Hip Hop

Czy opłaca się szybko rapować? [Encyklopedia Popkultury]

Kajetan Szewczyk -
Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Czy opłaca się szybko rapować? [Encyklopedia Popkultury]

Witamy Was w drugiej odsłonie… premierowego cyklu! Jak to? A no tak, że początkowo mogliście kojarzyć go z nazwą [Przy Kominku], ale zdecydowaliśmy się na zmianę. Teraz wypatrujcie kolejnych części Encyklopedii Popkultury!

Tym razem nie o hajsie w hip-hopie będzie mowa, a o szybkim nawijaniu. O tym, czy w ogóle warto, a jeśli tak, to kiedy najlepiej wykorzystać swoje skille. Historia pokazuje, że jest pewien wzór wedle którego raperzy działają pod tym względem i my Wam tę “złotą metodę” przybliżymy.

Eminem, Joyner Lucas, Ten Typ Mes, Mops Bebsky – galeria ksyw jest pokaźna, a ta czwórka to tylko część asów, których możecie kojarzyć z tego patentu.

Dziękujemy Bocca Bar za gościnę i zapraszamy Was do sprawdzenia tego miejsca, w którym poruszamy wszelkie palące kwestie przy kominku.

A teraz – czas odpowiedzieć na pytanie: Czy opłaca się szybko rapować? Zapraszamy do sprawdzenia najnowszego odcinka!

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Cringe tygodnia vol. 13: Podstawówka Malika Montany

Siemanko, sportowe świry! Spośród singli, które wyszły w minionym tygodniu, wybieramy najdziwniejszy/najbardziej facepalmowy/zasługujący na uśmiech pełen żenady. W zeszłym tygodniu zdecydowałem się poszerzyć formułę o sytuacje mające miejsce w social mediach.

A właściwie nie wybieramy, a wybieram ja – Kajetan.

Odpalamy trzynasty odcinek. Co działo się w ubiegłym tygodniu? White 2115 u Kubiego stwierdził, że można “mrużyć wzrok“, VNM mrużył już oczy w promocyjnym numerze z Małolatem, ukazało się wideo z walki wspomnianego Venoma i Wudoe (oceńcie sami, kto jest szefem – więcej o Rap Nokaut TUTAJ). Karwel połączył siły z Kozą i dostaliśmy “Dzieci Mroku“, Fazi rozjechał młodszych kolegów w kawałku “FATALITY” (warto odnotować też nawiązanie do Żabsona w zwrotce Filipka), Bonson trochę pośpiewał i wyszło to fajnie (w refrenie trochę jak Sentino), Vienio z Paprodziadem dali nam “Warstwę Plastiku” (takiego eko-protest songu jeszcze nie słyszałem).

Co wolno wojewodzie…

Należę do tych osób, które ciężko reagują na młodzież dzieci, które flexują się do kawałków, z którymi albo jeszcze w ogóle nie mogą się utożsamiać, albo gorzej – nawet ich nie rozumieją. Na dobre zaczęło się chyba od Otsochodzi i “Nie, nie”.

Trudno ocenić taką sytuację biorąc pod uwagę wszystkie aspekty (bo nie ma nic złego w pomaganiu dzieciom się wyszaleć z okazji jakichś dni szkoły czy Dnia Kobiet jak wyżej), ale dwa dyskwalifikują takie rzeczy z miejsca. Po pierwsze, jeśli takie nagranie trafia do internetu, a przecież “życzliwych” nie brakuje, to dzieciaki stają się pośmiewiskiem. Po drugie, nauczyciele chyba słyszą tekst? Czy nie słyszą? “Nie, nie” to akurat nie jest kawałek wybitnie o czymś, ale mamy tam alkohol i “robienie” dziewczyny. Zresztą… dzieci to i “Pizdę nad głową” śpiewały gremialnie na sali gimnastycznej. Ale wróćmy do “robienia”, bo dzisiaj ja właściwie o tym – a właściwie o Maliku Montanie i kawałku “Robię Yeah”.

