Felieton

Książę Kapota – „co to za gówno”?

Politolog Na Rapie -
Felieton - - Dodane przez Politolog Na Rapie

Książę Kapota – „co to za gówno”?

Mój przyjaciel Michał nie jest na bieżąco z polskim rapem. Jego miłość do polskiego hip-hopu zatrzymała się gdzieś pomiędzy wersami „tupiesz nóżką w każdy weekend”, a „była, była moim ideałem”. Co prawda był jeszcze jeden wyjątek od reguły – „Love your life” Mesa (możliwe, że ze względu na lokalny patriotyzm i to, że klip był kręcony przez zielonogórską ekipę), ale gdy jechaliśmy na letni melanż, to w schowku zielonego Jaguara chował się tylko pognieciony digipack Soboty.

Uznałem, że powinien poznać twórczość Księcia Kapoty, bo to bardzo podobny klimat do wczesnego Soboty (niezły rym, huh?) i wysłałem mu „Casino”. W odpowiedzi otrzymałem krótkie, ale jakże treściwe „yyy co to za gówno”?

Michale,

Otóż jest to bardzo gorące gówno, które śmiało można wyróżnić jako jedno z największych odkryć minionego 2018 roku.

Prawdziwość jest jednym z najbardziej wyświechtanych sloganów w polskim rapie, ale przekornie to właśnie od niej chciałbym zacząć. Tytułujący się mianem księcia raper „siedział”. I to nie raz! A to już i tak o co najmniej dwa razy więcej niż większość raperów, która nawija o trudach życia na ulicy. Oczywiście, nie jest to jeszcze odpowiedź na Twoje pytanie, ale będę starał się Tobie pokazać, jak bardzo różny od reszty sceny jest Kapota i dlaczego zasługuje na to, by dać mu drugą szansę.

Dobrze wiesz jak często powtarzasz mi, że nie chcesz być celebrytą. W tej historii jest bardzo podobnie. Książę Kapota nie miał parcia na szkło, zwyczajnie zapieprzał w cholernie trudnej branży, jaką jest gastronomia. Przez lata przewinął się przez wiele kuchni i często, by znieść trudy tej pracy, sięgał po biały proszek. To ważne, że mówi o tym otwarcie. Właściwie, to po co miałby ściemniać? A jednak w Polsce raperzy dalej wierzą, że lepiej jest kreować się na kogoś, kim się nie jest.

Wracając do naszego bohatera, rap pojawił się sam i bardzo naturalnie. Patryk zaczął dorabiać sobie także jako kierowca Ubera, a z czasem wozić też na koncerty warszawskich raperów. Wtedy padła sugestia, że powinien spróbować coś nagrać. I nagrał. Utwór z miejsca spotkał się z bardzo dobrym odbiorem i dziś ma już ponad 100 tysięcy wyświetleń.

Potencjał, który tkwił w 33-letnim, niedoszłym wówczas, raperze, pomogli wykorzystać bardziej doświadczeni koledzy. Zaopiekował się nim przede wszystkim Diox i to on pomógł mu rozwinąć się w muzycznym fachu. Kapota zaczął regularnie nagrywać i wypuszczać kolorowe klipy, a na featuringach zaczęli pojawiać się coraz bardziej rozpoznawalni goście. Jest już kolega z Wrzeciona – Malik Montana, a za chwilę będzie jeszcze znienawidzony przez Ciebie Tede oraz Ten Typ Mes, którego akurat darzysz szacunkiem. Oglądając teledyski widać jak bardzo raper bawi się tym, co przyszło mu robić i jak to wszystko jest dla niego niewymuszone.

Ta historia dobrze pokazuje, że nigdy nie można mówić o tym, że najlepsze już się wydarzyło. Kapota przez zupełny przypadek został raperem i teraz swoim charakterystycznym głosem nawija na radosnych afrotrapowych bitach o tym, co robił, robi i będzie robić. Normalny chłopak, żaden odmieniec. I chyba dlatego budzi we mnie taką sympatię. Liczę, że dasz mu drugą szansę, zanim to ja bezczelnie podłączę się pod system audio w Twoim aucie.

Bartek

Fot. Melo U Kapoty / Książę Kapota / Youtube

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Miażdżący posse cut! G Eazy, Royce da 5’9”, Rick Ross i Snoop Dogg – galeria Trae’a tha Trutha

Trae tha Truth to raper, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Ma specyficzny głos i znajomości, których pozazdrościć może chyba każdy. W 9-minutowym utworze zebrał prawdziwych tuzów!

