Hip Hop,News

Każdy raper musi być łysy? Przyszła pora na Filipka

Patryk Grzybicki -
Hip Hop,News - - Dodane przez Patryk Grzybicki

Każdy raper musi być łysy? Przyszła pora na Filipka

Jakiś czas temu pisaliśmy o Filipku, który wystąpił gościnnie na jednym z kanałów na YouTubie i jak widać to nie koniec. Dziś raper pojawił się w odcinku Mateusza Kaniowskiego – polskiego dziennikarza specjaliującego się w MMA, ale także w tematyce rapu spisuje się świetnie. Początkowo pojawiały się filmiki u obu panów na ich instagramach, które zapowiadały live’a, podczas którego miał odbyć się wywiad z reprezentantem QueQuality.

Jednak jedno wydarzenie sprawiło, że fani otrzymali prezent w postaci filmu na kanale Kaniowskiego kilka godzin przed livem. Otóż freestylowiec założył się z dziennikarzem podczas wspólnego treningu na siłowni o ścięcie włosów do zera. Wyznacznikiem miały być pompki – kto zrobi ich mniej obcina głowę na łyso! Filipek, którego raczej możemy kojarzyć z nieco dłuższych fryzur, niestety przegrał i jak sam powiedział „teraz zacznie się prawdziwy, uliczny rap w moim wykonaniu”.

W materiale żartowano również, że Filipek skoro jest łysy idealnie pasuje do oponenta, z którym miał się zmierzyć na Fame MMA, a mianowicie do szczecińskiego rapera soboty, który „łysą glacę” ma od zawsze. Czy dojdzie do tej walki, czy może Filipek zawalczy z kimś innym? Na te i inne pytania freestylowiec, a zarazem raper reprezentujący QueQuality odpowiedził na live na kanale Mateusza Kaniowskiego.

fot: instagram.com/filipek1995

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Kid Cudi powrócił! Przypominamy trzy decydujące momenty w jego karierze

Właśnie na streamingach pojawił się pierwszy kawałek Kid Cudi’ego od dwóch lat! „Leader of the Deliquents” został zapowiedziany ostatnio podczas transmisji na żywo na Instagramie, ale raper wystąpił z nim już w 2012 na SUNY Geneseo. Możemy być więc pewni, że zapowiadany od zeszłego roku „Entergalactic” jest coraz bliżej. Przy tej okazji też postanowiliśmy przypomnieć parę najważniejszych momentów w jego karierze. W końcu nie ma wątpliwości, że bez Cuddera rap gra nie wyglądałaby tak samo.

Dzieciak, który nazywa się Cudi

To dzięki temu debiutanckiemu mixtape’owi (2008) na Kid Cudi’ego uwagę zwrócił Kanye West. Poznali się oni w sklepie Bape, w którym Cudder pracował i zapomniał odpiąć od zakupionej przez Ye kurtki alarmu przeciwkradzieżowego. Młody raper szybko trafił do wytwórni GOOD Music, gdzie wydał swój pierwszy album. Wcześniej współpracował także przy „808s & Heartbreak” Kanye’ego. „A Kid Named Cudi” to właściwie najbardziej rapowy projekt Cuddera, ale jednocześnie zapowiedź tego, co później od niego otrzymaliśmy. Mimo, że inspirował się on przede wszystkim The Pharcyde czy A Tribe Called Quest, samplował OutKast („Down & Out”, „Whenever”), J Dillę („Cudi Get”) albo N.E.R.D („Cudi Spazzin”), udało mu się wykształcić swój totalnie oryginalny styl. Mixtape promował singiel „Day ‚N’ Night”, który nie zostałby napisany, gdyby nie wujek, który wyrzucił rapera z domu. Jego śmierć bardzo w Cudi’ego uderzyła. Scott nigdy w końcu nie zdążył go przeprosić.

Man on the Moon

Trylogia Dylogia „Man on the Moon” to jedne z ważniejszych pozycji w historii hip-hopu w ogóle. „End of the Day” (2009) również promował „Day ‚N’ Night”, jednak cały album w dużej mierze inspirowany był progresywnym rockiem lat 60. i 70.. Kid Cudi wprowadził też na nim odpowiednią narrację w wykonaniu Commona, która nakreśla koncept tego wyjątkowo narkotycznego i emocjonalnego projektu – „To historia młodego mężczyzny, który nie tylko wierzył w siebie, ale także w swoje marzenia”. Znacznie mroczniejszy „The Legend of Mr. Rager” kontynuował wątki podjęte na swoim poprzedniku, ale jak tłumaczył Cudi, tym razem zamiast wciągać słuchaczy w marzenia, chciał wprowadzić ich w rzeczywistość.

WZRD i odejście z GOOD

Zanim Cudi podjął pracę nad planowaną trzecią częścią „MOTM”, razem z Dot da Genius, z którym pracował od początku, wydali wspólny projekt rockowy jako WZRD (2012). Cudi szybko jednak powrócił na nieco bardziej hip-hopową ścieżkę i w 2013 wydał „Indicud”, który miał być jego wersją „2001” Dr. Dre. Niedługo przed premierą materiału, Cudder opuścił także GOOD Music, aby skupić się na własnym wizerunku. Decyzja ta była pokojowa, ale później mówiło się o nie do końca dobrej relacji między raperami. Dwójka jednak w 2016 współpracowała przy okazji „The Life of Pablo” Kanye’ego, a dwa lata później ukazał się ich wspólny album „Kids See Ghosts”.

