Hip Hop,News

DeLorean coraz bliżej! Tajemniczy projekt B.R.O

Patryk Grzybicki -
Hip Hop,News - - Dodane przez Patryk Grzybicki

DeLorean coraz bliżej! Tajemniczy projekt B.R.O

Warszawski raper B.R.O, który na swoim koncie ma już kilka krążków, a jego kariera pnie się coraz wyżej, oznajmił swoim fanom na instastories, że właśnie tworzy kolejną płytę, a właściwie to dwie płyty.

W 2015 roku raper wydał płytę „Next Level 2”, a na wewnętrznej stronie okładki znajdował się mało widoczny napis „DeLorean 20??”. Przez 5 lat nikt nie wiedział, co może oznaczać ten napis, aż do teraz. Warto też w tym miejscu przypomnieć, że „DeLorean” to nazwa samochodu z filmu „Powrót do przyszłości”, który służył jako wehikuł czasu. I to właśnie tak będzie nazywał się nowy projekt B.R.O. Jednak raper zapowiedział jeszcze drugą płytę, której fani będą częścią!

Już w 2015 roku B.R.O zaplanował płytę „DeLorean”, która właśnie ukaże się niebawem i jest to pewnego rodzaju nawiązanie do wyżej wymienionego filmu i również ma służyć jako podróż w czasie. Będzie to album popowy, ale w klimacie retro. Znajdą się tam lata 70-te, funk, lata 80-te, synthwave, elektornika i blues. Jeśli chodzi o drugie CD, które ma być stworzone razem z fanami artysty, to z racji tego, że informacja o „DeLoreanie” pojawiła się na okładce „Next Level 2”, B.R.O zaproponował stworzenie „Next Level 3”.

Kolejne informacje o całym przedsięwzięciu już niebawem!

fot. screenshot instagram.com/browwa

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Imponujące liczby! Jak po trzech latach wypada „Egzotyka” Quebonafide?

9 czerwca 2017 roku światło dzienne ujrzał finalny projekt Quebonafide – długo zapowiadany i realizowany album, który okazał się jednym z najgłośniejszych w historii polskiego hip-hopu. Był to przełom w postrzeganiu rapu przez inne środowiska.

Przekrój numerów

Różnorodność to główna cecha tego albumu. Trudno się dziwić, skoro każdy numer powstał w innym zakątku świata. Podróże są inspirujące, to wiadomo od lat. Zetknięcie się z inną kulturą, tradycją i miejscem, to źródło nowych refleksji i zweryfikowanie światopoglądu. I to słychać na „Egzotyce”. Każdy numer to oddzielna historia. Nie brakuje emocjonalnych utworów jak „Zorza”, ale też znajdziemy mocne bangery jak „Madagaskar”. Swoją drogą, to co się działo na koncertach podczas tego kawałka, zrozumieją tylko Ci, którzy brali w nich udział. Można powiedzieć, że na tej płycie każdy znajdzie coś dla siebie. Jeden numer, „Luis Nazario de Lima”, został poświęcony na przykład brazylijskiej legendzie piłki nożnej. W mojej opinii jest to jednak najsłabszy kawałek z „Egzotyki”, ale może to dlatego, że miałem duże oczekiwania co do niego.

Może nie wracam regularnie do całego albumu, jednak jest kilka numerów, które często zapętlam. Jednym z nich jest „Między słowami”. Wszystko w tym utworze mi odpowiada – od bitu, który nadaje spokojnego vibe’u, przez świetny refren Young Lungsa, aż do dopracowanej warstwy lirycznej Quebo. Niezwykle spokojny numer, który może prowadzić do różnych refleksji. Do tego często zdarza mi się włączyć „Zorzę”, najbardziej emocjonalny utwór z płyty, a także jej przeciwieństwo, czyli typowy banger „Madagaskar”.

Liczby po trzech latach

„Egzotyka” pokryła się diamentem, co jest niezwykłym osiągnięciem. A jak wygląda sytuacja z wyświetleniami na YouTube?

1. „Zorza” – 34 061 315
2. „C’est la vie” – 33 681 380
3. „Quebahombre” – 26 371 626
4. „Madagaskar” – 25 644 504
5 „Między słowami” ft. Young Lungs – 24 697 987
6. „Bollywood” ft. Czesław Mozil” – 12 680 541
7. „Szejk” – 12 319 694
8. „Odyseusz” ft. Dj Flip – 10 591 600
9. „Changa” ft. iFani – 10 456 331
10. „Oh My Buddha” – 10 303 701
11. „Arabska noc” ft. Solar, Wac Toja – 10 064 041
12. „Bumerang” – 9 407 701
13. „To nie jest hip hop” ft. KRS One – 5 107 702
14. „Luis Nazario de Lima” – 4 076 196

