Hip Hop,News

Drake o swoim ślubie i beefie z Pusha T – shots fired!

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Drake o swoim ślubie i beefie z Pusha T – shots fired!

Pamiętacie zeszłoroczny, słynny beef między Pushą T a Drizzy’m, który rozpoczął się po premierze albumu „Daytona”, a dokładniej pochodzącego z niej kawałka „Infrared„? Wygląda na to, że Drake wciąż nie może pogodzić się ze słowami, które wtedy zostały wymierzone w jego kierunku…

I w sumie nie ma w tym nic dziwnego, bo konflikt nie zakończył się ani pojednaniem, ani wygraną jednej ze stron, a sytuacje takie jak TA jedynie zagęszczają atmosferę. Trzy dni temu, z okazji zwycięstwa swojej ulubionej koszykarskiej drużyny Toronto Raptors w Finale NBA, której zresztą od kilku lat jest ambasadorem, raper wydał epkę „The Best in the World Pack”, na którą składają się dwa nowe utwory. Drake nawija w nich przede wszystkim o sobie i swoim sukcesie, a przy tym nie obyło się bez linijek odnoszących się do Pushy i, mającego go w swojej wytwórni, Kanye:

Last year, niggas really feel like they rode on me/Last year, niggas got hot ’cause they told on me

W powyżej cytowanej „Omercie” Drake tłumaczy się także z tego, dlaczego nie bierze ślubu, twierdząc, że everyone that’s married is miserable, a w „Money in the Grave”, z udziałem Ricka Rossa, wspomina o docinkach, jakoby od pisania swoich tekstów, miał posiadać ghostwritera. Brak autentyzmu był głównym zarzutem ze strony Meek Milla, ale właśnie też Puszatego, który akurat miał przygotowane pociski mocniejszego kalibru – w „The Story of Adidon” oskarżył Kanadyjczyka o ukrywanie swojego syna.

Być może nadszedł najwyższy czas na to, aby Drake raz na zawsze uciął swój temat? Inaczej będzie ciągnął się on w nieskończoność, bo nawet The Weeknd w numerze „Lost in the Fire” na ostatnim albumie Gesaffelsteina nie oszczędził aluzji do afery z „zabawą w chowanego”.

fot. kadr z klipu „Emotionless”, youtube.com/Drake Vevo

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop
Pomocy! Ulubiony raper zmienił styl i nie wiem co robić! [Encyklopedia Popkultury]

Witamy Was w czwarte odsłonie Encyklopedii Popkultury! Było już o hajsie w hip-hopie, o tym, czy warto szybko rapować, a także o opłacalności danego podejścia do fanów. Dzisiaj na warsztat bierzemy niezwykle smutny temat… co jeśli nasz ulubiony wykonawca zmieni styl i już nie jesteśmy w stanie go słuchać?

Część fanbazy odbiła w ten sposób od KęKę, swoim najnowszym singlem Solar przekonał do siebie wcześniej nieprzekonanych, a świeżutki kawałek Pezeta nieco podzielił odbiorców. Co zrobić, kiedy nowe wcieleni idola nam nie podpasuje? Dlaczego w ogóle jesteśmy niezadowoleni i czy naprawdę jesteśmy w stanie zaufać ulubionemu wykonawcy na całego?

Dziękujemy Bocca Bar za gościnę i zapraszamy Was do sprawdzenia tego miejsca, w którym poruszamy wszelkie palące kwestie przy kominku.

A teraz – czas odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego jest mi źle, kiedy ulubiony raper zmienia styl?

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Mielzky pokazuje RiGCz na swoim fp i… kasuje posta

Niewielu mamy raperów na scenie, którzy wykazują się takim rozumem i godnością człowieka w ocenie sytuacji jak Mielzky. „Nowy Klasyk” dobrze zarysował jego podejście do branży i – co warto zaznaczyć – rozdzielania twórczości od wykonawcy.

