Hip Hop,News

Drake zacznie zarabiać na marihuanie

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Drake zacznie zarabiać na marihuanie

Miękkie narkotyki to w rapie temat tak powszechny, jak niedopieczona bułka do hot doga w Żabce. Wielu artystów z różnych stron świata nawija o użytkowaniu używek (sic!), a niektórzy nawet o tym, że nielegalnie je rozprowadzali, co na przykład dla takiego Małolata i Bonusa RPK okazało się zgubne. Już niedługo o sprzedawaniu marihuany będzie mógł również nawijać Drake, z tym, że on nie będzie musiał martwić się, że ktoś zapuka mu butem do drzwi o 6 nad ranem.

Kanadyjczyk rusza bowiem z nowym biznesem. Otwiera firmę o wymownej nazwie “More Life”, nawiązującej zresztą do jednego z jego albumów. Będzie się zajmowała wytwarzaniem i sprzedażą leczniczej marihuany oraz produktów z nią związanych. Artysta w dość lakoniczny sposób zaprezentował markę na swoim Instagramie.

View this post on Instagram

@morelife

A post shared by champagnepapi (@champagnepapi) on

To jednak nie jedyna forma promocji. Prezenterka jednej z kanadyjskich telewizji, Dina Pugliese-Mirkovich przyznała, że Drake wysyła pewnym osobom niespodziewane przesyłki z kwiatami, które jednocześnie przedstawiają jego nową działalność. Sama pochwaliła się takim podarunkiem i gorąco zachęciła do zainteresowania się tym biznesem.

Drake rozkręca się powoli, ale można spodziewać się sporego rozmachu. Nie jest jednak jedynym, który podejmuje się legalnej sprzedaży marihuany. Raperzy robili to już wcześniej i to nawet w Polsce. Ganja Mafia od jakiegoś czasu produkuje i sprzedaje susz CBD, ponieważ na rozprowadzanie THC, którym już może handlować Drake, nie pozwala im jeszcze państwo. Niemniej jednak Kali i spółka robią to w sposób bardzo profesjonalny. Sam artysta potwierdzał również, że będą się w tym kierunku rozwijać, w miarę liberalizacji przepisów. Myślicie, że Drake będzie produkował równie dobre geesy?

fot. kadr z klipu “Drake – In My Feelings”, YouTube.com/Drake

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Pewny strzał? Recenzujemy “One of the Best Yet” Gang Starr [Trzy Grosze]

Nikt chyba nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek usłyszymy nowy materiał od tego legendarnego duetu. W ramach naszego wspólnego, nieregularnego cyku „Trzy Grosze” postanowiliśmy zatem redakcyjnie skonfrontować nasze opinie i odpowiedzieć na pytania, które stawialiśmy od kilku tygodni.

[Trzy Grosze] Klementyna

Chciałoby się napisać, że album skonstruowany z pośmiertnych wokali, wzbogacony w dodatku o taką liczbę gościnek, budzi wiele obaw. Jednak opublikowane przed premierą single „Family and Loyalty” oraz „Bad Name” (a zwłaszcza ten pierwszy, na którym dograł się J. Cole) wydawały się gwarancją tego, że w dniu premiery nie będziemy zawiedzeni. Sprawdziło się – „One of the Best Yet” to moim zdaniem świetne ukoronowanie dyskografii duetu.

Album nie został stworzony w celach komercyjnych. Za całą produkcję odpowiedzialny był DJ Premier, który zresztą w ostatnim wywiadzie opowiedział o tym, że w studiu znajdowała się urna z prochami Guru, a podczas pracy wykonywał dość osobliwe rytuały. Wykupione od DJ Solara nagrania zmarłego rapera zostały więc przez Premiera wyjątkowo zręcznie poskładane. Udało mu się przenieść nowojorski, brudny, a jednocześnie tak przejrzysty klimat na dzisiejsze realia, przez co materiał brzmi zupełnie naturalnie, a przede wszystkim bezpiecznie znajomo. Już w „The Sure Shot (Intro)” słyszymy na przykład linijki z singlowego „DWYCK” z „Hard to Earn”, ale także nawiązania do wielu innych klasyków Gang Starr, jak choćby „Mass Appeal”, „Work”, „Full Clip” albo właśnie, jeden z osobiście moich ulubionych, „Skills”.

„Gang Starr duelin’ again, watch as we do it again”

“Skills”, “The Ownerz” (2003)

Przy tym istotne jest to, że większość gości stanowią artyści blisko związani z grupą od ich pierwszych materiałów (o czym pisałam TU). Ich partie są eleganckim uzupełnieniem zwrotek Guru i w żadnym wypadku nie dominują, a jedynie umacniają poszczególne kawałki. Takim punktem jest na przykład „Hit Man” z mocnym, nisko wybrzmiewającym bitem, na którym Q-Tip serwuje zabawny, charakterystyczny refren. Jedynie rythmh’n’bluesowe „Get Together”, w którym pojawili się Ne-Yo oraz Nitty Scott wydaje się od całości nieco oderwane, bo też bardziej współczesne. Zagranie to jest jednak uzasadnione, jeśli przypomnimy sobie „Nice Girl, Wrong Place” z „The Ownerz”, w którym duet również uciekł w podobne, soulowe klimaty.

