap kocha historię, że cię ku*wa bili i wszystko było przej*bane, a ty naplułeś światu w mordę. Zresztą, nie tylko rap. Wszystkie historie są o tym, że komuś się nie udawało, ale on się zawziął, i się udało. To jest najpiękniejsza historia, jaka może być na świecie. Oprócz tego, że o miłości.

Najlepiej, jak to się łączy.
Tak. Bohater miał piękną dziewczynę, piękne dzieci i ruch*li się tylko we dwójkę. Choć ja uważam to za tragedię, ale to jest jeden z mitów, które stworzyły religie.

Monogamia?
Tak. Uważam, że to coś okropnego. Wyłącznie do złych rzeczy to prowadzi. Wracając do historii – jesteś tym dzieciakiem. Po pierwsze, nie potrzebujesz studia, bo na bank ma je twój kolega w domu. Po drugie – weź se telefon i nagrywaj kawałki pod bit na dyktafon. Masz teraz takie programy, że synchronizują bit z twoim głosem.

To nie ma sensu. <śmiech>
Wszystko teraz, ku*wa, jest. Telefon może być za tysiaka, też nagrywa. Jesteś w stanie na niego zarobić w McDonald’sie. Nawet, jak masz tę poje*aną rodzinę. Możesz też sobie kupić używany taki, który był wart sześć tysięcy. Jak nie chcesz iść do maca, to sprzedaj trawkę paru kolegom. Jak nie będziesz skończonym kretynem, to ku*wa, sprzedasz ją i nie pójdziesz do więzienia. Nie namawiam nikogo do sprzedawania trawki, ale opcji jest cała masa! A w ogóle, telefon to mają twoi koledzy w klasie, każdy ma w niej kamerę i macie możliwość robienia wszystkiego! No i kwestia tego studia. Ja pier*olę, w Szczecinie kosztuje jakieś grosze – 60 złotych za godzinę.

W Warszawie podobnie.
No widzisz. Moim zdaniem powinno kosztować stówę za godzinę. Najgorsze jest to, że ktoś powie: “o, drogo”. Nie, ku*wa, to jest za darmo. Gdybyś nie był jeb*nym gamoniem, to w godzinę jesteś w stanie zrobić cztery piosenki. Nagranie piosenki to powinien być jeden take. Skoro jesteś biedakiem, to powinieneś tak zaje*iście się jej nauczyć, że to jest dla ciebie zabawa! Wchodzisz i ją rapujesz, bawisz się, zmieniasz głos! Dwa take’i to już spore niedopatrzenie. Rozumiem, że pierwszy może być na ustawienie twojego wokalu. Okej, więc wchodzisz do kabiny i pół piosenki krzyczysz do realizatora: “Ty skurw*synu, ja ci płacę pieniądze, żebyś mi na całym take’u ustawiał piosenkę? Rób to, ku*wa, w trzy minuty, bo ja mam cztery kawałki do nagrania!”. I ch*j, nagrywasz cztery kawałki. Jeszcze realizator naprędce zakłada Ci efekty na kawałek, żebyś mógł tego, ku*wa, słuchać, biegać i puszczać kolegom i koleżankom, wrzeszcząc: “słyszycie, jaki rap zapier*alam?”. I to kosztuje, ku*wa, w drogim studiu sto złotych, czyli jeden kawałek kosztuje dwadzieścia złotych! Jakiego biedaka nie stać na dwadzieścia złotych za kawałek?! A to, że przychodzisz, nagrywasz z kartki po sto razy, to znaczy, że ku*wa, bogaty jesteś, skoro stać cię na takie zabiegi. Czyli nagranie dwunastu kawałków, mixtape’u, to 300 złotych. Tyle powinien kosztować twój mixtape. Przecież to nie musi być najlepsza jakość, tylko coś fajnego do słuchania. Proszę – teraz wyliczyłem – zrobienie mixtape’u kosztuje 300 złotych. A to może sprawić, że Wini albo inny wydawca do ciebie zadzwoni, da ci ubrania za darmo, zaprosi do studia za darmo, czy umożliwi feat ze znanym raperem. A wideo powinieneś nagrać za darmo ze swoimi kumplami. Jak was nie stać, to na kradzionym sofcie. Jak się dorobicie, to kupcie, bo tym ludziom należą się pieniądze, ale najpierw zaj*bcie. Przecież tak wam się chce robić muzykę, że już nie możecie.

Czyli 300 złotych i skille, i mamy mixtape.
Umiejętności, umiejętnościami – przede wszystkim – pokora. Na trackach i na scenie masz być sku*wysynem i arogantem, ale do słuchania się tych, którzy lepiej wiedzą i do pojęcia świata, jest potrzebna pokora. Pracowitość. Pracowitość to jest największa rzecz. Bądźcie pracowici. Ile nagrałeś w życiu piosenek? 50? I mówisz o nagraniu płyty? Napisz 300 piosenek! 500 piosenek! Możesz je wrzucać na youtube. Najwyżej se to wykasujesz, jeśli uznasz, że to słabe. Piszesz, rapujesz i napier*alasz. Szybciej niż do studia, to powinni na otwarte mikrofony chodzić.

Jak już przy tym jesteśmy, to warto poruszyć temat battle rapu. Od dawna jarasz się tematem, a teraz współorganizujesz Rapnokaut. Planujecie, by było więcej edycji?
Jeśli to się dobrze przyjmie, będzie pełna sala, to będziemy to kontynuować. Wtedy zrobimy z tego ligę. Chciałbym wykształcić całe nowe pokolenie battle rapperów. Nie chcę być arogancki, bo cała masa ludzi robi to fajnie od lat, ale mam poczucie pewnego niedosytu. Wynika też z podejścia. Ch*j w to, czy a capella, czy do bitu. Chodzi o treść, o to że pointuje się na drugi wers. Chodzi o to, żeby wykształcić takie techniki i taktyki, żeby zamknięcie pointy mogło być na osiem, szesnaście wersów, nawet na sam koniec! Że punktujesz przeciwnika i on myśli, że już zaciskasz tę pętlę, a ty wrzucasz go do zupełnie innej przestrzeni. Polecam obejrzenie ligi rosyjskiej. Przecież to są kozetki u psychologa! To jest niebezpieczna rzecz i ja zdaję sobie z tego sprawę. Ktoś powie: “gdzie jest moralność?”. Ale przecież to jest sport. Byle byście się nie pozabijali po walce. Nie musicie się lubić, ale podajcie sobie rękę. Przecież na meczu bokserskim też to może się skończyć Alzheimerem, wstrząsem mózgu, śmiercią! I co? Jest to sport? No jest. To powinien być także sport. Podwyższonego ryzyka, ale sport. Jakbym miał 20 lat, to sam bym się w to bawił, ale teraz mogłoby mi to zrobić spore problemy w psychice. Niby mam siebie rozkminionego maksymalnie, ale nie chciałbym słyszeć pewnych rzeczy od innych, jak sam sobie je powtórzyłem 100 tysięcy razy.

Dojeżdżamy na dworzec. Do pociągu mam pięć minut, więc szybko się żegnam i zbieram do wyjścia. Wini odbiera telefon – dzwoni Mops. Kilka godzin poźniej na kanale Winiego pojawia się ocena zgłoszeń do Rapnokaut. Jestem wówczas w podróży powrotnej. Siedem godzin do Warszawy, ponownie bez WARSu. Papieros dopiero na pętli przy Centralnej. To był mój pierwszy raz w Szczecinie. Wini, dzięki za gościnę!

fot. Magda Patocka

Zostaw komentarz