Hip Hop,News

Jedni z najbardziej perspektywicznych raperów w Polsce na wspólnym tracku. Jak wyszła im „Testarossa”?

Michał Fitz -
https://www.instagram.com/p/CDuBSWnHn5B/
https://www.instagram.com/p/CDuBSWnHn5B/
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Jedni z najbardziej perspektywicznych raperów w Polsce na wspólnym tracku. Jak wyszła im „Testarossa”?

Patrząc na młode pokolenie polskich raperów, można odnieść wrażenie, że w nadchodzących latach zadowoleni powinni być wszyscy, bo takich, którzy dobrze prosperują jest sporo, a dodatkowo prezentują się jeszcze dosyć różnorodnie, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Trzech z nich postanowiło połączyć siły w kawałku pt. „Testarossa”. W teorii powinien być to murowany hit, a jak wyszło w praktyce?

Jak to lubią mówić piłkarscy eksperci, „na papierze” skład artystów do tego numeru wygląda bowiem bardzo imponująco. Wiatr, który przecież zdążył już pojawić się na kawałkach o wielomilionowych wyświetleniach, jak chociażby „Slow Mo” u Tymka, dobrał sobie dwóch, nie mniej popularnych kolegów. Be Vis ma przecież na swoim koncie Surfera, który w dwa lata nabił na YouTube już 28 milionów wyświetleń. To i tak nic, przy Sobelu Soblu, który w niecały rok na swojej „Imprezie” uciułał 37 milionów odsłon. Panowie umieją więc w bujające, zabawowe kawałki, a czy „Testarossa” to potwierdziła?

Tak, to potwierdziła na pewno, choć przede wszystkim dzięki bardzo klubowemu podkładowi Hubiego. Nie ma się co oszukiwać, że w przypadku takich imprezowych kawałków to właśnie bit ma najważniejsza rolę do spełnienia i jeśli robi robotę, to kawałek ma możliwość, by przysłowiowo „zażreć”. W tym wypadku tak jest, dlatego numer ma spore szanse, by do końca sierpnia pojawić się jeszcze na setkach domówek i kilkunastu klubach.

A co z tekstem? Ten z kolei nie powinien przeszkadzać bitowi i w refrenie mieć jakiś krótki chwytliwy frazes, który będzie można powtarzać. No i dokładnie to mamy, gdy Wiatr w charakterystycznym dla siebie tonie, pod koniec refrenu nawija, a w zasadzie to nawet mruczy: „mmmmm Testarossa”. Wiem, że to brzmi jak sarkazm i jawna szydera, ale naprawdę tym nie jest. Po prostu cel był taki, jak napisałem kilka zdań wyżej, a ten zabieg całkowicie go spełnia. Podobnie w klimat wpasowują się zresztą obydwaj goście. W ich zwrotkach nie znajdziemy jakichś filozoficznych wywodów czy ambitnych rozkmin, a proste wersy o zabawie, dupeczkach i używkach.

Wiadomo, takim kawałkiem panowie szacunku u weteranów sceny i świetnych tekściarzy sobie nie zaskarbią, ale nie o to w tym chodziło, bo tu miał być zrobiony track na melanż i dokładnie to się udało. Poza tym, artyści pokazywali już również, że potrafią nagrać ambitniejsze kawałki. O Soblu napisałem w tym kontekście nawet cały artykuł, a Wiatr udowodnił to chociażby przy okazji „Ikigai” nagranego z Kobikiem. Ich umiejętności, a tym bardziej przyszłości nie należy więc oceniać przez imprezowość „Testarossy”. Do niej po prostu trzeba się bawić.

fot. instagram.com/szymonsobel

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Czy Kanye chciał zostać prezydentem dzięki oszustwu? Raper może mieć poważne kłopoty
Kanye West

Kanye West jest człowiekiem tak ekstrawaganckim i nieprzewidywalnym, że jego kandydatura rezydencka nie wzbudziła w nikim większych emocji, co najwyżej spotkała się z reakcją typu: „O, tego jeszcze nie robił.” Okazuje się jednak, że ten projekt mógł go znacząco przerosnąć i niewykluczone, że przysporzy mu kłopotów prawnych.

Jakiś czas temu pisałem o problemach psychicznych i mentalnych, które u Kanyego już występują, a które przez wyścig o prezydenturę mogą się jeszcze pogłębić. Kwestie emocjonalne nie są jednak jedynymi, które mogą przerosnąć artystę, bo jak się okazuje, pojawiły się tez poważne nieścisłości prawne związane z dopisaniem go do listy kandydatów. Okazało się bowiem, że podpisy obywateli, które zostały zebrane, by West mógł kandydować, zostały sfałszowane. Wyszło to na jaw, gdy ich poprawność zbadał jeden z prawników ze stanu New Jersey. Kanye musiał więc wycofać się z kampanii w tamtym rejonie. Mało tego, to samo stało się też w jego rodzinnym Illinois, gdzie wykryto prawie 2000 sfałszowanych podpisów.

To, że Kanye nie zostanie dopuszczony do głosowania jako kandydat w tamtych stanach to pół biedy. Prawdziwym problemem jest fakt, że fałszowanie podpisów w takich celach to już przestępstwo i amerykańscy eksperci polityczni donoszą, że Westowi grozi z tego powodu proces. W pozostałych stanach, w których zgłosił się West, bo w nie wszystkich zdążył, zebrane pod jego kandydaturą podpisy również mają być weryfikowane.

