Hip Hop,News

Drake nagrywał hip-hopowe piosenki dla dzieci? Posłuchajcie sami – nas wbiło w fotel!

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Drake nagrywał hip-hopowe piosenki dla dzieci? Posłuchajcie sami – nas wbiło w fotel!

Wiedzieliście, że Drake w swojej dyskografii posiada także hip-hopowe przeboje dla dzieci? My też nie, ale na forum internetowym Kanye To The ktoś podzielił się swoim świeżo dokonanym odkryciem. I choć informacje nie są jeszcze potwierdzone, to nas wbiło w fotel, kiedy usłyszeliśmy te numery. Ale od początku.

The Superstarz Kids to grupa muzyczna, która w swojej dyskografii ma m.in. takie składanki jak “Boyz Rock!”, “School Dance Party Mix!”, “Sleepover Party Mix!” czy właśnie… “Hip-Hop Dance Mix!”. Na tej ostatniej znajdują się covery rapowych kawałków – oczywiście dostosowane dla najmłodszych – i wygląda na to, że Drizzy pojawia się tam aż trzy razy! A dokładnie w “Basketball” Bow Wow’a, pochodzącego z soundtracku filmu “Like Mike” (1:30), “It’s Like That” Run-DMC (8:00) i na debiutanckim singlu z “Food & Liquor”, czyli pierwszego albumu Lupe Fiasco – “Kick, Push” (39:50).

Oczywiście nie ma pewności, kiedy dokładnie piosenki te zostały nagrane, ani czy rzeczywiście jest to Drake. Wszystko jednak wskazuje na to, że kompilacja ukazała się w 2013 roku. Taka data widnieje zarówno w serwisach streamingowych, jak i na Amazonie.

Pomyślcie – Drake nawijał o tym, jak uwielbia koszykówkę albo opowiadał historię chłopca i jego miłości do jazdy na deskorolce na różnych etapach życia, w tym samym czasie, kiedy wydawał jeden ze swoich klasyków – “Nothing Was the Same”. What came out better? Oceńcie sami!

fot. kadr z klipu “Drake – In My Feelings”, youtube.com/Drake

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Malik Montana z własną siecią komórkową! Będzie jak z Tedefonem?

Hejterzy mogą Malikowi Montanie zarzucić wiele rzeczy. Mogą czepiać się hipokryzji w tekstach, przekręconego auto-tune’a czy zdecydowanie za daleko przesuniętej granicy dobrego smaku. Na pewno jednak nie mogą odmówić mu zmysłu do biznesu, ponieważ rapowy reprezentant Wrzeciona dobrze wie, jak robi się pieniądze. Zaraz udowodni nam to po raz kolejny, bo już niedługo wystartuje jego sieć komórkowa!

Tak, dobrze przeczytaliście, będziecie mogli sobie doładować telefon dzięki Malikowi. Raper już jakiś czas temu wspominał, że planuje otworzyć własną sieć komórkową, ale nie uraczył nas żadnymi konkretami. Temat został w zasadzie zamieciony pod dywan, ale wczoraj został spod niego wyciągnięty. Raper na swoim Instagramie, przy okazji prezentowania nowej kolekcji ekskluzywnej odzieży, nadmienił również, że “Tijara Mobile wkrótce rusza”.

Warto przypomnieć, że to nie pierwszy raz, kiedy polski raper decyduje się na biznes w branży komórkowej. Ponad dekadę temu ten trend rozpoczął Tede, który wówczas połączył swoje siły z Samsungiem, by na podstawie modelu E380 stworzyć “Tedefon”. Promował on dodatkowo jego płytę “Esende Myllfon”, a przy tym sam stał się kasowym hitem. Czy Malik na swoim pomyśle również rozbije bank?

Nie wiemy, kto jeszcze stoi za nadchodzącym projektem, ale możemy przypuszczać, że nie sam Malik. Odpalenie własnej sieci komórkowej to proces dużo bardziej skomplikowany i przede wszystkim znacznie droższy, niż wypuszczenie kolekcji ubrań z własnym logo (czy nawet limitowanej wersji telefonu). Liczymy jednak na to, że raper będzie miał decydujące zdanie przy tworzeniu marki oraz jej ofert, bo w takiej sytuacji będą one z pewnością nietuzinkowe. Myślicie, że znaleźliby się chętni na takie pakiety, jak “5 piguł i 30GB internetu” albo “15 pokemonów i nielimitowane rozmowy z całą ośką”? Ciekawe, ile jagodzianek trzeba będzie na to wyłożyć. No i są pewne problemy ze skrótem. Tijara Mobile to przecież nie to samo co T-Mobile. A może?

fot. kadr z klipu “Malik Montana – Mieli (prod.OLEK&GeezyBeatz)”, YouTube.com/#GM2LTV

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Dawid Podsiadło propsuje Bedoesa. Nachodzi era międzynarodowych karier

W czasach, kiedy karierę na pełnych obrotach rozkręcają ludzie poniżej 20 lat, możemy spodziewać się, że już bardzo niedługo “nasi” będą znani na skalę międzynarodową. Dla nich po prostu nie ma sufitu. I, choć wydaje się to czasami równie nieprawdopodobne, co wystrzelenie rakiety w kosmos, to w najbliższych latach będziemy mieć okienko transferowe na świat, co zapowiada co najmniej parę jaskółek. Ale od początku.

