Hip Hop,News

Kubańczyk: Dostałem szansę od Kamerzysty na ogromne pieniądze

Jakub Purłan -
Kubańczyk
Kubańczyk
Hip Hop,News - - Dodane przez Jakub Purłan

Kubańczyk: Dostałem szansę od Kamerzysty na ogromne pieniądze

Kubańczyk dał się poznać szerszemu gronu dzięki współpracy z Kamerzystą i Kruszwilem. Jednak muzyka towarzyszy mu od zawsze i to ona jest jego główną życiową pasją.

Długo przed podjęciem decyzji o występowaniu na YouTubie, Kuba już tworzył muzykę, a jego numer dobił nawet do 2 milionów wyświetleń. Większość osób kojarzy go ze współpracy z Kruszwilem i Kamerzystą. Nie ma się co dziwić, bo zasięgi, jakie posiadali ówcześnie, były ogromne. To była szansa dla Kuby, aby skrócić długą drogę na szczyt i wejść na inny poziom rozpoznawalności. Jak najbardziej wykorzystał tę okazję. Ten wątek został poruszony w wywiadzie z Bartoszem Boruciakiem. Kubańczyk sam powiedział: „Dostałem szansę od Kamerzysty na ogromne pieniądze i ogromne zasięgi”. Nie da się ukryć, że miało to duży wpływ na rozpęd, ale z tym wiązały się również negatywne komentarze. Ale czy kogoś to dziwi? Taki jest internet i każda popularna osoba ma swoich hejterów.

W rozmowie nie zabrakło tematów dotyczących FameMMA, Kruszwila, Kamerzysty czy związku z Olą Ciupą. Także padło stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach da się zrobić z każdego człowieka rapera. Trudno się z tym nie zgodzić. W dobie internetu wszystko jest możliwe. Całą rozmowę możecie znaleźć poniżej.

fot. kadr z filmu „[WYWIAD] Bartosz Boruciak x Kubańczyk”, https://www.youtube.com/watch?v=gg0ti4pQfqg&t=669s

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
O platonicznej miłości Taco Hemingwaya do środkowych pomocników
https://www.instagram.com/tacohemingway

Taco jest jednym z tych raperów, podobnie zresztą jak Quebo, którzy uwielbiają wplatać piłkarskie analogie do swoich piosenek. Mało tego, na niektórych piłkarzach opiera nawet całe kawałki i z bliżej niewyjaśnionych przyczyn zawsze są to środkowi pomocnicy.

Nie wiemy, czy wynika to z niespełnionych, dziecięcych marzeń Filipa, który być może chciał kiedyś zostać, również ze względu na wąsa, drugim Zbigniewem Bońkiem, czy może po prostu z sympatii do konkretnych zawodników, ale faktem jest, że Taco uwielbił sobie pisanie piosenek na cześć tych właśnie piłkarzy. Wczoraj zaprezentował nam pierwszy singiel z albumu „Europa” o nietypowym tytule „Michael Essien Birthday Party”, a przecież Ghańczyk nie jest pierwszym pomocnikiem, którego Fifi zawarł w tytule swojej piosenki.

Kim jest więc Michael Essien? To defensywny pomocnik, który zasłynął głównie swoimi występami w Chelsea. Taco jednak w tym konkretnym numerze nie nawiązuje do jego najznamienitszych osiągnięć, a do przykrego wydarzenia, które miało miejsce w 2012 roku. Essien przyszedł wtedy do Realu Madryt i w swoje urodziny chciał wyprawić przyjęcie, na które zaprosił wszystkich kolegów z drużyny. Przyszło ich jednak tylko dwóch, co sprawiło, że piłkarza musiał później pocieszać ówczesny menedżer zespołu, Jose Mourinho. Taco nawiązuje do tego w wersie: „Boję się, że wszystkich stracę nim skończę czterdziestkę/I te urodziny sam spędzę jak w Madrycie Essien”.

Idąc chronologicznie, następnym kawałkiem o środkowym, w tym wypadku również defensywnym, pomocniku jest „Bakayoko”. Numer nazwę zawdzięcza Francuzowi Tiemoue Bakayoko, którego najważniejszą boiskową rolą była pomoc w defensywie, stąd Fifi w refrenie nawija: „Nie wycofają się jak Bakayoko”. W momencie pisania tej piosenki francuski pomocnik był bardzo perspektywicznym graczem i zanosiło się, że będzie jednym z najlepszych na świecie na swojej pozycji, ale rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała. Całe szczęście piosenka nie zestarzała się tak źle. Co ciekawe, w przeciwieństwie do Michaela Essiena, Bakayoko wie o piosence nagranej na jego cześć, gdyż za czasów swojej przygody w Milanie puszczał mu ją Krzysztof Piątek.

Pierwszym piłkarzem, który dostąpił zaszczytu znalezienia się w tytule piosenki Taco był zawodnik jego ukochanego Tottenhamu, Dele Alli. Kawałek „Dele” znalazł się na „Szprycerze” i nawiązywał do piłkarza ze względu na jego niebagatelne umiejętności techniczne, zestawione z hulaszczym trybem życia w stolicy, co słychać w refrenie: „Znowu po tych klubach żonglerka jak Dele Alli”. W trakcie nagrywania piosenki Anglik z buta wchodził do składu Tottenhamu, momentalnie ewoluując z utalentowanego chłopaka w gwiazdę zespołu. Nie obce mu były też jednak klubowe eskapady, bo londyńskim paparazzi udało się uchwycić zawodnika wychodzącego z klubu o 5.00 nad ranem. Miało to miejsce w lipcu 2017 roku, czyli wtedy, kiedy miała też miejsce premiera „Szprycera”.

Biorąc pod uwagę tendencję nagrywania piosenek w oparciu o piłkarzy, możemy liczyć, że Fifi jeszcze o jakimś pomocniku w swoim numerze wspomni. Może tym razem doceniłby jakiegoś Polaka? „Rozpędzony jak lokomotywa, mów mi Grzegorz Krychowiak”. Łap inspirację Filip, za ten wers rozliczymy się kiedyś, przy okazji.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
3 albumy Quebonafide, które powstałyby, gdyby nie „Romantic Psycho”
empik.com

Quebonafide należy do tych artystów, którzy swoim albumom na przestrzeni lat nadali pewną ciągłość, dzięki ich nazwom. Tak jak KęKę wydał trylogię „Rzeczy”, tak Que kilka swoich pierwszy albumów nazywał według nietypowego klucza, zaczynając je od „E”, a kończąc na „-yka”. Ten standard przerwał przy okazji „Romantic Psycho”. Jakie albumy mogłyby powstać, gdyby tego nie zrobił?

Pula słów zaczynających się na konkretną samogłoskę i kończących na specyficzną zgłoskę jest mocno ograniczona, ale Quebo nie zdążył wyczerpać jej w całości, choć ma już na koncie „Eklektykę”, „Erotykę”, „Ezoterykę” oraz „Egzotykę”, a także spreparowaną przez 2stego „Elektrykę”. Kilka takich wyrazów by się znalazło, a wokół nich można byłoby spokojnie zbudować koncept całego albumu, który sprawiłby, że nazwa nie jest dobierana na siłę. Kuba, jeśli masz życzenie, to czerp śmiało.

Eurydyka

Eurydyka to w mitologii greckiej jedna z nimf, ukochana Orfeusza. Zmarła od ukąszenia węża, co tak wstrząsnęło jej lubym, że ten aż uprosił Hadesa, by przywrócił ją do żywych. Był tylko jeden warunek – Orfeusz nie mógł się obejrzeć się za siebie, by spojrzeć na nią, wychodząc z podziemi. Nie wytrzymał i gdy zerknął na swoją ukochaną, momentalnie ją stracił i nigdy więcej nie odzyskał. To ckliwa historia o potężnym uczuciu i pożądaniu, a jak słychać po „Romantic Psycho”, Quebo jest specjalistą w takiej tematyce. Poza tym, nie obca jest mu też mitologia, bo swoją obszerną wiedzę na ten temat udowodnił już w „Panczeonie”. Nie widzę więc przeciwwskazań, by stworzyć krótką epkę miłosną; epkę pełną nawiązań do starożytnej Grecji.

Estetyka

Quebonafide umie w braggę i nie obce są mu też bangery, ale jest w stanie tworzyć też kawałki brzmiące spokojnie, a momentami wręcz majestatycznie, czego dowodzi chociażby numer z Raplhem Kaminskim z jego ostatniej płyty. „Estetyka” mogłaby więc być zbiorem jedynie takich utworów, które swoją kompozycją, elegancją i dostojnością sprawiałyby wrażenie, że słuchając tego albumu, przechadzamy się po Luwrze albo innym pięknym miejscu, podziwiając jego wszystkie szczegóły.

Energetyka

Tak dla przegryzienia wyżej wspomnianej „Estetyki” i dla potwierdzenia faktu, że Quebo potrafi robić bangery. Ktokolwiek był na koncercie Kuby, wie, że pod względem energii, jaką daje na scenie nie ma sobie równych, czego najlepszym przykładem jest choćby fakt, że kiedyś w pogo robionym do „Madagaskaru” odpadła mi podeszwa od buta. Que to po prostu polski Travis Scott albo nawet… Travis Scott to polski Que. Sam nie wiem. W każdym razie, spróbujcie sobie wyobrazić całą płytę złożoną z takich numerów. Mi już na samą myśl tupie nóżka.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz