News

Facebook wypuszcza własną… kryptowalutę

Kajetan Szewczyk -
News - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Facebook wypuszcza własną… kryptowalutę

Mówi Wam coś to hasło? Może sami inwestujecie w te cyfrowe pieniądze? Niezależnie od tego, czy pod materacem trzymacie BitCoina czy raczej wydaliście już wszystko na ciuchy – Libra, bo tak będzie nazywać się kryptohajs od Facebooka, ma szansę zmienić grę.

Według serwisu Tech Crunch, 18 czerwca ma ukazać się dokument, który wyjaśni nam, jak Libra będzie działała. Jednak już teraz trochę o niej wiemy. Na przykład to, że nowa kryptowaluta będzie powiązana z kilkoma “rzeczywistymi” walutami, a nie tylko z dolarem, by zwiększyć jej stabilność (nazwa zobowiązuje – “Libra” to po łacinie “waga”). Główną zaletą będzie swobodny przepływ gotówki kryptohajsu wewnątrz facebookowych aplikacji (jak Messenger i WhatsApp), pozbawiony jakichkolwiek dodatkowych opłat. Już teraz Facebook prowadzi negocjacje z handlowcami, by załatwić możliwość płacenia właśnie Librą.

Jedno jest pewne – Libra (choć nazwa może ulec zmianie, wcześniej spekulowano, że będzie to GlobalCoin) sprawi, że kryptowaluty będą bardziej, pardon my french, namacalne dla “zwykłego zjadacza chleba”. Zaprzęgnięta w machinę socialnetworkingową Libra, będzie działać na oczach milionów osób, co sprawi, że wzrośnie świadomość społeczna pod względem kryptowalut.

To co, panowie? Druga część na drugiej płycie?

fot. kadr z klipu “TACONAFIDE – Kryptowaluty”, youtube.com/QueQuality

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop
Czy Taco Hemingway wydaje płyty jak Beyonce? [Encyklopedia Popkultury]

Witamy Was w trzeciej odsłonie Encyklopedii Popkultury! Było już o hajsie w hip-hopie i o tym, czy warto szybko rapować, a dzisiaj zajmiemy się kwestią marketingowo-wizerunkową. Jakie podejście do fanów najlepiej się opłaca? Co zapewni nam zasięgi i oddanie słuchaczy?

Za przykłady posłużą KęKę i Taco Hemingway, bo ich sposoby dotarcia do odbiorców są diametralnie różne. Dzieli ich właściwie wszystko – łączy bardzo duża popularność i poparcie wśród słuchaczy. W czym tkwi sekret?

Dziękujemy Bocca Bar za gościnę i zapraszamy Was do sprawdzenia tego miejsca, w którym poruszamy wszelkie palące kwestie przy kominku.

A teraz – czas odpowiedzieć na pytanie: Co lepsze? Kontakt z fanami czy ekskluzywna niedostępność. Zapraszamy do sprawdzenia najnowszego odcinka!

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Obejrzałem Kanye u Lettermana i czuję niedosyt

Parafrazując tytuł – jego następnego gościa nie trzeba nikomu przedstawiać, a już na pewno nie czytelnikom Skrr. Bohaterem najnowszego odcinka programu Davida Lettermana, który znajdziecie na Netflixie był Kanye West.

Atmosfera w telewizyjnym show została szybko rozładowana pytaniami o jedzenie, dietę i wagę. Równie szybko prowadzący zszedł z zabawnego tonu i zaczął poruszać temat rodziny. Rodziny, czyli Kim z dziećmi, ale prędko zaczął wypytywać go o ojca i matkę. Jeżeli znacie choć trochę twórczość Westa, to wiecie jak szczególną miał on relację ze swoją mamą. Szybko zrobiło się emocjonalnie i intymnie, pomimo tego, że przed prowadzącym i jego gościem była w studio spora publika (nie mówiąc już o tej przed ekranami telewizorów). Szkliste oczy rapera i jego żony siedzącej wśród publiczności wyglądały… szczerze.

Prowadzący zręcznie manipulował tematami, by nie popaść w zbyt ciężkie emocje, i przez chwilę obaj porozmawiali o muzyce, a dokładnie łączeniu roli producenta z raperem. Tutaj Kanye ciekawie opowiadał o tym, jak jego osobiste historie stają się globalnymi, z którymi utożsamiają się jego słuchacze na całym świecie.

Po kilkunastu minutach rozmowy przenieśliśmy się do tętniącego minimalizmem domu Kanye i Kim. Raper oprowadził gospodarza show po kilku pomieszczeniach, pokazując m. in. zebrane dzieła podopiecznej Murakamiego, a także łazienkę i co najważniejsze… garderobę, w której Letterman przywdziewał ubrania Yeezy.

Po tej przyjemnej „przerwie” wróciliśmy do studia i pojawił się jeden z dwóch najważniejszych tematów, na które czekałem, czyli choroba rapera, do której prowadzący nawiązał pytając o słowa z okładki „Ye” (I hate being Bi-Polar, its awesome – przyp. autora). Raper mówił o tym, jak jego bolączki wyglądają w praktyce, i że nie jest łatwo, ale to i tak nic w porównaniu do tego, z czym muszą mierzyć się inni ludzie. Porównując swoją chorobę do schizofrenii nazwał ją jej luksusową wersją.

Letterman znów zmienił temat na lżejszy, chcąc „porozmawiać o nowym albumie”. Moje serce zabiło mocniej, ale okazało się że chodzi o wspomniane „Ye”. A o tym kiedy możemy spodziewać się nowości spod szyldu „Yandhi” Kajetan pisał tutaj.

W końcu przyszedł czas na drugi z tematów, na który najbardziej czekałem, czyli wsparcie Trumpa. Rozmowa na temat administracji urzędującego Prezydenta USA byłą poprzedzona niepopularnymi opiniami rapera o systemowej niesprawiedliwości (także wobec mężczyzn) i odwadze do wyrażania niepopularnych opinii. Kiedy jednak przyszło do rozmowy o Trumpie, obaj panowie prowadzili zręczne uniki. Kanye zapytany o to, czy na niego głosował, odpowiedział, że nigdy na nikogo nie głosował. „Więc nie masz nic do gadania” – słusznie zripostował go wówczas gospodarz. W tym momencie raper zaczął ni stąd ni zowąd mówić o 13 poprawce i systemowym więzieniu czarnych, co miało się nijak do poruszanego tematu, a mam wrażenie, że miało uratować „dupę” artysty. Letterman jednak nie odpuszczał i przedstawił swoją teorię, wedle której wyborcy zostali uwiedzeni wizją prezydenta biznesmena i dziś już by go ponownie nie wybrali.

W tym momencie Kanye opowiedział o tym, jak Partia Liberalna terroryzuje medialnie wyborców Trumpa, i za przykład podał legendarną czerwoną czapkę, za którą na ulicy można nawet dostać po gębie (polaryzacja i ogłupienie społeczeństwa podobne zresztą do tego jakie widzimy na naszych ulicach). W tym momencie to Letterman schował głowę w piasek i zmienił temat, mówiąc o ostatnim koncercie rapera i jego „kościele” – co zakończyło odcinek.

Czuję niedosyt. Dwa najważniejsze tematy zostały dosłownie liźnięte i każdy bał się (chociaż chyba bardziej gospodarz) niepopularnych opinii. Nadal czekam na wywiad rzekę. No i na „Yandhi”.

Fot. My Next Guest Needs No Introduction with David Letterman | Season 2 Trailer | Netflix / YouTube

Zostaw komentarz