Hip Hop,News

„Jedyny Iggy to Iggy Pop”. Mocne uderzenie SBM Label

Kajetan Szewczyk -
Hip Hop,News - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

„Jedyny Iggy to Iggy Pop”. Mocne uderzenie SBM Label

Lubicie nową szkołę, bo charakteryzuje ją niespotykany wcześniej luz i pewność swoich ruchów? A może nie lubicie jej, bo jest zbyt pyszałkowata, a jej teksty traktują właściwie o niczym konkretnym poza słowami-wytrychami: pieniądze, seks, sława?

Niezależnie od odpowiedzi – SBM Label właśnie wypuściło singiel swojego najnowszego nabytku, czyli duetu KACPERCZYK (bracia Maciej i Paweł). Chłopaki mocno ryzykują (zarówno wytwórnia jaki i bracia), bo jest to muzyka z jednej strony kompletnie niedzisiejsza (bitu z taką perkusją dawno nie słyszałem), a z drugiej mocno odklejona stylistycznie od mainstreamu (piątka z Holakiem jak najbardziej).

Można się zastanawiać, czy w refrenie nie jest o dwie sylaby za dużo, a niektóre rymy mogłyby być lepsze, ale to jest świeże. Świeże i bezpretensjonalne, a przekaz płynący z refrenu każe pomyśleć – „Damn! Ktoś to wreszcie powiedział! Powodzenia, zuchu!”. Jak nam powiedzieć, że teraz jest moda na KACPERCZYK? Nie wiem, ale ja mówię to sobie sam i Wam też polecam. Słuchajmy muzyki a nie ksywek.

fot. kadr z klipu „KACPERCZYK – IGGY”, youtube.com/SBM Label

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Małolat (znowu) lepszy niż myślałeś

Na swój drugi solowy album Małolat kazał nam czekać prawie 10 lat. Wielu do tego czasu już go skreśliło i nie spodziewało się, że będzie mógł jeszcze nas zaskoczyć. Szczególnie, że single (pamiętny #Raiffeisen) wywołały więcej negatywnych niż pozytywnych emocji.

Wiadomym było od początku, że drugiego „W pogoni za lepszej jakości życiem” nie nagra, bo ta płyta ma już szczególne miejsce w historii polskiego rapu i naszych sercach. Sentyment do jednego z najlepszych debiutów w rodzimym hip-hopie jest potężny, przynajmniej u mnie.

Koniec końców „Więcej” okazało się być naprawdę co najmniej dobrym krążkiem, który w tamtym roku trafił do mojego końcoworocznego podsumowania TOP 10.

Jest 2019 i mam deja vu.

Przeglądam w sieci opinie o Małolacie, których jest swoją drogą bardzo mało i w oczy od razu rzuca się fakt ponownego niedocenienia rapera. Znów nacisk postawiony jest na to, że single były słabe i nie wróżyły dobrze, a płyta jest… zaskakująco dobra.

Ja się nie zdziwiłem.

Napisać, że czekałem to może na wyrost, ale spodziewałem się co najmniej albumu tak dobrego jak ten, który debiutował na 8 miejscu OLIS. I doczekałam się. „Transfer” jest zupełnie inny od swojej poprzedniczki, szczególnie w kontekście poruszanych na nim treści. O ile „Więcej” skupiało się na problemach i rozterkach 30-latka, tak nowa płyta porusza dużo szersze spektrum tematów. Znalazło się miejsce na reminescencje z bloków, imprezy, miłość do jedzenia, sprawy sercowe, liczne refleksje i kilka całkiem niezłych pocisków po zalewających dziś scenę newschoolowych klonach. Do tego wszystko podane jest w dopracowanej formie, a sam Małolat co najmniej kilka razy fajnie eksperymentuje ze swoim flow. I kiedy zestawiam sobie ten krążek z przesłuchanym chwilę wcześniej nowym mixtapem Young Igiego, to od razu słychać komu się chce i się bardziej stara. „Transfer” jest dopięty na ostatni guzik, to kompletny longplay warty Twojej uwagi i póki co wszystko wskazuje, że znów załapie się do mojego podsumowania najlepszych płyt.

