Hip Hop,News

Kanye zapowiada kolejny album. I to z Dr. Dre!

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Kanye zapowiada kolejny album. I to z Dr. Dre!

Kanyego Westa można określić szeregiem różnorakich epitetów, ale jednym z tych najbardziej pasujących do niego jest z pewnością “pracowity”. Raper w końcu nie tylko wydaje albumy, ale również produkuje je innym, a także prowadzi prężnie działającą firmę odzieżową. W “wolnym czasie” komponuje opery i planuje, jak zostać za pięć lat prezydentem USA. Mało obowiązków? Dla Kanye nigdy, bo właśnie zapowiedział kolejny album i to w ramach nie byle jakiej kolaboracji.

Raper poinformował nas bowiem, że już zaczął prace nad kontynuacją swojego najnowszego albumu. “Jesus is King Part II” już zaczyna się robić, ale w przeciwieństwie do pierwszej części, nie będzie to solowy projekt. Tym razem współtworzyć go będzie Dr. Dre, który przecież może wzbogacić krążek zarówno pod względem producenckim, jak i wokalnym. Ewentualnej daty premiery jeszcze nie znamy, ale akurat w przypadku Westa nie pomogłaby nam ona zbyt wiele, bo już przy kilku przesunięciach wydania “Jesus is King” przekonaliśmy się, że terminy są dla niego sprawą co najwyżej drugorzędną.

Choć Kanye otwarcie nazywa się najlepszym artystą wszech czasów, nie stroni od współpracy z innymi. Niemalże 10 lat temu wydał “Watch The Throne” w kolaboracji z Jayem-Z, a w zeszłym roku ukazał się album “Kids see ghosts”, który współtworzył wraz z Kidem Cudim. Jak widać, jest to dość wąskie, ale elitarne grono, do którego z pewnością pasuje Dr.Dre, choć ten akurat będzie miał nieco trudniejszą robotę, bo w końcu będzie robił gospel, a nie rap. To może jakiś boom-bap na organach?

fot. kadr z wideo “73 Questions With Kim Kardashian West (ft. Kanye West) | Vogue”, YouTube.com/Vogue

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Kanye West królem Babilonu! Nadchodzi opera o Nabuchodonozorze!

Od wydania “Jesus Is King”, nad którym pochyliłam się zaraz po premierze, minęło już parę tygodni. W tamtym czasie Kanye West pojawił się także w wyczerpującym wywiadzie z Zanem Lowem, podczas którego rzucił sporo kontrowersyjnych informacji, ale też wyjaśnił wizję, jaka stała za jego nowym albumem i podzielił się swoimi planami.

I – tym razem – nie mamy na myśli tych dotyczących kandydatury na prezydenta albo bożonarodzeniowego projektu. Ye nie tylko ogłosił się najlepszym artystą wszech czasów, ale również stwierdził, że swoją karierę i życie utożsamia z dziejami biblijnego władcy babilońskiego, Nabuchodonozora…

“Nabuchodonozor był królem Babilonu, spojrzał na swoje całe królestwo i powiedział: ‘Zrobiłem to’. (…) Ja stanąłem na szczycie góry rozmawiając o “Yeezusie”, mówiąc: ‘Jestem Bogiem’ – miałem mężczyznę ubranego jak Jezus”

A wczoraj podzielił się na Twitterze okładką swojej nadchodzącej sztuki.

“Nabuchodonozor” Kanye’ego będzie operą, a premierę ma mieć już 24 listopada. Przy tym za jego reżyserię odpowiada Vannessa Beecroft, czyli znana włoska artystka działająca przede wszystkim w dziedzinie performance’u. Efekt może być więc bardzo ciekawy, czekamy zatem na dokładniejsze informacje!

Nie jest to pierwszy raz, kiedy te dwie pozornie odległe formy artystyczne się przecinają. Rap opera zdobyła popularność już w 1997, kiedy ze współpracy The Fugees i Bounty Killer powstał singiel “Hip-Hopera”. Zreinterpretowane zostały w ten sposób także klasyki takie jak “Romeo i Julia” Szekspira albo “Carmen” Georgesa Bizeta.

