News,Streetwear

G-Shock świętuje urodziny najdroższym modelem w historii

Łukasz Orawiec -
News,Streetwear - - Dodane przez Łukasz Orawiec

G-Shock świętuje urodziny najdroższym modelem w historii

Równo miesiąc temu przedstawialiśmy Wam model G-Shock “MRGG2000RJ-2A” należący do linii MR-G. Wielu z Was już wtedy kręciło głowami, że “jak to, zegarek dla nastolatków, zwykły G-Shock, za tyle pieniędzy?” Dziś mamy coś jeszcze droższego – a w zasadzie – najdroższego G-Shocka w historii.

Specjalna wersja modelu GW-5000 (z bardziej kwadratową tarczą w porównaniu do najpopularniejszych wersji), została stworzona przez Casio na trzydziestą piątą rocznicę powstania serii G-Shock. Jak świętować (zwłaszcza okrągłe) urodziny, to na bogato. Japoński brand zdecydowanie nie przebierał w środkach. “G-D5000-9JR”, bo takie oznaczenie nosi najwyższe dzieło projektantów Casio, to konstrukcja wykonana z 18 karatowego złota i wypełniona najlepszymi technologiami producenta. Wszystko to, z czego słynie G-Shock, zostało tu popchnięte do granic możliwości – zaczynając od odpornej na przeciwności losu (pomimo wykorzystanego kruszcu) konstrukcji i wodoodporności, na precyzji odmierzania czasu kończąc. A, no i system ładowania słonecznego, Casio Tough Solar – jego też nie mogło zabraknąć.

Rozmach robi wrażenie – z ceną jest podobnie. Za egzemplarz przyjdzie nam zapłacić 7 700 000 jenów japońskich, czyli około 265 tysięcy złotych. Chętni trochę poczekają – opcja zamówienia w przedsprzedaży będzie dostępna od 15 maja, zaś wysyłka rozpocznie się w grudniu. Sporo pieniędzy, sporo czekania i raczej niespotykany w G-Shockach luksus (a przynajmniej nie na taką skalę) – kolekcjonerzy już zacierają ręce.

A jeśli szukacie czegoś w bardziej (zdecydowanie bardziej) affordable cenie, to rzućcie okiem na kolabo Seiko i Bape. Biorąc pod uwagę jakość oferowaną przez japońskiego producenta, myślimy że warto dla niego odpuścić większość “modowych” zegarków.

fot. Casio

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
“Pobił mnie i zgwałcił” – dlaczego słuchamy muzyki przestępców?

Bardzo chcielibyśmy odpuścić ten temat, ale niestety – Tekashi nie daje nam odpocząć. W świetle nowych informacji wychodzących na jaw po prostu musimy reagować. Sara Molina, matka dziecka 6ix9ine’a, udzieliła właśnie poruszającego wywiadu, który mocno powinien dać do myślenia wszystkim tym, którzy wciąż jeszcze bronią rapera.

Teraz, kiedy Tekashi jest w więzieniu (choć prawdopodobnie wyjdzie z niego za niespełna rok, o czym pisaliśmy TUTAJ) wątpliwe jest, by Molina kłamała. Zwłaszcza, że jej historia układa się w logiczną całość, a bohaterka nie gubi się w narracji (z czym u Tekashiego bywa różnie). Pewnie – nie jesteśmy wariografami (do tego działającymi na odległość), ale 6ix9ine nawywijał tyle nieprawdopodobnych rzeczy, że powoli chyba przestajemy się dziwić, ile jeszcze jest w jego sprawie możliwe.

W wywiadzie udzielonym DJowi Vladowi Molina wyznała, że podczas wycieczki do Dubaju, raper miał ją pobić z powodu plotki, jakoby wdała się w romans z Shottim (członkiem grupy Tre Way). – Nikt w życiu mnie tak nie dotknął. On mnie tak nie dotknął. Pobił mnie tak, że straciłam słuch w lewym uchu. Miałam podbite oczy. Rano przymusił mnie do seksu – mówiła.

