Hip Hop,News

Będzie #hot16challenge3? Solar daje fanom nadzieję!

Michał Fitz -
SOLAR #Hot16Challenge2
SOLAR #Hot16Challenge2
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Będzie #hot16challenge3? Solar daje fanom nadzieję!

Na tegorocznej Gali Popkillerów, o której zresztą możecie u nas przeczytać nieco więcej, Solar otrzymał specjalną nagrodę za zorganizowanie #hot16challenge2. Puścił też oczko w stronę fanów, sugerując, że to wcale nie musiała być ostatnia edycja…

Po otrzymaniu nagrody Solara złapał na chwilę przeprowadzający wywiady Proceente, który zapytał się go o przemyślenia dotyczące organizacji drugiej edycji wyzwania, które przerodziło się w potężną akcję charytatywną. Biorąc pod uwagę rozmach i kilkukrotne przebicie kwoty, która była celem zbiórki, trudno było się do niej jakkolwiek przyczepić, ale cierpiącemu na chroniczny pracoholizm Solarowi udało się, gdyż stwierdził, że pewien niedosyt pozostawia fakt, że akcja nie odbiła się zbyt dużym echem za granicą, choć były na to szanse. Rzucił też, krótkim, co prawda i niezobowiązującym, ale wiele obiecującym i budzącym spore nadzieje, stwierdzeniem: „Do trzech razy sztuka”.

Nie można spodziewać się, że w takim razie Solar odpali trzecią edycję pojutrze. Nie miałoby to najmniejszego sensu. Musi raczej upłynąć sporo czasu, by zarówno artyści, jak i fani nabrali apetytu na trzecią część, zwłaszcza, że pod koniec drugiej wszyscy byli wyraźnie zmęczeni liczbą napływających zwrotek, które dodatkowo budziły kontrowersje w związku z tym, kto był ich autorem lub o czym nawijał. Dobrze byłoby, gdyby trzecia edycja również wiązała się ze szczytnym celem. Prędko więc jej nie usłyszymy, ale znając życie, za 5 lat wszyscy będą się o nią dopraszać.

Czy wobec tego da się ją jeszcze poprawić? Otóż tak i mam przeczucie, że poprawi się sama. Dwójka bardzo różniła się od jedynki pod względem profesjonalności, a wynikało to głównie z tego, że polski rap poszedł w tym czasie bardzo do przodu pod każdym względem. Solar i wszyscy, którzy przy akcji pomogli, mieli teraz dużo łatwiejszy dostęp do możliwości, dzięki którym udało im się osiągnąć cel. Przy jedynce, nawet jeśli pojawiłyby się takie plany, po prostu nie byłoby to możliwe. Jeśli rap dalej będzie tak prężnie ewoluował w Polsce, za kilka lat normą będzie rozpoznawalny, zagraniczny gość na płycie mainstreamowego artysty, więc dużo łatwiej będzie ich zaprosić. Bedoes prawdopodobnie nie będzie musiał się zastanawiać, czy 30 koła przeznaczyć na zbiórkę czy na promocję akcji na kanale o światowych zasięgach, a dużo większe zaplecze informatyczne nie będzie miało problemów ze skoordynowaniem akcji tak, by była dla fanów przejrzystsza, a co za tym idzie, dużo ciekawsza. Trzymamy za to kciuki!

fot. kadr z klipu „SOLAR #Hot16Challenge2”, YouTube.com/SBMLabel

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Dlaczego potrzebujemy w Polsce takiego show, jakim jest „Colors”?

„Colors” powstało w Berlinie, a jego założycielami są Philipp Starcke, Felix Glasmeyer i Jonas Weber. Pierwszy utwór na ich kanale YouTube został opublikowany dokładnie 19 lutego 2016 roku, a w momencie powstawania tego tekstu „Colors” śledzi niemal 5 milionów widzów. Założenie show jest proste. Do wykończonego na jeden kolor studia wchodzi artysta i występuje w nim przed samym sobą. Tylko tyle i aż tyle.

Tak prosty patent zdecydowanie wystarczył, aby „Colors” stało się ogólnoświatowym hitem. Dotychczas, poza całym mnóstwem nieodkrytych perełek, w ich studio gościły takie gwiazdy, jak m. in. Tommy Cash, Billie Eilish, Joji czy Skepta. Ten ostatni zasługuje na wyróżnienie choćby z tego względu, że jako jedyny zaszalał z tytułowymi kolorami, a stylistyka nagrania nawiązuje do ostatniego albumu rapera; „Ignorance Is Bliss”

Dlaczego potrzebujemy takiego show na naszym rynku?

Choć podstawowym założeniem „Colors” jest odnajdywanie nowych talentów i odpowiednie kierowanie ich losami tak, aby początkujący artyści mogli wypłynąć na szersze wody, nie jest to jedyny powód, dla którego potrzebujemy tego typu występów w Polsce. Chodzi raczej o tę część show, która mimo że z pozoru wcale na show nie wygląda, może być ciekawsza, niż najbardziej spektakularne widowiska. Ciężko nie uderzyć w patetyczne tony, ale występy artystów w tych, zdawałoby się, ascetycznych warunkach, mogą pozwolić odkryć wszystko na nowo i poznać prawdziwy kunszt – choć wypadałoby powiedzieć: skille – artysty. Wystarczy wskazać w tym miejscu osobliwy performance w wykonaniu Tommy’ego Casha.

