Felieton,Hip Hop

Dlaczego raperzy nie odpowiadają na dissy

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Dlaczego raperzy nie odpowiadają na dissy

Miuosh kontra Oxon. Pezet kontra Laikike1. Drake kontra Joe Budden. Migos kontra Bone Thugs-n-Harmony. Wszystkie te beefy były… jednostronne.

Nie doczekaliśmy się setki dedykowanych mikstejpów i wielkich krucjat. Nikt nie wołał ziomków i nie zbroił arsenału panczlajnów. W świat poszły dissy na bardzo określone osoby i te bardzo określone osoby… przemilczały temat. Ze strachu? Że dissy uzasadnione? Że raperzy mocni i – technicznie rzecz ujmując – można byłoby się zbłaźnić? Możliwe, możliwe, ale… nie to przeważyło w tych wszystkich przypadkach.

Co wolno wojewodzie…

Nie ma co spekulować, kto wygrałby w wyżej wymienionych zawodach. To materiał na osobny artykuł. Pewne jest natomiast, że w tych zestawieniach jedna strona jest bogatsza/ma większą pozycję/rozpoznawalność, a druga aspiruje/stara się/często ma rację. Ta pierwsza strona nigdy drugiej nie odpowie. Przyczyn jest kilka.

Fejm

Weźmy Oxona i Miuosha. W beefie brała udział też Patokalipsa, ale to trochę inna sprawa. Oxon nagrał piękny, techniczny diss pełen argumentów. Tylko, że ile osób kojarzy Oxona, a ile Miuosha? Co obchodzi aktualnych słuchaczy śląskiego rapera opinia „jakiegoś” gościa z podziemia?

Podobnie było w przypadku Drake’a i Joe Buddena. Raper, który przywrócił New Jersey na hip-hopową mapę, jest jednym z najbardziej brutalnych i świadomych swojego warsztatu mc’s w historii. Budden posiada umiejętności daleko większe niż 80% sceny. Nie jest również biednym gościem. Swoje w życiu zarobił i do Drake’a startował z pozycji mentora – słusznie – Kanadyjczyk grubo propsował starszego kolegę. Budden rozpoczął karnawał dissów i żaden z nich nie doczekał się odpowiedzi. Szkoda. Takich pocisków przyjemnie się słucha:

Znaczenie

W powyższych przypadkach można z lekkim przymrużeniem oka stwierdzić, że każdy z zawodników miał i ma znaczenie dla sceny, więc nie to decydowało o braku odpowiedzi, a fejm właśnie. Teraz skupmy się na Pezecie i Laiku oraz… Migosach i Bone Thugs.

W momencie, kiedy Laik strzelał sobie w kawałkach do Pezeta, wyrastał już na legendę podziemia, ale jego faktyczny wkład w budowanie sceny nie był imponujący. Rozkręcała się seria Level Upów, było już po premierze „Milczmen Screamdustries” (przez wielu uznanego za instant classic), ale raper z Bogatyni nie był kołem zamachowym sceny. Pezet zaś, choć nagrywał w tym okresie niewiele, wciąż miał ogromne znaczenie dla polskiej sceny. I ma do tej pory. Właściwie raczej nigdy to się nie zmieni. Oczywiście, że fejm też miał tu sporo do rzeczy, ale nie aż tyle.

Migos – ta trójka uznała w grudniu ubiegłego roku, że jest najlepszym zespołem w historii. Joe Budden pewnie dostał zawału. Wnioskujemy po tym, jak wielką sympatią darzy trio:

Oświadczenie nie spodobało się członkom kultowego zespołu Bone Thugs-n-Harmony, który swego czasu mocno zamiatał scenę pod względem flow, poskramiania swoich głosów, a także ciekawej melodyki.

Kawałek powyżej mówi sam za siebie. Z tymi panami należało się liczyć i liczono się… wiele lat temu. Od tamtego czasu mocno stracili zarówno na rozpoznawalności, jak i na znaczeniu dla sceny. Zwłaszcza w momencie, kiedy double tempo nie robi już na nikim wrażenia, a śpiewać nie trzeba umieć jakoś specjalnie – tyle by poskromić autotune wystarczy.

…to nie tobie, smrodzie

Dziejowa sprawiedliwość nakazywałaby, żeby Bonesi wrócili, wyjaśnili młodszych kolegów i odjechali w stronę zachodzącego Słońca. Nakazywałaby, ale chyba wyprowadziła się z hip-hopowego domu. Najpierw Migosów zaatakował Layzie Bone kawałkiem „Let Me go Migo”:

Migosów chyba nie przekonał ten atak i niespecjalnie zapalili się do odpowiedzi (my podejrzewamy, że mogli tego nawet nie słyszeć, niestety). Layzie nie dał za wygraną i zaatakował ponownie, tym razem kawałkiem „Annihilation”:

To… również nie poskutkowało i na początku lutego do beefu (?) włączyli się pozostali członkowie Bonesów – Bizzy Bone i Krayzie Bone.

Jak łatwo się domyślić – to również nie spotkało się z reakcją największej grupy w historii Migosów. I raczej się jej nie doczeka. Bo to tak naprawdę… nie ma znaczenia. Pewna era się skończyła. Beefy nie generują aż takich liczb, żeby było warto. Oczywiście, są raperzy, którzy nie przepuszczą nikomu (nasz TDF chociażby), albo tacy którzy od czasu do czasu są zmęczeni i muszą coś udowodnić (Eminem), ale raczej dąży się do porozumień. Nawet Drake i Meek Mill nagrali po czasie numer. Wszystkim wyszło to na dobre.

fot. kadr z wideo „Things Get Heated Between Migos, Joe Budden, and DJ Akademiks at the BET Awards | Everyday Struggle”, youtube.com/Complex News

Zostaw komentarz

Udostępnij
News,Streetwear
Na deskę w dobrym stylu: Wiosenna kolekcja od Palace

Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Nie, nie chodzi nam tylko o aurę za oknem. Raczej o to, że wielkie firmy zajmujące się streetwearową odzieżą, ruszają z prezentacją nowych kolekcji. Dopiero co omówiliśmy nową kolekcję Supreme. To teraz konkurnt Supa - przed Wami Palace.

Felieton,Wyróżnione
BOWNIK – spodziewajcie się niespodziewanego!

Warszawa (Lotnisko Chopina) 22:30 – Niedziela: Zmęczony stosunkowo intensywnym weekendem w Warszawie, czekam na samolot, który za 5 minut powinien wystartować do Zielonej Góry. Okazuje się, że mgła nie pozwoli nam jeszcze wylecieć. Z nudów scrolluję Facebooka i przerzucam karty w Instastory. Trafiam na filmik Bonsona i robię małą pauzę. Słyszę niezły męski głos, dokładnie taki sam, o jakim jeszcze przed wylotem mówiłem mojej K., że mi go brakuje. Jestem już znudzony tymi ugrzecznionymi romantykami.