Felieton,Hip Hop

Guova, Adma, Wdowa – czy raperki naprawdę muszą pokazać ciało, żeby ktoś ich słuchał?

Michał Fitz -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Fitz

Guova, Adma, Wdowa – czy raperki naprawdę muszą pokazać ciało, żeby ktoś ich słuchał?

Żyjemy w czasach, w których kobiety nie muszą już walczyć o np. prawo do głosowania, ale wciąż na niektórych płaszczyznach mają zdecydowanie trudniej od mężczyzn. Pomijając kwestie płacowe, o których przeczytacie raczej na portalu związanym z ekonomią, do tych nierówności śmiało możemy zaliczyć rap. Nawijających pań wciąż jest niewiele, a te które chwytają za mikrofon, rzadko kiedy stają się szeroko rozpoznawalne. Co więc muszą zrobić, by się takimi stać? Złośliwi powiedzą, że jest na to jeden prosty sposób – wystarczy odkryć trochę ciała i w miarę ponętnym stylu nim poruszać. Tylko czy trzeba to robić? Ten problem poruszała ostatnio Guova we wpisie na Instagramie, a my zastanawiamy się, czy faktycznie tak jest.

źródło: https://www.instagram.com/gguova/

Raperka jasno mówi o tym, że wytwórnie, które chciały ją wypromować, naciskały na zmianę jej wizerunku na bardziej pikantny. Guova oczywiście nigdy się na to nie zgodziła, o czym sama z resztą wspomina, i zawsze robiła muzykę po swojemu, zgodnie ze swoim sumieniem. To z pewnością wpłynęło pozytywnie na jej dorobek artystyczny, ale na pewno odbiło negatywne piętno na jej popularności. Guova nawija od lat, a mimo to pod swoim najpopularniejszym kawałkiem uciułała ledwie ponad 2 miliony wyświetleń. “Ledwie”, bo dzisiaj takie liczby zaliczają wykonawcę do niższego piętra w mainstreamowym budynku.

Dla porównania mamy taką Marienne, której – nawiasem mówiąc – Guova na pewno nie ustępuje warsztatem czy błyskotliwością w tekstach. Wspomniana ma jednak znacznie bardziej imponujące liczby. Pół roku wystarczyło, by jej utwór “Nara Nara” nabił dużo większe wyświetlenia niż “Smutno czy nudno” Guovy, który na YouTube wisi już 6 lat. Dlaczego? Okej, możemy powiedzieć, że dzisiaj popyt na rap jest w ogóle dużo większy, ale wspominane we wstępie “powody” mocno rzucają się w oczy. Marianne ma dużo bardziej odważną stylówkę, a to i tak nie jest klip, w którym możemy zobaczyć tego najwięcej.

Skuteczność tej taktyki potwierdza też jedna z prekursorek żeńskiego rapu w Polsce, Wdowa. W wywiadzie z Winim jasno stwierdza, że swego czasu musiała wokół siebie wykreować wizerunek tzw. “bad bitch”, by zdobyć jakikolwiek rozgłos. Gdyby tego nie zrobiła, nikt nie zwróciłby na nią uwagi i potem nawet nie miałaby szansy skupienia się już na wartościach, które chce przekazać, co zrobiła w późniejszym etapie swojej kariery.

Jak ja zaczynałam rapowanie – teraz jest mało dziewczyn w rapie – a wtedy była Ania Sool, Lilu, Kada, no naprawdę rodzynki. Miałam silne przekonanie, że muszę zwrócić uwagę nie tylko tym, co mówię, ale także image’em i kontrowersyjnością, może też wulgarnością. Czymś, co szarpnie i przez to ktoś się odwróci i powie: “Boże, jaki ta laska ma tupet.”

Udało się osiągnąć rozgłos, ale nie do końca o taki chodziło. Polski słuchacz, co widział, to słyszał, i Wdowa stała się utożsamiana z niesławną sesją zdjęciową. Mimo wszystko trzeba przyznać, że Gosia nie stroniła od ostrych tematów i kiedy już raperzy ogarnęli, że umie w rap, to nie stroniła od featuringów w rodzaju tego na “Muzyce Rozrywkowej” Pezeta.

Czy wobec tego da się znaleźć w tej kwestii złoty środek? Na to wygląda, ponieważ bardzo blisko jego odnalezienia jest Adma. Oglądając jej klipy, na przykład taką “Bladoróżową”, nie można nie odnieść wrażenia, że nie wykorzystuje swoich walorów, ale absolutnie nie rezygnuje przy tym ze szczerych treści i wartości, które chce przekazać. Otwarcie nawija przecież o szowinizmie i mobbingu, a nawet o tym, że straciła pracę przez głupi i niesmaczny mem. Można? Zwłaszcza, że nie możemy przechodzić ze skrajności w skrajność – raperzy świecą klatą i tatuażami na całym ciele, a dziewczyny nie mogą pokazać po prostu tego, że są… no, wiecie, dziewczynami właśnie i chcą wyglądać dobrze?

fot. kadr z klipu “Guova – Grube koleżanki (prod. Johnny Beats)”, YouTube.com/GUOVA

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Łóżko dziecięce Chillwagon? Niby jest… ale coś chyba nie pykło

Tak, supergrupa Borixona miała nie wypuszczać żadnego merchu, co jeszcze kilka miesięcy temu na relacji na Instagramie tłumaczył jej szef. Raper zapowiedział przy tym limitowany drop nadchodzącego albumu w liczbie 15 tysięcy sztuk, w cenie 100 złotych za jedną.

