Hip Hop,News

„Jestem wku##iony na siebie”. Nieprzyjemne przygody Kaliego w branży filmowej

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

„Jestem wku##iony na siebie”. Nieprzyjemne przygody Kaliego w branży filmowej

Okres noworoczny to czas wszelkich podsumowań. Na te decydują się również niektórzy artyści, którzy za pomocą głównie mediów społecznościowych decydują się na streszczenie swojego roku i przy okazji podziękowanie tym, którzy najbardziej pomogli im w trakcie jego trwania. Na napisanie takiego wywodu zdecydował się również Kali. Jak mogliśmy przewidzieć, w jego podsumowaniu znajdują się wzmianki o nagranych w 2019 roku płytach i hucznym jubileuszu jego działalności, ale nie zabrakło też miejsca na gorzkie rozliczenia samego siebie oraz krytykę. Kalim najbardziej wstrząsnęło to, co spotkało go wraz z próbą wejścia do branży filmowej.

Pierwszy kwartał spożytkowałem na to, na co długo czekałem. Scenariusz do Krime Story. Tak! Ku#wa! Nareszcie. Po zakończeniu tekstu w wersji beta, oddałem go producentom, którym sprzedałem prawa do zrealizowania filmu. Do tego propozycja obsady w roli Krimea. Pico bello! Ruszyły przygotowania. […] Finalnie, straciłem kontrolę nad filmem Krime Story, zanim jeszcze rozpoczęły się zdjęcia. Straciłem również angaż do roli Krimea. Z tego co wiem, film powstał, ale jak wspomniałem beze mnie. Po oddaniu scenariusza, zostałem odsunięty od możliwości kontroli nad powstaniem filmu. To był, i dalej jest dla mnie cios i jestem wku#wiony na siebie, że dałem się podejść. Nigdy więcej. Zobaczymy jak sytuacja się dalej potoczy.

Film „Krime Story” miał być ostatnią częścią międzygatunkowego tryptyku, który Kali zaplanował sobie już kilka lat temu. Przy okazji wydania płyty „Krime Story” powstała również książka o tej samej nazwie. Kompozycję miał zamknąć właśnie film. Jak widać, nie uda się to, bo nawet jeżeli produkcja ostatecznie ukaże się pod tym samym tytułem, będzie miała raczej niewiele wspólnego z pierwotnym zamysłem artysty.

Fiasko Krime Story to jednak nie jedyny zawód, który spotkał Kaliego jeśli chodzi o branże filmową. Raper wystąpił przecież w filmie „Proceder”. Sam fakt przyjęcia propozycji, raczej jednoznacznie sugeruje, że projekt przypadł artyście do gustu. Jak się jednak okazuje, finalny efekt produkcji już go nie zadowala.

Wystąpiłem też w filmie PROCEDER, którego do dzisiaj nie widziałem… Pomimo pozytywnych recenzji odtwarzanej postaci, żałuję, że w nim wystąpiłem, bo pojawiają się w nim sceny, po których Tomek pewnie przewraca się w grobie. Mam na myśli scenę z lizaniem deski od kibla, pojara od policjanta i najważniejsze, namalowanie sprayem przez Pablo członka na plecach ukradzionego przez Tomka futra. Skradzione futro, finalnie miało wrócić do właścicielki z namalowanym fallusem na plecach (w tym był cały sęk i żart) jednak scena zwrotu została wycięta, stawiając mnie w negatywnym świetle, w kontekście niepisanych zasad, których się trzymam. W życiu bym się na to nie zgodził.

Tym samym Kali dołącza do grona raperów, którzy otwarcie krytykują sceny przedstawione w filmie. Wcześniej o niedorzeczności jednego z fragmentów wypowiadał się chociażby Kaczy, który w trakcie wywiadu dla KMWTV stwierdził: „Nie wiem co to za doradca doradzał. Jakiś ku#as narysowany na plecach. To jest jakiś dramat.” Na temat wyżej wspomnianych scen swoją opinię wyraził również Pih w trakcie rozmowy z PrzekoTV: „Scena zlizywania kokainy z kibla, czy malowanie kuta#a na plecach, takie rzeczy w naszym towarzystwie nigdy się nie pojawiły, nikt z nas”.

Choć pod względem muzycznym rok 2019 to dla Kaliego pasmo samych sukcesów, otarcie się o branże filmową okazało się spotkaniem z twardą ścianą. To chyba najlepszy sygnał, by jednak pozostał przy tym, co robi najlepiej. Tym bardziej, że wydanie trzech płyt w minionym roku wcale nie oznacza, że fani nie nabiorą apetytu na kolejną w tym. Zamiast więc zdzwaniać się z filmowcami i reżyserami, dużo lepszą decyzją będzie regularne odświeżanie kontaktów z Gibbsem, Magierą i Flvwlxssem.

Całe podsumowanie rapera możecie przeczytać tutaj:

Podsumowania roku to coś, czego skrupulatnie unikałem przez lata, bo zwyczajnie nie czułem takiej potrzeby. Ten rok był…

Posted by Marcin "Kali" Gutkowski on Friday, January 3, 2020

fot. kadr z klipu „KALI – 30 KMH (OFFICIAL V8T VIDEO)”, YouTube.com/KaliGanjaMafia

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
„Yeezus” Kanyego miało nazywać się „Thank God For Drugs”
Kanye West

No dobra, tego raczej nikt się nie spodziewał. Jeden z najbardziej rewolucyjnych albumów w dyskografii Kanyego Westa, niesławny Yeezus – który przy okazji premiery mocno podzielił słuchaczy, a potem okazało się, że pan West znowu przewidział przyszłość i wiele osób z branży zafascynowało to minimalistyczne i dzikie brzmienie – miał pierwotnie nazywać się „Thank God For Drugs”. Choć wydaje się to szokujące (zwłaszcza dzisiaj, kiedy West jest już oficjalnie piewcą gospelu), to właściwie miało wówczas duży sens. Kanye zawsze balansował tematycznie na granicy sacrum i profanum. Ewentualnych korzyści płynących z życia i ewentualnych reperkusji podejmowanych decyzji. „Dziękuję Bogu za narkotyki” to chyba najkrótsze zdanie, które może ująć tę filozofię.

Pierwotnym założeniem podzielił się Joe Perez, projektant okładki albumu. Jeśli posiadacie oryginał, to pewnie byliście zdziwieni jego zewnętrzem, jak i wnętrzem/zawartością krążka. Płyta była bowiem wypuszczona w niesamowicie ubogo – ot pudełko z krążkiem zalakowane pomarańczową naklejką. Jak widać powyżej, to założenie było akurat bardzo podobne.

Dlaczego West zdecydował się na zmianę tytułu? Nie wiemy, ale pamiętamy kontrowersje, jakie były z tym związane i głosy o tym, że Kanyemu „odbiło”. Yeezus wzięło się oczywiście od ksywki Yeezy, a ta powstała w oparciu o – jakżeby inaczej – pomysł Jaya-Z. Jay zwykł mawiać o sobie w tekstach per Hova bądź Young Hov. To oczywiście wynik gry słów i połączenia „Jay” z „Hova”, co daje „Jayhova”, innymi słowy, „Jehovah”, JHWH, czyli po prostu „Bóg”. To tyle a propos manii wielkości obu panów.

Powyżej znajdziecie jedno z najciekawszych wykonań „live” numeru „New Slaves”. Kiedy teraz go słucham i patrzę na zawartość Thank God For Drugs Yeezusa, widzę co najmniej dwa uzasadnienia dla pierwotnego tytułu – mowa o numerach „Hold My Liquor” i „Guilt Trip”, choć w starym kontekście równie ciekawie wypadałaby „I Am God”, „Blood on the Leaves”, czy właśnie „New Slaves”. Jeśli zinterpretujemy tytułowe Drugs jako ogólnie środki zmieniające świadomość (a dobra materialne też wykrzywiają percepcję), a całe zdanie potraktujemy jako ironiczne, to całość wydaje się być bardzo smutną konstatacją – dobrze, że Bóg dał nam możliwość do ogłupiania się, bo moglibyśmy nie znieść prawdy.

Fot. z filmu „Kanye West’s speech on Ellen.” [youtube]

Zostaw komentarz

Hip Hop
Dlaczego potrzebujemy nowego Smagalaz, a ludzie powinni zacząć słuchać Mopsa i Abla

Dawno, dawno temu, za górami i za lasami, dwóch ancymonów, Abel i Mops, założyło grupę o wdzięcznej nazwie Smagalaz. A nie, chwila, wcześniej byli znani jako Słowanacja, ale dopiero DJ Pete dostrzegł w nich to „to”. Więc dawno, dawno temu, za górami i za lasami, trzech ancymonów, Abel, Mops i DJ Pete, stwierdzili, że pokażą światu, co to znaczy robić robotę. Jednak „Polska nie była gotowa” ani wtedy, ani w 2006 roku (pierwszy album), ani w 2010 roku (pierwszy mixtape). Mamy 2020 i choć zespół nie robi nic razem, to powinni jak dawno. Choćby z jednego prostego powodu – wszyscy dalej są w formie.

Abel

Abel to taki zawodnik, który przy kolegach przed mikrofonem nie ma kompleksów, a koledzy mogą się zastanawiać (choć przez chwilę), czy to słusznie, że oni mają z tego hajs, a nie rzeczony gentleman. Raper odpowiada za jeden z najbardziej niedocenionych albumów w polskim rapie (Ostatni Sarmata) i jakąś astronomiczną liczbę kompletnie morderczych gościnek. Jest też prawdopodobnie najmniej znanym raperem, który wyprzedza TDFa na jego własnych numerach. Mimo braku większego poklasku, Abel wciąż nagrywa i wciąż zaskakuje.

Mops i DJ Pete

Panowie wciąż trzymają się razem i regularnie dostarczają nam najbardziej pok#rwione stylowo kawałki. Część pewnie kojarzy Mopsa z dziwacznego pomysłu – no dobra, pomysł był Winiego – żeby zremiksować „Rap God” Eminema. Po polsku. No dziwne. No może i niemożliwe. Ale on to zrobił. Bo czemu nie.

Obaj panowie trzymają się mocno przy ekipie StoProcent (z kolei Abel pozostał w konszachtach z Wielkim Joł NWJ, gdzie przed laty grupa wypuściła wspomniany wcześniej mixtape), co choć trochę pomaga im w dotarciu do ludzi. Jednak wygląda na to, że „Polska nie jest gotowa” dalej albo słuchacze dalej słuchają ksywek, bo wiele z tego nie wynika.

Smagalaz

Powrót by się przydał, choć raczej się na niego nie zanosi. Abel jeśli już nagrywa z grupą, to z PNG Boys (zresztą z bardzo dobrym skutkiem), a Mops konsekwentnie uderza na produkcjach Pete’a. Istnieje możliwość, że gdyby cała trójka znowu spotkała się w studio w celu nagrania materiału, to piekło by zamarzło, niebo rozstąpiło, a nowy papież byłby czarnoskóry. Mimo wszystko wciąż mam nadzieję. Czekam na Smagalaz jak na Brudne Serca na Wigilię. Jakby na feacie był JNR, to już w ogóle byłbym w pełni zadowolonym słuchaczem. Bo ten jegomość też jest pomijany – a niesłusznie! Do roboty, odrabiajcie lekcje.

fot. fot. kadr z wideo „Mops – SWAG (prod. DJ Pete) VIDEO”, youtube.com/stoprocentTV

Zostaw komentarz