Hip Hop,News

Debiutancki album młodego reprezentanta QueQuality. Przyłu „Juniper” [RECENZJA]

Patryk Grzybicki -
Hip Hop,News - - Dodane przez Patryk Grzybicki

Debiutancki album młodego reprezentanta QueQuality. Przyłu „Juniper” [RECENZJA]

Jeśli młodzi zawodnicy mają w taki sposób meldować się w mainstreamie to mówię – ZDECYDOWANIE TAK! Przyłu to zawodnik, którego nie trzeba przedstawiać zwłaszcza ze względu na udział w akcji „Popkiller Młode Wilki”, ale to nie wszystko. Raper znany jest również z wielu ciekawych featów chociażby z Deysem, Filipkiem, Szymim Szymsem czy działalności z Kartkym, a także z wydaną wspólnie z VBSem płytą „Stowarzyszenie Umarłych Raperów”. Jednak to właśnie teraz on sam wydał swój debiutancki album, na który zaprosił ciekawych gości: Aviego, Deysa, Kariana, Zethe i Kartkyego. Chociaż oficjalna premiera sklepowa odbędzie się jutro (22 maja), to już dziś otrzymałem wersję preorderową i chętnie podzielę się wrażeniami!

Do „głównego dania”, którym jest oczywiście CD w preorderze znajdowały się wlepki, pocztówka z autografem i immieną dedykacją oraz owoce JUNIPERA, czyli jałowca pospolitego, a wrac z nimi instrukcja co ciekawego można z nich przyrządzić. Ostatni „gadżet” jeśli tak to można nazwać jest świetnym nawiązaniem do samego autora, ponieważ nie tylko stworzył płytę o takiej nazwie, ale wiele razy na jego Instagramie można zauważyć jak przygotowuje różne dania, smakołyki, napoje, a to dlatego, że Przyłu gotować po prostu potrafi! Na co przepis dostali preorderowicze? Na GIN!

Jednak nie dodatki, a muzyka jest tu najważniejsza. Płyta to 16 utworów (w tym 2 skity) oraz bonus track. Jeśli miałbym opisać całość, to powiedziałbym, że jest to coś do czego Przyłu zdążył nas już przyzwyczaić, czyli melodyjność, różne style, emocje, świetny klimat, który raz pozwoli nam wychillować, a raz skakać pod sufit. Jednak w każdym numerze można zauważyć odrębność, coś nowego, jakieś inne brzmienie. Świetnym przykładem na to mogą być dwa single porównane ze sobą. Ten, który pierwszy pojawił się w sieci, czyli „Wiara” z gościnnym udziałem Zethy jest bardzo emocjonalny, z mocnym brzmieniem, a bit jak i nawijka są agresywne. Natomiast przedostatni singiel „Carnival” jest spokojny, ze śpiewanym refrenem, zwrotki są wolne, ale za to bardzo klimatyczne. Mamy więc tu przykład dwóch zupełnie różniących się brzmieniowo utworów, a takich przykładów na płycie jest więcej. Wydaje mi się, że Przyłu chciał w swoim debiucie przekazać to, co działo się w jego życiu kiedyś, a jak jest teraz, pokazać to, co ukształtowało jego charakter, jego twórczość, przedstawić emocje jakie towarzyszyły mu w różnych etapach jego życia. Cała płyta jest pełna szczerego i prawdziwego przekazu i widać, że oddał serce tworząc ten projekt.

Jeśli miałbym przedstawić swoje TOP 3 z płyty „JUNIPER”, wyglądałoby to następująco.

  1. „Huty, zaplecza, amfibie” feat. Avi. Numer, który z pewnością trafił z przekazem do wielu osób i sam mogę to potwierdzić, ponieważ osobiście utożsamiam się z tym kawałkiem. Ponadto gościnnie udzielił się Avi, którego również lubię posłuchać.
  2. „Wiara” feat. Zetha to kolejny przemawiający do mnie numer. Agresywnie brzmiący, przekazujący wiele wartości oraz dający innym (tak jak w tytule) wiarę. Oby więcej takich numerów panowie!
  3. Nie pamietam kiedy ostatnio słyszałem tak dobry refren jak w numerze „Leszy”. Świetny kawałek, dający do myślenia, a przy tym świetnie brzmiący.

