Felieton,Hip Hop

Czarny koń SBM Starter. Lubin naprawdę nadaje się do mainstreamu

Michał Fitz -
Lubin - Handy (prod.Worek) ◾️ SBM Starter ◾️
Lubin - Handy (prod.Worek) ◾️ SBM Starter ◾️
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Fitz

Czarny koń SBM Starter. Lubin naprawdę nadaje się do mainstreamu

W tym roku SBM Starter przyjął formę zorganizowanej akcji, która ma na celu wyłonienie raperów, którzy później podpiszą umowę z labelem Solara i Białasa. Po dwóch wypuszczonych kawałkach wyklarowała się para ewidentnych faworytów, ale jest jeszcze jeden zawodnik, który może nie błyszczy takimi wyświetleniami, a potencjał ma naprawdę spory.

Wyżej wspomniana dwójka to oczywiście Szczyl i fukaJ. Ten pierwszy może pochwalić się nie tyle najchętniej odsłuchiwanym kawałkiem edycji, co po prostu hitem wakacji, bo śmiało można powiedzieć, że „Banda” zasługuje na taki status. Drugi za to generuje spore wyświetlenia dzięki hype’owi, który jeszcze przed startem projektu zapewnił mu Quebo i Mata. Oczywiście, też ma ciekawą stylówkę, ale nie sądzę, by zebrał taką rzeszę fanów, gdyby nie namaściła go powyższa dwójka popularnych artystów. Trzeci pod względem liczby wyświetleń jest właśnie Lubin, który w mojej subiektywnej opinii oczywiście, powinien mieć ich znacznie więcej.

SBM Starter rozpoczął od „Syren”, które przyjęto z bardzo mieszanymi uczuciami. Był rozmach, ale przede wszystkim był też spory chaos, spowodowany głównie ciężkim do nawijki bitem. W efekcie Lubin nie wypadł na nim za dobrze, ale nie wydaje mi się, by ktokolwiek inny byłby w stanie poradzić sobie z nim lepiej, właśnie ze względu na specyfikę podkładu. Trzeba zaznaczyć, że raper i tak próbuje z niego wybrnąć bardzo przyzwoicie, często zmieniając i kombinując z flow, by wkleić się jakoś w bit. Trudno jednak było nie odnieść wrażenia, że Lubin zaczął wyścig o kontrakt SBM Label od falstartu, choć obecne wyświetlenia kawałka wskazują, że wcale nie było tak źle.

Swoją klasę pokazał jednak przy okazji „Handy”. Delikatny trapowy numer po prostu wpada w ucho, a gdy siedzisz na zewnątrz ze znajomymi z piwkiem w dłoni w trakcie zachodu słońca, wręcz nie potrafi z niego wypaść. Tu z kolei mamy już do czynienia z wyśmienitym bitem Worka i jak widać, gdy podkład siedzi, to siedzi też nawijka Lubina. W takiej stylistyce Lubaszenko odnajduje się znacznie lepiej i płynie razem z melodią, czemu najlepiej dowodzi po prostu klimatyczne nucenie, które mogło wypaść bardzo cringe’owo, a jednak pasuje do numeru jak ulał. Wskazują też na to wyświetlenia, których jest już ponad pół miliona.

Jeśli coś działa, to po co to zmieniać, prawda? Widocznie Lubin wyszedł z tego samego założenia, bo przy trzecim singlu również zdecydował się na vibe podobny do tego z „Handy”. Podkład zdecydowanie wyróżnia się przez gitarkę, ale jednak klimatem jest podobny do tego z wyżej wspomnianego kawałka i to akurat nie może dziwić, bo też zrobił go Worek. Patent na nawijkę też jest zresztą bliźniaczy. Tematyka raczej uliczna, ale zgrabnie ujęta, a flow melodyczne, swobodnie płynące z bitem. Nie mogło też zabraknąć jakiegoś nielirycznego elementu uzupełniającego, choć w tym wypadku nie mamy nucenia, a zwykłe, proste „pa pa pa”, które nie wszystkim się przyjęło, ale moim zdaniem bardzo dobrze leży w tym utworze.