[Trzy Grosze] Kajetan

Piękna podróż do przeszłości okraszona gościnkami, które brzmią, jakby poskładano je… również gdzieś w tamtym okresie. Koronnym przykładem jest zwrotka Royce’a, która korzysta z bardzo wiekowych patentów na rozkładanie rymów, a zaczyna się od chyba najprostszego porównania, jakie mogliśmy usłyszeć w tym roku od tego rapera (“Underground, I might as well record in the sewer”). W ogóle Royce brzmi tu jak wczesny Black Thought, ale to insza inszość.

Jednak co było nagrane, to było nagrane – tutaj ważne jest, jak DJ Premier po latach odnalazł się w starych klimatach. A odnalazł się nadzwyczaj dobrze, a takie “Lights Out” z M.O.P., to kosmicznie dobry podziemny banger. To, co dzieje się w refrenie jest jakimś automatycznym zaproszeniem do skakania przez samochody. “Take Flight” przypomina produkcje z “Rewind: Deja Screw” Blaq Poeta, a “Hit Man” z Q-Tipem (swoją drogą chyba mój ulubiony kawałek) automatycznie namawia do zginania karku. Jeszcze ten refren, o którym wspomniała już Klementyna. W ogóle cieszy, że gościnki są… no właśnie, gościnkami. Nie zdarza się, że goście zjadają gospodarza. Są jedynie kolejnym elementem układanki.

[Trzy Grosze] Michał

Zwykle jestem dosyć negatywnie nastawiony do pośmiertnych albumów, dlatego również do tego konkretnego podchodziłem ze sporą dawką sceptyczności. W większości przypadków wychodzi bowiem, że taki projekt to zwyczajny skok na kasę, który w minimalnym stopniu odzwierciedla to, co artysta mógłby przedstawić, gdyby żył. W tym przypadku jest jednak zgoła inaczej. Cały album to piękny hołd dla Guru, który nie dość, że brzmi tak, jakby pewnie brzmiał gdyby wciąż z nami był, to jeszcze ma dogranych artystów, których prawdopodobnie sam by wybrał. Kompozycję albumu pięknie uzupełniają interlude’y, które dają nam nie tylko chwilę odpoczynku od ciężkich bitów i mocnych zwrotek, ale również zadumy (jak w przypadku “Keith Casim Elam”). Wyżej wymienionych czynników, od których wypada na chwilę odsapnąć jest przecież na tej płycie mnóstwo. Trudno się zresztą dziwić. To w końcu prawdziwy rap.

fot. kadr z klipu “Gang Starr – Family and Loyalty (feat. J. Cole) [Official Video]”, youtube.com/Gang Starr

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Nicki Minaj wywyższa “białe” media i krytykuje “czarne”!

Dwa dni temu Nicki Minaj zapowiadając na Twitterze kolejny odcinek audycji Queen Radio, wywołała w mediach społecznościowych mocne zamieszanie. I to mocne na tyle, że szybko usunęła z sieci swój kontrowersyjny post.

Źródło: XXL Mag

Raperka wywyższyła w nim “białe” media nad “czarnymi”, twierdząc, że te drugie piszą o niej tylko wtedy, gdy zabiera głos i dzięki temu mogą podkreślić swoją narrację. Ludzie szybko zwrócili uwagę Minaj na to, że “biali” wcale nie piszą o niej samych dobrych rzeczy, więc jej opinia nie jest uzasadniona.

Każdy komentuje to, co robi. Białe media nawet jej aż tak nie wynoszą, po prostu też o niej mówią. Dobrze i źle (…) mogłaby o tym mówić, gdyby nie była zajęta mszczeniem się na każdym, kto wspomni jej imię.

Dodatkowo w jej stronę padły oskarżenia, jakoby stała po stronie czarnej społeczności tylko wtedy, gdy jest to opłacalne. Oliwy do ognia dolało także to, że w tym roku niewłaściwie wykorzystała #BlackTragicGirl. Hasztag został stworzony po to, aby pomóc odnajdywać women of color. Raperka umieściła go jednak w opisie pod zdjęciem na Instagramie, na którym siedzi na kolanach swojego partnera Kennetha Petty’ego. A ten w przeszłości oskarżany był o przestępstwa na tle seksualnym…

To zaskakujące, że jako kobieta, która powinna stać po stronie “czarnej” społeczności, Nicki zachowuje się tak, jakby w ogóle nie dbała o szowinistyczne podziały, które przecież i dla niej musiałyby być krzywdzące. Tymczasem Minaj sama o nich przypomniała, ale liczymy, że jak zwykle zrobiła to impulsywnie i bezmyślnie (pamiętacie, jak zwyzywała Miley Cyrus od nazwy firmy drobiowej?) , oraz że zdążyła się już zreflektować. A jeśli nie, to… no my też o Tobie, Nicki, piszemy. Mogłabyś nas podpromować.

fot. kadr z klipu “Nicki Minaj – Barbie Dreams”, youtube.com/Nicki Minaj

Zostaw komentarz