Felieton,Hip Hop

„Igor” Tylera, the Creatora najlepszym albumem rap według Grammy. Zwycięstwo czy zniewaga?

Klementyna Szczuka -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Klementyna Szczuka

„Igor” Tylera, the Creatora najlepszym albumem rap według Grammy. Zwycięstwo czy zniewaga?

Jak w zeszłym roku trafnie stwierdził Kajetan: „To nie nagrody wspierają wykonawców. Dzisiaj wykonawcy wspierają swoją obecnością uroczyste gale ich rozdania”. Waga tego typu wydarzeń w końcu bardzo zmalała, zresztą nie od dzisiaj w ich kontekście mówi się też o dyskryminacji kobiet czy osób czarnoskórych. Wyróżnienia z tego powodu bojkotowali choćby Kanye West, Eminem, Jay-Z albo Frank Ocean. Na tegorocznej Gali wypowiedział się na ten temat Diddy.

Mówię to z miłością do Grammy, ponieważ naprawdę musicie to wiedzieć, każdego roku nas zabijacie. Mówię o bólu. Mówię w imieniu tych wszystkich artystów tutaj, producentów, dyrektorów. Ilość czasu, jaką zajmuje stworzenie tych nagrań, serce, jakie się w nie wkłada, po prostu chcemy mieć równe szanse

Jeśli zapoznaliście się już z listą zwycięzców 62. edycji, wiecie, że nagrodę za najlepszy album w kategorii rap zdobył Tyler, the Creator. „Igor” wygrał z kolejną częścią projektu Dreamville, „Revenge of the Dreamers III”, „Championships” Meek Milla, naprawdę dobrym debiutem YBN Cordae, „The Lost Boy”, i wydanym pod koniec 2018 „I Am > I Was” 21 Savage. Lider Odd Future konkurencję miał więc całkiem dużą, ale niewątpliwie posiadał nad nią jeszcze większą przewagę. W końcu jego marzenie się spełniło – T o nagrodzie nawijał już 10 lat temu, na samym początku swojej kariery, czyli za czasów „Bastarda”: „My goal in life is a Grammy, hopefully mom’ll attend the Ceremony with all my homies”. Artysta wygłosił więc poruszające przemówienie u boku swojej matki i przyjaciela z Odd Future, Jaspera Dolphina. Podziękował także Pharrellowi Williamsowi, który od dziecka był dla niego jedną z największych inspiracji. Mimo tego, po ceremonii w rozmowie z dziennikarzami, Tyler zwrócił uwagę, że wyróżnienie to nie jest jednak dla niego aż tak satysfakcjonujące…

Z jednej strony jestem bardzo wdzięczny, że zostałem w ten sposób uznany na świecie. Ale z drugiej to słabe, że kiedykolwiek my, mam na myśli osoby, które wyglądają jak ja, robią coś, co wykracza poza ramy gatunku, zawsze są umieszczane w kategorii „rap” albo „urban”… Nie lubię słowa „urban”. Dla mnie jest to po prostu politycznie poprawna forma słowa na „n”. Dlaczego nie możemy być traktowani jako pop?

No właśnie. „Igor”, oprócz tego, że posiada świetnie zrealizowany koncept, muzycznie w niesamowicie współczesny sposób zaciera gatunkowe granice. Inspirowany jest w końcu latami 70. i 80., a zdecydowanie więcej miejsca zajmują na nim przesterowane wokale niż rap. I o ile jego wydany w 2017 roku, również nominowany do Grammy poprzednik, „Flower Boy”, spokojnie mógłby zwyciężyć w tej kategorii, tak aspirujący do wyjścia poza szufladki „Igor” być może powinien zostać wzięty pod uwagę na przykład jako album roku?

Połowa mnie uważa, że nominacja w kategorii rap była dwuznacznym komplementem. Trochę jak: „O, mój mały kuzyn chce zagrać w grę, dajmy mu niepodłączony kontroler, aby mógł się zamknąć i poczuć dobrze” (…) Druga połowa mnie jest bardzo wdzięczna, że moja twórczość może być uznana na takim poziomie, kiedy nie robię muzyki do radia. Nie jestem w targecie. Moja muzyka to zupełnie inny świat niż to, czego słuchają ludzie

Osobiście trudno jest mi wyrazić jednoznaczną opinię. Zakładając, że Tyler konkurowałby z Lil Nas X’em, Billie Eilish, Arianą Grande i Laną Del Rey, spod znaku indie – Vampire Weekend i Bon Iverem, a „czarnych brzmień” – Lizzo i H.E.R…. obok nich wypadłby najmniej konwencjonalnie. Czy w kategorii album roku powinno znaleźć się miejsce dla bardziej eksperymentalnych pozycji? To raczej kwestia sporna. A wspomniane jeszcze wyżej „u-word”… Określenie to zdecydowanie wypadałoby doprecyzować.

fot. Kevork Djansezian/Getty Images

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Friz też wsiądzie do własnego Lambo. Kiedy zrobią to raperzy?

Jeden z najbardziej popularnych ostatnimi czasy YouTuberów, Friz był gościem programu "Duży w Maluchu". Standardowo dla tego formatu, twórca odpowiadał na bardziej lub mniej wygodne pytania. Zdradził przy tym, że jeszcze w tym roku planuje kupić sobie Lamborghini, a przecież nie wygląda na gościa, który ocieka hajsem. Dlaczego więc polscy przedstawiciele tego gatunku, którzy przecież regularnie pokazują się w drogich, złotych, a w niektórych przypadkach nawet diamentowych łańcuchach oraz bluzach i butach wartych kilka tysięcy złotych nie mogą sobie na to pozwolić?

Hip Hop,News
Problemy zdrowotne powodem małej aktywności Mielzkyego?

Ostatnio Gruby Mielzky przystopował z graniem koncertów i swoją aktywnością muzyczną. Fani rapera szybko to zauważyli i zaczęli zastanawiać się co może być tego powodem.