Nie sprawdzając nawet innych numerów Lubina, można poznać jego stylówkę, gdyż wyraźnie wyklarowała się ona na dwóch najnowszych kawałkach ze Startera. Jego piosenki brzmią bardzo przyjemnie jako całość i mają w sobie mnóstwo zachodniego sznytu. Na przestrzeni dwóch ostatnich lat rapgra pokazała, że połączenie melodycznych brzmień z dużo mniej cukierkową, dosyć uliczną liryką sprzedaje się najlepiej, czego najlepszym dowodem są sukcesy Szpaka i Bedoesa. Moim zdaniem, odpowiednio poprowadzony przez label Lubin, przy zachowaniu i dopracowaniu tej stylówki może śmiało zahaczyć o poziom powyższej dwójki. No i tego mu życzę.

fot. kadr z klipu „Lubin – Handy (prod.Worek) ◾️ SBM Starter ◾️”, YouTube.com/SBMStarter

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Poznaliśmy gościnki na nowych albumach Taco. Czy spełnią gigantyczne oczekiwania?
https://www.instagram.com/2020.loading

Już przy okazji swojego #hot16challenge2 Taco Hemingway zapowiedział, że w wakacje można się spodziewać od niego więcej niż jednego albumu. Termin ostatecznie nieco się przesunął, ale do tej pory atmosfera wokół tych wydawnictw podgrzewana była tak, że i tak wszyscy czekają na nie z zapartym tchem. Kolejne emocje wzbudziły wczoraj ujawnione gościnki. Podołają tak gigantycznemu hype’owi?

Taco to bezsprzecznie jeden z najpopularniejszych i w opinii wielu, najlepszych raperów w Polsce. Nie można więc dziwić się, że oczekiwania co do jego nadchodzących projektów są ogromne. O to, co wyjdzie spod jego pióra, a później z jego ust w studio raczej nie ma się co martwić. Wyżej wspomnianą szesnastką i wypuszczonymi już singlami pokazał, że jest w wysokiej formie, a Fifi jest akurat jednym z tych artystów, którzy prezentują się równo na przestrzeni całego albumu. Tylko czy goście, którzy w niektórych wypadkach są dość nieoczywiści, będą w stanie mu dorównać?

Jarmark

Taco sam zaznaczył, że „Jarmark” to płyta z konkretnym konceptem, który trzymał go w określonych ryzach w trakcie jego tworzenia. Biorąc pod uwagę „Polskie Tango” należy spodziewać się raczej poważniejszej tematyki, a do jej poruszenia potrzebne są odpowiednie osoby. Taką na pewno jest Artur Rojek, który w trakcie swojej kariery nie raz udowadniał już, że potrafi ubrać piękną muzykę w jeszcze piękniejsze, a przy tym mądre słowa. Jest też CatchUp, którego można było się spodziewać na płycie analizując nominacje Filipa przy #hot16challenge2 w wykonaniu Taconafide, ale wydaje się, że nieco bardziej pasowałby do jakiegoś luźniejszego, melodycznego i nieco zabawnego numeru na „Europie”. Ma jednak potencjał, by sprawdzić się również na poważniejszym kawałku. Patrząc na płytę Taco z zeszłego roku, można było spodziewać się niespodziewanego, kogoś teoretycznie nie pasującego do niego, jak wówczas Kizo. Tutaj takim artystą jest Mielzky, bo chyba nikt go tutaj nie przewidywał. Mam jednak spore nadzieje co do jego występu i uważam nawet, że może być najlepszym featuringiem. Mielon to przecież genialny tekściarz, który w zabawnych linijkach potrafi przemycić gorzką prawdę. Na to czekam. Patrząc za to na udział Kachy z Coals możemy bardziej domyślić się klimatu numeru, aniżeli jego treści. Tajemniczy, elektroniczny podkład, a na nim Fifi i Kacha? Czy to się uda? Zobaczymy.

Europa

To luźniejszy z dwóch projektów, co zresztą dało się wyczaić po przesłuchaniu „Michael Essien Birthday Party”. Wydawać by się mogło, że w związku z tym gości będzie tu sporo, a krążek będzie wręcz wyglądał jak jakiś mixtape, ale tak nie będzie. Gości mamy raptem czterech. Najwięcej oczywiście będzie wymagało się od Bedoesa, któremu ostatnio zarzuca się, że na gościnkach się nie przykłada, gdyż raczej krytykowano jego epizody na „Romantic Psycho” od Quebonafide czy „Dziadziorze” DonGURALesko. „Morfina” u Białasa pokazała jednak, że Bedi potrafi wzbogacić utwór, do którego się dogrywa, więc jeśli daruje sobie wersy o cewkach i wypróżnianiu się, powinien faktycznie stworzyć z Taco niezły hit. Sporo ostatnio zarzuca się też Szpakowi, szczególnie po „Huśtawce” chillwagonu. Jego przypadek jest podobny do Bedoesa. Jeśli szef GUGU przyłoży się do zwrotki, zamiast ograniczać się do głupich tekstów i powtarzanych w kółko ostatnimi czasy frazesów, może być naprawdę dobrze. Liczę, że akurat na płytę Fifiego Szpaku przysiadł nad tekstem dłużej, a nie szybko nabazgrał coś na kolanie na trasie między Morągiem a Warszawą, a raczej Berlinem a Warszawą. Najpewniejszy jestem zdecydowanie występu Okiego. To kolega z labelu, ale przede wszystkim gość, który nigdy nie idzie na łatwiznę. Jego gościnki zawsze odbijają ciekawe, pozytywne piętno na numerze. Nawet na płytę Młodych Wilków dał hit, zamiast zdecydować się na jakiś średni numer, który kiedyś nagrał w pół godziny. Jego ambicje czuć zawsze i na „Europie” na pewno nie będzie inaczej. Bardzo pozytywnie może zaskoczyć też Borucci, który do tej pory znany był z roli producenta, ale przy okazji #hot16challenge2 dał się poznać jako niezły nawijacz z niegłupim tekstem i przyjemnym poczuciem humoru. Może okazać się czarnym koniem tych featuringów.

fot. instagram.com/2020.loading

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
To oni robią zdjęcia Twoim ulubionym raperom. Oto 5 fotografów, których musicie obserwować

Artyści dbają o wizerunek, zwłaszcza w social mediach. Mogłem sobie darować ten banał, ale jest to tak oczywiste, że zdarza nam się o tym zapomnieć. Przyjrzymy się dzisiaj tym cichym bohaterom, których praca często bywa pomijana. Oto pięciu fotografów waszych ulubionych raperów, których koniecznie musicie obserwować!

Kasia Mikołowicz (dscll)

Regularnie goszczą u niej chociażby Schafter, Żabson, Taco Hemingway, czy Otsochodzi. Jej prace wyglądają jak lookbook sprzed kilku dekad. Mógłbym powiedzieć, że mają ten vibe, który przypomina nam młodość naszych rodziców, ale to nie o to chodzi. W zdjęciach Kasi Mikołowicz nie ma pośpiechu. Wyglądają tak, jakby ci wszyscy, nieuchwytni bohaterowie mogli wreszcie na moment się zatrzymać. Wy też się przy nich zatrzymacie.

View this post on Instagram

🦋🦋🦋🦋🦋🦋🦋

A post shared by Kasia Mikołowicz (@dscll) on

Paweł Fabjański

Wystarczy powiedzieć tyle, że to człowiek odpowiedzialny, za okładki „Somy” i „Pocztówki z WWA”. Czyli chyba jedyne poza „Jarmarkiem” i „Europą” okładki, na których Taco Hemingway pojawia się osobiście, a nie pod osłoną zamaszystych pociągnięć pędzla. Poza Szcześniakiem, swoją okładkę powierzył mu również Wojtek Sokół.

Piotr Pytel (89’)

Podobały Wam się ostatnie zdjęcia z Instagrama Maty? No właśnie. Są one esencją koncertowego szału. Naturalizm. Ślady markera na skórze i krwi na zębach. Osiemdziewięć podchodzi tak blisko, jak tylko trzeba. A czasami nawet bliżej. Wszystko to po to, żebyście Wy też mogli się tak poczuć.

View this post on Instagram

zduny wracają na trasę

A post shared by 89’ (@osiemdziewiec) on

Daniel Krakowiak

Koncerty, trofea, „ruchy”. Krakowiak łapie raperów w akcji. Przechodzących z miejsca w miejsce, cieszących się z kolejnej (wstaw kolor) płyty. Albo skupionych przed kolejnym występem. Podglądanie raperów za kulisami to chyba to, czego najbardziej z tego wszystkiego możemy mu zazdrościć.

Wojtek Koziara

Ciężko napisać coś odkrywczego o zdjęciach człowieka, który z Quebonafide zwiedził chyba cały świat. U Koziary pojawiają się wszyscy. Polscy raperzy? Proszę bardzo. Tuż obok nich również ci zagraniczni. Sfera Ebbasta, Jaden Smith, Post Malone, G-Eazy i Travis Scott. Mało kto może się pochwalić tak bogatym portfolio. A wszystko to przeplatane niesamowitymi portretami ludzi, których Koziara spotykał podczas podróży m.in. po RPA, Japonii, USA i Meksyku, które wcale nie są mniej zjawiskowe, niż zdjęcia gwiazd światowego formatu.

fot. osiemdziewiec

Zostaw komentarz