Felieton

Cringe tygodnia vol. 7: Masłowska z panczlajnem Mesa

Kajetan Szewczyk -
Felieton - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Cringe tygodnia vol. 7: Masłowska z panczlajnem Mesa

Siemanko, sportowe świry! Spośród singli, które wyszły w minionym tygodniu, wybieramy najdziwniejszy/najbardziej facepalmowy/zasługujący na uśmiech pełen żenady.

A właściwie nie wybieramy, a wybieram ja – Kajetan.

Siódma niedziela z Cringem Tygodnia zobowiązuje do czegoś specjalnego. A właściwie Wy, drodzy czytelnicy, zainspirowaliście mnie do popełnienia odcinka specjalnego. Z miejsca gratuluję Depsowi fanbazy, która była gotowa „bronić” go za wszelką cenę. „Nigdy nie kupią nas mass media za żeton/To jest rap, a recenzentem zawsze jest beton” – nawijał w 2011 roku Eldo. Wówczas pewnie nie zdawał sobie sprawy, że jego słowa są w pewien przewrotny sposób prorocze. Faktycznie – dzisiaj recenzentem także jest beton, ale nie w rozumieniu ulicy, a czegoś na kształt partyjnego betonu, na który w tym przypadku składają się oddani fani danego wykonawcy.

Opinia

Dalej uważam, że „NIEPRZESPANENOCE” są generycznym numerem z grubą kalką z Bedoesa. Nawiązanie do litanii Kaabana i jego zarzutów w stronę Diseta było celowym zabiegiem, który miał pokazać, że podchodzę do tego w nieco przerysowany sposób.

Bardzo istotną rzeczą jest to, że odnosiłem się do konkretnego utworu. Ktoś może nieświadomie podłapywać czyjąś stylówkę, a nawet sposób pisania, i warto wówczas mieć osobę, która to zauważy i zwróci uwagę. Tak się złożyło, że jako branżowy publicysta mam do tego pewną legitymację – a na pewno nie mniejszą niż fani takiego wykonawcy.

Politolog na rapie stwierdził, że z szacunku do siebie nie będzie nawet odpakowywal mojej płyty, która dostał od QQ….

Filipek 发布于 2019年4月13日周六

Dostało się ostatnio Politologowi za jedno zdanie z TEGO tekstu. Armia fanów podniosła larum. To jest zrozumiałe w jakiś sposób, ale emocjonalnie zareagował również Filipek. Skoro jest taki żądny emocji, to zapraszam go TUTAJ. Bartek nie przedstawiał żadnej krytyki, a jedynie zaznaczył swój gust, ogólną opinię. Ma do tego prawo. Wy macie do tego prawo. Ja mam do tego prawo. Jeśli ktoś mnie nie czyta, to nie jest dla mnie dzbanem. Nie jest moim czytelnikiem – tylko i aż.

Portale hiphopowe w Polsce zachowują się trochę jak sami raperzy. TDF określił to jako „bycie Szwajcarią”. Większość z nich podaje informacje, które nie są opatrzone żadnym dodatkowym komentarzem. Są po prostu hubem, z którego możecie czerpać jakąś doraźną wiedzę, ale – tu jedna bardzo ważna kwestia – powoli przestają być Wam potrzebne. Dlaczego? Bo jeśli jesteście słuchaczami danego wykonawcy, to macie polubiony jego fanpage i wiecie, że wyszedł nowy klip. Informowanie Was o tym dodatkowo jest zbędne. Co innego jeśli ktoś, kto wnikliwym słuchaczem jest od wielu lat – ja sam od przeszło dekady – pokaże Wam, co kryje się za danym kawałkiem. Może jest tam jakiś zakamuflowany follow-up, może ktoś robił coś podobnego pięć lat wcześniej?

Obecnie brakuje redaktorów wyrażających opinie uderzające wprost w twórców. Od lat mam za to szacunek do Marcina Flinta. Teraz pojawił się Wini, ale… jeden Wini wiosny nie czyni.

