Streetwear

Kanye West pozwany przez japońską firmę

Łukasz Orawiec -
Streetwear - - Dodane przez Łukasz Orawiec

Kanye West pozwany przez japońską firmę

Wartość majątku Ye jest wyceniana na kilkaset milionów dolarów. To jednak najwidoczniej to za mało, by opłacać podwykonawców. Według serwisu TMZ, jeden z nich właśnie złożył wniosek do sądu.

Powód? Brak zapłaty za materiały tekstylne przygotowane na nową kolekcję YEEZY o wartości… 600 tysięcy dolarów. W czerwcu ubiegłego roku amerykański raper miał złożyć w firmie Toki Sen-I Co zamówienie na materiał polarowy. 53 300 jardów (prawie 50 000 metrów) tkaniny, warte 624 tysiące dolarów, zalega teraz w magazynach japońskiego producenta. Kanye miał anulować zamówienie już po fakcie, poprzez… e-mail.

W dokumentach dostarczonych do sądu, japońskie przedsiębiorstwo pisze o stratach poniesionych ze względu na brak możliwości składowania tak dużej ilości materiału. Przedstawiciele Toki Sen-I Co. domagają się pełnego zwrotu kosztów oraz rekompensaty za poniesione straty.

Na dzień dzisiejszy Kanye w żaden sposób nie odniósł się do zarzutów i nie zobowiązał się do spłaty. Będziemy śledzić rozwój sytuacji. Stay tuned.

tmz.com/


Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Łatwo przyszło, łatwo poszło cz.2

W pierwszej części tekstu poznaliście przedziwne i przeróżne finansowe problemy, z jakimi mierzyli się Scott Storch, Common, Nas, Lil Kim i Kurupt. Czas na kolejny zestaw porad, jak łatwo stracić wielkie pieniądze (albo tylko wciskać wszystkim, że się je straciło).

50 Cent

O tej sprawie powinniście byli słyszeć, ponieważ miała miejsce stosunkowo niedawno, bo w 2015 roku i była bardzo medialna. Ci, którzy śledzili działania rapera, dobrze wiedzieli, że muzyka zeszła na drugi plan i „Fifty” postawił na biznes oraz aktorstwo. Skąd więc u rapera, który także dobrze obraca pieniędzmi, deklaracja o ogłoszeniu upadłości?

Kluczem do sprawy jest to, że na kilka dni przed formalnym bankructwem, raper przegrał sprawę w sądzie z Javonią Leviston – byłą dziewczyną Rick Rossa. 50 Cent opublikował w internecie sextape z jej udziałem, za co sąd skazał go na zapłatę 5 000 000 $ odszkodowania. Jedna połowa tej kwoty to kara za wykorzystanie wizerunku, a druga to rekompensata za problemy emocjonalne, z którymi musiała mierzyć się kobieta.

Ogłoszenie bankructwa nie było związane z tym, że 50 Cent po zapłacie odszkodowania zostałby bez pieniędzy. W tamtym roku jego majątek był szacowany na ponad 150 000 000 $. Był to jedynie zabieg ze strony jego prawników, mający na celu przekształcenie długów, a w efekcie nawet ich umorzenie. Raper zwyczajnie nie chciał zapłacić zasądzonej kwoty.

Argumentem dla obrońców było również to, że 50 Cent już wcześniej miał długi sięgające 20 000 000 $. Sąd przychylił się do prośby i uwierzył, że suma zobowiązań rapera prawie dwukrotnie przewyższa posiadane przez niego aktywa.

Zaledwie dwa lata później Curtis Jackson spłacił wszystkie należności i zrobił to prawie 5 lat przed czasem jaki wyznaczył mu sąd. Jak podali jego prawnicy, 9 000 000 $ pochodziło z zarobionych przez ten czas pieniędzy, a 13 000 000 $ z wygranej sprawy przeciwko jednej z kancelarii adwokackich.

