Felieton,Hip Hop

Książę łączy dwóch zwaśnionych królów: Mes i Tede u Kapoty!

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Książę łączy dwóch zwaśnionych królów: Mes i Tede u Kapoty!

Książę Kapota może mówić o naprawdę sporym… farcie? Na scenę wjechał z buta i czuć było, że kieruje nim jedno przykazanie – dojść najdalej, jak to możliwe. Okazało się, że mamy z tego rozrabiaki, więcej pożytku, niż niektórzy się spodziewali.

Na łamach Skrr.pl temat Kapoty był już poruszony. Politolog podjął się nawet próby odpowiedzi na pytanie “co to za gówno?“, które postawił mu przyjaciel. Obiecywaliśmy powrót do tematu przy okazji płyty Holaka i Frostiego (autorzy innego ciekawego zestawienia – na tym samym krążku Ten Typ Mes i Rogal DDL).

Jak obiecywaliśmy, tak robimy. Przy okazji otwieramy szampana, bo królowie goszczący u Księcia Kapoty nie dali zwrotek na odpierdol “odwal się”.

Korona zostaje w Warszawie

Rzadko zdarza się tak chamski numer w wykonaniu ludzi o poważnej renomie i szerokiej rozpoznawalności nie tylko w obrębie hip-hopowej branży. Tede i Mes to dwa bieguny warszawskiego rapu – najbliżej im chyba w kwestii wzrostu, bo ich wybory muzyczne, podejście do pisania tekstów i emploi to są kompletnie różne galaktyki.

Co więcej, bo to jest tutaj najważniejsze, z wywiadów udzielonych przez tych asów na przestrzeni lat, można było wnioskować, że panowie się nie lubią. Wystarczy obejrzeć pierwsze sekundy TEGO wywiadu. Temat wypływał także przy okazji rozmów obu gentlemanów z nieistniejącym już Lookr.tv.

Tede odpowiadał dyplomatycznie – że szanuje Mesa, że to jeden z najlepszych polskich raperów – co mocno kontrastowało z tendencją Jacka do wylewnych odpowiedzi na pytania. Mes zachowywał podobny dystans. Niestety, wywiadów dziś próżno szukać w sieci, więc musicie nam zaufać na słowo. Ostał się jeno post Mesa, zapowiadający rozmowę z jego udziałem.

śmigam na wywiad do lookr.tv zostawiając Was z jednym z lepszych kawałków Daza ever. Doin this independent shit everyday, all day !

Opublikowany przez Ten Typ Mes Wtorek, 22 lutego 2011

“Mam chama w języku, kiedy wchodzę na scenę”

Nawijał lata temu Mes w kawałku “Lecisz na ryj“. No cóż, dawno nie dał nam tego odczuć aż tak mocno, jak na “Dzisiaj tak” Kapoty. Ale od początku.

Od pierwszych sekund uwagę zwraca wiksiarski, laserowy bit, który dostarczył Fryta Beatz. Klubowy bas, migająca melodyjka w tle i szalejący po kanałach syntezator.

Książę Kapota

Kapota wchodzi na bit, jak do domu. Chropowata stylówa pęcznieje na rachitycznych, parkietowych werblach. Raper naprawdę LEŻY na podkładzie, choć miejscami trochę brakuje swingującego flow znanego z “Melo u Kapoty” czy “Tinder“. Tekstowo mamy powtórkę z rozrywki, czyli to, w czym Książę sprawdza się najlepiej. Ah, Kapota może sobie dopisać do listy kolejny hitowy refren.

Ten Typ Mes

Takiego Piotrka nam trzeba! Jest charyzma, jest alkoholowa przewózka (“piję łychę jak browce” – anyone?), są dynamiczne zmiany flow, imprezowe obrazki (granie w hokeja źrenicą!) i mocne, chamskie wtręty (hydrant, beczka z dzieckiem). Być może więcej zwrotek pisanych w takim klimacie spowodowałoby kolejny renesans stylówy Mesa. My chcemy więcej.
PS: Zakład, że bit zajarał Mesa na tej samej zasadzie, co swego czasu ten u Borixona?

