Hip Hop,News

Eripe zaczepia Wenę, Żabsona, 2115 gang i kilku innych!

Damian Kaźmierczak -
Hip Hop,News - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

Eripe zaczepia Wenę, Żabsona, 2115 gang i kilku innych!

Czas słownych potyczek na polskiej scenie trwa w najlepsze. Na początku roku mieliśmy konflikt na linii Szpaku/Bezczel. Niedawno swoich oponentów zaatakował Tede, a teraz w stronę innych raperów swoje trzy grosze dorzucił Eripe. Autor m.in. “Płyty roku” nagranej z Quebonafide, na swojej najnowsze produkcji “Nienawiść w rytmie disco” postanowił pozaczepiać kilku kolegów z branży.

Nie powinno to specjalnie dziwić, w końcu krakowski raper nigdy nie bał się wyrażać swojej opinii odnośnie do konkurencji. Wystarczy przypomnieć sobie konflikt jego składu z Miuoshem. Na najnowszej produkcji Rip nie rozprawia się co prawda aż tak brutalnie z rywalami, ale kilku graczy może poczuć się dotkniętych.

Kto może poczuć się urażony wersami Krakowianina? W.E.N.A, połowa 2115 Gang, Żabson, Adi Nowak czy Young Igi.

Dla dobra sceny wyśmiewam tych głupków

I nie strącę weny jak W.E.N.A szacunku

Jak puścisz mi White’a, to posypię white’a ci z trutki na szczury

I zajeb se blachę, ja jaram się rapem jak dalej nie łapiesz

Najwięcej pocisków otrzymujemy w numerze “Cisza to mój ulubiony dzień”. Co prawda oprócz Adi Nowaka (wers na Taco trudno traktować jako diss) nie padają tam konkretne ksywki, ale bardziej obeznany słuchacz skojarzy niektóre linijki z m.in. Żabsonem czy Young Igim

Robisz chujnie to powiedz, że to nowy gatunek

Kto to kupuje? Myśleć żaden z tych durni nie umie

Powinni słuchać wbijania gwoździ do swoich trumien

Nowy gatunek? teraz kumam, bo kurwy nie ludzie

Dotykanie dup siusiakiem, narkotyki i wybryki

 Powinni siedzieć za głowę – warkoczyki i kucyki

Czy to będzie gorąco lato obfite w rapowe konflikty? Czy którykolwiek z zaczepiony raper poczuję dotknięty i postanowi odpowiedzieć Eripe? Przekonamy się już w najbliższym czasie.

Foto. kadr z klipu “Eripe – Jestem Graczem”/youtube/patokalipsa

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Streetwear,Wyróżnione
Miesiąc Dumy LGBT i moda: Skąd w polskim streetwearze homofobia?

TL;DR – z ignorancji, niewiedzy i bezmyślnego łykania prawicowej propagandy na Facebooku. Trochę szerszy pogląd na zjawisko niżej. Od krótkiej historii Miesiąca Dumy (i o co w nim właściwie chodzi), przez modowe, nieskrępowane prawo do wyrażania siebie, po garść przemyśleń na temat homofobii na naszym rodzimym podwórku.

Historia

Gejowski klub Stonewall, Nowy Jork, 28 czerwca 1969 roku. Kampania wyborcza, mająca wyłonić nowego burmistrza, trwa w najlepsze. Piastujący urząd konserwatysta John Lindsay szuka szans na przedłużenie kadencji. A nic tak nie zachęca wyborców do ponownego oddania głosu, jak spektakularne akcje. Celem jednej z nich staje się wspomniany klub i środowiska homoseksualistów.

Stonewall Inn, 1969 r./fot. New York Public Library

Około 1 w nocy do Stonewall wchodzi policja z nakazem rewizji. Klienci są pojedynczo zmuszani do wyjścia i składania zeznań. Tłum pod klubem zaczyna rosnąć. W końcu policja wciąga siłą kilka osób do radiowozu. Tłum reaguje okrzykami.

“We want freedom, gay power”.

Jednej z lesbijek udaje się oswobodzić. W kierunku policji zaczynają lecieć kamienie, butelki i wszystko, co tylko wpadnie w ręce protestujących. Przeciwko niesprawiedliwemu i brutalnemu traktowaniu homoseksualistów przez władze. Tej nocy w zamieszkach bierze udział około 1000 osób. Następnego wieczora w walce uczestniczy już ponad 2000 gejów i lesbijek. Pojawiają się pożary i porozbijane witryny sklepowe. Do tłumienia niezadowolenia zostają wysłane specjalne oddziały policji, brutalnie traktującej protestujących.

fot. Insh.Word

Wydarzenia te jednoczą wszystkie środowiska homoseksualne, trans i queer. W ten sposób zaczyna tworzyć się amerykańskich ruch (tak, ruch, nie ideologia…) LGBT w Stanach Zjednoczonych. Coroczne manifestacje, upamiętniające Stonewall, stają się tradycją walki o wyzwolenie, równość i tolerancję. Tyle z historii.

‘Just the facts’

I teraz uwaga, bo niektórych zaskoczymy. Ruch LGBT nie walczy o żadne specjalne przywileje. Walczy o prawo do wzmożenia działań przeciwko dyskryminacji i o legalizację związków partnerskich. Dlaczego związków? Bo te rozwiązują trudną kwestię dziedziczenia czy uzyskania prawa do odwiedzin, jako osoba najbliższa, w szpitalach. Pomimo dekad walk o zmiany prawne w tym zakresie, wciąż stanowi to problem. Nikt nie walczy tu o żadne ulgi, mające “wywyższać” osoby homoseksualne nad heteroseksualnymi, serio. Ci ludzie domagają się praw, które dla wszystkich hetero są aksjomatami.