Stop przemocy

Najbardziej przykre jest, że wszystko można kupić. 6ix9ine w swoim primetimie mógł liczyć na wsparcie coraz większej liczby decyzyjnych osób z branży (50 Cent, Nicki Minaj) i nikt specjalnie nie przejmował się tym, co raper wyczynia w domu. Podobnie było w przypadku Chrisa Browna, który pobił Rihannę. W świetle spraw R. Kelly’ego i 6ix9ine’a wrażliwość słuchaczy i ludzi z branży na takie kwestie powinna ulec radykalnej zmianie. Niestety, R. Kelly’ego wciąż są gotowe wspierać fanki, a Tekashi, choć raczej kariery w przemyśle nie zrobi (bo pal sześć bicie kobiet, ale – donosi), to i tak pewnie spadnie na cztery łapy.

Lord Jamar słusznie zauważył, że jako fani staramy się odseparować twórczość od życia. Mamy sentyment do muzyki, trudno się go pozbyć, nawet jeśli nagle wychodzą na jaw przerażające ekscesy autora. Kto tak naprawdę odwrócił się od Michaela Jacksona, kiedy piętrzyły się zarzuty o pedofilię? Czy zmniejszył się fanbase Joe Buddena, kiedy ten raz za razem był oskarżany o przemoc domową? A Dr Dre? Przecież sam szeroko opisuje kwestię swojej agresji względem płci pięknej.

Ten Typ Mes nawinął kiedyś: “Nie wiem jak to możliwe – bić pionę/Z kimś kto lubi bić żonę, trzymać jego stronę”. My też nie wiemy, ale hej, przecież Mes na bank wciąż słucha muzyki Dre. Czy to jest właśnie opisywana przez Lorda Jamara separacja?

Głos rozsądku sprzed… dekady

10 lat temu kwestię podnieśli warszawscy raperzy, a konkretniej – dwójka z nich – Eldo i Pjus. Napisali wówczas list otwarty, który poruszał kwestię tego, czy aby na pewno artyście można więcej. List zniknął z oficjalnego obiegu, ale znajduje się na portalu wykop.pl, o TUTAJ.

List skierowany jest do redaktora Gazety Wyborczej, Seweryna Blumsztajna i odnosi się do jego tekstu o Romanie Polańskim. Raperzy piszą w odpowiedzi:

Napisał Pan, że Pan Polański to talent wybitny, więc możemy mu odpuścić za seks z 13-latką i ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości. A co można wybaczyć zatem talentom mniej wybitnym? Czy jest Pan gotów – prosimy – na opracowanie swoistej tabeli lub funkcji, wykresu, skali, które pokazywałyby (nomen omen) stosunek talentu do występków, przestępstw i zwykłego chamstwa, które talent ów (czy też jego poziom) by tłumaczył i usprawiedliwiał?

Skali Blumsztajna się nie doczekaliśmy, a być może byłaby pomocna, bo jak widać – sami nie jesteśmy sobie w stanie poradzić z tą sytuacją. Niech każdy przemyśli to sobie na osobności. Ja, jako redaktor Szewczyk, niestety (?) wciąż słucham kawałków Dre, a kiedy w słuchawkach śmiga mi Budden, to bardzo nie chcę myśleć o jego przewinieniach.

fot. kadr z klipu “Lacrim – Bloody ft. 6ix9ine”, youtube.com/Lacrim

Zostaw komentarz

Felieton
To właśnie oni powinni zagrać w Kosmicznym Meczu 2

Jak grom z jasnego nieba spadła na nas ostatnio wiadomość, że latem rozpoczną się prace nad drugą częścią “Kosmicznego Meczu”. Top 3 filmów z dzieciństwa (zaraz po “Striptizie” z Demi Moore) w końcu doczeka się sequelu. W związku z tym postanowiłem się pobawić w szefa castingów i dobrać LeBronowi kolegów (którzy wcielą się w rolę Monstars) na plan.