U nas za to podobnym przykładem są świetni “Inni Ludzie” Doroty Masłowskiej, chociaż wciąż, mimo że ma ona na koncie jako Mister D. muzyczny projekt “Społeczeństwo jest niemiłe”, tak jej twórczość jest jednak mocno pastiszowa, ale też z drugiej strony wiele mówiąca o współczesności, więc bijemy z Dorotą żółwie.

fot. kadr z filmu “Kanye West: Jesus Is King, Sunday Service, and Being Born Again | Apple Music”, youtube.com/Beats 1

Zostaw komentarz

Felieton,News
Kudosy za Combo – Hades “Combo” [RECENZJA]

Na wstępie zaznaczę, że w tym tekście będzie sporo ksywek, bo Hadesa idealnie opisuje się w kontekstach szerokich i wyrazistych. Po pierwsze nigdy nie byłem fanem tego rapera. HiFi Banda była zespołem, w którym działało teoretycznie wszystko, bo obaj MC’s mieli różne głosy, inny styl pisania, który – znowu teoretycznie – powinien się uzupełniać, i świetnego producenta Czarnego. W praktyce producent kradł show, Diox pisał lepiej od Hadesa, ale Hades miał głos, który zmiatał kolegę. Przechodziłem obok, wzruszając ramionami. Później nie lubiłem Hadesa na płycie z O.S.T.R’em i nie lubiłem O.S.T.R’a na płycie z Hadesem. Do dzisiaj ten materiał wydaje mi się kuriozum. W międzyczasie okazywało się, że Hades zyskuje inne światło, kiedy da mu się nagrywać solowo. To było ciekawe, ale nieprzesadnie. Ceniłem za ucho do bitów i dobór tematów, za pióro mniej. Jak po tym wszystkim brzmi najnowsze dziecko rapera? Otóż “Combo” to płyta, którą mógłby nagrać Otsochodzi, gdyby nie zapomniał, jak się pisze.

Japonia

Klimat płyty jest… orientalny. Przyznaję, że to jeden z najlepszych krążków pod względem oprawy muzycznej, jaki słyszałem w tym roku. Spójność brzmienia jest nawet mocniejsza niż na “Muzyce Współczesnej” Pezeta (brawo, Bartocut). Kilkukrotnie moją głowę nachodziło natrętne “ale po co było marnować ten bit” a właśnie nie nachodziło, bo o ile Hades jedzie twardo, to bawi się flow, a moje przypuszczenia, jak inny raper by sobie z tym poradził, szybko przestały mieć znaczenie. Hades umie zawłaszczyć bit i wziąć stopy pod buta (aj, aj). Z pewnością wpływ na to miała zmiana w sposobie pisania, o której opowiadał Marcinowi Flintowi.

Podoba mi się odrealnienie narratora od świata, który opisuje. To jest trochę tak, że on już nic w nim nie musi i bawi się jego zasadami. “Combo” jest krainą, do której wchodzimy na własne życzenie, żeby mieć po prostu wyj##ane, choć cięższe tematy też nas spotkają. Nie stwarzają jednak specjalnego zagrożenia, bo spokój Hadesa kompletnie normuje nasze ewentualne wątpliwości (lub wątpliwości branży w “Mówiłem Im”). Tu trzeba zaznaczyć, że Hades może się ścigać z Oskarem z PRO8L3Mu w pisaniu sztosów o jeździe samochodem – “Lewy Pas” i “Noga Na Gaz” są niesamowicie świeże, a przecież niby nic nowego.

Had Hades

Po przesłuchaniu “Combo” wiem na pewno, że chętnie będę sprawdzał tego pana w solowym wydaniu. Ma własny i autentyczny lot, potrafi unieść solowy numer i cały krążek (czego w mojej opinii nie potrafił chociażby kolega z zespołu, mimo że startował z lepszym piórem). Po przesłuchaniu takich “Nietykalnych” życzyłbym sobie, żeby Hades dograł się na “Zły śpi spokojnie” Pezeta. Może będzie część druga?

Gdyby ktoś mi powiedział – no wiecie co, że Hades zrobi taką płytę, na której w kawałku “Blask” słychać echa A$AP Mob, a jednak wszystko jest Made In PL, to bym się podrapał po głowie. I drapię, bo to pokazuje, że można robić światowo w mądry sposób. “Combo” nie jest kalką, ale kipi od inspiracji i bardzo miło jest je wyłapywać na własną rękę. Zachęcam wszystkich. Naprawdę. W ostateczności, jeśli nie porwie Was historyjka, to rap Hadesa zawsze sprawdzał się, jako tło w furze. A to też jest sztuka.

PS: Dziękuję Asfalt Records za możliwość odsłuchania płytki. Przyjemność.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz