Hip Hop,News

Cardi B o koronawirusie: „Wy dalej sobie śmieszkujcie, ja jestem cholernie poważna”

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Cardi B o koronawirusie: „Wy dalej sobie śmieszkujcie, ja jestem cholernie poważna”

Koronawirus zaczyna odciskać coraz mocniejsze piętno na całym globie. Światowe organizacje oraz gwiazdy największego formatu nawołują do zachowania odpowiednich procedur, ale także względnego spokoju, ponieważ panika absolutnie nie pomaga w opanowaniu tej ciężkiej sytuacji. Tej drugiej części zaleceń nie wzięła sobie do serca Cardi B, która na Instagrama wrzuciła specjalne oświadczenie dotyczące tego, co sądzi o koronawirusie. Stwierdzić, że zachowała przy tym spokój, to jak powiedzieć, że 6ix9ine jest lojalnym kolegą.

Coś wam wszystkim powiem. Nie mam pojęcia czym do ch*ja tak naprawdę jest ten koronawirus. Nie rozumiem jakim cudem ten wirus z Wuhan z Chin nagle wybrał się w pieprzoną trasę po świecie. Coś jeszcze Wam powiem, nawet nie będę udawać. Jestem przestraszona, nieco przestraszona. Przez tą sprawę spanikowałam. Wy dalej sobie śmieszkujcie, ja jestem cholernie poważna.

Cardi oczywiście w oryginale używa znacznie mocniejszego języka niż ten, na który została przetłumaczona jej wypowiedź, a jej dziwne podrygi pod koniec filmiku wskazują na to, że faktycznie musiało to na nią wpłynąć, skoro tak się zachowuje. Prawdopodobnie artystka świadomie zawarła w swoim oświadczeniu nieco karykaturalnych zachowań, ale niezależnie od tego, trzeba jasno stwierdzić, że tak w przypadku koronawirusa nie należy panikować. Niemniej jednak raperka ma sporo racji mówiąc, by sprawę traktować na poważnie, dlatego akurat tę część jej wypowiedzi weźcie sobie do serca.

fot. kadr z klipu „Offset – Clout ft. Cardi B (Official Video)”, YouTube.com/MigosATL

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Na pierwszy rzut ucha: Schafter ft. Young Igi – Swimming Lessons

Schafter ogłosił niedawno, że już wkrótce możemy spodziewać się od niego czegoś nowego. I tak, zgodnie z zapowiedzią, do sieci wleciał właśnie jeszcze gorący kawałek z Young Igim. To kolejny dowód na to, że Wojtek nie wypada z gry i potrafi odnaleźć się zarówno w progresywnych brzmieniach, które zaserwował na świetnym „Audiotele”, jak i klasycznych szlagierach. Ale to chyba nas nie dziwi!

„Swimming Lessons” to zdecydowanie braggowy kawałek. W końcu już pierwsze jego linijki opierają się na grze słów i ich nieodpowiedniej wymowie: „Nie chcę żony, ja chcę Beyoncé/To nie welon, tylko Vlone”. W refrenie natomiast mimo, że Schafter tłumaczy, że wcale nie chodzi mu o drip, przekonuje swoją pewnością siebie. A tytuł oraz refren nawiązują do kawałka Olivera Francisa „Wwaavvyy”, w których raper nawija: „I’m so wavy, I could give you swimming lessons”.

Nauczę ją pływać jeszcze, jeszcze, jeszcze dziś/Sam nie umiem pływać, ale dam ci swimming lessons

Young Igi więc bardzo dobrze się tu odnajduje i sam ładnie żongluje follow-upami. Po używkach widzi jak Salvador Dali, dziewczyna, o której wspomina jest jak Hallie Berry i to ta na gali, oraz podobnie jak Otso, odnajduje nowy kolor w muzyce. W kontekście Schaftera również powinniśmy to odczytać. W utworze słychać także jego inspiracje Michaelem Jacksonem, a nawet charakterystyczne dla piosenkarza „ah”. Zatem wierzmy, że rzeczywiście wkrótce młody Wojtek wejdzie tam jak Pi’erre Bourne. Tam, czyli nie tylko do restauracji.

fot. genius

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Spacer po niezwykłym ogrodzie – Tuzza „Giardino” [Recenzja]

Tuzzę chwaliliśmy już w trakcie podsumowań zeszłego roku oraz całkiem niedawno, przy okazji ukazania się singla z Taco Hemingwayem. Liczne superlatywy, którymi artyści byli zalewani nie tylko z naszej strony sprawiły, że oczekiwania odnośnie nadchodzącej płyty były gigantyczne. Giardino może nie w każdym elemencie je spełnia, bo nie wszystkie utwory, jest na tak wysokim poziomie, jak wypuszczone wcześniej single, ale nie sposób nie pochwalić skrupulatnie zaplanowanej kompozycji jaką jest. Benito i Ricci zabierają nas na spacer po ogrodzie, bo właśnie to oznacza po włosku „giardino”, w trakcie którego nie możemy się nudzić, a jak dobrze się przyjrzymy szczegółom, to wycieczka wciągnie nas jeszcze bardziej.