Poza TOP3, całą płyta jest naprawdę na najwyższym poziomie, a każdy kawałek ma w sobie „to coś”. Nie zawsze podobają mi się wszystkie kawałki z jakiejś płyty, jednak tu z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że chętnie wrócę do każdego z nich. Warto też zwrócić uwagę na utwory „Pada elektryczny deszcz”, „Bis”, a także na „Shire”, ponieważ słuchając ich póki co tylko raz, cały czas grają mi w głowie na zmianę!

Jutro premiera sklepowa więc życzę Wam miłego odsłuchu, a tymczasem ja uciekam odpalić sobie jeszcze raz debiut z ramienia QueQuality, czyli Przyłu – „JUNIPER”!

fot. queshop.pl

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
W którym momencie #hot16challenge powinno się skończyć?

Solar rozpoczął drugą edycję #hot16challenge 28 kwietnia, a to oznacza, że od ponad trzech tygodni jesteśmy zalewani masą szesnastek. W zasadzie wszyscy topowi raperzy, którzy przyjęli wyzwanie, wzięli już udział w tej zabawie, a od jakiegoś czasu prym wiodą zwrotki youtuberów, polityków, aktorów i wszelkich innych osób publicznych. Dostaliśmy nawet szesnastkę od parówek, która spowodowała drugą sporą falę oburzenia, bo przyczyną pierwszej była oczywiście twórczość Pana Prezydenta.

Berlinki nie są zresztą jedynym koncernem, który tę akcję charytatywną próbuje wykorzystać w celach reklamowych. Nominował je przecież Bard od Lecha, który reprezentuje popularny browar. Wielu raperów było już zniesmaczonych faktem, że akcja zaszła tak daleko, że zdążyli się do niej włączyć politycy. Szesnastka Berlinek odbiła się podobnym echem, na co zareagował chociażby Kafar, jasno przy tym zaznaczając, że akcja powinna zostać jakoś oficjalnie zakończona.

Nie ma się co kłócić, że zwrotki takie, jak powyższa zaniżają poziom całej edycji. Nie można się też spierać z tym, że udział polityków, to głównie próba ocieplenia ich wizerunku, bo przecież sami są współodpowiedzialni za sam fakt, że ta zbiórka ma miejsce. Gdyby więc głównym celem tej akcji był poziom rapowy i pokazówka skilli, powinna ona być już oficjalnie zamknięta przez Solara jakieś półtora tygodnia temu.

Sęk w tym, że absolutnie nie jest to priorytetem tej edycji. Solar sam zaznaczył na początku i przypominał o tym również w trakcie jej trwania za pomocą swojego Instagrama, że głównym celem #hot16challenge2 jest zebranie pieniędzy na pomoc medykom. Dziś zbiórka przebiła 3 miliony złotych, choć wstępnie zakładano, że jej celem jest dobicie do jednej bańki. Gdyby więc Solar zarządził jej zamknięcie ze względów rapowych, zebranych pieniędzy byłoby pewnie o połowę mniej, co z kolei znacząco odbiłoby się na pomocy otrzymanej przez służbę zdrowia. Myślę, że żaden opiekujący się chorymi na koronawirusa lekarz nie ma za złe Berlinkom, że wrzuciły szesnastkę, bo po prostu jest wdzięczny, że akcja jako całość zapewniła mu sprzęt, dzięki któremu może w miarę bezpiecznie walczyć z pandemią. Jeśli więc mamy słyszeć, jak nawija Krowa z Milki czy Zebra z Wedla, by zagwarantować medykom pomoc w postaci kolejnych kilkuset tysięcy złotych, zrobimy to z przyjemnością.

fot. kadr z klipu „Berlinki #hot16challenge2”, YouTube.com/Berlinki

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
„Dziadzior, ale nie dziadek” – DonGURALesko „Dziadzior” [Recenzja]

„Dziadzior” to jubileuszowa, bo aż 20 płyta w karierze Gurala. Raper jest więc już bardzo doświadczony, ale grzechem byłoby powiedzieć, że stary. Dlatego z okazji tak okrągłej rocznicy wszyscy zasługiwaliśmy na prezent i nikt nie powinien być zawiedziony tym, co otrzymał. DonGURALesko nie bawił się w kombinowanie, tylko postawił na to, w czym jest najlepszy. Dudniące brzmienia i niesłychanie skillowe rymy. To po prostu nie mogło nie pyknąć, choć mogło to zrobić z nieco większym hukiem.