Tede

TDF i imprezowy numer? Nie może być no raczej! Jacek przechadza się po podkładzie z wielką gracją. Taki bywalec melanżu, który zawsze ma do sprzedania… fajną historię. Mamy więc “banany ze Stokrotki” (nawiązanie do afery z kokainą w owocach) czy zgrabny, sugestywny dwuwers zakończony hashtagiem z Kasparovem. Największym highlightem zwrotki jest jednak jej zakończenie, które właściwie można uznać za jeden z bridge’y obecnych w utworze. Tede na autotunie serwuje słuchaczom słodziutką wrzutkę o wciąganiu kokainy. Takie zabiegi mogliśmy dotąd spotkać jedynie na tych bardziej wykręconych mikstejpach.

fot. kadr z klipu “KSIĄŻĘ KAPOTA – DZISIAJ TAK feat TEN TYP MES, TEDE”, youtube.com/Kapota Street

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Otsochodzi: najnowszy longplay na rynku i spotkanie z fanami

Od premiery „Nowego koloru” minął rok (z malutkim okładem). W międzyczasie Młody Jan umocnił – i to zdecydowanie – swoją pozycję na hip-hopowej scenie, zgarnął platynę i koncert na Open’erze. A wczoraj wypuścił na rynek kolejny album – Miłość. Przedstawialiśmy Wam ją nieco już wcześniej.

Razem z longplayem (dokładnie o północy) dostaliśmy też kolejny singiel – “OMG”, za którego produkcje odpowiada SoSpecial. To siódmy kawałek promujący nowe wydawnictwo Jana. Posłuchajcie:

Longplay dostępny jest w formie cyfrowej i CD. Dodatkowy smaczek: ciągle można kupić limitowaną wersję krążka, z okładką zaprojektowaną przez Forina i z bonusowym trackiem. Premierowy koncert “Miłości” odbędzie się 8 marca w Lublinie. Już dziś można kupować bilety.

P.S. Ten, kto chciałby osobiście spotkać się z Otso i dostać jego autograf, powinien zajrzeć dziś o 17.00 na Kredytową 8 (Warszawa) do stacjonarnego Asfalt Shop.

fot. Otsochodzi, “Kręcę*”/YouTube

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Azjatów problem z mainstreamowym rapem

Czy gdybym kazał Wam w środku nocy wymienić ksywki trzech azjatyckich raperów, potrafilibyście to zrobić? Pewnie nie. Ja nawet nie potrafiłbym tego zrobić o 9 rano, po czarnej kawie i słodkim śniadaniu. Kojarzę tylko tego, który zamówił dla Post Malone zespół El Mariachi. Eeeee, czekajcie, jak on się nazywał?

Na pytanie, dlaczego tak zastanawiające jest to, że potężna przecież populacja Azjatów w USA nie potrafiła przez lata wydać na świat postaci, którą kojarzyłby przeciętny słuchacz rapu, starają się odpowiedzieć autorzy dokumentu „Słaby rap”, który znajdziecie na Netflixie.

W obsadzie pojawia się czterech artystów: raperka Awkwafina (Nora Lum) oraz raperzy Dumbfoundead (Jonathan Park), Rekstizzy (David Lee) i Lyricks (Richard Lee).

Klasyczne azjatyckie nazwiska, co? Właśnie z tym klasycznym i przede wszystkim – stereotypowym – postrzeganiem muszą mierzyć się Azjaci, którzy marzą o karierze w hip-hopie. Szukając przyczyny „szklanego sufitu”, reżyserka Salima Koroma zagłębia się w temat, jak w ogóle na przestrzeni lat byli postrzegani aktorzy i muzycy z Dalekiego Wschodu. Puenta jest smutna, bo Azjata to w oczach przeciętnego odbiorcy ten mały, śmieszny pan, który dodatkowo jest na pewno świetny z matematyki. Bruce Lee nie zmienił tego obrazu, Jet Li również, a Ken Jeong, jako Pan Chow w „Kac Vegas”, tylko potwierdził, że Azjaci nie są sexy.

Nie wiem kto będzie pierwszy: mierzący metr dziewięćdziesiąt skośnooki bożyszcz idolek na czerwonym dywanie, czy raper z nazwiskiem Lee, nagrywający z pierwszoligowymi gwiazdami rapu. Wiadomo jednak, że chyba jeszcze trochę trzeba będzie na to poczekać.

W filmie zostaje przytoczona ciekawa historia MC Jina, pioniera azjatyckiego rapu w Stanach Zjednoczonych. 36-letni już dziś artysta, w 2002 roku podpisał kontrakt z Ruff Ryders co było kamieniem milowym w jego karierze i dawało nadzieję innym młodym muzykom. Kariera w USA nie potoczyła się jednak jak z nut i większe sukcesy raper odniósł po wyjeździe do Hong Kongu w 2008 roku. Nikt jednak mu nie odbierze tego, że wydał w legendarnej wytwórni oraz był pierwszym artystą, którego teledysk został wyemitowany na MTV Chi. Dodatkowo, jego „Learn Chinese” jest dla Azjatów trochę czymś takim, jak dla nas „Scyzoryk” – jedni kochają, inni nienawidzą. Ale wszyscy znają.

Jeżeli chodzi o bohaterów programu, to każdy z nich prezentuje zupełnie inne podejście i inny odłam rapu. Wszystkich łączy za to jedno – chęć odniesienia sukcesu w mainstreamie.

Najbardziej znany z czwórki – Dumbfoundead – to bardzo dobry fristajlowiec, który totalnie nie może odnaleźć się w newschoolowej konwencji (jest to problem znany również każdemu polskiemu MC, który robi karierę na bitwach). Wytrwale dąży jednak do osiągnięcia celu, wydał 4 krążki, nagrywał min. z Andersonem Paakiem, a na swoim kanale ma całkiem sporą liczbę wyświetleń. Nadal uważany jest za tego, który może przełamać barierę, do której zbliżył się Jin.

Nora – znana jako Awkwafina – jak się łatwo domyślić, ma najtrudniej. Jeżeli ciężko jest być azjatyckim raperem, to co ma powiedzieć niska i drobna dziewczyna, wyglądająca jak studentka? Jeżeli postawiłbyś ją obok Cardi B czy Nicki Minaj, to z pewnością po to, żeby zrobiła im zdjęcie swoim aparatem zawieszonym na szyi.

Rekstizzy to z kolei najbardziej „twórcza” i eksperymentująca dusza. Poniżej klip, do jego flagowego utworu, którego plan zdjęciowy był pokazywany w filmie. Jego najważniejszy moment to ten, w którym raper oblewa pośladki tańczących dziewczyn keczupem i musztardą, co stało się zresztą przyczyną do trudnej rozmowy. Menadżer obawiał się oskarżeń o rasizm, ponieważ przypadkowo oblano tylko czarnoskóre dziewczyny (zorientowali się o tym dopiero po nakręceniu klipu). David jednak to zignorował, ale na szczęście obeszło się bez skandalu.

Ostatni raper, Lyricks, znany jest z tego, że porusza trudniejsze tematy, niż jego rozrywkowy kolega. Dobrym przykładem jest „Can’t breathe” – utwór opowiadający o brutalności policji, do którego wykonania zaangażował świetną Robyn.

Więcej o artystach dowiecie się oglądając dokument. Polecam, szczególnie fanom socjologicznych zagadnień. Temat jest niesamowicie ciekawy, także z kulturowego punktu widzenia.

Fot. BAD RAP – Festival Trailer / YouTube

Zostaw komentarz