Kid Cudi świetnie połączył klasyczne hip-hopowe inspiracje z rockiem, tym samym kreując swoje autorskie, melodyjne i psychodeliczne, brzmienie. Udało mu się zresztą mocno wpłynąć na kolejnych artystów na przykład Travisa Scotta i Jadena. Był też jednym z pierwszych raperów, który w swojej twórczości skupił się na swojej kondycji psychicznej i przeżyciach wewnętrznych. Mimo, że tyle razy zapowiadanej trzeciej części „Man on the Moon” raczej się nie doczekamy, jesteśmy ciekawi, jak już wkrótce wypadnie „Entergalactic”!

fot. kadr z klipu „Kid Cudi – Pursuit Of Happiness ft. MGMT”, YouTube.com/Kid Cudi

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Raprospekcja: „Demówka EP” pozostawia niedosyt

Minialbum od Quebonafide i Białasa wydany 4 grudnia 2015 roku, 2 dni wcześniej można było już go odsłuchać na kanale QueQuality w serwisie YouTube. Pierwotnie EP-ka była dołączana do preorderu „Rehab” w nakładzie tysiąca sztuk. Jednak wzbudziła duże zainteresowanie wśród odbiorców, także postanowiono dotłoczyć jej trochę więcej. 27 marca 2015 roku Quebonafide wydał „Ezoterykę”, a w grudniu został wydany album Białasa. Obecnie jesteśmy po premierze „Romantic Psycho”, a w maju prawdopodobnie usłyszymy „H8M5”. Czyżby historia zatoczyła koło i znów otrzymamy wspólny materiał od tej dwójki? Szczerze wątpię, ale nie mam nic przeciwko.

Odsłuch po latach

Włączając pierwszy numer z tej EP-ki zadałem sobie pytanie retoryczne: naprawdę to już niespełna 5 lat od premiery? Czas płynie nieubłaganie, a na tym projekcie stale czuć i słychać świeżość. I nie mam tu na myśli newschoolowych bitów, wręcz przeciwnie. Ten minialbum to ukłon w stronę trueschoolu. Słychać na nim więcej klasycznego brzmienia niż nowoczesnego, ale oczywiście w stylu Quebo i Białasa. Muszę wspomnieć o producentach, bo wykonali świetną robotę. Trzy bity wyprodukował BobAir, a po jednym TheReturners, WhiteHouseRecords i Wezyr, cuty dołożył od siebie Dj Flip. Raczej ksywki znane właśnie z takich brzmień. Jeśli ktoś szuka czegoś do posłuchania, zwłaszcza podczas kwarantanny, to zdecydowanie polecam. Wciąż przyjemnie się słucha tego projektu, mimo upływu lat. Czuć luz, lecz nie brakuje też agresywnego sznytu w nawijce. To tylko sześć numerów, ale jakże różnych. Od tych spokojniejszych, po te braggowe.

Idealne połączenie?

Chętnie usłyszałbym kolejne wspólne numery od Quebo i Białasa. Może na najbliższym albumie szefa SBM będzie okazja. A najbardziej czekam na utwór, w którym polecą jak w „Idą pomimo”. Mocna nawijka Kuby, taka jaką wielu fanów lubi najbardziej. Widać to zresztą po komentarzach. Czuć w niej wiele emocji i takiego poirytowania, któremu chce dać upust. Tym bardziej można się zdziwić, kiedy po takich ostrych linijkach, słychać nagle spokojny refren. Moim zdaniem ta zwrotka Quebo jest najlepszą na całym projekcie „Demówka EP”. Białas poleciał w swoim klasycznym stylu i dopełnił ten numer.

Wydaję mi się, że numer „Pusty Materac” mógłby zrobić o wiele więcej wyświetleń, jeśli byłby wypuszczony jakieś 3 lata później. Nie chodzi mi tylko o hype jaki pojawił się wokół tych raperów, tylko o to jak zmieniał się odbiór takich utworów. Chwytliwy refren, który łatwo zapada w pamięć, dobre brzmienie i fajny vibe. Dobra propozycja na jakąś domówkę. „Wszędzie są tylko sztuki i melanż…”

Obecnie rzadko pojawiają się EP-ki na polskiej scenie. A szkoda, bo taki dodatek do preorderu jest jak najbardziej na plus. Zwłaszcza jeśli brzmi tak dobrze jak „Demówka EP”. Quebonafide i Białas uzupełniają się na bitach, przyjemnie się tego słucha w takim wydaniu. Największym minusem tego projektu jest to, że jest taki krótki. Chciałoby się usłyszeć więcej utworów, bo tak to czuć niedosyt. A może to właściwie zaleta…

fot. okładka płyty „Demówka EP”

Zostaw komentarz