Łącznie jest to 229 151 319 wyświetleń, więc liczby są imponujące. Każdy z 14 numerów przekroczył w końcu cztery miliony odsłon, a to „tylko” 14 numerów! Ten album nie wymagał żadnej dodatkowej promocji, bo i tak wszyscy mówili o tym niesamowitym projekcie. Jedynie do jednego preorderu było dodawane zaproszenie na wspólny wyjazd z Wesołą Ekipą do Mozambiku. Niektórych więc mogło to przekonać do złożenia zamówienia, choć warstwa muzyczna sama w sobie jest na tyle dobra, że warto mieć ten krążek w swojej kolekcji. Mimo upływu trzech lat od premiery, album ani trochę się nie zestarzał. Wciąż przyjemnie się tego słucha i jestem pewny, że to będzie płyta ponadczasowa jak „Kilka numerów o czymś” Małpy.

fot. instagram.com/mlody_grabus

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Machine Gun Kelly to teraz… punkrockowiec! Dlaczego przemiana wyszła mu na dobre?

Artyści mają to do siebie, że cały czas szukają swojej nowej wizji. Fani często ich za to krytykują, bo przecież przyzwyczajeni są do konkretnej stylówki, którą pokochali. Żadne zmiany nie przechodzą bez echa, a w szczególności te diametralne, które mogą znacznie zmienić artyście fanbase. Wiedzą o tym raperzy, którzy z klasycznych bitów przerzucili się na bardziej nowoczesne i zaczęli jeszcze wplatać do tego różne wtyczki, chociażby auto tune’a. Są jednak też tacy śmiałkowie, którzy nie zmieniają tylko stylu w obrębie danego gatunku, a w zasadzie cały gatunek, w którym tworzą. Świetnym przykładem jest Machine Gun Kelly, którego obecnie bardziej można sklasyfikować jako soft-punkrockowca. Trzeba jednak zaznaczyć, że z tą kreacją radzi sobie wyjątkowo dobrze.

Zacznijmy jednak od początku, bo jeśli o tym nie wiedzieliście wcześniej, to brzmiący jak Blink-182 raper mógł Was nieźle zaszokować. Kilka miesięcy temu MGK ogłosił, że jego najnowszy projekt muzyczny będzie kompletnie inny od poprzednich. Album ma się nazywać „Tickets to My Downfall” i opierać na punkowych, ale czasem zakrawających o pop, brzmieniach, przede wszystkim gitarowych i perkusyjnych. Powyższe porównanie do popularnego zespołu nie jest w tym wypadku przypadkowe, bo za produkcje albumu odpowiada między innymi Travis Baker, bębniarz Blink – 182. Od tamtego czasu zdążyły wyjść już zapowiadające płytę single, chociażby „Bloody Valentine” czy „why are you here”. MGK regularnie wrzuca też na swój kanał covery znanych z tego gatunku zespołów, chociażby Rage Against The Machine.

Jednocześnie MGK nie zrezygnował z rapowania. Wciąż wplata te elementy do swoich utworów lub po prostu nagrywa luźne fristajle, które również lądują na jego kanale. Raper pokazuje w nich swoją wszechstronność, ale też przede wszystkim niebagatelnego skilla, którego po prostu nie można mu odmówić. To przecież wciąż ten sam gość, który stanął w szranki z Eminemem i wcale nie wyszedł z tego beefu definitywnie przegrany.

Słuchając zarówno powyższych punkowych hitów, jak i jego nawijki, nie sposób odnieść wrażenia, że to stylówa, która pasuje do niego jak ulał. Słychać to też po formie, jaką prezentuje w tych numerach i trzeba to przyznać niezależnie od tego, czy te punkowe kawałki uważa się za gimbusiarskie. Mogą się takie wydawać, ale naprawdę są jakościowe, a mnie osobiście faktycznie cofnęły w czasie o jakaś dekadę, do momentu, w którym wszyscy fascynowali się Green Day czy właśnie wspomnianym Blink-182. Poza tym, patrząc na to, w jaki sposób MGK tworzy, nie można mu zarzucić skoku na hajs. Zajawa kipi gęsto, bo gdyby tak nie było, nie dostawalibyśmy luźnych coverów i fristalji nagranych z potrzeby chwili. Motywację zarobku możemy wykluczyć też ze względu na sam kierunek przemiany. Pójście w tym kierunku faktycznie mogło być opłacalne ponad dekadę temu, ale nie teraz. W tym momencie to wszystkim innym bardziej opyla się zacząć rapować, a nie na odwrót.

Nie ma więc wątpliwości, że MGK tworzy aktualnie w taki sposób, w jaki dokładnie chce. Choć na pewno nie podoba się to sporej części jego fanów, może wyjść mu tylko na korzyść, bo przecież artysta tworzy najlepiej właśnie wtedy, gdy robi to w zgodzie z sobą, a nie żądaniami słuchaczy. Niecierpliwie czekamy więc na całe „Tickets to My Downfall”.

fot. kadr z klipu „Machine Gun Kelly – Bloody Valentine [Official Video]”, YouTube.com/MachineGunKelly

Zostaw komentarz