Felieton,Hip Hop

Kiedy Włochy stają się Ameryką – Sfera Ebbasta „Famoso” [RECENZJA]

Michał Fitz -
https://www.instagram.com/sferaebbasta
https://www.instagram.com/sferaebbasta
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Fitz

Kiedy Włochy stają się Ameryką – Sfera Ebbasta „Famoso” [RECENZJA]

Włoski rap nie jest w Polsce zbyt popularny, bo wygryzają go nawet inne europejskie sceny takie, jak francuska, niemiecka czy brytyjska. Wydaje się jednak, że już wkrótce może się to zmienić, ponieważ z Półwyspu Apenińskiego wyszedł krążek, który ma wszelkie papiery nie tylko na to, by rozkochać w sobie cały Stary Kontynent, ale także mocno przyzwyczajoną do konkretnych brzmień publikę za Oceanem. „Famoso” bowiem trudno się nie zauroczyć.

Brzmienie tej płyty, choć na przestrzeni całego krążka jest niezwykle różnorodne, jest jednak dosyć sprecyzowane. Jak sensownie rozumieć to zdanie? Chodzi mi o to, że pomimo tego, że biesiadne, gitarowe „Hollywood” znacząco odbiega od rapowanego, utrzymanego w ulicznym, nieco mrocznym klimacie „Tik Tok”, to obydwa te numery, jak również oczywiście wszystkie inne, skomponowane są tak, by brzmiały zachodnio, mainstreamowo, nawet nieco popowo. Przez to każdy kawałek można rozpatrywać oddzielnie jako hit, który ma takie same szanse na wbicie się na listę Billboardu. Po każdej piosence słychać zresztą to, że Sfera chciał zaatakować również amerykańską scenę, bo Włochy robią się dla niego już nieco za małe, dlatego zdecydował się w każdym numerze wpasować w panujące obecnie w USA trendy, jednocześnie zachowując swój włoski, dla Amerykanów ciekawy i egzotyczny sznyt. Proporcje tej mieszanki zostały dobrane tak skrupulatnie, że można odnieść wrażenie, że ślęczano nad nimi godzinami przy aptekarskiej wadze.

Jednocześnie Sfera zadbał, by na krążku nie ograniczać się tylko do jednej określonej kreacji, która mogłaby sprzedać się najlepiej, ale na dłuższą metę również zanudzić. Zaprezentował wręcz cały przekrój swoich umiejętności. Począwszy od wyżej wspomnianego „Hollywood”, na którym Sfera brzmi jak Eros Ramazotti w wersji 2020, poprzez zupełnie dyskotekowe „Salam Alaikum”, na delikatnym i podniosłym „Bottiglie Prive” kończąc. Serio, pojedyncze kawałki trudno między sobą porównywać, bo większość z nich jest utrzymana jednak w innym klimacie, przez co płyta z każdą piosenką zaskakuje i oczywiście nie nudzi.

Ekspansja na Amerykę Sfery kojarzy mi się z wytworzoną przez fanów Quebo wizją „Galaktyki”, czyli płyty, która nigdy nie powstała. W oczekiwaniu na „Romantic Psycho” słuchacze Kuby sami wkręcili sobie album, który miał być jednocześnie wejściem rapera na światowe salony, bo miał zawierać gościnki G-Eazy’ego, Tommy’ego Casha czy nawet Adele. To, co wśród polskich fanów było tylko fantazją, Sfera urzeczywistnił, wskakując o poziom wyżej i ciągnąc zresztą za sobą całą włoską rapscenę. Już wcześniej pisałem, że artysta zadbał o to, by zachodni słuchacze przy nim zostali, tworząc pod ich gusta, ale by w ogóle sprawdzili ten materiał, trzeba było jakoś zwrócić ich uwagę. Właśnie dlatego na płycie znajdziemy absolutne gwiazdy światowej muzyki: Future’a, Offseta, Diplo, Steve’a Aokiego, J Balvina i Lil Moseya. Za podkłady odpowiada chociażby uznany wśród raperów z całego świata London On Da Track. To zbiór gości, którego nie powstydziłby się Travis Scott, a mówimy przecież o raperze z Europy.

„Famoso” jest więc nie tylko bardzo przyjemną, wesołą i posiadającą gigantyczne repeat value płytą, ale także, a może nawet przede wszystkim, kapitalnie przemyślanym projektem marketingowym, co potwierdza również wykupienie reklamy na Times Square. Już śmiało można stwierdzić, że misja została zakończona sukcesem, bo po pierwszej dobie ten album odtworzono ponad 16 milionów razy. Quebo, teraz twoja kolej!

fot. instagram.com/sferaebbasta

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Raperzy, którzy mogliby zawalczyć na kolejnej gali FAME MMA

Jesteśmy świeżo po zakończonej gali FAME MMA 8, na której świat rapowy reprezentowali Arab, Filipek oraz Sobota. We wcześniejszych edycjach mogliśmy zobaczyć też chociażby Kizo, Rybę czy Jongmena. Kto jeszcze ma warunki do tego, by na chwilę odejść od mikrofonu i wejść do oktagonu?

Rap
„MBDTF” właśnie skończyło 10 lat! Dlaczego to tak ważny album w karierze Kanye Westa?
MBDTF

"My Beautiful Dark Twisted Fantasy" Kanye Westa wczoraj (22 listopada) skończył 10 lat. Choć trudno rozstrzygnąć, który projekt w dyskografi Ye jest najlepszy, to właśnie "MBDTF" powszechnie uważany jest za jego opus magnum.