Filmiki z żółtymi napisami i prawicowe portale to marne źródło czerpania informacji. Czytajcie, sięgajcie do źródeł. Pod tym linkiem znajdziecie artykuł z bloga To Tylko Teoria, obalający powielane przez populistów (m.in. tego poniżej) mity na temat homoseksualizmu.

fot. TVN24/ https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/korwin-mikke-znow-hajluje-korwin-przeprasza-za-kretyna-ministra,559151.html

A moda?

Moda, stawiająca sobie w za cel wyrażanie siebie, zawsze stała blisko postulatów ruchu LGBT. Ludzi prześladowanych, obawiających się bycia sobą, w strachu przed stygmatyzacją lub przemocą. Pomimo XXI wieku, wciąż stawianych przez wielu w roli “dziwadeł” czy “zagrożenia dla cywilizacji”. Ale moda ma na takie bzdury wy#ebane.

Kampanie świętujące Miesiąc Dumy puszczają wszyscy. Od Levisa, Diesla, Calvina Kleina i Tommy’ego Hilfigera, przez gigantów pokroju Adidasa i Nike, po największe domy mody. I na Zachodzie każdy, kto w modzie siedzi, ma wy#ebane na wspomniane wyżej prymitywne hasełka o rzekomym upadku Zachodu.

Czy aby na pewno wszyscy? Nie! Jeden jedyny naród, tworzony przez nieugiętych Polaków, wciąż stawia opór “lewackim” najeźdźcom i uprzykrza życie legionom LGBT, stacjonującym w obozach. To dzielni polscy “streetwearowcy”, zawsze na straży tradycyjnej rodziny, sterowani przez “myśl” Korwin-Mikkego i innych “wybitnych” intelektualistów.

Yep, przerysowaliśmy. Pogląd na kwestie LGBT w Polsce zmienia się na lepsze. Pomimo wszędobylskiej narracji, pie#dolącej o upadku cywilizacji. Narracji, której chcąc nie chcąc, ulega część młodych, tworzących polską scenę buciarską. Stąd też pod premierą każdej możliwej parki, wychodzącej na Miesiąc Dumy, pojawiają się pełne hejtu komentarze.

Homoseksualizm to nic złego, a czyjaś orientacja to nie Wasza sprawa. Więcej – ogólne postulaty ruchu LGBT są jak najbardziej uzasadnione. Deal with it. Tak samo jak z tym, że moda zawsze była i będzie egalitarna, przeciwna dyskryminacji. Projektantów-gejów wymieniać tu nie będziemy, bo tych jest cała masa. Wspomnimy jedynie o (biseksualnym) Kleinie, którego bieliznę nosi zapewne niejeden polski, stritłerowy homofob.

Mamy nadzieję, że uda nam się tym tekstem choćby przybliżyć kogoś do zmiany poglądów. Poglądów i na modę i (przede wszystkim) palący problem dyskryminacji osób LGBT. W końcu fajnie byłoby dołożyć choćby najmniejszą cegiełkę do tego, by inni mogli poczuć się szczęśliwi i wyrażać siebie w stu procentach. A wszystkich normalnych, opierających się homofobicznym bzdurom, serdecznie pozdrawiamy.

fot. Nike, facebook.com/paradarownosci

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Czarnobyl rynku muzycznego. Spłonęło 500.000 nagrań! Eminem, Nirvana czy Aerosmith przepadli

Nie da się dokładnie wycenić, jak wiele warte były mastery nagrań, które spłonęły. Szacunkowe 150 milionów dolarów nie oddaje rzeczywistej skali katastrofy, bo nie wiadomo dokładnie, co znajdowało się na każdym ze składowanych nośników. Lista utraconych pozycji jest porażająca. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że spłonęła historia amerykańskiego jazzu.

Pożar? Gdzie? W wiadomościach nic nie mówili. Otóż… pewnie mówili, ale tylko w USA i to 11 lat temu. Tylko że wówczas zapewniano opinię publiczną o spłonięciu kilku rolek z filmami i raczej niegroźnej sytuacji. Teraz New York Times ujawnia porażające dane z tajnych raportów, które powstały po pożarze Budynku 6197 w Universal Studios Hollywood.

Tupac, Eminem, 50 Cent, The Roots, Snoop Dogg (…)

Lista jest długa, naprawdę długa, a to tylko wykonawcy, których płyty wciąż są dostępne w sklepach bądź uległy cyfryzacji – czyli w skrócie: ich muzyka w jakiejś formie ocalała. Niestety w pożarze spłonęły mastery artystów, których już nigdy nie usłyszymy.

Pożar nie był, jak sugerował Universal, drobnym niepowodzeniem, kwestią kilku taśm upchniętych w zakurzonym magazynie. To była największa katastrofa w historii biznesu muzycznego.

The Day The Music Burned (New York Times)

Według Geralda Seligmana, dyrektora National Recording Preservation Foundation, do 2013 roku cyfryzacji uległo mniej niż 18% zgromadzonej muzyki. Teraz wiemy, że o 100% nie ma co marzyć.

Pełen szczegółów, świetny i obszerny artykuł “The Day The Music Burned” autorstwa Jody Roden znajdziecie TUTAJ.

fot. kadr z wideo “Universal Studio Fire 6-01-2008 #2”, youtube.com/tortuga8858

Zostaw komentarz