Ponad 32 miliony wyświetleń na YouTube i ponad 6 milionów w serwisie Spotify – Malik jest Królem Streamingów. Przy takich zasięgach oczywiste jest to, że kawałek dotrze do różnego słuchacza. No i dotarł, ale w tym przypadku raczej nie ma się z czego cieszyć, a tym bardziej w taki sposób.

O co chodzi? Malik wrzucił na swój fp WIDEO, na którym dzieci z początku podstawówki raźno śpiewają refren do “Robię Yeah” i raczej nie odnoszą się do robienia lekcji. Malik skomentował to słowami:

Jakie to urocze,cieszę się ze mój wkład w edukacje młodzieży jest tak duży.Pamietajcie kochani,narkotyki są złe wiec mi oddajcie wszystkie a ja je wyćpam żeby wam nic nie groziło.Pozdrawiam Król Cyfra Pierwszy

(pisownia oryginalna)

Ja wiem, że beka i pompa, ale przyklaskiwanie takim akcjom ze strony rapera, to jest dla mnie cringe. Zwłaszcza w zestawieniu ze stories na Instagramie, na których Malik wypowiadał się dosyć racjonalnie i o systemie edukacji (przy okazji strajku nauczycieli) i o rodzinie w ogóle (często, gęsto). Mnie się to jakoś nie dodaje, Królu Cyfro Pierwszy.

fot. kadr z klipu “Malik Montana feat. K Koke – Robię Yeah (prod.by FRNKIE)”, youtube.com/#GM2LTV

Zostaw komentarz

Hip Hop,Ranking
Łódź miastem ludzi o wysokiej kulturze. Płyty z najmniejszą ilością wulgaryzmów [Infografika]

W ostatnią sobotę obchodziliśmy światowy Dzień Dziecka, to chyba dobra okazja, aby przyjrzeć się rapowym płytom, których mogą słuchać również dzieciaki. Czy istnieje hip hop bez przekleństw i czy ma jakikolwiek poziom? Oczywiście, że tak; nie trzeba przecież na siłę bluzgać, aby tworzyć dobre tracki. Z drugiej strony, ile znacie hiphopowych dobrych albumów, gdzie raperzy w ogóle nie używają przekleństw?

Jacy raperzy kojarzą Wam się z hasłem – “Rap bez przekleństw”? Starsza gwardia słuchaczy na pewno zakrzyknie “Mezo, Verba i reszta hiphopolowców”. Otóż nie, Mezo, Liber, czy nawet Verba na swoich produkcjach faktycznie bluzgali mało, ale mimo wszystko wulgaryzmy w pojedynczych numerach się pojawiały. Robiąc to zestawienie brałem pod uwagę tylko albumy hipohopowe robione przez raperów. Dla wielu pewnie oznacza to to samo, ale w przypadku, gdybym brał pod uwagę wszystkie CD, gdzie ktoś nawija do bitu – to musiałbym umieścić tu Pana Yape, Funky Filona i późniejsze albumy składu Verba.

Z poniżej listy wychodzi, że Pan Bogusław Linda nie miał racji odnośnie mieszkańców Łodzi. W gruncie rzeczy są to bardzo kulturalni ludzie np. Zeus, Thinkdaelic czy O.S.T.R. Podobną wrażliwość na wulgarne słowa posiada radomianin Kękę. Hmm, gdybym pisał skecze dla polskich kabaretów to na pewno poleciałbym sucharem – Łódż, Radom to jeszcze tylko rapera z Sosnowca brakuje. Ja taki nie jestem, więc całość listy uzupełnia Dizkret – pochodzący ze stolicy.

