Hip Hop,News

Który rocznik XXL Freshmen po latach poradził sobie najlepiej?

Michał Fitz -
Kodak Black, 21 Savage, Lil Uzi Vert, Lil Yachty & Denzel Curry's 2016 XXL Freshmen Cypher
Kodak Black, 21 Savage, Lil Uzi Vert, Lil Yachty & Denzel Curry's 2016 XXL Freshmen Cypher
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Który rocznik XXL Freshmen po latach poradził sobie najlepiej?

Dla tych, którzy są mniej zaznajomieni z amerykańską sceną, XXL Freshmen to tamtejszy odpowiednik, a w zasadzie inspiracja Młodych Wilków Popkillera. Edycji było już 13 i w zasadzie w każdej z nich możemy znaleźć kogoś, kto później osiągnął sukces. Ale w którym roku takich zawodników było najwięcej?

Pomyślałem o tym, gdy tylko zobaczyłem skład tegorocznych Freshmenów. Wygląda on bowiem niezwykle imponująco i zrzesza raperów, którzy już na swoim koncie mają hity, które wygenerowały miliony wyświetleń i może tylko nieco mniej pieniędzy. Jest znany z viralowego „What’s Poppin” Jack Harlow, mający już za sobą imponujący debiutancki album NLE Choppa, czy chociażby Polo G, którym za oceanem już zachwycają się tak, jakby był uznanym artystą, a nie ledwie wchodzącym do mainstreamu raperem. Nie możemy też zapominać, że w składzie jest też Pop Smoke, który jeszcze przed swoją śmiercią przyjął zaproszenie do akcji. Oprócz wyżej wspomnianych nawijaczy kilku, jeśli nie wszyscy, ma szansę na ustabilizowanie swojej pozycji w mainstreamie. Czy będzie ich więcej niż tych z 2016 roku?

To właśnie ekipa sprzed czterech lat powinna być uznana za najbardziej udaną edycję, gdyż niemalże wszyscy w niej zebrani artyści wciąż w satysfakcjonujący siebie i ich fanów sposób wydają projekty, na których koszą też niemały hajs. Kto więc był w tamtym składzie? Z tych najbardziej popularnych należy wymienić Lil Yachty’ego, Lil Uziego Verta, Kodaka Blacka czy 21 Savage’a. Te ksywy obiły się o uszy każdemu, kto choć trochę orientuje się w temacie amerykańskiej sceny rapowej, a artyści do których one należą wciąż tworzą albumy, które osiągają imponujące wyniki sprzedażowe i na listach przebojów. Lil Yachty wydał przecież niedawno „Lil Boat 3”, a Lil Uzi Vert „Eternal Atake”. Na najnowsze projekty pozostałej dwójki fani czekają z ogromną niecierpliwością.

via xxlmag.com

Poza nimi w składzie było też kilku artystów, którzy dziś nie robią może takiego szumu, ale mają ustabilizowaną pozycję i bardzo wierny oraz trwały fanbase. Chodzi tu o Denzela Curry’ego, Andersona .Paaka czy Lil Dicky’ego. Poza nimi w składzie byli jeszcze G Herbo, Dave East i Desiigner. Dwaj pierwsi w tym roku już wydali lub wydadzą swoje albumy i wciąż działają prężnie, choć z nieco mniejszym pogłosem od wszystkich wyżej wspomnianych. Na niemoc twórczą długo cierpiał Desiigner, który stał się niestety więźniem swojego opus magnum, czyli „Pandy”. Ostatnio wydał jednak krótką EPkę pt. „Diamonds Forever”, która może zapowiadać większe rzeczy. Mamy więc dziesiątkę wciąż tworzących i ogólnie rzecz biorąc całkiem spełnionych artystów, którzy mają przed sobą jeszcze wiele lat na scenie. Co za rocznik!

fot. kadr z klipu „Kodak Black, 21 Savage, Lil Uzi Vert, Lil Yachty & Denzel Curry’s 2016 XXL Freshmen Cypher”, YouTube.com/XXL

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
4 raperów, którzy byli hejtowani, a teraz zgarniają propsy
bedoes

Chyba każda popularniejsza osoba ma swojego hejtera. Odczuć to można zwłaszcza w dobie internetu. Raperów również nie ominęło to zjawisko. Niektórzy jednak przebrnęli przez fale negatywnych opinii i aktualnie zbierają głównie propsy. O kim mowa?

Young Igi

Gdy utwory Igora zaczęły zdobywać coraz większą popularność, jednym z najczęstszych zarzutów było to, że według nich nadużywa autotune’a i tylko na tym buduje swoją twórczość. Średni argument, prawda? Teraz z tego efektu korzysta większość raperów i już mało kto ma z tym problem, jednak kilka lat temu stara gwardia rapu miała negatywne podejście do autotune’a. Young Igi olał negatywne komentarze i robił swoje. Aktualnie rzadko się spotyka jakieś nieprzychylne opinie na temat jego twórczości. Wręcz przeciwnie. Świadczyć może o tym jego zwrotka w #hot16challenge2, która przekroczyła już 16 milionów wyświetleń. Dodatkowym absurdalnym zarzutem w stronę Igora było to, że jest za młody. No tak, bo rap mogą tworzyć tylko ludzie po 30-stce.

Tymek

On przeszedł ciekawą drogę. Najpierw propsy za mniej znane numery, potem hejt, a aktualnie znów jest na fali wznoszącej. Największe zarzuty było o to, że robi muzykę, którą wielu nie nazywało rapem. Chodziło głównie o utwory z albumu „Klubowe”. „Język ciała” leciał wszędzie i to prawdopodobnie było głównym czynnikiem hejtu. Przesyt, przesyt i jeszcze raz przesyt. Ale czy to jego wina? No oczywiście, że nie. Tymek lubi eksperymentować z muzyką. Jedne rzeczy podobają się bardziej, a drugie mniej. Wtedy był na etapie robienia takiej, która miała po prostu bujać na imprezie. Teraz natomiast tworzy kompletnie inny klimatycznie projekt „Piacevole” i póki co opinie są bardzo pozytywne. Nie można mu odmówić też tego, że potrafi rapować. Za jego życiówkę uważam numer „Powietrze”.

Bedoes

Największy hejt na Borysa był po niefortunnych słowach wypowiedzianych na wydarzeniu SB w Stodole. Wiele osób z branży się oburzyło i nie ma co się dziwić. Jednak cała sprawa jest już wyjaśniona, więc nie ma co do tego wracać. Złe komentarze posypały się także w trakcie beefu z Filipkiem. Potem było już lepiej, zwłaszcza po numerach z płyty „Kwiat polskiej młodzieży”, która przyjęła się naprawdę dobrze. Można powiedzieć, że Bedi się odkuł. Dodatkowe zarzuty dotyczyły schudnięcia Borysa. Wiele osób insynuowało, że to przez narkotyki. Aktualnie Bedoes w znacznym stopniu stanowi o sile SBM i jest w miejscu, o jakim pewnie nigdy nie marzył. Jeśli chcecie sobie przypomnieć jego ostatnią płytę, odsyłam do recenzji Michała Fitza.

Żabson

Mateusz spotkał się z hejtem z wielu, często dość absurdalnych, powodów. Nie da się ukryć, że Żabson rzadko kiedy gryzie się w język i po prostu mówi to, co myśli. Do tego jest dość kontrowersyjnym raperem, a to z kolei się wiąże z ryzykiem, że komuś będzie przeszkadzał jego rap, styl bycia czy wypowiedzi w social mediach. Nie będę wymieniał wszystkich zarzutów w jego kierunku, bo to dość długa lista – czepiano się m.in. o jego flow, sposób bycia czy ubiór. Po prostu się wyróżniał i pewnie w jakimś stopniu pomogło mu to się znaleźć w miejscu, w którym jest teraz. Zazwyczaj takie błahe zarzuty szybko mają swój koniec. Jeśli atakowana osoba sobie nic z tego nie robi, heter w końcu odpuści. Tak też jest w przypadku Żabsona. Aktualnie o wiele więcej można przeczytać o nim pozytywnych komentarzy niż kiedyś.

fot. Bedoes & Kubi Producent – „Kwiat Polskiej Młodzieży”, YouTube.com/SBM Label

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Nowy numer Cardi B, „WAP”, wstrząsnął nie tylko środowiskiem. Dlaczego musimy rapować o seksie?
Cardi B WAP

Świeży kawałek Cardi B, który zaraz po „Press” jest drugim zwiastującym jej nadchodzący album, ożywił dyskusję na temat przyzwoitości w kobiecym rapie. „WAP” („Wet-Ass Pussy”), pierwsza współpraca raperki z Megan Thee Stallion, to symbol wyzwolenia seksualnego czy prymitywizmu?

Tekst utworu jest bardzo seksualny. Nic dziwnego więc, że trudno było przejść obok niego obojętnie, tym bardziej w czasach, w których kobiety wciąż muszą walczyć o swoją pozycję, nie tylko w hip-hopie. Cardi B do krytyki zwłaszcza ze strony konserwatywnych środowisk, z jaką spotyka się regularnie za swoje bezkompromisowe linijki, odniosła się w ostatnim wywiadzie dla Apple Music. Zwróciła uwagę na to, że ci, którym przeszkadzają jej teksty, jednocześnie nie wspierają raperek takich jak Noname czy Rapsody, które w swojej twórczości poruszają ważne, społeczne tematy.

„Ludzie kłamią. Ludzie będą mówić, że nie lubią lasek i nie lubią tego pussy talku. Ludzie to kochają”

Sama Rapsody natomiast o Cardi B wypowiada się bardzo ciepło i w rozmowie z Talibem Kweli powiedziała m.in., że raperka z Bronksu tworzy wartościową muzykę, ponieważ jest świadoma tego, co robi. Przy tym zaapelowała, aby nie naskakiwać na inne artystki tylko dlatego, że decydują się na daną formę sztuki. O tym, choć w kontekście polskiej sceny, pisał już na naszych łamach Kajetan – dlaczego kobiety analogicznie do mężczyzn miałyby nie pozwalać sobie na taką samą, co oni swobodę? Chyba tylko dlatego, aby swoim kosztem nie odbierać niektórym (i częściowo samym sobie) złudnego poczucia bezpieczeństwa, jakie daje nam funkcjonowanie w patriarchalnym modelu społecznym.

Oczywiście, już od jakiegoś czasu granice wyznaczane są coraz śmielej. Ale muszą być wyznaczane dalej, skoro kawałki pokroju „WAP” wciąż wzbudzają tyle emocji (przecież już w latach 90. z otwartości seksualnej znana była na przykład Lil Kim), a sytuacje takie jak TA się powtarzają. Nowy numer Cardi B stał się jednym z jej najpopularniejszych utworów i najpopularniejszym Megan Thee Stallion, wykręcając – po tygodniu, w chwili pisania tego artykułu – ponad 82 milionów wyświetleń.

Znajdujemy się teraz w przełomowym momencie. Choć tegoroczne wydarzenia nie napawają optymizmem, to, co dzieje się w kulturze, jest ważne, aby dokonać progresu. On jest choćby potrzebny, aby wzmocnić pozycję kobiet w społeczeństwie i pozbyć się ograniczających nas schematów.

fot. kadr z klipu „Cardi B – WAP feat. Megan Thee Stallion [Official Music Video]”, YouTube.com/Cardi B

Zostaw komentarz