Hip Hop,News

Kanye West w ukryciu buduje… domy z “Gwiezdnych Wojen”

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Kanye West w ukryciu buduje… domy z “Gwiezdnych Wojen”

Magazyn Forbes postanowił zagłębić się w to, jaką drogę przebył Kanye West, zanim udało mu się stworzyć swoje wielkie imperium, a Ye opowiedział także o swoich inspiracjach i kreatywnym procesie tworzenia produktów Yeezy. Nie byłby on jednak sobą, gdyby przy tym nie ujawnił kolejnego imponującego projektu. Tym razem mocno skierowanego do biedniejszej części społeczeństwa.

Okazało się, że raper zaczął konstruować “niskodochodowe mieszkalne jednostki”, inspirowane tymi z fikcyjnej planety Tatooine, na której dorastał Luke Skywalker z “Gwiezdnych Wojen”. A wyglądają one mniej więcej tak:

W rzeczywistości sceny na planecie Tatooine kręcone były w Tunezji, a o projekcie Kanye’ego wiadomo tylko tyle, że jest on realizowany z dala od ewentualnych wścibskich osób i ukryty gdzieś między drzewami. West zaprowadził tam jedynie Michaela Greenburga, jednego z dziennikarzy:

“Tam (…) stoją trzy struktury, które wyglądają jak szkielety drewnianych statków kosmicznych. Są one fizycznymi prototypami jego [przyp. red. Kaye’ego Westa] konceptu, każdy z nich jest prostokątny i wysoki na tuzin stóp. West wprowadził mnie do środka jednego z nich. Powiedział mi, że domy te mogłyby być wykorzystywane, jako przestrzenie mieszkalne dla bezdomnych, być może osadzone w ziemi, ze światłem padającym z góry. Staliśmy tam w ciszy przez parę minut, patrząc na te struktury” – miał relacjonować Greenburg.

Co kolejnego wymyśli Kanye West? Wiemy już, że ma mniej więcej pomysł na założenie kościoła, czy jakaś komuna skupiona wokół jego postaci też wchodzi w grę? To już mocno zastanawiający koncept.

fot. kadr z filmu “Abandoned Star Wars Film Sets of Tatooine / Urban Exploration”, youtube.com/Urbex Tyrol

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Tekashi 6ix9ine znowu w sądzie! Musi udowodnić, że go porwano

Telenoweli ciąg dalszy. Właściwie na samym pobycie Tekashiego w więzieniu można już oprzeć całkiem niezły film fabularny. Odkąd go zamknęli zdążył już zostać tatuażem i dogadać się z FBI, co ma sprawić, że więzienie opuści już we wrześniu. Uncle Murda życzył mu nawet w międzyczasie, żeby go zgwałcono. Nie ma to jak branżowa miłość. Okazuje się jednak, że coś może przeszkodzić Snitch9ine’owi w wyjściu z zakładu karnego. Paradoksalnie chodzi tutaj o głośną sprawę, kiedy został porwany i okradziony. Teraz rzekomy porywacz żąda, by 6ix9ine udowodnił jego winę.

Jak informuje Complex, Anthony “Harv” Ellison nie poszedł na ugodę z prawnikami Tekashiego i chce, żeby sprawa zakończyła się w sądzie. Jest oskarżony o porwanie i obrabowanie 6ix9ine’a z biżuterii. Prawnik Ellisona, Deveraux Cannick, zwraca uwagę, że Tekashi nigdy nie wymienił personaliów pozwanego, a jedynie stwierdził, że to była “wewnętrzna robota”. Cannick i Ellison obawiają się, że oskarżenie może być po prostu wymysłem, bo Tekashi już dowiódł, że jest “mistrzem trollingu”.

Jak cała sprawa się zakończy? No cóż, ekipa prawników 6ix9ine’a właśnie poszerzyła się o kolejną osobę. O kogo chodzi? O Alexa Spiro. Nie wiecie, kim jest ten gentleman? Gościem, którego rękami Jay Z załatwia najcięższe sprawy prawne. Reprezentował 21 Savage’a, pomagał w sprawie Meek Milla, a niedawno pomagał pewnej rodzinie, której policjant groził śmiercią.

fot. kadr z klipu “6ix9ine, Nicki Minaj, Murda Beatz – “FEFE” (Official Music Video)”, youtube.com/Tekashi 6ix9ine

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
O co Ostrego prosiła Jennifer Lopez – czyli o znikających i niespodziewanie pojawiających kawałkach

Ostatnio pisałem o wycieku starych nagrań Borixona i Onara jako Hardcorowej Komercji. Dziś postanowiłem jeszcze bardziej przyjrzeć się tematowi: leaków, snippetów i zagubionych materiałów. Ile razy nasz ulubiony raper wrzucał do sieci snippet swojego kawałka, a ostatecznie całości numeru nigdy nie było nam dane usłyszeć? Niestety, wiele razy i dziś przeanalizuję własnie takie przypadki.

Przypadkowy wyciek

Zacznijmy od najlepszej sytuacji dla słuchacza i najgorszej dla rapera. Pierwszy przykład tzw. “wycieku”, mieliście już w samym tytule, który odnosił się do wersu Ostrego z utworu “Nie dzwoń do mnie”. Numer został spontanicznie nagrany przez Eisa, Spinache i Ostrego. Zwrotka Eisa nikogo nie zaskoczyła, takie hustla-bragga raper uprawiał już na “Poszło w biznes”. Spinache, na początku XXI wieku, przechodził transformacje od grzecznego rapera z Thinkadelic do gościa chcącego poznać twoją matkię. Natomiast dla konserwatywnych fanów Adama z Łodzi to “uuu panie, panie, tak nie może być” – wersy o pie*oleniu trueschoolu i kręceniu hajsu na hip-hopie?  Nie każdy skumał ironię kawałka, przez co niektórzy fani byli mocno zszokowani. Do dziś nie do końca wiadomo, w jaki sposób ten track wypłynął do sieci.

Nie można zapomnieć również o Sentino, który mógłby być “sponsorem” dzisiejszego felietonu. Jego “Parę kulek” ostatecznie trafiło na oficjalny kanał rapera – Zero Legal. Jednak gdyby nie to, że jeden z fanów rapera, posiadał oryginalną wersje z Malikiem (Montana został finalnie wycięty), którą wrzucił na YouTube, to myślę, że “Parę kulek” dalej zalegałoby wyłącznie na dyskach wąskiej grupy osób.

W ostatnim czasie do sieci, trafiają również niepublikowane wcześniej kawałki Mac Millera. W tej kwestii artysta nie miał już nic dopowiedzenia.

Zmiana koncepcji

Raperzy często wrzucają fragmenty nowych kawałków na swoje social media, ale w późniejszym etapie produkcyjnym, zdarza się, że taki kawałek zostaje odstawiony na boczny tor. Ile razy czekaliśmy na całość danego utworu, aby po czasie dowiedzieć się, że jednak nie zostanie on finalnie opublikowany? Kilka lat temu Tede na swoim Instagramie umieszczał dużo snippetów numerów, które potem w morzu selekcji wypadały za burtę. Na szczęście fani TDFa, zawsze mogą liczyć na specjalnie edycji jego płyt (np. VanillaHajs – edycja premium), gdzie tracki, które nie weszły na pierwszą wersję album – zwykle pojawiały się właśnie na dodatkowej płycie.

Tede reprezentuje tę część raperów, którzy nagrywają bardzo dużo numerów i robią to regularnie. Jest na scenie jednak grono artystów robiących jeden longplay kilka lat, a przecież trendy na rynku ciągle ewoluują. Nikt nie chce zostać z tyłu, więc jak w 2013 nasz ulubiony raper wrzucił do sieci fragment kawałka z podpisem “płyta już na końcowym etapie, premiera w 2014”, a album ostatecznie wyszedł w 2018 – no cóż “sorry mordo, ale z tamtego okresu pozostały dwa numery, reszta trafiła do kosza”.

Czasami dany utwór również przepada, gdy raper planuje zaprosić do niego jednego lub dwóch gości, którzy ostatecznie nie dogrywają się i pomysł na track zwyczajnie się rozwiewa.

Nagrałem, fragmenty wrzucałem, ale po czasie zapomniałem

Punkt dedykowany tym raperom, którzy podchodzą do muzyki w sposób mocno zdystansowany. Oczywiście w tej materii na polskiej scenie króluje Sentino i jego “Zabójstwo liryczne 3“. Ile to snippetów z “ZL3” krąży po sieci? “Nóż we krwi”, “Las Vegas, Las Palmas, Las Kabacki”, “Jeszcze raz” i wiele innych potencjalnie dobrych numerów.

Jestem ciekaw, jak potoczą się losy utworów “Benz Dealer” i “Nie będziesz dzwoniła do byłych fagasów” [TYTUŁY NIEPOTWIERDZONE] Quebonafide. W okresie, gdy Queba był jeszcze aktywny w mediach społecznościowych, co jakiś czas wrzucał na Instagram krótkie fragmenty numerów, które miały wstępnie znaleźć się na kolejnej jego płycie. Trochę czasu minęło od momentu, gdy dwa powyższe kawałki pojawiły się w sieci, i zaczynam wątpić, że znajdą się na następnym legalnym wydawnictwie rapera.

Spalone płyty i spalone mosty

Dzisiaj bardziej roztropni artyści, kopie tracków trzymają na dyskach przenośnych, ale kiedyś, jak komputer się spalił, to spasiba, good bye, auf wiedersehen i płyty nie będzie. Jeśli trafiło to na płodnego rapera, jak Tede, to potrafił w krótkim czasie nagrać “3H: Hajs, hajs, hajs” jeszcze raz. Niestety, w wielu przypadkach tzw. złośliwość rzeczy martwych doprowadzała do porzucenia pracy na danym albumem. Na szczęście postęp technologiczny sprawił, że dzisiaj tylko największe “gapcie” mają takie problemy.

W tym punkcie dodać można jeszcze “ogień” na linii raper – producent, z którym to artysta nagrywa płytę. Do sieci trafiają fragmenty nagrań ze studia, ale po czasie dochodzi do konfliktu, przez co raper musi szukać innego miejsca do nagrywania i co gorsza – część kawałków zostaję na dysku producenta, który raczej nie jest chętny do udostępnienia wokali rapera, nie mówiąc już o całości nagrań.

Podobnie bywa w przypadku spięć artysty z wytwórnią. W Polsce takie przypadki zdarzają się rzadko, ale w Stanach, gdzie jest “big business” labele niechętnie chcą przystawać na ugodę i zwalniać rapera z części kontraktu. Taki np. Lil Wayne pozwał nawet “własną” wytwórnie…

Osobiście przyznam, że coraz rzadziej sprawdzam fragmenty tracków, które raperzy wrzucają w sieć. Nie ma sensu po czasie się rozczarować i zapętlać kilkunastu sekund snippetu. Osobną kwestią, o której tu nie wspomniałem, jest podmienienie bitu w ostatecznej wersji kawałka. Nasze ucho przyzwyczai się do podkładu z krótkiego filmiku i potem możemy być srogo zawiedzeni, gdy na albumie usłyszymy zupełnie inny bit. Albo inny sposób nawijki, jak było to w przypadku tego numeru:

Fot. kadr z klipu “Kali x Magiera feat. O.S.T.R. – Poza światem”, youtube.com/KaliGanjaMafia

Zostaw komentarz