Hip Hop,News

Kwarantanna odbiera rozum kolejnym gwiazdom. Gucci Mane następnym, ciężkim przypadkiem

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Kwarantanna odbiera rozum kolejnym gwiazdom. Gucci Mane następnym, ciężkim przypadkiem

Już Polscy raperzy pokazali nam, że społeczna kwarantanna może wpływać na nich negatywnie. TomB mocno przyczepił się w swoim poście do nazwania Solara „Bogatym Ziomkiem Tomba” na pierwszym wydaniu „Romantic Psycho” Quebonafide. Wpis później usunął, a swoje zachowanie tłumaczył przygniatającą izolacją. Podobnie zresztą wyjaśniał się Belmondo po tym, jak zabiegał o wolność Kurdystanu i żeńskich narządów rozrodczych. To niestety i tak pikuś przy tym, co dzieje się w Ameryce.

Tam wirus szaleje jeszcze bardziej, co chyba wprost proporcjonalnie wpływa na to, jak odwala tamtejszym gwiazdom. Nie tak dawno Lil Yachty urządził live’a na swoim Instagramie, w trakcie którego zaoferował, że zapłaci swojemu widzowi, jeśli ten na wizji wypije kubek własnego moczu. Kilka dni później Trippie Redd poszedł w jego ślady. Zgodził się na dogranie gościnki do numeru jednego z jego fanów, pod warunkiem, że ten wbije sobie wszywkę w czoło i zje kanapkę z własnymi fekaliami.

Kolejnym ciężkim przypadkiem odklejenia okazał się również Gucci Mane, który co prawda nikomu niczego nie polecał robić za pieniądze, ale i tak wykazał się przy tym najmniejszą dawką empatii, spośród wszystkich swoich kolegów. Uznany dla trapu artysta wrzucił bowiem krótki wpis na Twittera, w którym po prostu życzy śmierci z powodu koronawirusa wszystkim swoim hejterom.

Podczas gdy większość artystów w wywiadach przekornie dziękuje swoim hejterom, twierdząc, że to w sporej mierze dzięki nim otrzymują rozgłos, Mane życzy im śmierci. Kto zachowuje się w tej sytuacji bardziej dojrzale? To chyba oczywiste, prawda? Pozostali stawiają się ponad hejterami, udowadniając im, że ich działania mają wręcz przeciwny skutek do zamierzonego, co wiele takich osób zniechęca do dalszego, przesadnego negowania artysty. Raper z Atlanty nakręca za to niepotrzebną wojnę nienawiści, w której sam siebie stawia na przegranej pozycji. Trudno będzie bowiem przebić takie „życzenia”, o ile ktoś w ogóle będzie się starał. Mało tego, Mane tym jednym wpisem narobił sobie prawdopodobnie więcej szkody, niż jego wszyscy hejterzy razem wzięci zdążyli zrobić do tej pory. Celny strzał Panie Gucci Mane. Szkoda, że w obydwa swoje kolana.

fot. kadr z klipu „Gucci Mane – First Day Out Tha Feds [Official Music Video]”, YouTube.com/OfficialGucciMane

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Czy możemy wybaczyć Taconafide?

O to, że Taco Hemingway i Quebonafide nie zostali straceni po fuzji, po której mają grubsze portfele, no i żaluzje, możemy być dziś spokojni. Tak jak „Café Belga” pozostawiała jeszcze trochę do życzenia przez swój introspektywny koncept i plastikowe refreny, tak „Pocztówka” zawierała już w sobie to, za co Taco pokochaliśmy. Wiadomo, w bardziej popularnej, ale nie oznacza to, że złej, formie. „Romantic Psycho” również zdało egzamin, bo gdy mówi się o uczuciach, łatwo o egzaltację, a z tej Quebo, mimo skłonności, nareszcie udało się częściowo wybrnąć.