Nie chcę rzeczy błahych

Niestety, w obecnych czasach, w których utwory mają się po prostu sprzedać, trudno znaleźć wiele kawałków, które faktycznie utrzymane są w ramach jakiejś myśli przewodniej. Większość z nich wydaje się taka być, bo w refrenie dwa razy powtórzona jest jakaś fraza, ale w zwrotkach słychać już te same, miałkie teksty i śpiewki. Tuzza trzyma się od takich praktyk z daleka za każdym razem dbając o to, by ich utwór był kompletną i konkretną kompozycją. W tytułowym „Giardino” znajdziemy mnóstwo nawiązań do ogrodów, również tych wulgarnie błyskotliwych, jak chociażby: „Ogrody w waszym Babilonie wiszą mi”. W „Cullinanie”, którego tytuł pochodzi swoją drogą od największego diamentu w historii, teksty artystów opierają się o analogie jubilerskie. W „Haute Couture” sytuacja jest bliźniacza, z tym, że większość linijek traktuje o modzie i krawiectwie, a w „Gattim” mamy mnóstwo nawiązań do kotów. Podobne prawidłowości można usłyszeć w każdej z 12 piosenek znajdujących się na albumie. Co ważne, nie są to wersy rzucone od tak, by pasowały do tematu. To przemyślane frazeologizmy, które oprócz klimatu, nadają też, a może nawet przede wszystkim, niemały sens każdemu utworowi.

Na nowych szlakach leży niezdobyte

Nieprzetarte ścieżki mają to do siebie, że chodzą nimi tylko najodważniejsi. Dokładnie taką drogową alegorią najłatwiej będzie opisać brzmienie Tuzzy. Benito i Ricci nie trafiają do mas, bo nie są to ładne, oświetlone deptaki, którymi większość chętnie by się przeszła. Panowie decydują się na sporo, momentami nawet niewygodnych dla ucha modulacji głosu, a bity na których nawijają są przepełnione klimatycznym, czasami wręcz budzącym niepokój basem. Nie stronią też od auto-tune’a, który w mniemaniu wielu może być zbyt wykręcony w niektórych fragmentach. Te czynniki sprawiają, że brzmienie Tuzzy to nieoczywista ścieżka do przejścia, ale warta całego spaceru. Niektórym wciąż nie będzie się podobała, bo w wyżej wspomnianych elementach znajdą więcej negatywów, ale ci, którzy do tej pory chętnie podążali tą muzyczną trasą, będą również zadowoleni z tej przechadzki. Tuzza nie schodzi bowiem z obranej wcześniej drogi i choć na pewno nie jest ona łatwa, artyści konsekwentnie w nią brną, a to należy po prostu docenić.

Zgarniam sobie lwią część, ty co kot napłakał

Powyższy cytat pochodzący z numeru pt. „Gatti” nie tylko potwierdza wszystko, co napisałem w pierwszym akapicie o trzymaniu się kompozycji, ale przede wszystkim udowadnia, jak zgrabnie bracia żonglują słowem. W tym samym kawałku Ricci rzuca zresztą jeszcze jedną, nie mniej ambitną rozkminą: „Już obrosłem grzywą, mów mi Lionel Richie/ Nie jestem tu od wczoraj, więc Vidi Vici”. Benito też potrafi nadać fragmentowi utworu nie tylko drugi, a może i nawet trzeci sens, co widać po cytacie z „Tourbillon”: „Ze mną matka, co ostatnia tu umiera/ Wiatr mam w żaglach no to płynę jak Omega”. Ten sam artysta nawijając w „Portofino” przekazuje brutalną, ale nie od razu oczywistą prawdę w wersach: „Chciałeś rękę tej bogini, a to Wenus z Milo”. Ricci rapuje z kolei w „Młodym Dorianie” o tym, że niewiele go obchodzi, ale w niezwykle niebanalny sposób: „Wszystko to j*bie, jak owoc durianów”. Dokopaliście się do każdego z den tych wersów? W takim razie na przesłuchanie całej płyty lepiej uzbrójcie swoje szare komórki w porządną łopatę.

fot. grafika z Insagrama, Insagram.com/ricci_tuzza

Zostaw komentarz