Na koniec słowo o Auerze.

Nie chcę teraz deprecjonować Małolata, ale Auer jest takim producentem, że na jego bitach obroni się nawet tekst z generatora lorem ipsum wklejony do pierwszego lepszego znalezionego w sieci darmowego lektora. Just wow! Nigdy, zarówno w rapowych jak i klubowych brzmieniach, nie słyszałem od niego czegoś, na co zareagowałbym przeciągłym „meeeh”.

Małolat / Auer – „Transfer” dobra płyta na zajebistych bitach.

Fot. Małolat/Auer „Transfer” / YouTube

Zostaw komentarz

Streetwear
Swarovski x Supreme: gruby resell i nakład wyprzedany w 3 sekundy [infografika]

25-lecie zawsze świętuje się z pompą. W przypadku Supa, któremu wybiło właśnie ćwierćwiecze, nie mogło być inaczej. Najbardziej pożądane kolabo roku (jeśli o ubrania chodzi) w liczbach – stock, retaile, ceny na resellu i czas, w jaki dany item zdążył się wyprzedać. Było o co walczyć.

Kwiecień 1994 roku, Manhattan, Lafayette Street. 21 letni James Jebbia wychodzi z pomysłem stworzenia własnej marki i skateshopu. Miejsca i brandu, które łączyłyby wszystkich zapalonych deskorolkarzy, bez względu na podziały. Swój pomysł realizuje pracując jeszcze na etacie u Stüssy. Machina rusza.

Dziś, po 25 latach, Supreme to najważniejsza (a przynajmniej najmocniej wyhajpowana) streetwearowa marka na świecie. Z 11-stoma stacjonarkami w najważniejszych miastach globu, piękną historią z deskorolką w roli głównej, głośnymi kolaboracjami i wciąż utrzymującą się (choć szczyty już chyba za nami) popularnością.

Jubileusz wymagał wyjątkowego uczczenia. O tym, jak podejdzie do tego Supreme, gdybało się na forach już dwa lata temu. I faktycznie wyszło „imprezowo” – do współpracy zaproszono austriacką firmę Swarovski. Świecidełka, najbardziej pożądane logo na klacie i świadomość okrągłej rocznicy. Kolekcja skazana na sukces.

Produkt ostateczny – cztery hoodie i trzy koszulki. Zdobione odpowiednio 1201 lub 1161 kryształkami – wszystkie przyklejono ręcznie w NY. Całość zadebiutowała online w ubiegły czwartek (jak wszyscy wiemy). To samo tyczyło się stacjonarek w Nowym Jorku, Los Angeles, Paryżu i Londynie.

Według informacji, do których udało nam się dotrzeć, do każdego sklepu stacjonarnego trafiło po 200 sztuk koszulek i hoodie. W przypadku dropu online było to 2500 sztuk. Info z Reddita, ale ten wielokrotnie nie zawodził, więc jesteśmy w stanie dać coś na wzór poręczenia 😉 Nie przedłużając już, tak to wygląda w liczbach, jeśli chodzi o hoodie…

…. i koszulki:

Generalnie, bez (dobrego) bota nie było żadnych szans. Trudno powiedzieć ile (i czy w ogóle) sztuk udało się kupić w Polsce. Będzie to jedna z najlepiej starzejących się kolaboracji jeśli chodzi o ceny. Tu już wątpliwości nie ma. 25 lat, kryształki i legendarne b o g o.

Dopóki się nie spierze 😉

Tak, to fake, choć całkiem niezły. Zwłaszcza, że wytrzymałość kryształków Swarovskiego, jeśli chodzi o ich utrzymywanie się na ciuchach, jest raczej wątpliwa. Ale co tam. Hype większy niż w bogo Supreme x LV.

Tyle. Choć nie wykluczamy, że w przyszłości podejdziemy do box logo w trochę szerszej perspektywie. Nie zdradzając za wiele – sneakersowy rozkład premier na ten tydzień tutaj, pierwsza część rankingu z najdziwniejszymi akcesoriami pod tym linkiem.

fot. Supreme

Zostaw komentarz