Streetwear

I znów Yeezy: nowe 350 V2 w drodze

Łukasz Orawiec -
Streetwear - - Dodane przez Łukasz Orawiec

I znów Yeezy: nowe 350 V2 w drodze

Pamiętacie kolorystyki ,,Clay” i ,,Hyperspace”, o których informowaliśmy niedawno? Mamy kolejną. Oto, jak potencjalnie może prezentować się ,,True Form”.

Sądząc po zdjęciu dostarczonym przez insiderów z YEEZY MAFIA, nowa odsłona będzie wariacją wcześniej wspomnianego wydania ,,Clay” i kolorystyki ,,Beluga“. Jak przewidywano, pasek z napisem SPLY-350 zniknął na dobre, zastąpiony przez nową, po części przeźroczystą wersję.

Data premiery oraz cena sklepowa pozostają ciągle nieznane. Coraz bardziej prawdopodobny wydaje się jednak debiut w stylu ,,Black Friday Pack” z 2016 roku, o którym wspomnieliśmy przy okazji przecieku dotyczącego ,,Hyperspace”.

View this post on Instagram

YEEZY BOOST 350 V2 SPRING 2019 SPECIAL LINE UP

A post shared by YEEZY MAFIA (@yeezymafia) on

fot. Caliroots/Yeezy Mafia

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
ESSA! Co znaczy to kultowe słowo?

Winicjusz Bartków to osoba niezwykła. Jedna z tych, do których lepiej pasuje określenie “persona”. Ten raper, wydawca i – od niedawna – dziennikarz (?), to samobieżne działo, wycelowane w ogólnie przyjęte standardy. Za tym wszystkim kryje się słowo-klucz: “essa”.

Swoją najnowszą płytą Wini udowodnił, że wizjonerstwo tyczy się w jego przypadku każdej rzeczy, której się dotknie. Szczeciński Midas słynie z bezpretensjonalnej bezkompromisowości, rubasznego dowcipu i specyficznego podejścia do życia, które to jest mocno epikurejskie, ale nie brak mu dociekliwości – Wini nie osiada na laurach swojej wiedzy.

Te wszystkie słowa kiedyś mogły znaleźć się wyłącznie w zleconym materiale prasowym. Dzisiaj wręcz przeciwnie, bo Wini dał nam się poznać, a wywiady, które prowadzi, nie są tak naprawdę “wywiadami”.

Daj mi się przejrzeć w Twoich poglądach

Wini prowadzi nas przez krainę własnych przemyśleń i wyobrażeń, umieszczając je w kontekście obcych światopoglądów. A te są nieliche – od Bonsona przez Quebo, po Katarzynę Nosowską.

Szef wytwórni Stoprocent rozmawia z każdym, jak równy z równym. Nie stresuje się, nie wykazuje lizusostwem, tylko po prostu… pyta. O wszystko. O wszystko to, co jego ciekawi.

Oglądając wywiady Winiego, dowiadujemy się sporo o gościach, ale… jak w żadnym innym przypadku – poznajemy też historie z życia gospodarza. A jest co poznawać, bo Wini, jak to kiedyś ujął Laikike1, dostarcza podobnych wrażeń intelektualnych, co… Sokół. Dziwne porównanie? Tylko pozornie. Obaj zjedli zęby na polskiej branży hip-hopowej, obaj widzieli niejedno, znają niejedną osobę, którą znać warto, i wyciągają z tego wnioski.

Essa!

Za tym chodzącym fenomenem stoi jedno bardzo interesuję słowo – “essa”. Hasło przewija się od lat w kawałkach wszystkich reprezentantów Stoprocent. Próżno było jednak dociekać jakiejkolwiek sensownej etymologii. Co prawda Wini z Sobotą nagrali kawałek, który po części może ją tłumaczyć, ale jest to jednak raczej siatka skojarzeń, a nie podręcznikowa definicja.

Tę udało się uzyskać dopiero Krzysztofowi Skoniecznemu, reżyserowi “Ślepnąc od świateł”. Tym samym lista jego zasług się wydłużyła – dziękujemy. Piorun w pewnym momencie nie wytrzymał i prostu z mostu zapytał Winicjusza o pochodzenie kultowego określenia. Wini, jak to Wini, udzielił dosyć obszernej i sycącej odpowiedzi. – To jest imprezowy okrzyk bojowy – oznajmił bez namysłu. – Jest zajebista impreza, nap**rdoliłeś się, jak nie wiadomo co, i już po prostu ci uderzyło do głowy, i krzyczysz “ESSA!” – rozwinął.

Wini zdradził również, skąd samo słowo się wzięło. – Pierwsze imprezy techno były w Szczecinie. (…) chodziliśmy na te imprezy i w dużej mierze chodzili tam gangsterzy – opowiadał. – Jak byli naćpani chamsko tabletami, to krzyczeli “essa” – wyjaśnił.

Skoro znamy już “książkową definicję” jednego z najbardziej popularnych sformułowań w polskim rapie (zaraz po “elo”!), łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, co kieruje Winim. Ten intrygujący jegomość, którego przemyślenia plasują się gdzieś między Williamem S. Burroughsem, a Ghandim, po prostu cały czas jest w boju. Cały czas w uderzeniu. Życzymy wytrwałości.

fot. kadr z wideo “Wini x Krzysztof Skonieczny (Piorun) rozmowa”, youtube.com/WINI

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Diss jako radiowa piosenka

Szpaku i Bezczel mają beef. Ten pierwszy stawia na replay value dissów, ten drugi operuje raczej dłutem niż melodią. Wyświetlenia i poparcie słuchaczy wskazują na wygraną Młodego Simby. Czy brzmienie ma tu decydujące znaczenie?