DMX

Nie trzeba długo patrzeć na DMX-a, żeby zobaczyć w jego oczach klęskę. Ta historia jest po prostu smutna. W latach 1998-2003 raper, dzięki hitom takim jak „Party Up”, „What’s My Name” czy „X Gon “Give It to Ya”, był jednym z najlepiej sprzedających się w USA. Co więcej, trafił nawet do TOP 10 w Wielkiej Brytanii. Dziś regularnie wychodzi z więzienia tylko po to, by za chwilę znów do niego wrócić, a wszystkiemu winne są oczywiście długi.

Przeskrobał sobie z rządem USA nie płacąc podatków w latach 2002-2005 oraz 2010-2015. Za to został „naliczony” na 2 290 000 $ i skazany na rok więzienia. Puszczanie na sali sądowej przez adwokatkę rapera jego utworów nic nie dało.

Nawet jeżeli DMX-owi uda się kiedyś spłacić zaległe podatki, to opłacenie alimentów dla 15 dzieci może już nie być takie łatwe. Tylko z tego powodu już kilkukrotnie ogłaszał bankructwo, a w 2016 roku próbował nawet popełnić samobójstwo.

Do problemów finansowych dochodzą zarzuty o posiadanie narkotyków, niebezpieczną jazdę, czy naruszanie zasad zwolnienia warunkowego i problemy psychiczne.

Machine Gun Kelly nagrał ze swoim idolem z dzieciństwa, by chociaż trochę mu pomóc. Nic więcej nie mógł zrobić.

MC Hammer

Wydał ponad 30 milionów w kilka lat. U can’t touch this!

Ale to wcale nie powinno dziwić, skoro musisz utrzymywać posiadłość, która ma ponad 3700 m2. Przepraszam, czy napisałem „musisz utrzymywać”? MC Hammer nie robił tego sam, on właściwie nic nie robił sam. Miał przecież do dyspozycji 40 osobową świtę, która kosztowała go 500 000 $ miesięcznie.

Chata oczywiście nie była byle jaka. Nawet Scott Storch mógłby poczuć się zawstydzony. Gwiazda lat 90-tych miała w swoim domu m.in. pozłacane bramy, dwa baseny, włoskie marmury, garaż na 17 aut, kino na 33 osoby i kilka… kortów tenisowych. Pomyślelibyście, że MC Hammer jest fanatykiem tenisa? Niestety piłeczki nie odbijał tak dobrze w sądzie, bo po tym jak Rick James zarzucił mu kradzież kultowego riffu „Super Freak”, musiał podzielić się z nim częścią tantiem.

To jednak nie obciążało majątku jeszcze tak bardzo, jak inwestycja w stajnię koni wyścigowych „Oaktown Stable”, która mogła pomieścić aż 19 klaczy. Każdy koń był warty co najmniej 1 000 000 $. Sam MC Hammer nie jeździł na koniach, wolał Lamborghini, limuzyny, prywatne samoloty i śmigłowce.

Zabawa nie trwała długo i w 1996 roku raper złożył wniosek o bankructwo. Dom został sprzedany za ułamek tego, ile kosztowała jego budowa.

„Hiperkonsumpcja nie posiada mety, rośnie jak penis, a wraz z nią apetyt” jak rapował L.U.C.

Suge Knight

Jego akurat nie powinniśmy żałować.

Problemy finansowe rzekomego zleceniodawcy zabójstwa 2Paca sięgają 2006 roku. To wtedy biznesmen złożył wniosek o ogłoszenie upadłości, aby uniknąć utraty kontroli nad legendarną wytwórnią Death Row Records. Jak łatwo się domyśleć Knight nie miał 107 000 000 $, by zapłacić Lydii Harris, z którą przegrał proces cywilny. Suge miał ją oszukać, w efekcie czego kobieta straciła 50% udziałów w labelu, który wydawał największe gwiazdy rapu lat 90-tych. Zarządzanie majątkiem Knighta przejął syndyk.

To jednak nie ma już dla niego żadnego znaczenia. Były właściciel rapowego giganta został skazany na 28 lat więzienia. Odsiedzi 22 lata za zabójstwo i 6 lat za mniejsze przestępstwa.

Fot. TigerDirect.com

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
ESSA! Co znaczy to kultowe słowo?

