Felieton

Co łączy Trubadurów z Gucci Gang?

Kajetan Szewczyk -
Felieton - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Co łączy Trubadurów z Gucci Gang?

To nie będzie do końca poważny artykuł, choć wszystko, co się w nim znalazło, jest prawdą. Dokonania Trubadurów bliższe są pokoleniu naszych rodziców, więc skąd w tym wszystkim Lil Pump?

Zacznijmy od krótkiego przygotowania do tego, z czym się zaraz zmierzymy. Prawdopodobnie zdarzyło się Wam uczestniczyć w imprezie, na której ktoś dorzucił do playlisty kawałek “Scatman” Scatman Johna.

To, że numer jest przebojem, nie ulega wątpliwości. To, co się na ten przebój składa – to już trochę inna kwestia. Jak na onomatopeiczny hit, “Scatman” ma dosyć dużo treści, bo zdarzają się tu całe zwrotki, które jednak o czymś są. Można powiedzieć, że to taki “lajcik” w porównaniu do tego, z czym zaraz będziemy się mierzyć, ale potrzebujemy jeszcze jednej pomocy naukowej – kawałka “Chacarron” wielkiego wizjonera El Chombo.

Teraz, kiedy wiemy już, że można być autorem hitu, nie robiąc na podkładzie nic, poza tworzeniem własnego języka (albo dźwiękowym przypominaniem sobie bólów minionej nocy – jak wolicie), możemy w końcu wrócić do podstawowego pytana: Co łączy Trubadurów z Gucci Gang?

Odpowiedź jest prostsza, niż można by przypuszczać po tym wnikliwym wstępie. Łącznikiem jest człowiek – instytucja, kawaler Złotego Krzyża Zasługi, członek zespołu Trubadurzy – Marian Lichtman.

Pod koniec ubiegłego roku Pan Marian uczestniczył w dosyć interesującym przedsięwzięciu zorganizowanym przez Czwórkę. Przeistoczył się w Mistrza Ceremonii i przy akompaniamencie Norberta “Berta” Borzyma zaczął… no właśnie, co tu się właściwie odlichtmaniło?

“Loving in the ass”

– Moje kochane świrki! Wita was stary świr! Będzie jazda! – rozpoczyna z wysokiego C MC Lichtman. Po chwili już brawurowo śmiga strunami głosowymi do podkładu z “Tamagotchi” Taconafide. Pan Marian jest weteranem, więc panowanie nad salą ma opanowane do perfekcji. Bez żenady, palcem wskazującym, wymusza reakcję publiczności, nakłania do wspólnego śpiewania wydawania dźwięków.

W okolicach piątej minuty nagrania wchodzi na dobrze znany podkład i zawstydza Lil Pumpa swoją interpretacją, ale to już musicie usłyszeć sami. Paradoksalnie, słowami nie da się tego opisać.

Dalej mamy kultowe “The Next Episode”, do którego pan Marian wymyśla nowy refren (“Jak jest? Dobrze nam!”), co spotyka się z bardzo ożywioną reakcją publiki. – Kiedy pierwszy raz usłyszałem hip-hop/rap, to mówię “Czy świat zwariował? O co tu chodzi, to jest teatr?”. (…) Na moich oczach to się wszystko rodziło. Kawał dobrej roboty oni robią. (…) Dzięki tym młodym za ten hip-hop – wyznał wyraźnie poruszony Lichtman.

Po kwadransie wytężonej pracy wokalnej pan Marian, słysząc pierwsze takty “Africa” Toto, konstatuje: – O, “Loving in the ass”. No cóż, my nie kojarzymy tego fragmentu piosenki. MC Lichtman wie jednak najlepiej i już za chwilę oczarowuje publikę nowym pomysłem na znany hit.

Potem mamy jeszcze “Wiedziałem, że tak będzie” Molesty, co pan Marian rozpoznaje jako sampel z George’a Gershwina. Błędnie rozpoznaje, bo sampel pochodzi z Wesa Montgomery’ego, co doprowadza do osobliwej sytuacji; oto MC Lichtman zaczyna skandować słowo “Summertime”, co w kontekście dobrze znanego klipu dziejącego się zimą, jest pewną śmiesznostką.

Pogoda zdecydowanie dopisywała w głowie pana Mariana. – Moje kochane świry, kocham was! Waszych rodziców też, że was zrobili – oznajmia. Potem przychodzi czas na solo wirtuoza na bongosach i powolne zawijanie kokardy na tym legendarnym występie (w towarzystwie podkładów z “Lowrider” Cypress Hill czy “Drogi” Hemp Gru). – Mnie, starego zgreda, to podnieca, co ta muzyka potrafi zrobić – przyznaje rozczulony Trubadur.

Cesarzowi, co cesarskie

Ten “stary świr” – jak sam się określa – dał show, które z pewnością dostarcza tematów do dyskusji nad wartością artystyczną, czy potrzebą tego typu performance’ów. Co jednak ważniejsze – pokazał, że istnieje most – i to nie byle jaki – prawdziwy międzypokoleniowy Golden Gate. “Co się zobaczyło, tego się nie odzobaczy” – głosi stare porzekadło. My cieszymy się, że jednak tego doświadczyliśmy. Gratulacje dla Czwórki za stworzenie przestrzeni dla takich interwencji artystycznych.

fot. kadr z klipu “Lil Pump – “Gucci Gang” (Official Music Video)”, youtube.com/Lil pump

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
Louis Vuitton: nowa odsłona buta Archlight

Archlight od Louis Vuitton cieszą się niezmiernie dużym powodzeniem. Marka zaprezentowała właśnie nową, wysoką wersję buta. Był to jeden z ciekawszych momentów paryskiego pokazu.

Nowa, przeznaczona dla kobiet odsłona, to jeszcze więcej szaleństwa niż – i tak już bardzo oryginalny – poprzednik. Chociaż warto nadmienić, że sama dolna część buta jest w nowym modelu o wiele bardziej stonowana. Cholewka wykonana została z rozciągliwej jagnięcej skóry i to tu właśnie zaszła największa zmiana – jej długość sięga sporo ponad wysokość kolan.


But trafił już do internetowego sklepu Louis Vuitton i jest dostępny w dwóch kolorystykach: białej oraz “noir fuschia”. Niedługo ma zostać dodany jeszcze trzeci kolor – “noir orange”. Cena nowego Archlight to 2050 dolarów, czyli około 7700 zł. Jest to niemal dwa razy więcej niż w przypadku poprzedniego modelu, który kosztował 1090 dolarów (4100 zł).

fot. Louis Vuitton

Zostaw komentarz

Streetwear
Biżuteria od Gucci: lata 70′ w natarciu

Nowa kolekcja włoskiego domu mody to silny powrót do gotyckiej estetyki i lat 70. – także w kwestii biżuterii, która właśnie trafiła do sprzedaży.

Dyrektor kreatywny marki, Alessandro Michele, po raz kolejny sięgnął do bogatych archiwów brandu. W skład najnowszej linii biżuterii wchodzą dwa srebrne naszyjniki, bransoleta oraz sygnet, standardowo wyprodukowane we Włoszech. Wszystkie elementy pokrywają szczegółowe grawerunki, inspirowane arabską estetyką i gotykiem oraz dyskretne logo Gucci.

Całość trafiła właśnie do wybranych internetowych butików, m.in. MATCHESFASHION. Ceny? 250 dolarów za sygnet i 390 dolarów za każdy z naszyjników oraz półotwartą bransoletę, czyli od 940 do 1470 zł.

fot. MATCHESFASHION.com

Zostaw komentarz