Hip Hop,News

Bedoes: W większości przypadków druga zwrotka to po prostu freestyle

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Bedoes: W większości przypadków druga zwrotka to po prostu freestyle

Bedoes wydał wraz z Lankiem „Opowieści z Doliny Smoków” już dwa tygodnie temu, ale echa tego albumu absolutnie nie milkną. My już swoje zdanie wyraziliśmy, ale opinie na jego temat w rozmowach z raperem przedstawiają również inni. Gargamel dyskutował o płycie z Lankiem i Bedoesem w ramach „Pogłosu” w radiowej „Czwórce”. W trakcie tej rozmowy dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy, między innymi o procesie twórczym albumu, zawodach jakie towarzyszyły temu krążkowi oraz planach na stworzenie kolejnego.

Wyszedłem ze swojej strefy komfortu. W większości przypadków druga zwrotka to po prostu freestyle. W kabinie Johny zapętlał mi bit, a ja nawijałem wersy bez pisania. To była zupełnie inna praca, niż się spodziewałem.

Borys wspomina wcześniej, że wydawało mu się, że najlepsze kawałki jest w stanie napisać tylko w domu. Jak widać, przy tej płycie znacząco zamieszał w swoim procesie twórczym, co bez wątpienia wyszło mu na dobre. Kto nie chciałby mieć platynowej płyty za krążek w połowie oparty na freestyle’u?

Bedoes już wcześniej zdradzał słuchaczom, że koncepcja płyty zmieniła się w trakcie jej tworzenia. Przy okazji eventu promującego jej premierę przyznał również, że pierwotnie miała nazywać się ona „Akademia Sztuk Pięknych”. Raczej jednak nie przypuszczaliśmy, że wyżej wspomniana zmiana była tak drastyczna, jak stwierdził raper.

Na początku to miał być projekt, który robimy w miesiąc i puszczamy. […] Zaczęliśmy nagrywać, zrobiliśmy szybko projekt, ale jak po miesiącu przynieśliśmy gotową płytę, to po rozmowach, po namowach tak naprawdę, stwierdziliśmy, że robimy pełnoprawny projekt. Mieliśmy płytę już gotową i prawie wszystko wyrzuciliśmy.

To zresztą nie jedyny dowód na to, że w krążek zostało włożone więcej pracy, niż mogłoby się wydawać. Jak się okazuje, niektóre numery pierwotnie miały inne brzmienie niż to, które ostatecznie znalazły się na albumie. O tym wspomina akurat zwykle milczący Lanek.

Dzień przed oddaniem płyty do tłoczni zrobiliśmy ostateczną wersję „1998”. Było chyba z pięć wersji. Była taka grime’owa, brytyjska, inna była powolna, na pianinie, a ostateczną zrobiliśmy w niedzielę, a w poniedziałek oddawaliśmy płytę do tłoczni.

Choć ostatecznie płyta przyjęła się fantastycznie i szybko zebrała zasłużone wyróżnienia, artyści przyznają, że teraz widzą w niej sporo mankamentów. Jak się okazuje, działa to też odwrotnie, ponieważ na płycie jest kawałek, z którego są bardzo zadowoleni, choć raczej nie przypadł do gustu słuchaczom.

To jest chyba najgorsze. To jest mój największy ból przy powstawaniu płyty. Nic mnie tak nie zabolało, że Hardcore Pleasure nie przyjęło się tak, jak myślałem, że się przyjmie.

Jak wspomniałem we wstępie, od premiery płyty minęły ledwie dwa tygodnie. Mogłoby się wydawać, że teraz artyści powinni dać sobie sporo czasu, by odpocząć, zanim wezmą się za kolejny projekt prawda? Nic bardziej mylnego. Bedoes zdradził nam, że pracę nad nowym albumem mogą ruszyć już bardzo niedługo.