Winicjusz Bartków to osoba niezwykła. Jedna z tych, do których lepiej pasuje określenie “persona”. Ten raper, wydawca i – od niedawna – dziennikarz (?), to samobieżne działo, wycelowane w ogólnie przyjęte standardy. Za tym wszystkim kryje się słowo-klucz: “essa”.

Swoją najnowszą płytą Wini udowodnił, że wizjonerstwo tyczy się w jego przypadku każdej rzeczy, której się dotknie. Szczeciński Midas słynie z bezpretensjonalnej bezkompromisowości, rubasznego dowcipu i specyficznego podejścia do życia, które to jest mocno epikurejskie, ale nie brak mu dociekliwości – Wini nie osiada na laurach swojej wiedzy.

Te wszystkie słowa kiedyś mogły znaleźć się wyłącznie w zleconym materiale prasowym. Dzisiaj wręcz przeciwnie, bo Wini dał nam się poznać, a wywiady, które prowadzi, nie są tak naprawdę “wywiadami”.

Daj mi się przejrzeć w Twoich poglądach

Wini prowadzi nas przez krainę własnych przemyśleń i wyobrażeń, umieszczając je w kontekście obcych światopoglądów. A te są nieliche – od Bonsona przez Quebo, po Katarzynę Nosowską.

Szef wytwórni Stoprocent rozmawia z każdym, jak równy z równym. Nie stresuje się, nie wykazuje lizusostwem, tylko po prostu… pyta. O wszystko. O wszystko to, co jego ciekawi.

Oglądając wywiady Winiego, dowiadujemy się sporo o gościach, ale… jak w żadnym innym przypadku – poznajemy też historie z życia gospodarza. A jest co poznawać, bo Wini, jak to kiedyś ujął Laikike1, dostarcza podobnych wrażeń intelektualnych, co… Sokół. Dziwne porównanie? Tylko pozornie. Obaj zjedli zęby na polskiej branży hip-hopowej, obaj widzieli niejedno, znają niejedną osobę, którą znać warto, i wyciągają z tego wnioski.

Essa!

Za tym chodzącym fenomenem stoi jedno bardzo interesuję słowo – “essa”. Hasło przewija się od lat w kawałkach wszystkich reprezentantów Stoprocent. Próżno było jednak dociekać jakiejkolwiek sensownej etymologii. Co prawda Wini z Sobotą nagrali kawałek, który po części może ją tłumaczyć, ale jest to jednak raczej siatka skojarzeń, a nie podręcznikowa definicja.

Tę udało się uzyskać dopiero Krzysztofowi Skoniecznemu, reżyserowi “Ślepnąc od świateł”. Tym samym lista jego zasług się wydłużyła – dziękujemy. Piorun w pewnym momencie nie wytrzymał i prostu z mostu zapytał Winicjusza o pochodzenie kultowego określenia. Wini, jak to Wini, udzielił dosyć obszernej i sycącej odpowiedzi. – To jest imprezowy okrzyk bojowy – oznajmił bez namysłu. – Jest zajebista impreza, nap**rdoliłeś się, jak nie wiadomo co, i już po prostu ci uderzyło do głowy, i krzyczysz “ESSA!” – rozwinął.

Wini zdradził również, skąd samo słowo się wzięło. – Pierwsze imprezy techno były w Szczecinie. (…) chodziliśmy na te imprezy i w dużej mierze chodzili tam gangsterzy – opowiadał. – Jak byli naćpani chamsko tabletami, to krzyczeli “essa” – wyjaśnił.

Skoro znamy już “książkową definicję” jednego z najbardziej popularnych sformułowań w polskim rapie (zaraz po “elo”!), łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, co kieruje Winim. Ten intrygujący jegomość, którego przemyślenia plasują się gdzieś między Williamem S. Burroughsem, a Ghandim, po prostu cały czas jest w boju. Cały czas w uderzeniu. Życzymy wytrwałości.

fot. kadr z wideo “Wini x Krzysztof Skonieczny (Piorun) rozmowa”, youtube.com/WINI

Zostaw komentarz