Hip Hop,News

„Chciałbym na pewno zrobić kawałek z schafterem.” – Z kim jeszcze Quebo chce nagrać numer?

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

„Chciałbym na pewno zrobić kawałek z schafterem.” – Z kim jeszcze Quebo chce nagrać numer?

Quebonafide to bezapelacyjnie czołowa postać polskiej sceny rapowej, dlatego nie ma się co dziwić, że młodzi MC inspirują się nim, a ich największym marzeniem jest nagranie z nim kawałka. Wszyscy chcą współpracować z nim, ale to wcale nie oznacza, że Kuba nie potrafi postawić się po drugiej stronie barykady. Są bowiem raperzy, z którymi on sam chciałby nagrywać, co zresztą zdradził w trakcie rozmowy w Kanale Sportowy.

Chciałbym na pewno zrobić kawałek z schafterem. Jakoś nie wyrobiliśmy się z tym, a to był pomysł, który miałem. Podoba mi się też taka undergroundowa faza, która ma taki gość jak Zdechły Osa.

Wymienione przez Quebo ksywki należą do bardzo charakterystycznych postaci nowej fali rapu, więc nie mamy wątpliwości, że byłyby to bardzo intrygujące kawałki. Biorąc pod uwagę obecną stylówkę rapera, na ten moment chyba łatwiej wyobrazić sobie feat. z schafterem, ale właśnie dlatego to współpraca ze Zdechłym Osą wydaje się ciekawsza. Cóż, pozostaje nam trzymać kciuki, że wkrótce do takich kolaboracji dojdzie, a jest już raczej bliżej, niż dalej, biorąc pod uwagę fakt, że Osa znalazł się na „Untitled01”, składance wypuszczonej przez wytwórnie Quebo, a schafter z kolei zdążył już nagrać aż dwa numery z drugą połową Taconafide. Wraz z Taco Hemingwayem powstały przecież utwory pt. „Alert RCB” i „bigos”. Warto też nadmienić, że wspomniani raperzy nie są jedynymi artystami, z którymi Quebo chciałby nagrać. Raper przyznał, że chciał, by na płycie znalazł się jeszcze utwór z Błażejem Królem, ale ze względu na pędzący czas nie udało się tego dopiąć.

To nie było zresztą jedyne pytanie, w odpowiedzi na które Quebo rzucał ksywkami. Zapytany o to, czy uważa się za najlepszego rapera w Polsce, stwierdził, że nie i szybko dodał listę tych, którzy według niego są ponad nim.

Przynajmniej piątkę wymieniam od razu, od ręki. Myślę, że lepszym raperem jest Filip, Białas, Sokół, Łona, Oskar[…] Przede wszystkim oni są znacznie lepszymi tekściarzami ode mnie.

Kuby w tym wypadku nie można posądzać o fałszywą skromność, bo faktycznie wymienił samych tuzów polskiego rapu. O liryce każdego z powyższych artystów trudno przecież powiedzieć coś złego, bo w znacznej większości przypadków, jest ona na najwyższym poziomie.

Wielu z pewnością liczyło, że Quebo odniesie się w jakiś sposób do występu Sebastiana Fabijańskiego w tym samym programie, który miał miejsce dwa dni wcześniej. Kiedy jednak raper został o to zapytany, stwierdził, że Kanał Sportowy nie jest miejscem, w którym takie konflikty powinno się toczyć. Apetyt głodnych na beef nie został więc zaspokojony, co nie znaczy, że cały program nie był ciekawy. Był i możecie obejrzeć go poniżej.

fot. kadr z video „HEJT PARK #12 – QUEBONAFIDE I SMOKOWSKI”, YouTube.com/KanałSportowy

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Playboi Carti aresztowany! I… już wypuszczony?

Playboi Carti co jakiś czas popada w problemy z prawem, ale raczej dość szybko udaje mu się z nich wydostać. W zeszłym roku miał pobić kierowcę autobusu, a w 2017 szarpać ze swoją dziewczyną na lotnisku w Los Angeles. Tym razem, o czym wcześniej nie zdążyliśmy nawet poinformować, został zatrzymany w swoim Lamborghini…

Jak podaje Atlanta Journal-Constitution, Playboi Carti jechał wraz z pasażerem, Jaylanem Truckerem. Miał niewłaściwie wyminąć pojazd ratunkowy oraz posiadać nieważną naklejkę na tablicy rejestracyjnej. Przy okazji jednak policjanci znaleźli u niego podobno 12 torebek marihuany, Xanaxu, kodeiny i oksykodonu, więc ostatecznie został aresztowany pod zarzutem posiadania broni i narkotyków.

Fot. Clayton County Sheriff’s Office

Gdy ludzie zaczęli pisać w internecie „Free Carti”, okazało się, że w piątek raper został wypuszczony z aresztu w przeciwieństwie do Truckera. Informację tę potwierdził na Twitterze Gunner Stahl, czyli fotograf i przyjaciel Carti’ego. Wpis ten został jednak usunięty.

Źródło: XXL Magazine

fot. kadr z klipu „Playboi Carti – wokeuplikethis*” ft. Lil Uzi Vert (Official Video)”, YouTube.com/Playboi Carti

Zostaw komentarz

Felieton
Warto obejrzeć – Funny Games

„Czy fikcja jest prawdziwa? Przecież możemy ją zobaczyć w filmie.” – zastanawia się jeden z bohaterów-morderców w Funny Games (1997). I my również się zastanawiamy. Thriller psychologiczny jednego z najwybitniejszych współczesnych twórców filmowych – Michaela Hanekego – podsyca wżerające się w głowę, filozoficzne myśli. Artysta weryfikuje filmową konstrukcję, co nieuchronnie wiąże się z kreatywnością tego procesu. Z pewnością jest to produkcja warta obejrzenia!

Reżyser zmusza nas bowiem do pewnej pracy intelektualnej. Wkracza na, często uśpione, peryferie naszych umysłów. Zmienia wyobrażenie na temat przemocy, którą zwykliśmy obserwować na ekranie. Pozbawia nas „uprzywilejowanej” pozycji, w której znajdujemy się jako widzowie. Nie możemy, tak „po prostu”, obejrzeć Funny games. Jakież to byłoby – zapewne zdaniem Hanekego – nudne…

Założenia autora są, wbrew pozorom, całkiem zrozumiałe. Implikują ironię, prowokację, bezpruderyjne zburzenie ściany między widzem a bohaterami. W chwilach totalnego napięcia, pełnego zaangażowania, przeżywania filmu… Morderca odrywa wzrok od swojej ofiary i spogląda prosto… w oczy widza.

Dlaczego mordercy igrają z emocjami odbiorcy? Podjudzają, może nawet…prowokują? Zwracają się do niego wprost: „jesteś po ich stronie, prawda?”, „myślisz, że mają szansę?”, „jesteś zadowolony czy chcesz kolejną wersję?”.

W jaką konwencję zostajemy wciągnięci? Do jakiego wysiłku intelektualnego „zmusza nas” Haneke? Ni stąd, ni zowąd okazuje się, że nie oglądamy zwykłego filmu. My  u c z e s t n i c z y m y  w torturze. Jesteśmy wciągnięci w tytułowe funny games. Dlaczego?

Z pewnością zdarza się nam posilić prostą, fast-foodową rozrywką. Przewidywalna konwencja pop-kulturowa nie zmusza nas do pogłębionej refleksji. Mimo wszystko – taką rozrywkę pochłaniamy…. To właśnie w nią mierzy Haneke. Tworzy przesłanie polegające na pewnej faktyczności. Na momencie „tu i teraz”. Skup się! Być może od ciebie będzie zależeć kolejność mokrej roboty.

Skoro przełamujemy filmową, czwartą ścianę, to po której jej stronie się znajdujemy? Czy przyczyniamy się do katowania ofiar? Czy między byciem oprawcą a jedynie obserwatorem kaźni jest jakaś różnica? Haneke podkreśla osobiste uczestnictwo widza jako świadka zbrodni. Czy jedynie obserwujesz przebieg tragedii? Jeśli tak – czy to oznacza, że jesteś niewinny? Przecież uczestniczysz w demonicznej grze!

Warto zwrócić uwagę na, charakterystyczne dla reżysera, wyważenie środków artystycznych. Warstwa estetyczna filmu jest tu niezwykle istotna. Surowość narracji kontrastuje z rozwichrzeniem emocjonalnym, jakiego doświadczamy. Pomimo długich, statycznych ujęć – zostajemy wciągnięci w rozedrganą, niezwykle przejmującą akcję. Brutalność rozgrywa się przy akompaniamencie bezkresnej, wręcz hałaśliwej ciszy, którą co jakiś czas przerywają kawałki grupy Nacked City. Violence-effect staje się wówczas jeszcze bardziej frenetyczny. Szczególnie przy utworze Bonehead.

A gdyby tak całkowicie zatracić się w produkcji, której poświęcamy czas? Haneke, naszym zdaniem, nie daje nam innego wyboru. Funny games jest produkcją niezwykle stymulującą, pełną kontrastów, zaburzającą granicę między fikcją a realnością. Jeśli chcecie zastanowić się nad tym, jaką rolę pełnicie podczas seansu, to ten film jest dla was. Mordercy zwracają się do nas z pytaniem – kogo teraz zabić? Być może wy znacie odpowiedź na to pytanie.

fot. Kadr z filmu Funny Games

Zostaw komentarz