W USA już pojawiła się teoria, że kandydatura Kanye nie jest jego kolejną ekstrawagancką decyzją, gdyż miał on zostać podobno użyty w roli politycznej marionetki. Słychać bowiem głosy, według których wprowadzenie Westa do wyborów ma na celu zabranie głosów bezpośredniemu rywali Donalda Trumpa, Joe Bidenowi, dzięki czemu znany w Polsce głównie z roli w „Kevinie” miliarder miałby łatwiej osiągnąć swoją reelekcję. Zwolennicy tej teorii tłumaczą ją faktem, że Kanye przecież w poprzednich wyborach jawnie poparł kandydaturę Trumpa. Mam jednak nadzieję, że cała sprawa to naprawdę kolejny niezwykle ambitny projekt Kanye, który tym razem zwyczajnie go przerósł, a nie wielka, polityczna machloja. Nie od tego są przecież muzycy i artyści.

fot. Fot. Sipa USA/Sipa USA/East News

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
„Tęsknię za moim bratem”. Przedstawiamy burzliwą historię przyjaźni Kanye’ego Westa i Jaya-Z
Kanye West Jay-Z

Nie ma wątpliwości, że to jeden z najbardziej ikonicznych duetów. Przyjaźń Kanye’ego Westa i Jaya-Z miała wzloty i upadki, w tym kilka poważnych konfliktów. Wczoraj Kanye wyznał na Twitterze, że tęskni za swoim mentorem i zamieścił zdjęcie z ich wspólnego koncertu…

Miesiąc temu, gdy Kanye ogłosił, że startuje w tegorocznych wyborach prezydenckich, powiedział, że chciałby, aby Hova został jego zastępcą. Zapytany, czy jego przyjaciel o tym wie, odpowiedział, że nie rozmawiali ze sobą od wielu lat, ale to, że ich stosunki i tak są w porządku, jest dowodem na to, że są prawdziwymi braćmi. Historia ich relacji trwa już prawie 20 lat, a my postanowiliśmy Wam ją przybliżyć.

Roc-A-Fella

Gdyby nie Jay-Z, prawdopodobnie Kanye West nie osiągnąłby tego, co zbudował do tej pory. To w końcu starszy od niego o 8 lat raper z Brooklynu odkrył jego talent i w 2000 roku wziął pod skrzydła swojej wytwórni Roc-A-Fella. Ye robił w niej za producenta i szybko zasłynął ze swojego unikalnego stylu – wykorzystywał soulowe nagrania oraz przyspieszał ich wokale, dzięki czemu rozpopularyzował chipmunki. Szczególną popularność przyniósł mu wkład w jeden z największych klasyków Jaya-Z, „The Blueprint”, wydany w 2001 roku. Ostatecznie to również u boku Hovy w 2004 West wydał swój debiutancki album, „The Collage Dropout”. Następnie w „Big Brother” („Graduation”, 2007) oddał przyjacielowi hołd i opowiedział ich dotychczasową historię. Ich relacji nie zaburzyła nawet rywalizacja o numery z Coldplay.

Raperzy współpracowali ze sobą regularnie, aż w 2011 ukazał się ich wspólny album „Watch the Throne”, który zresztą właśnie obchodził 9. urodziny. Projekt oczywiście cieszył się ogromnym sukcesem, przy czym zdobył 7 nagród Grammy.

Braci się nie traci

Pierwsze napięcia między raperami zaczęły pojawiać się jednak już w 2009, kiedy to Ye wtargnął na scenę podczas gali MTV VMA, bojkotując wygraną Taylor Swift i domagając się, aby otrzymała ją Beyoncé – żona Jaya-Z. Był to zresztą ciężki emocjonalnie czas dla Westa – musiał on zmierzyć się ze śmiercią matki i rozstaniem z narzeczoną, które były głównym tematem „808s & Heartbreak” (2008). Pierwszym dzielącym przyjaciół incydentem było natomiast to, gdy w 2014 Jay-Z i Bey nie pojawiła się na ślubie Kanye’ego i Kim Kardashian, składając im jedynie życzenia w social mediach.

Kanye do zaprzyjaźnionej pary miał duży żal. Ostatecznie jednak w wywiadzie dla GQ powiedział, że nie jest to dla niego aż tak istotne, bo najważniejsza była dla niego obecność samej ukochanej. Dwa lata później miał również pretensje do Jaya-Z, że ten nie pomógł im ani nie pytał jak się czują, gdy Kim została ofiarą ataku w Paryżu. Podczas trasy koncertowej Saint Pablo w Seattle Kanye błagał go na scenie, aby ten do niego zadzwonił. Krótko po tym West trafił do szpitala psychiatrycznego.

Do tego wydarzenia Jay-Z odniósł się pół roku temu w pierwszym kawałku ze swojego trzynastego albumu, „4:44”, nawiązując jednocześnie do ich sporu finansowego…

You gave him twenty milion without blinkin’/He gave you twenty minutes on stage, fu*k was he thinkin’?

Kanye nie był bowiem zadowolony z usługi, jaką zaoferował mu Tidal, którego współwłaścicielem jest Jay-Z. Raper miał nie zrealizować obiecanych teledysków, domagając się zapłacenia 3 milionów. Opuścił również firmę, przez co groziły mu konsekwencje prawne. Mimo wszystko przyjaciele pogodzili się, a w kolejnych latach odnosząc się w mediach do wydarzeń z przeszłości, ciepło się o sobie wypowiadali. W grudniu zeszłego roku po raz pierwszy od dawna wystąpili nawet razem publicznie. Było to na imprezie z okazji 50. urodzin Diddy’ego – „Damn, Yeezy and Hov, where the hell you been?”.

fot. kadr z klipu „JAY Z, Kanye West – Otis ft. Otis Redding”, YouTube.com/Kanye West

Zostaw komentarz