Poza tego typu popisami byłoby to wspaniałe środowisko do tworzenia zupełnie innej relacji między artystami i fanami. Zwłaszcza, kiedy mielibyśmy do czynienia z tak subtelnymi i delikatnymi występami, jak choćby ten, który zaserwował nam Joji.

Koncert życzeń

Osobiście mógłbym wskazać wielu przedstawicieli polskiej sceny i to nie tylko hip-hopowej, których chętnie zobaczyłbym w takim wydaniu. Jako pierwszy przychodzi mi do głowy Oskar z PRO8l3M-u z „Flarami”. Tuż za nim Quebonafide wykonujący „Zorzę”, Mata ze „Schodkami”, Meek, Oh Why? z „Zachodem” i „Schafter” z „Push to Talk”, a spoza rapowego środowiska wskazałbym jeszcze Dawida Podsiadło śpiewającego „Co mówimy?” i Ralpha Kamińskiego wykonującego „Kosmiczne Energie”. A Wy?

fot. kadr z „TOMMY CASH – WINALOTO (LIVE) | A COLORS SHOW”, YouTube.com/COLORS

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
2020 nie może się jeszcze skończyć. Oto premiery z USA, których od dawna wypatrujemy

Przed nami ostatni kwartał bieżącego roku. Trzeba przyznać, że gdyby 2020 zakończył się właśnie teraz (a większość z pewnością chciałaby, aby stało się to jak najszybciej), mielibyśmy lekki niedosyt.

Niby otrzymaliśmy pierwszy pośmiertny album Maca Millera oraz Pop Smoke’a, wiosną ukazał się długooczekiwany projekt Lil Uzi Verta, The Weeknda i niestety niezbyt satysfakcjonujący „3.15.20” Childisha Gambino, a nawet mixtape Drake’a, który miał stanowić przedsmak przed tym, co miało czekać nas od Kanadyjczyka latem. Wskazać oczywiście można jeszcze kilka innych ważnych pozycji jak na przykład wyjątkowo późny debiut Jaya E, „A Written Testimony”, czwarty album Run the Jewels i całkiem elegancki powrót Nasa w postaci „King’s Disease”. To wszystko jednak bez tych czterech wydawnictw, o których informacje zebraliśmy poniżej, to niestety wciąż za mało.

Drake

Przyznaję, że premiery „Certified Lover Boy” nieco się obawiam. Wprawdzie Drizzy pracuje nad nim już bardzo długo, ale zważając na poziom jego ostatnich wydawnictw, a zwłaszcza „Scorpiona”, boję się, że projekt będzie po prostu wtórny i nudny. Single, które trafiły na „Dark Lane Demo Tapes” były przyjemne, ale niezbyt świeże – mam nadzieję, że wrażenie to wynika stąd, że część kawałków po prostu znaliśmy już wcześniej. Przy tym „Toosie Slide”, który jako singiel i challenge na TikToku się sprawdził, nie stał się przebojem na miarę „Hotline Bling” czy „One Dance”. Podobnie jest z wydanym w połowie sierpnia „Laugh Now Cry Later” – oficjalnie promujący nowy album kawałek ani nie zawodzi, ani nie wzbudza większych emocji. Nie udało mu się także wbić przed „WAP” Cardi B, by zająć pierwsze miejsce Billboard Hot 100.

J. Cole

Lider Dreamville wzbudził apetyt zeszłorocznym singlem „Middle Child”, a później występem w numerze „Family and Loyalty” z albumu Gang Starr, gdzie przepięknie uzupełnił wokale Guru. Do premiery „The Fall Off” przybliżyły nas ostatnio dwa single, „The Climb Back” i „Lion King On Ice”, wydane razem jako epka „Lewis Street”, które tym samym choć odrobinę pozwoliły pozbyć się niesmaku, jaki pozostał po kawałku nagranym w związku z protestami BLM. Choć J. Cole prawdopodobnie najlepsze momenty w karierze ma już za sobą, wciąż może nagrać materiał, który będzie przynajmniej dobry.

Kendrick Lamar

O następcy „DAMN.”, czyli chyba najbardziej oczekiwanym przez słuchaczy rapu projekcie, praktycznie nic nie wiadomo. Na początku tego roku pojawiły się plotki, że K. Dot na nowym materiale będzie eksperymentował z rockowymi brzmieniami. Ponadto pomaga mu przy nim Thundercat, który trochę wygadał się w wywiadzie, i z którym raper dość często współpracuje. Na początku września Lamar został także przyłapany prawdopodobnie na kręceniu teledysku w Los Angeles…

Playboi Carti

Kiedy Carti wydał w kwietniu swój pierwszy od czasów „Die Lit” singiel „@ MEH”, fani byli dość zawiedzeni. Miłym zaskoczeniem była jednak gościnka u Drake’a, choć po „Pain 1993” również można byłoby spodziewać się więcej. Póki co jednak, poza niewiele mówiącym wskazówkami, które raz na jakiś czas raper podrzuca w mediach społecznościowych i domniemanego tytułu „Whole Lotta Red”, więcej nam nie wiadomo. Do sieci od roku przeciekają jedynie prawdopodobne tytuły kawałków i okładki projektu.

Do końca roku spodziewamy się także przynajmniej nowego albumu Kanye’ego Westa, Young Thuga i trzeciej części „Culture” Migos. Byłoby świetnie, gdyby zapowiadany od trzech lat album wydał także Frank Ocean… Poza tym uważnie przyglądamy się temu, co dzieje się na naszym podwórku.

fot. kadr z klipu „Drake – Laugh Now Cry Later (Official Music Video) ft. Lil Durk”, YouTube.com/Drake

Zostaw komentarz