Kto ma rację w tym konflikcie? To wiedzą tylko sami zainteresowani. My jednak mamy uszy, więc możemy podnieść kilka kwestii, które różnią podejście obu zawodników do konstrukcji utworów.

Stara nowa szkoła

Szpaku rozpoczął “Solóweczką” na chłodnym, bujającym podkładzie, na którym bardzo dobrze leży jego charakterystyczny głos. Jeśli pominiemy warstwę tekstową i skupimy się na flow, możemy zauważyć, że diss został skrojony na miarę hitowego singla – serio, to mogło wyjść, jako normalny kawałek, a te blisko 5 milionów (!) wyświetleń, które do tego czasu zgromadził, i tak by się znalazło.

Niemal 5 milionów w niespełna miesiąc

Szpaku to w tym momencie jeden z najbardziej rozchwytywanych reprezentantów nowej szkoły. Niezależnie od samego beefu – ten chłopak po prostu robi zasięgi, a musimy przyznać, że ucho do bitów ma. Zresztą bez tego dzisiaj ani rusz.

20 milionów w trzy miesiące

Bezczel po niespełna miesiącu odpowiada “Paróweczką” i choć podejmuje rękawicę, to nie na gruncie stylistyki. Reprezentant Białegostoku staroszkolnie odnajduje się na prostym bicie z ciętym samplem perkusji i prostą syntetyczną melodią.

Słuchacze już wydali werdykt

Po lajkach widzimy, do kogo należy rząd dusz, ale trzeba oddać białostockiemu raperowi, że numer w kontekście obranej stylistyki jest wcale niezły. Przypomina czasy “Na biegu” i mógłby spokojnie wtedy wyjść. Mógłby, ale… to było 6 lat temu.

Stylówka Bezczela opiera się na zupełnie innych elementach

Szpaku błyskawicznie odpowiedział kawałkiem “28 DNI PÓŹNIEJ”. Tu znowu mamy rozpędzającą się zwrotkę, którą wieńczy wpadający w ucho refren (również za sprawą panczlajnu z managementem), potem cztery wersy na bicie, wstawkę a capella i komediowy skit. Ah, nie zapominajmy o lektorskim intro.

Back to back

Kilka lat temu Drake przypomniał, że beefy wygrywa się numerami skrojonymi do klubów. Jego “Back To Back” grano w lokalach, ku uciesze ludzi podrygujących na parkiecie. Numer z jednej strony był dissem na Meek Milla, z drugiej – Drizzy zadbał, żeby całość nie przytłaczała. Układa flow w taki sposób, żeby dać wybrzmieć bujającej perkusji.

W ubiegłym roku o sile refrenów i świadomego rozkładania sylab przypomniał Białas. Jego “Outro” to absolutny stand-alone w peletonie. Choć jest dissem, to raper wystawił w nim laurkę swojej karierze.

Ten refren!

Skoro już o Białasie, to warto wspomnieć o Śliwie, którzy przy okazji wznowienia beefu zaskoczył słuchaczy oszczędną i wyważoną odsłoną swojej stylówki. Sporo osób przyznawało wówczas, że choć Aspiratio Crew przegrało pierwszy beef, to teraz Śliwa jest w formie, która może mu zapewnić jakieś szanse.

Czas hardkoru

Zdaje się, że dissy na agresywnych bitach zdarzać się będą już tylko incydentalnie. Istotna jest też długość numerów (w końcu mają być zapętlane). Takich strzałów, jak blisko 11-minutowy [!] diss Peji na Parias, raczej nie należy się już spodziewać wśród mainstreamowych graczy.

Zelżał również kaliber panczlajnów. Te wciąż bywają pomysłowe, ale nie mieszają przeciwnika z błotem tak brutalnie, by wygonić słuchaczy sprzed głośników. Nie będzie poniżania jeńców tekstami o udawaniu orgazmów i pluciu na plecy (vide “Prosto w Twarz” Piha, czyli diss na Duże Pe).

Muzyka mainstreamowa

Inna sprawa, że ostatnimi czasy raperzy mają beefy z jakichś nie do końca jasnych powodów. Albo jeden z drugim kogoś nie lubi (tak po prostu), albo się za coś obraził (i w sumie nawet nie jest istotne za co, póki krew się będzie lała na trackach). W związku z tym liczba argumentów, które mogą znaleźć się w tekście, mocno zmalała. Zazwyczaj całe zwrotki oscylują wokół jednego tematu, co niespecjalnie podnosi wartość utworu. W Polsce ucho wytężaliśmy oczywiście przy okazji beefu Peji z TDFem, a ostatnio z powodu konfliktu na linii SB Maffija – Deys (4 lata temu!). Zresztą zwróćcie uwagę, jak wówczas brzmiały utwory po obu stronach sporu. Bliżej temu do surowości Bezczela, niż hitowości Szpaka… choć u chłopaków z SBM Label też mieliśmy trochę komediowego contentu.

fot. kadr z klipu “Bezczel feat. Szpaku – Schumacher (prod. Juicy)”, youtube.com/Bezczel Official

Zostaw komentarz