Na płytach: “To Tu” Kękego, “Zeus to pomyłka” Zeusa i “W drodze po szczęście” Ostrego – moje uszy nie uświadczyły żadnego przekleństwa. Gwiazda wytwórni Asfalt Records, od zawsze kojarzony był jako twórca inteligentnego rapu, ale również nie stroniący od regularnego używania wulgaryzmów. Czy Ostry tłumaczył dlaczego przy poprzedniej płycie zrezygnował z używania przekleństw? Koncept płyty w stylu totalne radio friendly? Przegrał zakład, obiecał coś komuś? Jeśli ktoś wie, to niech mi odpowie. W przypadku płyty Kękę, była to z góry przyjęta strategia. Raper stwierdził, że obecna na płycie tematyka rodzinna nie łączyła mu się z nadużywaniem wulgaryzmów w tekstach. “Zeus to pomyłka” była już z kolei drugą płytą, gdzie Zeus odstąpił od przeklinania w kawałkach. Na poprzednim solowym projekcie “Zeus jest super” było pół przekleństwa, bo w taki sposób zaliczyłem padające tam pół wulgaryzmu w “Zgłupiej”.

Mamy cztery albumy trójki raperów, więc zadajmy sobie pytanie – Czy brak przekleństw miał wpływ na poziom poszczególnych płyt i ich uznanie wśród hiphopowej publiczności? Nie jestem fanem twórczości Kękego i Ostrego, więc odpowiem na podstawie reakcji społeczności. O.S.T.R. ma taką bazę fanów, że jakiego by materiału nie wydał, i tak będą mu przyklaskiwać. Słuchaczom, którym muzyka rapera już dawno się przejadała jest już obojętne, czy raper nagra “ładną” radiową płytę czy nie. Nowy Kękę stracił głównie wśród dawnych melanżowych fanów, którym niezbyt pasuje jego grzeczniejszy wizerunek.

Zeus w kwestii umiejętności to dalej czołówka sceny, ale dobór singli w przypadku “Zeus jest super” trochę wrzucił go do szuflady “raper dla Eski”. Mimo, że jego najnowsza produkcja “Zeus to pomyłka” jest już bliższa dawniejszym nagraniom rapera, to dalej za artystą ciągnie się łatka radiowego rapera. Osobiście nie rozumiem dlaczego Zeus trochę przepadł, a Kękę jest w czołówce popularności (o czym mogliście się przekonać, sprawdzając nasz ranking sprzed tygodnia) – możliwe, że raper z Radomia ma większą charyzmę i więcej osób z nim się utożsamia, ale w aspekcie czysto raperskim – Zeus jest przecież kilka leveli wyżej.

Na koniec zostawiłem dwa albumy z początkowego okresu polskiego rapu: “Lek” Thinkadelic i “IQ” duetu Dizkret & Praktik. Thinkadelic (czyli Spinache i Czizz) za swój studencki i grzeczniutki wizerunek w swoim czasie przypłaci mocnym hejtem, szczególnie ze strony warszawskiego środowiska. Dość powiedzieć, że na jednym z ich występów oprócz gwizdów w ich stronę poleciały również… jajka. Na albumie “Lek” są dwa przekleństwa i oba są rzucone przez występującego tam gościnie Jokę z Kalibra 44.

Płyta “IQ” to już cięższy kaliber językowej nieprzyzwoitości. Samych przekleństw naliczyłem słownie dwa, ale latają tam również (za przeproszeniem oczywiście): fiuty, pieprzenia i gówna. Do tego mamy telefoniczny wstęp do jednego z kawałków, gdzie pada więcej bluzgów niż we wszystkich utworach razem wziętych. Dlatego nie jestem do końca pewien czy płyta Dizkreta i Praktika byłaby odpowiednia dla dzieciaków.

Brak używania przekleństw przez raperów często wiąże się z opinią słuchaczy, że artyści tworzą muzykę dla dzieci i słuchaczy komercyjnych radiostacji. Z drugiej strony np. płyty Dinali, które uznawane są za klasyki, również miały ograniczoną liczbę wulgaryzmów. Chodzi głównie o to, żeby cenzurując swoje teksty, nie stracić przy okazji cojones i nie zacząć robić miałkiej muzyki.

Jeśli znacie jakieś albumy, które powinny znaleźć się na powyżej liście to piszcie nam o nich w komentarzach pod artykułem na Facebooku.

Zostaw komentarz