Nawt – W pierwszej części w czerwonego rozgrywającego wcielił się Muggsy Bogues. Najniższy koszykarz w historii całej NBA. Mierzył zaledwie 158 cm wzrostu, ale nie przeszkodziło mu to w prawdziwym życiu zanotować „czapy” na koledze z filmu i ligowych parkietów (Bang – Patrick Ewing). Nie będzie problemów, żeby zastąpić go w drugiej części “Kosmicznego Meczu”, kandydat do wcielenia się w rolę Nawta jest oczywisty – Isaiah Thomas. Mały wzrostem (175 cm), ale wielki sercem, co udowadnia przez całą swoją karierę. Za każdym razem, gdy kolejna drużyna z niego rezygnowała, stawał się coraz lepszy w następnej. Za każdym razem, gdy stawiano na nim krzyżyk, udowadniał, że robiono to zbyt pochopnie. Kilka dni po tym, jak jego siostra zginęła tragicznie w wypadku samochodowym, „przyszedł do gry” i pomógł wygrać swojej ówczesnej drużynie (Boston Celtics) play offową serię z Chicago Bulls.

Bupkus – To ten fioletowy, którego zagrał Larry Johnson. W obsadzeniu tej postaci miałem największe pole manewru. Uznałem, że boiskowego potwora z lat 90-tych najlepiej zastąpi ten, który dominuje ostatnie lata swoją wszechstronnością. Greek Freak, czyli Giannis Antetokounmpo jest tym, którego chcę zobaczyć po stronie „Monstars”. Prychający, napinający się, cholernie umięśniony i demolujący przeciwników Giannis jest jak żywcem wyjęty z komiksu. Nie będzie problemów z tym, żeby go „pokolorować”.

Blanko – Niebieski gigant, którego zagrał Shawn Bradley, będzie miał godnego następcę. Przynajmniej w moim zestawieniu! Zastanawiałem się nad dwoma zawodnikami: Kristapsem Porzingisem i Bobanem Marjanovicem. Pierwszy jest łudząco podobny do Bradleya, ale drugi ma… UROK! Tak, ten gigant z Serbii jest niesamowicie pozytywnym i zabawnym gościem. Jego poczucie humoru jest drugą główną zaletą po warunkach fizycznych i „potwornym” wyglądzie. Boban mierzy ponad 221 cm (tutaj zobaczycie go w towarzystwie żony), a jego dłoń wygląda TAK.

Bang –W pierwszej części w jego postać wcielił się Patrick Ewing. Od tamtej pory minęło ponad 20 lat, przez które NBA się bardzo mocno zmieniła. Nastąpiła większe uniwersalizacja boiskowych pozycji, wszyscy zawodnicy muszą posiadać te same (wszystkie) umiejętności i mieć podobny wzrost. Ostatnią nadzieją „Big Manów” we współczesnej NBA jest fascynujący Joel Embiid. Prawdziwy boiskowy potwór i jeden z moich ulubionych graczy. Do tego umie w internety!

Pound – Grał go Charles Barkley, niestety nie mogłem jeszcze wybrać Ziona Williamsona, bo w NBA zadebiutuje dopiero za kilka miesięcy. Mój wybór padł więc na Draymonda Greena. Tego wrednego, kopiącego w jaja, grającego nieczysto jednego z najlepszych obrońców w lidze. Poza tym jest z Warriors, a oni są źli, bo zepsuli NBA. Nie może być tak, że żaden z nich nie będzie po złej stronie mocy, prawda?

Kogo z kolei chciałbym zobaczyć u boku LeBrona?

Jako pierwszy na myśl przychodzi mi Dwyane Wade, jego wieloletni boiskowy przyjaciel, z którym wspólnie święcił największe tryumfy w Miami Heat. To do niego powinien mieć największe boiskowe zaufanie, a gdy przyjdzie walczyć z przybyszami z kosmosu, to właśnie ono może okazać się kluczowe.

Drugim i ostatnim życzeniem jest oczywiście… Luka Doncic! Jeżeli zwyciężać zło dobrem, to tylko tym, które przejawia się w niemal dziecięcej radości z gry, którą prezentuje utalentowany nastolatek ze Słowenii. Luka to zabójca o twarzy dziecka, zarażający wszystkich dookoła swoją pozytywną energią. Dzieciaki powinni chcieć się z nim utożsamiać na ekranie.

Najgorsze jest jednak to, że premiera dopiero 16 lipca 2021 roku. No, ale skoro wytrzymaliśmy już tyle, to poczekamy jeszcze, prawda?

Fot. Twitter / Sultan Sneakers

Zostaw komentarz