Bardzo możliwe, że Trae ma w swoim telefonie numery do wszystkich raperów na świecie. Okej, nawet jeśli jest to nadużycie, to dosyć niewielkie. Raper od lat gości na swoich projektach najgorętsze nazwiska z podziemia i asów z mainstreamu. Nie inaczej jest i tym razem.

Utwór “I’m on 3.0” promuje album “Tha Truth, Pt. 3”. Klucz jest dokładnie ten sam, co przy okazji pierwszej i drugiej części – zresztą, zobaczcie sami:

  1. I’m on“, feat. MDMA, Lupe Fiasco, Big Boi, Wale, Wiz Khalifa
  2. I’m on 2.0“, feat. Big K.R.I.T., Jadakiss, J.Cole, Kendrick Lamar, B.o.B., Tyga, Gudda Gudda, Bun B & Mark Morrison
  3. I’m on 3.0“, feat. T.I., Dave East, Tee Grizzley, Royce Da 5’9”, Curren$y, Snoop Dogg, Fabolous, Rick Ross, Chamillionaire, G Eazy, Styles P, E-40, DRAM, Gary Clark, Jr. & Mark Morrison

Przyznacie, że zebranie takich ekip robi wrażenie. Tym razem nie mogło oczywiście zabraknąć święcących triumfy newcomerów (Dave East, G Eazy), weteranów (T.I., Royce Da 5’9”, Rick Ross, Curren$y) i legend (E-40, Styles P, Snoop Dogg). Cieszy obecność dosyć zapomnianego Chamillionaira (który swoim zwyczajem nie przeklina w zwrotce).

Klip jest galerią znanych twarzy, które machają łapami, ale w obrazku znaleźli się również wykonawcy rozpoznawalni w branży, którzy w numerze się nie znaleźli – mamy tu chociażby Joe Buddena czy Tech N9ne’a. Z młodszej szkoły pojawia się m. in. Lil Yachty.

Tekstowo, jak to w tego typu projektach bywa – pokazanie stylówki i skilli, bez napinania się na treść. Warto odnotować, że w numerze znajduje się pare follow-upów. Chociażby do Nasa czy Outkastu.

Najnowsze wydawnictwo od Trae’a sprawdzicie TUTAJ.

fot. kadr z klipu “I’m on 3.0”, youtube.com/TraeThaTruthVEVO

Zostaw komentarz

News
Rihanna pozywa własnego ojca
Rihanna

Ponoć z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Coś na ten temat mogłaby powiedzieć Rihanna. Właśnie domaga się od swojego ojca odszkodowania w wysokości 75 milionów dolarów.

Jak donosi TMZ, prawnicy Rihanny złożyli pozew do sądu federalnego przeciwko jej ojcu – Ronaldowi Fenty. Okazuje się, że w 2017 roku mężczyzna, razem ze swoim partnerem biznesowym, Mosesem Joktanem Perkinsem, założył ”Fenty Entertainment” – firmę zajmującą się promowaniem i rozwojem talentów. Wykorzystał przy tym znak handlowy ”Fenty”. Rihanna jednak była znacznie szybsza od ojca i używała go już od jakiegoś czasu, jako znaku swoich przedsięwzięć biznesowych – m.in. marki kosmetycznej ”Fenty Beauty” oraz ”Savage x Fenty”.

Do akcji wkroczyli więc prawnicy. W pozwie pełnomocnicy Rihanny napisali o dochodach pozyskiwanych przez firmy trzecie niezwiązane z artystką. Twierdzą również, że Ronald oraz Moses fałszywie reklamowali się jako jej przedstawiciele. Co więcej – w 2017 roku mieli też próbować zabookować na nią 15 koncertów w Ameryce Łacińskiej. Mieli otrzymać za to wynagrodzenie w wysokości 15 milionów dolarów. Rzecz jasna – bez jej zgody.

Zanim sprawa trafiła do sądu, artystka wielokrotnie zwracała się do ojca o zaprzestanie działalności. Jednak i on, i Moses ignorowali jej pisma. ”Fenty Entertainment” przynosiło zbyt dobre dochody. W związku z tym Rihanna domaga się 75 milionów dolarów odszkodowania. Chce również, by ”Fenty” było znowu wyłącznie jej znakiem handlowym.

Fot. Zdjęcie z klipu ”Wild Thoughts” [youtube]

Zostaw komentarz