Chcę trochę odetchnąć, spojrzeć na ten projekt. Wydaje mi się, że następny zaczniemy tworzyć, gdy będzie trwała nasza trasa koncertowa, bo mamy taki plan, by stworzyć projekt w trakcie trasy.

W takim razie czekamy z niecierpliwością, bo przecież przy kolejnym wywróceniu procesu twórczego do góry nogami, znów może powstać coś wyjątkowego.

fot. kadr z klipu „Bedoes & Lanek – Opowieści z Doliny Smoków”, youtube.com/SBM Label

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Śmierć Juice WRLD-a. Co wydarzyło się na lotnisku Midway?

Śmierć Juice WRLD-a dla wszystkich była zaskoczeniem. Raper zmarł 8 grudnia w szpitalu, do którego trafił z lotniska Midway, zaraz po przylocie swoim prywatnym samolotem z Kalifornii. Przyczyną śmierci okazało się spożycie zbyt dużej ilości oksykodonu, czyli leku przeciwbólowego – raper chciał ukryć substancje przed policją, która czekała na niego na miejscu.

Służby FBI i FAA na lotnisko zostały wezwane przez pilota samolotu, który zgłosił, że Juice i jego ekipa mają przy sobie broń. Jak się później okazało, na pokładzie znajdowało się jeszcze 70 funtów marihuany oraz butelka syropu na kaszel. Jak twierdzą koledzy rapera, Jarad wziął parę tabletek jeszcze przed przeszukiwaniem.

Chris Long i Henry Dean, którzy lecieli z Juice’em, zostali aresztowani za posiadanie broni – na pokładzie znaleziono trzy pistolety. Oboje jednak zostali wypuszczeni – Dean został zwolniony za kaucją, a Long po wniesieniu obligacji w wysokości 1500 USD.

W trakcie badania sprawy, była dziewczyna Juice’a, Alexia Smith, przyznała Daily Mail, że gdy spotykała się z nim w 2018, Jarad powiedział, że będzie brał do trzech tabletek oksykodonu dziennie. Mieszał je także z innymi substancjami. Dziewczyna twierdzi, że próbowała mu pomóc, ale on stawał się agresywny.

O raperze wypowiedziało się również wiele osób ze środowiska. Lil Durk w wywiadzie dla Complex okrzyknął go nawet ikoną, a Nicki Minaj z kolei opowiedziała o tym, jak miała przyjemność pracować z Juicem w studiu:

Mówił mi ze szczegółami o tym, jak zakochany jest w swojej dziewczynie i jak pasjonująca jest dla niego muzyka (…) Był szczery i czysty w tym, co czuł i to mnie inspirowało

https://www.instagram.com/p/B5817KtnUWh/

Wypowiedziała się też rodzina rapera. Jak się okazało, Young Doplh, 34-letni raper z Chicago, jest jego kuzynem, o czym dowiedział się dopiero niedawno. Wczoraj oświadczenie wydała również matka Juice’a, która wyraziła nadzieję, że historia jej syna pomoże innym:

Mamy nadzieję, że tematy, które podejmował w swojej muzyce i spuściźnie pomogą innym wygrać ze swoimi problemami, to jest coś, czego pragnął jak niczego innego (…) Wiemy, że miłość, radość i emocjonalna szczerość Jarada szczerze będzie trwała

Juice WRLD od dziecka zmagał się z uzależnieniem od środków psychoaktywnych i wiele razy był przeszukiwany przez policję. W 2018 został nawet aresztowany na lotnisku LaGuardia w Nowym Jorku. Funkcjonariusze zostali wezwani po tym, gdy w jego bagażu znaleziono tzw. zabronione przedmioty. Raper oskarżony był o posiadanie m.in. marihuany, ale sprawa została zamknięta. Jego bliscy twierdzą, że to nagła popularność Jarada sprawiły, że stał się celem organów ścigania. Padają także podejrzenia, że istotne przy tym były kwestie rasowe.

Juice WRLD zasłynął z kawałków takich jak „Lucid Dreams” albo „All Girls Are the Same”. Posiadał kontrakt z Interscope Records, a na koncie miał wydany w zeszłym roku debiutancki album „Goodbye & Good Riddance”, który pokrył się platyną. Nagrał również razem z Future’m „Wrld on Drugs”, a w marcu premierę miał jego drugi, solowy krążek „Death Race for Love”. Płyta zdobyła pierwsze miejsce na liście Billboardu.

Juice WRLD to kolejny artysta, który podobnie jak Lil Peep albo XXXTentacion odszedł w tak młodym wieku. Co więcej, każdy z nich tworzył w nurcie emo i SondCloud rapu. I chociaż okoliczności ich śmierci były różne, można zauważyć tę przykrą tendencję. Mamy nadzieję, że kolejne lata dla młodej sceny będą szczęśliwsze.

fot. kadr z klipu „Juice WRLD – Robbery (Dir. by @_Cole Bennett_)”, youtube.com/Lyrical Lemonade

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Czy raper Chivas może mieć problemy prawne ze względu na ksywę?

Gwoli ścisłości Chivas to raper i producent, którego doceniliśmy już w czerwcu w zestawieniu – PIĘCIU RAPERÓW, KTÓRYCH MUSICIE POZNAĆ. I faktycznie, warto zapoznać się z jego muzyką, bo prawdopodobnie wiele osób wciąż o nim nie wie. Za to prawdopodobnie wszystkim osobom, które miały kiedykolwiek styczność z półką alkoholi w sklepie monopolowym ta ksywa mówi nieco więcej – momentalnie kojarzy nam się oczywiście popularna marka. Czy w związku z tym mogą pojawić się jakieś problemy na płaszczyźnie prawnej?

„Mike Ross’ Interview with Harvey Specter | Suits”, youtube.com/Suits International

Świrując prawnika

Tak się złożyło, że skończyłem filozofię a nie prawo, więc nie będę świrował tutaj głównego bohatera serialu Suits. Jednak mam dostęp do internetu, a to już tylko krok do zdobycia potrzebnej wiedzy, by chociaż przybliżyć nieco sytuację. Według Gazety Prawnej, jednoznaczna kwalifikacja prawna marki jako przedmiotu ochrony prawa jest utrudniona. Marka to więcej niż znak towarowy. Marka to oczywiście identyfikacja wizualna, w tym przypadku np. kształt butelki, obwoluta, kolorystyka materiałów promocyjnych, celebryci zatrudniani do reklam itd. Marką czasami bywają również sami konsumenci danego dobra – jeśli mamy coś z klasy premium, no to posiadanie tego jest właściwe dla ludzi z odpowiednio grubym portfelem. Skoro nie ma jednoznacznej kwalifikacji, to trudno tu o jakiś spór prawny. Bo co właściwie Chivas-raper zabiera Chivasowi-spółce? Gdybym ja miał być tutaj prokuratorem, to powiedziałbym, że nazwę, która kojarzy się jednoznacznie z czymś lepszej klasy.

Problem z tym, że trudno o jednoznaczną kwalifikację prawną marki, w przypadku Chivasa został załatwiony w dosyć prosty, ale i rozbity sposób. W bazie Justia możemy znaleźć dokładny opis tego, co zawiera marka Chivas. Problem w tym, że nie jest ona reprezentowana przez jeden produkt. Przez to znajdujemy np. opis takiej edycji alkoholu:

Marka zawiera kształt butelki wraz ze słowami „CHIVAS”, „TREIBHIREAS”, „BHO 1801” i „BUNAITEACHD”, i design pojawiający się na butelce w postaci godła z pergaminem, laską i tarczą, na którym widnieje ukoronowany człowiek na koniu trzymający miecz

Ale już inaczej brzmi opis 25-letniego Chivasa Regal:

Marka zawiera projekt czarnego diamentu, w którym widnieją złote słowa „CHIVAS REGAL” powyżej trzech złotych kropek między dwoma złotymi liniami, a to wszystko powyżej złotych słów „AGED 25 YEARS”

Czyli mamy producenta znanych alkoholi, ale każdy z typów i edycji musi być rejestrowany od nowa. Może i trochę biurokracji w to wchodzi, ale za to działa. Dzięki temu Chivas wygrał np. sprawę z Yantai Aowei Winery Co Ltd i Yantai Chivas Winery Co Ltd. Firmy sprzedawały kopie alkoholi marki – cały branding był identyczny, ale zamiast nazwy „Chivas Regal”, na pudełkach i butelkach widniało „Elysee Regal”.

W tym przypadku kradzież marki była ewidentna i sąd ukarał fałszujące firmy. Ale nawet jeśli niektóre z pojęć zawartych w opisie zarejestrowanej marki wydają się nieostre, to spokojnie, prawnicy Chivasa z pewnością umieją je wyostrzyć wedle potrzeb – choćby prezentując długą i udokumentowaną produkcję towarów spod tego brandu. Poniekąd tak było właśnie w tym przypadku, kiedy po prostu wykazano, że mamy do czynienia z ewidentnym przywłaszczeniem identyfikacji wizualnej. Jednak tutaj mamy spór wytwórcy z wytwórcą. Co jeśli nazwę marki buchnąłby ktoś niezwiązany z branżą, w której porusza się dana firma? Bo wiecie, taki przypadek już był i nic się nie stało. Mówi Wam coś ksywa… Gucci Mane?

Być jak Gucci Mane

Co ma wspólnego raper urodzony w 1980 w USA z marką założoną w 1921 we Włoszech? Podpowiem – nic. I mimo, że teoretycznie Gucci mogłoby coś z tym zrobić, to nigdy oficjalnie nie wystosowano żadnego pisma, żaden pozew nie ujrzał światła dziennego. Dlaczego? Według portalu The Fashion Law, Gucci prawdopodobnie nie miało jak dowieźć w sądzie, że działania rapera jakoś szkodzą marce. Co więcej, Gucci nigdy nie rejestrowało swojego brandu w kontekście przemysłu muzycznego (przy wypełnianiu wniosku zaznacza się sektory, z którymi marka być kojarzona). Skąd mieli wiedzieć, że w pewnym momencie pojawi się jakiś świr z ksywą Gucci Mane? Raczej nie o tym myśli się każdego dnia. W każdym razie istniała podstawa prawna, by pozamiatać pana Mane’a – raper wykorzystał nazwę marki do działalności zupełnie z tą marką nietożsamej. I co? I nic.

Gucci nie tylko nic nie zrobiło w 2005 roku, kiedy raper dochodził do sławy, ale po latach firma doprowadziła do współpracy i Gucci Mane jest twarzą kampanii zaplanowanej na 2020 rok. To zdecydowanie dobry ruch marketingowy i można domniemywać, że w 2005 roku pozywanie Mane’a dobrym ruchem nijak nie było. Po pierwsze z perspektywy Gucci był nieistotny, po drugie wikłanie się w procesy nigdy nie jest specjalnie przyjemne.

Będzie beef?

Chyba można uznać, że firma Chivas może mieć dokładnie te same wąty do rapera Chivasa, co Gucci do Gucci Mane’a. A skoro można tak uznać, to chyba można też uznać, że żadne działania prawne nie zostaną podjęte. Tym bardziej, że Gucci Mane od początku miał większy potencjał na ogólnoświatową rozpoznawalność, bo jest po prostu ze Stanów, a Chivas tworzy lokalnie i w bardzo lokalnym języku, jakim jest polski. Niska szkodliwość społeczna czynu? Cholera, miałem nie świrować prawnika.

fot. kadr z klipu „Chivas – SSSSMUTNO”, youtube.com/GlobalHertz

Zostaw komentarz