Felieton

Bella Ciao – historia pięknego pożegnania

Politolog Na Rapie -
Felieton - - Dodane przez Politolog Na Rapie

Bella Ciao – historia pięknego pożegnania

Jeżeli widzieliście serial „La Casa de Papel” („Dom z papieru”) to z pewnością po „pierwszej nutce” bylibyście w stanie poznać najważniejszy utwór, który towarzyszy produkcji Netflixa. Głównie za sprawą tej kultowej sceny, która stałą się przyczynkiem do tego, że pieśń włoskich partyzantów „Bella Ciao” po 80 latach znów zaczęła być na językach.

Mój przyjaciel, który kilka miesięcy temu odkrył serial, absolutnie nie może uwolnić się od utworu, stale pokazuje i nuci go wszystkim wokół. Postanowiłem zrobić mu prezent i kupiłem oryginalne nagranie na czarnej płycie pochodzące z 1965 roku. Kwota symboliczna, zaskoczenie i uśmiech bezcenne, a pamiątka na zawsze. Kompletny longplay, na którym znajdują się pieśni wykonane przez grupę Il Nuovo Canzoniere Italiano znajdziecie również na YouTube i to od niego proponuję zacząć dzisiejszą podróż.

Podczas godzinnego odsłuchu traficie na utwory traktujące o codziennym życiu, ale też problemach społeczno-politycznych słonecznej Italii. Tematyka jest szeroka, dotyczy miłości, pracy w rolnictwie i rybołówstwie, własności ziemi, imigrantów, wojny i przede wszystkim oporu wobec nurtu faszystowskiego. Piszę przede wszystkim, ponieważ tytułowe „Bella Ciao” jest jedną z najważniejszych (nie tylko włoskich) pieśni politycznych. Na wosku pojawia się w 4 wersjach, a najbardziej doniosłą jest ta, którą usłyszycie od 52:27.

To tę wersję „Żegnaj piękna” śpiewali w latach 1943–1945 włoscy partyzanci walczący przeciwko niemieckim siłom hitlerowskim okupującym Włochy, a także podczas włoskiej wojny domowej. Co ciekawe autor pieśni jest nieznany, a jej geneza sięga XIX wieku. To wtedy w formie protestu przeciwko trudnym warunkom pracy na polach ryżowych w północnych Włoszech śpiewali ją wyzyskiwani lokalni mieszkańcy.

Pewnego ranka, gdy się zbudziłem,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
Pewnego ranka, gdy się zbudziłem,
Spotkałem wroga w kraju mym.

Hej, partyzancie, weź mnie ze sobą,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
Hej, partyzancie, weź mnie ze sobą,
Bo czuję powiew śmierci już.

Przez lata pieśń towarzyszyła wielu ruchom wolnościowym. Modyfikowano i śpiewano ją na całym świecie od Kuby i Argentyny, przez ZSRR, Jugosławię, Azerbejdżan po Turcję. Wykonywał ją nawet kochany w Polsce za współpracę z Kayah Goran Bregovic.

Nie zawsze jednak wydźwięk pieśni był pozytywny i często była adaptowana przez reżimowe władze. Tak stało się w Rosji, gdzie, jak podaje Krytyka Polityczna, „jest wykorzystywana w defiladach w Dzień Zwycięstwa, a zamknięcie jej w salach koncertowych za czasów ZSRR też nie wydaje się zgodne z jej duchem”.

To już popkultura

Dziś, po wielu latach, pieśń znów trafiła na języki i obiega świat w kolejnych bardzo zaskakujących wersjach. Najpopularniejszą jest ta klubowa, którą prawdopodobnie słyszeliście w radiu. Zupełnie nie moja bajka…

Moją „bajką” jest już natomiast nagranie, za którego przygotowanie odpowiada francuski tenor Naestro, który śpiewać nauczył się podczas… pobytu w więzieniu. Muzyk do współpracy zaprosił rapera Maître Gims, wokalistkę R&B Vitaa, piosenkarza Slimane oraz nagrywającego na pograniczu rapu i R&B Dadju. Wyszło doskonale.

Zostawiam Was z muzyką, 3 sezon „Domu z papieru” już 19 lipca na Netflixie.

Fot. Berlin & Professor | Bella Ciao | La Casa de Papel (1 HOUR)

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
Lanek w końcu zmontuje supergrupę?

Kilka lat temu zapowiedziana została płyta składu RBL (Red, Braddu, Lanek). Braddu miał odpowiadać za zwrotki, Red za refreny, a Lanek za bity. Ostatecznie przez problemy natury zarówno artystycznej jak i osobistej, skończyło się tylko na kilku singlach. Dlaczego o tym teraz piszę? Spowodowane jest to premierą kawałka "Safari", gdzie za bit również odpowiada Lanek. Analogicznie jak przy okazji RBL, mamy człowieka od refrenu czyli Smolastego. W miejsce Bradda mamy dwójkę: Kizo, Żabson. Czy wspólny projekt tej czwórki osiągnąłby sukces?

Felieton
Cringe tygodnia vol. 7: Masłowska z panczlajnem Mesa

Siemanko, sportowe świry! Spośród singli, które wyszły w minionym tygodniu, wybieramy najdziwniejszy/najbardziej facepalmowy/zasługujący na uśmiech pełen żenady.