Mówiło się, że „Soma 0,5 mg” to projekt słaby, ale świetnie rozegrany marketingowo i w końcu skierowany do młodszych odbiorców. To po tych dwóch latach oczywiście się nie zmieniło. To naturalne, że od kolaboracji Taco Hemingwaya i Quebonafide moglibyśmy oczekiwać naprawdę ambitnego materiału. W studiu wyjątkowo dobrze się uzupełniają i żaden z nich nie dominuje („TOKYO2020” jest na to kolejnym dowodem), obaj mają też talent do pisania nieoczywistych linijek. Co w takim razie z tym, co zaserwowali jako Taconafide?

Śpiewać jak w „Candy” będą, brawo/Ty tak twierdzisz, ja bym chciał przekazać coś dzieciakom/Ta odpowiedzialność mnie zabija, a w ich bio XXXTentacion, Queba i ja

„Intro”

Dużo mówi się o tym, że dzisiejsze pokolenie dorastających ludzi zmaga się z problemami, z którymi samemu nie jest w stanie sobie poradzić. Opowiadał mi o tym w wywiadzie Przemysław Kaca, inicjator projektu „Hip-Hop Druga Szansa”, który rap wykorzystuje w pracy z młodzieżą. Raz na jakiś czas informujemy również o śmierci kolejnych młodych raperów i martwimy się o to, jakie będą dalsze konsekwencje depresyjnych nastrojów. W momencie jednak gdy temat słusznie podejmują dwaj najwięksi raperzy, żałujemy. No bo zawiedli, bo się sprzedali i w ogóle to pytamy, czy to, co robią teraz, to nie jest po prostu jakiś pastisz.

Misja

Chciałbym zapomnieć, więc jem somę/Nie będę brał tu dragów, moja soma to muzyka, słucham tracków Badu (…) Jeśli stan umysłu znowu masz niezdrowy, no, to zaaplikuj sobie od nas dawkę somy

„Soma”

Na „Somie 0,5 mg” Taco i Quebo przede wszystkim traktują o tym, jak zmieniło się ich życie po tym, jak stali się popularni. Starają się jednak przy tym pokazać, że można być szczęśliwym, pomimo problemów. Mamy kawałki o złamanym („Wiem”, „Sectumsempra”) i nie złamanym sercu („Visa”, „Mleko & Miód”), życiu w dzisiejszych czasach („Tamagotchi”) i demaskację idealizowanego obrazu raperów („8 kobiet”). Ale co najważniejsze, ucieczką od tego złego świata nie są dla nich używki, a miłość i pasja („PIN”). To oczywiście bardzo idealistyczne, ale ze względu na misję można przymknąć na to oko.

Wartości, które dają się tu odnaleźć, również są odpowiednie. To nie tylko linijka o prawniku-Żydzie i fryzjerze-geju („Miód & Mleko”), ale też chęć zmiany świata na lepsze, gotowość do bycia autorytetem. Kluczowy jest m. in. fragment „Art-B”:

„Moim miastem hucznie maszerują nazi/Młodzież tu hailuje, bo brakuje pracy/Młodzież łyka bzdury, idą trudne czasy (…) Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner/I wybuduję nowy świat, no bo suko stać mnie”

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, do kogo w młodym wieku nie przemawiały oczywiste treściowo, niosące emocje, teksty. Jest niesmak po kontrowersyjnych „Krypotowalutach”, no i ten flet z „Wiem” smakuje trochę jak „Szprycer”, jak „Chodź”, ale bity na „Somie” przecież są chwytliwe i różnorodne. Prawie każdy z tych kawałków mógłby zostać singlem. Myślę, że nie musimy jej lubić, ale gdy leci nowy Lil Peep, powinniśmy o nią prosić.

fot. kadr z „Taconafide – Art-B”, YouTube.com/QueQuality

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Young Igi wybił się na piosence mówiącej o uzależnieniu od Simsów – Przeiterpretacja #2

Young Igi to obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych i szanowanych przedstawicieli newschoolu. Zdążył już wypuścić mnóstwo hitów, ale tak naprawdę dwa konkretne numery miały wpływ na gigantyczny wzrost jego popularności. Chodzi oczywiście o „Pilota” i „Kush”. Ten drugi jest pozornie piosenką o miękkim narkotyku, ale to mylące pierwsze wrażenie. Jeśli zagłębimy się w tekst, zorientujemy się, że to poważny utwór, traktujący o niemałym problemie wśród ówczesnych nastolatków. Chodzi bowiem o uzależnienie od popularnej gry The Sims.