Płytę otwiera nam skit pt. „Sitikol”, który idealnie wprowadza nas w klimat płyty. Mamy wręcz nakreślone o czym ona będzie. Do Dziadzi dzwoni w nim Kalafi i przedstawia sprawę jasno: „Słuchaj mordo, trzeba na miasto się wbić, rozjebać tą grę jakimś nowym, ulicznym gównem, odstawić na chwilę ten encyklopediowy rap„. Słysząc kolejne kawałki mamy wrażenie, że Gural, niczym gotowy do walki żołnierz po prostu wstał z fotela i ten rozkaz wykonał. To faktycznie dużo mniej filozoficzna płyta od „Latających Ryb” czy „Domu Otwartych Drzwi”. Znacznie bliżej jej za to do Mixtape’u z Matheo pt. „Miłość, Szmaragd i Krokodyl”. W pierwszym kawałku „Król Królów” raper stawia od razu potężny statement, niejako ustanawiając klimat i brzmienie tej płyty: „Wjeżdża Dziadzior, Królów Król, co ma bas zawsze na full„. Później potwierdza to przede wszystkim w „Wielkim Szu”, „Napadzie” czy „Co będzie to będzie”.

Nie oznacza to jednak, że płyta pozbawiona jest treści. Gural po porstu decyduje się na mniej rozkminek, które czasem mogły być dla słuchacza niezrozumiałe i upraszcza je, wciąż jednak zgrabnie umieszczając w nich przesłanie. Dobrym przykładem jest wers z „Układu Nagrody”: „Ten blok jest szary, bo białe z czarnym zgodził„. Nie brakuje też smutnych spostrzeżeń jak: „Sprzedają kłamstwo, potwarz, fałsz i bzdety/ Przehandlowaliśmy wolność niestety” w „Kubricku”.

Oprócz powyższych, bardziej ambitnych wersów są też takie, które po prostu mają dobrze brzmieć, ale to w przypadku Gurala nie jest nowość. Jego słowa kleją się do siebie nawzajem i jednocześnie jeszcze do bitu, stając się niemalże częścią melodii. Dobrymi przykładami takich kawałków są „Nosorożec Flo” czy „Leśna Liga”. Słuchając ich jesteś w szoku, że te wszystkie słowa mogą się rymować, a Dziadzia wyciąga jeszcze kolejne jak z rękawa.

Kawałków na płycie jest sporo, więc Don mógł pozwolić sobie na pokaźną liczbę gości. Ci są niezwykle różnorodni, co tylko wzbogaca płytę. Mamy bowiem technicznego Fokusa z jednej strony, a z drugiej śpiewającą po portugalsku Lua Pretę. Niektórzy goście faktycznie potrafią skraść show, jak wyżej wspomniany raper z Pokahontaz albo Pablo Pavo. Niestety, nie wszystkie pasują. „Lodołamacz” mógł się obejść bez Majora SPZ, a „Beton Fest” byłby dużo lepszy, gdyby tylko Bedoes postarał się z tekstem. Jego flow jest szalone i pasuje do kawałka, ale lirycznie ta zwrotka jest za prosta i niepotrzebnie aż tak ordynarna. Dużym i pozytywnym zaskoczeniem jest też rap Paprodziada, który nadaje unikalności „Leśnej Lidze”.

Choć płyta nie schodzi poniżej pewnego poziomu przez cały czas trwania, a przecież jest na niej aż 19 pełnych kawałków, to mam wrażenie, że mogłaby być nieco krótsza. Gdyby zbić ją do 15 numerów, byłaby po prostu napakowana „samym gęstym”, bo są czasem momenty, które niepotrzebnie ją rozcieńczają. Niemniej jednak, jest to płyta godna święta.

fot. kadr z filmu „#DZIADZIOR promomix”, YouTube.com/DonGURALesko

Zostaw komentarz