Hip Hop,News

Drake pozwany! Raper ma zapłacić 250 tysięcy dolarów za udział w pobiciu…

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Drake pozwany! Raper ma zapłacić 250 tysięcy dolarów za udział w pobiciu…

W stronę Drake’a zostały skierowane poważne zarzuty. Ponad dwa lata temu Kanadyjczyk zamieszany był w aferę w klubie, w którym to jeden z mężczyzn miał zostać zaatakowany przez grupę znajomych rapera, w wyniku czego odniósł ciężkie obrażenia. Teraz, zgodnie z dokumentami sądowymi, które zostały złożone 13 października, ofiara żąda odszkodowania.

Aktor Bennett Sipes pozwał gwiazdę futbolu Odella Beckhama Jr., Younesa Bendjima, czyli byłego chłopaka Kourtney Kardashian oraz klub nocny i restaurację Lady Delilah w Los Angeles. 24 marca 2018 roku miał zostać on zaatakowany przez członków grupy Drake’a i Beckhama. Zdarzenie miało miejsce po tym, jak mężczyzna próbował dostać się do strefy VIP, do której miał nie być dopuszczony. Gdy Sipes z niej wychodził, Drizzy miał swoim znajomym pokazać gest „podcięcia gardła”, co kojarzy się z sygnałem ataku. Zarówno raper, jak i sportowiec, choć bezpośrednio nie byli zaangażowani w bójkę, mieli obserwować sytuację.

Bennett Sipes domaga się od Drake’a, Beckhama, Bendjima oraz klubu kwoty w wysokości 250 tysięcy dolarów. Jak mówi, doznał m.in. urazu mózgu, pleców, szyi i ramion, a także poniósł szkody psychiczne i finansowe. Żadna ze stron publicznie nie odpowiedziała jeszcze na zarzuty, wcześniej zaprzeczając wykroczeniu i twierdząc, że to Sipes był prowokatorem.

fot. kadr z klipu „Drake – I’m Upset”, YouTube.com/Drake

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Juice WRLD miał znaleźć się na nowym singlu G-Eazy’ego, z którym łatwo się utożsamić…
G-Eazy - Hate The Way (Official Video) ft. blackbear

W „Niepokojach” Kaza Bałagane Szpaku nawijał o „modzie na smutek” i trzeba przyznać, że coś w tym jest. Wiadomo, pewniejszym hitem będzie bangierek z soczystym basem, ale chociażby sukces „See You Again” Wiza Khalify i Shawna Mendesa pokazał, że obecnie chwytające za serce piosenki wciąż mogą być szlagierami. Kierując się tym tokiem myślenia, G-Eazy wypuścił nowy singiel.

„Hate the Way” to bez dwóch zdań smutny kawałek, który opowiada o trudnych, toksycznych wręcz relacjach. Raper czerpie przy tym z własnych doświadczeń, nawijając o swoim, niegdysiejszym związku z Halsey. Artysta nie opisuje tylko uczuć i emocji, ale także konkretne sytuacje. Wers: „Fights outside the club, i think the paparazzi flicked it” traktuje bowiem o wydarzeniu, które miało miejsce dwa lata temu w Sztokholmie. G-Eazy został aresztowany za awanturę i posiadanie narkotyków. Halsey bawiła się tego wieczora z nim.

Raper opowiada, do jakich stanów i sytuacji potrafią doprowadzić takie wyniszczające relacje. Można to zrozumieć chociażby po bardzo sprytnej zabawie słowami: „Medicate myself, different substances, I mix it/Set my limits, try to draw the line and then she sniffs it”. Sporym problemem w takich związkach jest też ich definitywne zakończenie, które zdaje się nigdy nie następować, o czym zresztą Gerald też rapuje:

„Lie to myself every time I say that I’m done with you”

Tekst jest więc mocno przygnębiający, bardzo życiowy i niestety prawdziwy. Przez to prawdopodobnie bardzo wiele osób będzie mogło się z nim utożsamić, by w efekcie ciągle go zapętlać. W notorycznym odtwarzaniu na pewno pomoże też chwytliwy i świetnie zaśpiewany refren Blackbeara, który na ostatniej płycie MGK-a totalnie nie zachwycił, by teraz niemalże skraść show.

Co ciekawe, tę piosenkę zapowiadano już od kilku miesięcy i według wstępnych informacji, miał się na niej znaleźć również Juice WRLD. Znając twórczość niedawno zmarłego artysty, śmiało można stwierdzić, że idealnie wpasowałby się w klimat i prawdopodobnie pomógł uczynić „Hate The Way” jeszcze większym hitem. Jego featuringu jednak nie ma, prawdopodobnie ze względu na to, że nagrana na potrzeby tego kawałka zwrotka zostanie użyta na kolejnych, pośmiertnych albumach rapera.

fot. kadr z klipu „G-Eazy – Hate The Way (Official Video) ft. blackbear”, YouTube.com/G-Eazy

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
P. Diddy zakłada partię dla Afroamerykanów. To kolejne ważne wydarzenie w historii Black Community
Diddy talks Joe Biden, Donald Trump and the launch of a Black Political Party

Obecnie w Stanach Zjednoczonych trwają wybory prezydenckie, w które usilnie próbował wmieszać się Kanye West. Raper narobił jednak dużo więcej zamieszania niż pożytku, spóźnił się ze zgłoszeniem, a w kilku stanach jego kandydaturę unieważniono z powodu niepoprawnych podpisów. Jak widać, artysta dał jednak bodziec do działania swoim kolegom po fachu, bo w politykę zamierza się teraz zaangażować P. Diddy.

Puff nie zamierza startować w wyborach prezydenckich, a przynajmniej nie tych. Ale kto wie, co wymyśli za cztery lata, tym bardziej, że do tego czasu jego projekt może być już prężnie działającą organizacją. Zakłada on bowiem partię polityczną. Co ciekawe, w kraju, który jest podzielony w zasadzie na dwa obozy, Demokratów i Republikanów, ruch Diddy’ego chętnie przyjmie zarówno jednych, jak i drugich. Warunek jest za to jeden: trzeba być Afroamerykaninem. Partia nazywać się będzie Our Black Party i w założeniu ma być złożona jedynie z czarnoskórych aktywistów. Jej działanie będzie skupiało się przede wszystkim na doprowadzeniu do całkowitej równości rasowej, by w przyszłości nie dochodziło do takich sytuacji, jak te, które są konsekwencją śmierci George’a Floyda. Więcej informacji znajdziecie na jej oficjalnej stronie.

W kolejnych wpisach na Twitterze Diddy określił też pierwsze cele partii. Jak sam pisze, priorytetem jest pozbawienie Donalda Trumpa prezydentury, gdyż według artysty obecny szef państwa działa tak, by podzielić społeczeństwo, a nie je łączyć. Raper użył nawet dużo mocniejszych słów, twierdząc, że USA jest o krok od wojny rasowej…

fot. kadr z wideo „Diddy talks Joe Biden, Donald Trump and the launch of a Black Political Party”, YouTube.com/REVOLT TV

Zostaw komentarz