W rozmowie z Piotrem Kędzierskim w ramach cyklu OnetRano, Dawid Podsiadło spropsował Bedoesa, a na pytanie – co dalej po wyprzedanym stadionie z Taco Hemingwayem – odpowiedział, że dla niego właściwie sufit nie istnieje i nowe możliwości rozwoju wciąż się pojawiają, a on stara się z nich skrupulatnie korzystać. Przecież jest młody. I ta młodość jest w tym wszystkim kluczowa, bo o ile zgodzimy się, że Sokół, Taco czy Quebo, są na tym samym poziomie rozpoznawalności, to łatwo również zauważyć, że ten pierwszy doszedł do tego po wielu, wielu latach torowania w polskim biznesie muzycznym różnych dróg, a pozostała dwójka jest niejako tego torowania beneficjentami. Słowem – mieli jednak trochę łatwiej, choć też nie można im odbierać orderów. Samo z siebie nic w tym przemyśle nie przychodzi.

Do czego jednak zmierzam – część z Was być może pamięta, że Dawid Podsiadło szykował się kiedyś na podbój świata pod pseudonimem David Ross. Część wie, że Taco Hemingway sprawnie śmiga w języku angielskim, a ostatnimi czasy nawet pomieszkuje w Londynie. Wreszcie Bedoes coraz chętniej patrzy na siebie w kontekście tworzenia w nieco bardziej komunikatywnym języku. To pozwala sądzić, że w pewnym momencie karier panowie spojrzą poza polski rynek. Jest w tym też oczywiście łyżka dziegciu – pomysł z Davidem Rossem trzeba było odłożyć, bo nie wyszło do końca. Taco słał płyty do Childisha Gambino i Abla z The Weeknd i nie dostał odpowiedzi, a Bedoes może mieć wciąż jednak jeszcze zbyt małe możliwości finansowe na taki skok. Tylko że są to uwarunkowania, które każą mi pytać raczej “kiedy do tego dojdzie?” aniżeli “czy to możliwe?”.

Ma na to wpływ również model biznesowy tych z najwyższej półki. Mogą sobie pozwolić na trasę trwającą maksymalnie kwartał i resztę roku mają w pełni do swojej dyspozycji – finanse nie są kwestią, o którą muszą się martwić. O długowieczność artystyczną panów z topki raczej się nie martwię, choć czasami napawa mnie to przerażeniem, bo nie jestem przekonany, że im samym starczy pomysłów na długi dystans, ale być może ich nie doceniam. Tylko czekać aż Taco udzieli wywiadu na pokładzie samolotu. Myślicie, że to absurdalny pomysł? Powiedzcie to Jayowi Z, on udzielił wywiadu w helikopterze, kiedy miał 30 lat.

Polscy młodzi zdolni naprawdę nie mają granic, co pokazywał już poniekąd Quebonafide podczas prac nad Egzotyką. Zresztą dorobił się na niej featu z KRS-Onem, co z miejsca stało się jednym z najczęściej oglądanych klipów z raperem, który w USA, choć wciąż szanowany, jest jednak nieco odsunięty na boczny tor. Głośno było swego czasu o możliwości pojawienia się Rakima na płycie Peji – to oczywiście ciekawa sprawa, ale w sensie biznesowym nie tego spodziewam się w najbliższych latach. Widzę raczej współpracę z ludźmi w podobnym wieku o dużo poważniejszym obecnie statusie medialnym. Spodziewam się również większej liczby kooperacji na samym szczycie. Panowie się znają, lubią, mają pieniądze i chcą zdobywać świat. A to cechuje młode pokolenie również w innych krajach. Profesjonalizacja naszego hip-hopowego podwórka w ostatnich latach też może się do tego przyczynić, bo już na poziomie rozwiązań systemowych zbliżamy się do labeli z innych krajów i możemy rozmawiać z nimi na zupełnie innym poziomie – nie naszym, nie ich, na wspólnym poziomie. Dalej występuje pewna różnica w skali zarobków, o czym mówił chociażby Paluch, kiedy porównywał się z Rytmusem, ale ta sytuacja też ulega poprawie. Czy powinniśmy czekać na album Taco Hemingway/David Ross? Ja bym czekał.

fot. kadr z wideo “Małomiasteczkowy Kiosk”, youtube.com/Dawid Podsiadło

Zostaw komentarz