Chillwagon to jest muzyka. To jest dzieło sztuki. Koszulki niech produkują ci, którzy są królami produkcji koszulek. A ja jestem królem muzycznym. Ja wydaję płytę.

Jeśli jednak wciąż nie możecie pogodzić się z decyzją składu, znaleźliśmy dla Was (a przynajmniej dla Waszego młodszego rodzeństwa) alternatywę, która jednak – podobnie jak fejkowe ubrania otagowane nazwą kolektywu – nie powinna spodobać się Borixonowi.

trend-home.pl

Za nieco ponad 600 złotych można zgarnąć Łóżko Dziecięce Chillwagon. Jak zapewnia producent, produkt jest naprawdę świetny:

Dobrej jakości łóżko zapewni komfort i zdrowy rozwój naszych pociech. Ciekawe wzory rozbudzą wyobraźnie i dodatkowo sprawią, że z chęcią będą wracały do swojego ulubionego łóżka. W tym wypadku mamy do czynienia ze wzorem odlotowego pociągu dla pasjonata kolei. Każda pociecha z chęcią odjedzie w nim do krainy snów. Wykonany z wysokiej jakości komponentów, z wygodnym materacem.

Jeśli chodzi o zdrowy rozwój – rodzice i specjaliści raczej by już polemizowali, ale z tym, że dzieci będą wracać do niego z chęcią, nie mamy wątpliwości. Podobnie, jeśli chodzi o jakość materiałów – bity, jakie serwuje Chillwagon siadają wyjątkowo dobrze i doskonale sprawdzają się podczas tripów. Poza tym, jeśli ustawicie któryś z ich kawałków na imprezie, każda zaproponowana kolejka (czystej) muzyki będzie odlotowa. Sprawdzone. Dobra, trochę nas wykoleiło. Ale co zrobić, popyt rodzi podaż.

Pytania co do hitowo nazwanego produktu możecie zadać na stronie sklepu. My na przykład jesteśmy ciekawi właśnie genezy jego nazwy. Prosimy o odpowiedź tak szybką, jak to możliwe.

fot. kadr z klipu “chillwagon – wowowo – remix (trailer)”, youtube.com/chillwagon

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Solar: Zaczęło się od inspiracji Gang Starrem (…) to można “zhybrydować”

Parę tygodni temu Solar wydał “Pokój Zero”, swój nowy album, na którym naturalnie pojawiło się wielu młodych członków SB Maffiji. Teraz, we właśnie opublikowanej rozmowie z Marcinem Flintem, raper opowiada przede wszystkim o tym, jak prowadzenie labelu przekłada się na jego działalność artystyczną czy samą współpracę z podopiecznymi.

Kusi mnie nawet czasami, żeby założyć sobie może jakiś odrębny kanał (…) Mam wrażenie, że moje nagrania mogą ginąć gdzieś w zalewie innych nagrań SBM-u, a też jest tak, że czas, który poświęcam na muzykę – dzielę go w dużej mierze z czasem, który poświęcam na firmę

Muzyka Solara siłą rzeczy nieco niknie na tle materiałów, które wydaje SBM. Ten jest w końcu jedną z największych wytwórni w Polsce, a zajmując się zwłaszcza promocją młodszych artystów, ma spory wpływ na krajową scenę hip-hopową. Co wcale nie oznacza, że brzmienie ich wszystkich jest podobnie nowoszkolne.

Primetime naszej działalności (…) przypadł rzeczywiście na okres auto-tune’owy, trapowy, afrotrapowy, jednak zawsze działaliśmy na wielu frontach. U nas zaczęło się to od inspiracji Gang Starrem (…) był etap zachłyśnięcia się niuskulem, był etap zachłyśnięcia się truskulem, a teraz jest moment, kiedy doszliśmy do wniosku, że to wszystko można “zhybrydować”

Flint zwrócił uwagę właśnie na to, że SBM stara się także poszerzać swoje grono odbiorców, inwestując w artystów takich jak Mata albo bracia Kacperczyk, którzy teoretycznie nie powinni pasować do ich profilu. Jak tłumaczy Solar, estetyka Maty jest jednak zbieżna choćby z “Zakazanym Owocem”, nagranym z Białasem. Przy tym jakość hip-hopu nieustannie wzrasta, a w SBM-ie dużą uwagę przykładają do słowa, co widać także na przykład u Janka.

poziom cały czas się podnosi (…) ze świecą szukać popularnych raperów, którzy wypadają z bitu

Solar zapytany o relację ze swoimi podopiecznymi, stwierdza, że są one przyjacielskie – nie ma między nimi większego dystansu, starszy raper, nawet we wspólnych wyjazdach, też im nie “wujkuje”. Mimo wszystko czuje się za nich odpowiedzialny. Cieszy się z ich sukcesów oraz jest mu przykro, jeśli coś im nie wyjdzie.

Panowie sporo rozmawiają także o kwestiach społecznych, m.in. w kontekście podróży. I gdyby na ten pomysł wcześniej nie wpadł już Quebo, Solar nagrałby prawdopodobnie własną wersję “Egzotyki”…

fot. kadr z klipu “Solar feat. Bedoes – Jestem Zdrowy (prod. NOCNY)”, youtube.com/SBM Label

Zostaw komentarz