Tym razem raper napisał na swoim fp, że podczas porannego przeglądu glamrapu, trafił na informację o tym, że niejaki TKM kończy karierę. Mielon wyszydził tę postawę ujmując to mniej więcej tak: „Już kończysz? Jeszcze nie zdążyłem się dowiedzieć, kim jesteś”. Dlaczego „mniej więcej tak”? Bo raper usunął post.

yo, wracam do wrzucania tu muzyczki generującej 7 polubień bo zara się wszyscy poobrażają. ja tylko mam zwałkę jak ktoś…

Mielzky 发布于 2019年6月17日周一

Trochę szkoda, bo był to RiGCz. A że trochę szydera? No pewnie, że szydera, ale jak bardzo celna. I nie chodzi tu o TKMa, któremu dostało się tak naprawdę wyłącznie dlatego, że serwis postanowił napisać o hipotetycznym końcu jego kariery. Chodzi tu raczej o (po)wagę tematów na jakich skupiają się media – w tym oczywiście my – skrr.pl.

Czytelnik decyduje. Ty decydujesz

Surfując po internecie (ktoś jeszcze używa tego sformułowania?) wielokrotnie widziałem nieprzychylne komentarze pod artykułami na różnych serwisach. Wyglądają one zazwyczaj tak:

  1. Po co o tym piszecie? To jest w ogóle <wstaw gatunek muzyki>?
  2. Nie macie już o czym pisać? Kogo wy tam zatrudniacie?
  3. Kto to jest, serio, kogo on obchodzi?

Otóż te pytania są oczywiście zasadne, bo w idealnym świecie wyglądałoby to tak, że znajdujemy sobie ulubione medium, jakiś portal, i on pisze wyłącznie o rzeczach, które nas interesują. Najlepiej, żeby pisał bardzo rzetelnie, obszernie i właściwie pełnił rolę internetowej gazety. Taki darmowy periodyk typu Esquire. Tak oczywiście być nie może, bo internet rządzi się innymi prawami niż papier, a cyfrowe wydania papieru często mają paywall. U nas, i u wielu innych, tak nie ma. U nas się wchodzi i się czyta. Polubi się to albo się to znielubi. Taki rynek. Pozwólcie jednak, że odpowiem Wam na trzy powyższe pytania, bo to nie jest tak, że ja sobie ich nie zadaję:

  1. Serwisy piszą o różnych rzeczach, bo: albo wszystkie inne o tym piszą (i to wówczas jest dosyć dwuznaczne podejście) albo dany portal chce zwrócić uwagę czytelnika na coś, co w opinii redakcji jest warte uwagi (i to już weryfikuje czytelnik).
  2. Hah, to zakrawa o kultowy w branżowych kręgach „sezon ogórkowy”. Tak, faktycznie, czasami naprawdę nie ma o czym pisać, ale nie myślcie, że wtedy jakiś redaktor pisze cokolwiek, żeby było. To jest trochę wyciągnięcie tej najlepszej z najgorszych informacji.
  3. Tutaj nie mam nic na obronę. Wasze reakcje na artykuły i newsy pokazują, czy chcecie czytać na dany temat czy nie. Jednak to redaktor wcześniej musi sobie zadać to pytanie. W innym wypadku faktycznie może powstać coś o kimś/czymś zupełnie nieznaczącym dla sceny.

Sprawa z pisaniem felietonów, newsów etc. wygląda trochę tak, jak nagrywanie kawałka czy albumu. Najpierw trzeba sobie zadać pytanie, czy w ogóle na ten typ muzyki/taką treść jest zapotrzebowanie. W innym wypadku – nawet jeśli wykonamy świetną robotę, to będzie ona świetna dla nas i powiedzmy, że koleżanek i kolegów z redakcji.

PS: Ten tekst to nie jest pocisk w stronę glamrapu. Don’t hate the player, hate the game.

PS2: Sam TKMa kojarzę z akcji Kstyka i współpracy z B.R.O. Nie zmienia to faktu, że w pierwszym odruchu myślałem o TMK aka Piekielnym (ale jaki jest status jego kariery, nie wiem). W każdym razie, oceńcie sami – będzie za kim tęsknić? (i polecam zapoznać się z solowymi dokonaniami Marianne, różnie się to może rozwinąć, ale póki co, idzie w ciekawą stronę).

fot. kadr z klipu „TKM – Ja i Ty feat. Marianne [official video]”, youtube.com/TKM Official

Zostaw komentarz