Zapytacie: „Jak ta piosenka może znaczyć co innego, skoro już w samym tytule mamy wspomniany kush?” No właśnie, Igi dokonuje tu prostego zabiegu amerykanizacji słowa. Tak naprawdę chodzi bowiem o zwykły kurz. „Mój kush się lepi” to opis tego, jak wygląda pokój osoby uzależnionej od Simsów. Poza grą nie ma czasu na nic, a już na pewno na utrzymywanie porządku, więc bałagan jest tak duży, że kłębki kurzu zaczynają się już lepić. W refrenie Igi nawija też: „Paliły małe dzieci i ja”. Oczywiście nie chodzi o marihuanę, bo przecież tak młode osoby jej nie zażywają, a o wypalanie płyt. Kiedyś raptem garstka miała możliwość kupowania gier, nie wszyscy mogli sobie też pozwolić na ich ściąganie z internetu. Spiracone gry wypalało się więc przy użyciu odpowiednich programów na płytach CD i DVD, a później pożyczało znajomym. Pod koniec refrenu Igi śpiewa również: „Nie mówisz z sensem”. Tego nie trzeba chyba tłumaczyć nikomu, kto choć raz grał w Simsy. Stworzone postacie posługują się przecież kompletnie zmyślonym i niezrozumiałym dla graczy językiem. Nie przekonuje Was analiza tego fragmentu utworu? No to przyjrzyjmy się zwrotkom.

Igi rapuje: „Mam cały świat, musisz odbić/ I do tego miejsca nie zapraszam gości”. To prosty opis gry. W Simsach mamy możliwość nie tylko tworzenia postaci, ale także ich otoczenia, w zasadzie panujemy nad całym ich światem. Gra nie ma też trybu multiplayer, więc nie ma opcji, by zaprosić jakichkolwiek gości, co tylko pogłębia samotne uzależnienie. Artysta w tej samej zwrotce nawija też o popularnych czynnościach wykonywanych w grze. „W moim domu mam kobiety bez spodni” – każdy młody, ciekawy świata dzieciak próbował przecież rozebrać Sima, nie inaczej było w przypadku Igiego. Raper nie tylko jednak bawił się i eksperymentował w grze, ale przede wszystkim dbał o swoje postacie, by nie chodziły nawet z pomarańczowym diamentem nad głową. Zawsze były najedzone, czemu dowodzi linijka: „Żaden z moich braci nie pości”.

W tematykę utworu wpasowuje się też oczywiście Pikers, który gościnnie udziela się w kawałku. Raper nawija: „W ogóle nie czekam na wynik”, mając na myśli fakt, że w Simsach nie ma ostatecznego rezultatu. W odróżnieniu od wielu innych popularnych gier nie zdobywa się tu punktów, by zwyciężyć, a po prostu gra dla samej przyjemności. Brak możliwości porażki jest jednym z głównym czynników, który wciągał młodzież w uzależnienie od tej gry. Pikers podaje również przykłady konkretnych sytuacji z Simsów, które innym graczom są bardzo dobrze znane. „Je*iesz się z tą deską” to linijka, która opowiada o tym, jak trudno było w pierwszych częściach gry wstawić do basenu skocznię, popularną „deskę”. Gra nie była bowiem idealnie stworzona, więc akurat wstawienie tego konkretnego elementu mogło sprawić sporo problemów.

P.S. Po przeczytaniu tekstu należy skonsultować się z własnym humorem i dystansem, gdyż tekst nie ma na celu zdyskredytowania niczyjej wizji lub twórczości.

fot. kadr z klipu”Young Igi „Kush” feat. Pikers (prod. TEF)”, YouTube.com/YoungIgi

Zostaw komentarz