Hip Hop,News

Czy L Pro uczył Kamerzystę rapować? Sądząc po tym kawałku, to możliwe

Damian Kaźmierczak -
Hip Hop,News - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

Czy L Pro uczył Kamerzystę rapować? Sądząc po tym kawałku, to możliwe

Kilka dni temu informowaliśmy Was o złotej płycie Kamerzysty. Jego dawny współpracownik właśnie rzucił mu muzyczne wyzwanie. L-Pro dotąd kojarzony głównie jako producent, teraz sam postanowił stanąć przed mikrofonem. Czy ma szansę przebić Kamerzystę?

Od producenta do rapera

Mateusz Łapot (prawdziwe imię i nazwisko producenta) na polskiej scenie hiphopowej działa już od ponad 10 lat. Jako producent współpracował m.in. z Fabolousem, Sitkiem, Chadą, Białasem czy… Edytą Górniak.

Ostatnio o L Pro zrobiło się głośno przy okazji „beefu” z Kamerzystą, któremu to artysta miał nie tylko robić bity, ale również pisać teksty. Sama afera nie jest warta wspomnienia, ale na pewno była sporym zastrzykiem popularności dla urodzonego w Stargardzie Szczecińskim twórcy.

View this post on Instagram

Syn Ulicy nadchodzi

A post shared by L PRO (@l_pro_official) on

Ponieważ ostatecznie nie udało się zarobić (góry) hajsu z gościem z workiem na głowie, L Pro postanowił działać solo i właśnie wypuścił signiel zapowiadający jego debiut.

Cóż można powiedzieć o kawałku „Wall-E”? Zacznijmy od pozytywów… – no to tyle. Natomiast abstrahując od poziomu rapera (bo tak chyba już należy tytułować L Pro) – bit, refren i sam klimat kawałka przypominają mi najgorsze i najbardziej ckliwe czasy hip hopolo. Wygląda na to – a raczej brzmi – że L Pro naprawdę mógł uczyć Kamerzystę rapować.

Debiutancki album L Pro zapowiedziany jest na 30 czerwca. Na ten moment nie wiemy, kto wyda ten materiał i jak duży będzie nakład.

Foto. Instagram/l_pro_fan

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Zbuku u Kamerzysty! „Nie chciał otworzyć. Powiedział, że dzwonił na policję”

Wychodzi na to, że propsy od TPSa nie pomogły. Zbuku, przy okazji koncertu w Szczecinie, odwiedził Kamerzystę. Youtuber, który ostatnio chwalił się świetnymi wynikami sprzedaży swojego debiutanckiego albumu, nie otworzył raperowi.

Przypomnijmy, że kilka dni temu Kamerzysta poinformował za pomocą YouTube’a, że brakuje mu dwóch tysięcy sprzedanych płyt do statusu złotego krążka (więcej TUTAJ). Zbuku śmiał się z youtubera na początku kwietnia, ten odpowiedział wówczas, że jest gotowy na beef. Widocznie chodziło mu o taki na niwie muzycznej, bo na uliczny etos nie był specjalnie przygotowany.

Na powyższym wideo można zobaczyć, jak Zbuku puka do drzwi Kamerzysty, a ten na chwilę nawet pojawia się w kadrze – prawdopodobnie wtedy zapewnia rapera, że… zadzwonił na policję. Faktycznie, kilkanaście sekund później, kiedy Zbuku siedzi już w samochodzie, radiowóz na sygnale mija jego pojazd.

Swego czasu część zespołu Dixon37 pejoratywnie wypowiadała się o Bedoesie. Skończyło się tym, że sam zainteresowany musiał wracać z jednego koncertu w bagażniku. Dochodziło również do takich sytuacji, że jego fani byli bici pod klubem – TUTAJ. Można nie lubić Borysa, ale street creditu odmówić mu nie można, bo siedzi w hip-hopie od najmłodszych lat. Poza tym ręczy za niego Białas.

W przypadku Kamerzysty o takim czymś nie ma mowy. Rap w tym przypadku jest podyktowany sprzyjającą koniunkturą i nie trzeba być Zbukiem, żeby mieć wątpliwości. Inna sprawa, że Zbuku zaskoczył chyba wszystkich tym, jak serio potraktował całą sytuację.

Kamerzysta odpowiada

Na Instagramie youtubera pojawiło się krótkie oświadczenie związane ze sprawą. Kamerzysta twierdzi w nim, jakoby Zbuku pozował na to, że przyjechał sam. W obawie o zdrowie swoje i swojej rodziny, zadzwonił na policję. Na filmiku Zbuka widzimy, że ewidentnie nie pofatygował się do Kamerzysty w pojedynkę, a całą akcję podkreśla jako inicjatywę „zespołu Zbuku”. Pozostaje czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Może polecą dissy?

fot. „KAMERZYSTA WYJAŚNIONY PRZEZ ZBUKA! KAMERZYSTA DZWONI NA POLICJĘ”, youtube.com/Mvti

Zostaw komentarz

News,Streetwear
DROGIE alternatywy dla TANICH butów vol. 2: Converse All Star Hi

W zeszłym tygodniu zajęliśmy się doskonale wszystkim znanymi Slip-onami od Vansa. Dziś kolejny klasyk z długą historią. I naśladowcami, pompującymi ceny o ponad 1000 %, w porównaniu do oryginalnego retailu. Drogie alternatywy dla Converse Chuck Taylor All Star Hi w formie infografiki – zapraszamy!

Początki

W ostatnim odcinku cofaliśmy się w czasie do 1973 roku. Dziś cofamy się o ponad 100 lat. Rok 1908. Miasto Malden w stanie Massachusetts. Marquis Mills Converse otwiera fabrykę butów, produkującą kalosze i śniegowce dla całych rodzin. Dwa lata później następuje zwrot o (prawie) 180 stopni – w stronę butów sportowych. Cel główny – stworzenie idealnego buta do koszykówki.

Pierwsze All Stary pojawiają się na rynku w 1917 roku. Wszystko idzie nieźle, szybko doprowadzając do powstania jednego z najbardziej kultowych modeli w historii. Ambasadorem Converse’a zostaje ówczesna gwiazda kosza, Chuck Taylor, wcześniej narzekający na ból nóg podczas gry. Converse idealnie to wykorzystuje, dopracowując wcześniejszy model. Machina marketingowa zaczyna się kręcić.

Ponad 100 lat tradycji marki i kolejne sto samych Chucków. Z ilości wypuszczonych na rynek wydań każdy dobrze zdaje sobie sprawę, więc odpuszczamy. Z redakcyjnego obowiązku wspomnimy tylko o dwóch parach sygnowanych logo Off-White, o których przeczytacie tutaj i tutaj.

View this post on Instagram

Standing out while sitting down. #InMyConverse

A post shared by Converse (@converse) on

Tyle ze wstępu. „Tanie” wydania klasyka Was nie zadowalają? Proszę bardzo. Oto nasza topowa siódemka od projektantów.


Teraz chwila dla dwóch najdroższych pozycji. Saint Laurent – bawełna za 6k?! Owszem. I trudno tu wskazać rzecz, która za takim retailem by przemawiała. Zwykła bawełna, nadruk i guma, sklejone we Włoszech. Do tego lekki efekt znoszenia. Tylko tyle, ale (z jakiegoś powodu) wystarczyło.

Para od A Diciannoveventitre, czyli – przekładając z włoskiego – „1923”, doskonale wpisuje się za to w zjawisko „fetyszyzacji biedy”, której poświęciliśmy dwuczęściowy cykl, osobno sneakersom i ciuchom. To zresztą główna misja marki – tworzenie projektów z najwyższej jakości skóry, przy jednoczesnym pokrywaniu ich efektem mocnego znoszenia. Zżółknięta cholewka i podeszwa (w dodatku pogięta), brudne sznury i brak logotypów. Rzecz dla ludzi z fantazją (i pieniędzmi).

Tyle na dziś. Kolejna część za tydzień. Uchylając rąbka tajemnicy – znów będzie koszykarsko. W wolnej chwili sprawdźcie rozkład premier na ten tydzień i/lub nasze zdanie o kolabo Vistuli i PROSTO. Stay Tuned!

fot. Farfetch

Zostaw komentarz