Picasso

„Dobry artysta kopiuje, świetny artysta kradnie” – powiedział Pablo Picasso. Rzeczywiście trochę tak to wygląda. Twórcy nasiąkają obecnymi trendami i, czasami, być może bezwiednie, naśladują. Ci najbardziej bezczelni faktycznie kradną. Czy spotyka ich za to jakaś reprymenda? Bardzo rzadko od słuchaczy. Częściej od dziennikarzy i recenzentów, ale… nie spotyka się to raczej z dobrym odbiorem. Najlepiej obrazuje to chyba Gargamel, który chciał nagłośnić sprawę ReTo i podwędzonego bitu.

Jimson, w ostatnim dissie na VNMa, wytyka oponentowi kopiowanie flow i słabą argumentację: „Pisałeś, że to flow to hołd dla Małolat & Ajron„. Do bajtowania sam przyznał się swego czasu Bonson: „Taka branża, ktoś brzmi jak Małpa/Ktoś brzmi jak ja, a sam podpie*dalałem z Małolata„.

Ja nie czekam aż ktoś zauważy, co robi, przyzna się, cokolwiek. Nie trzeba mi mówić, co się dzieje, żebym umiał to opisać. Cringe Tygodnia nie jest czepianiem się na siłę, ma zwracać uwagę na rzeczy, które można poprawić – dla kultury. Przy okazji – nie ma dla mnie znaczenia, kto jaką ma pozycję. Słabe podziemie jest słabym podziemiem, słaby mainstream boli jeszcze mocniej. Sokół jest jednym z tych raperów, którzy posiadają naturalny zmysł do pisania w bardzo klimatyczny sposób bez potrzeby uciekania się do fajerwerków technicznych. Okej, ale dalej czułem się źle, kiedy nawinął „nagrody komuś dawno już rozdano po kryjomu w domu” w „Świadomym śnie”. Po prostu „komuś/domu/kryjomu/nikomu” to poziom „kolego/lego” – dajcie spokój.

Picasso?

„Mieszkanie wypasione, meble jakieś dziwaczne, obrazy po*ebane/Picasso by się uśmiał, że do góry nogami chyba mają je popowieszane” – to cytat z książki „Inni Ludzie” Doroty Masłowskiej (Dorota Masłowska, Inni Ludzie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018, s. 12).

„Picassa – tak to się odmienia łbie barani/kupiłeś, lecz powiesiłeś do góry nogami” – to cytat z utworu „Lecisz na Ryj” Łysonżiego, a konkretniej ze zwrotki Mesa (Łysonżi, Dżonson, Aloha Ent., Warszawa 2009).

Masłowska nasłuchała się Mesa? Panczlajn odgrzała po niemal dekadzie? Być może. A może przyszło to do niej nieświadomie? Być może. A może oboje posłużyli się jeszcze starszym dowcipem? Być może. Niezależnie od przyczyn – moją rolą jest również zauważanie takich rzeczy. „Dobry artysta kopiuje, świetny artysta kradnie” – Pablo Picasso? Nie do końca, co tym bardziej wzmacnia tę maksymę. Tak naprawdę pochodzi ona od W. H. Davenporta.

źródło: Instagram.com/mestentyp, fot: Instagram.com/wiktorfranko

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton
Bella Ciao – historia pięknego pożegnania

Jeżeli widzieliście serial „La Casa de Papel” („Dom z papieru”) to z pewnością po „pierwszej nutce” bylibyście w stanie poznać najważniejszy utwór, który towarzyszy produkcji Netflixa. Głównie za sprawą tej kultowej sceny, która stałą się przyczynkiem do tego, że pieśń włoskich partyzantów „Bella Ciao” po 80 latach znów zaczęła być na językach.

Felieton
Blaze 813 – siedmioletni „profesjonalny” atleta

W recenzji „Plansz” od duetu Jan Rapowanie i Nocny pisałem, że podoba mi się to jak artysta nie próbuje, jak co drugi młody polski raper, wchodzić w nie dość, że nie swoje, to jeszcze za duże buty. Niedługo później zobaczyłem innego chłopaka, który prężył na Instagramie (gdzie śledzi go ponad pół miliona osób) swoją kratę na brzuchu odziany w ciuchy od sponsorów i wyglądał jak żywcem wyjęty z ligi NFL. Nic dziwnego, no może poza wiekiem, bo Rudolph „Blaze” Ingram ma… 7 lat.