Felieton,Hip Hop

Łatwo przyszło, łatwo poszło cz.2

Politolog Na Rapie -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Politolog Na Rapie

Łatwo przyszło, łatwo poszło cz.2

W pierwszej części tekstu poznaliście przedziwne i przeróżne finansowe problemy, z jakimi mierzyli się Scott Storch, Common, Nas, Lil Kim i Kurupt. Czas na kolejny zestaw porad, jak łatwo stracić wielkie pieniądze (albo tylko wciskać wszystkim, że się je straciło).

50 Cent

O tej sprawie powinniście byli słyszeć, ponieważ miała miejsce stosunkowo niedawno, bo w 2015 roku i była bardzo medialna. Ci, którzy śledzili działania rapera, dobrze wiedzieli, że muzyka zeszła na drugi plan i „Fifty” postawił na biznes oraz aktorstwo. Skąd więc u rapera, który także dobrze obraca pieniędzmi, deklaracja o ogłoszeniu upadłości?

Kluczem do sprawy jest to, że na kilka dni przed formalnym bankructwem, raper przegrał sprawę w sądzie z Javonią Leviston – byłą dziewczyną Rick Rossa. 50 Cent opublikował w internecie sextape z jej udziałem, za co sąd skazał go na zapłatę 5 000 000 $ odszkodowania. Jedna połowa tej kwoty to kara za wykorzystanie wizerunku, a druga to rekompensata za problemy emocjonalne, z którymi musiała mierzyć się kobieta.

Ogłoszenie bankructwa nie było związane z tym, że 50 Cent po zapłacie odszkodowania zostałby bez pieniędzy. W tamtym roku jego majątek był szacowany na ponad 150 000 000 $. Był to jedynie zabieg ze strony jego prawników, mający na celu przekształcenie długów, a w efekcie nawet ich umorzenie. Raper zwyczajnie nie chciał zapłacić zasądzonej kwoty.

Argumentem dla obrońców było również to, że 50 Cent już wcześniej miał długi sięgające 20 000 000 $. Sąd przychylił się do prośby i uwierzył, że suma zobowiązań rapera prawie dwukrotnie przewyższa posiadane przez niego aktywa.

Zaledwie dwa lata później Curtis Jackson spłacił wszystkie należności i zrobił to prawie 5 lat przed czasem jaki wyznaczył mu sąd. Jak podali jego prawnicy, 9 000 000 $ pochodziło z zarobionych przez ten czas pieniędzy, a 13 000 000 $ z wygranej sprawy przeciwko jednej z kancelarii adwokackich.

DMX

Nie trzeba długo patrzeć na DMX-a, żeby zobaczyć w jego oczach klęskę. Ta historia jest po prostu smutna. W latach 1998-2003 raper, dzięki hitom takim jak „Party Up”, „What’s My Name” czy „X Gon “Give It to Ya”, był jednym z najlepiej sprzedających się w USA. Co więcej, trafił nawet do TOP 10 w Wielkiej Brytanii. Dziś regularnie wychodzi z więzienia tylko po to, by za chwilę znów do niego wrócić, a wszystkiemu winne są oczywiście długi.

Przeskrobał sobie z rządem USA nie płacąc podatków w latach 2002-2005 oraz 2010-2015. Za to został „naliczony” na 2 290 000 $ i skazany na rok więzienia. Puszczanie na sali sądowej przez adwokatkę rapera jego utworów nic nie dało.

Nawet jeżeli DMX-owi uda się kiedyś spłacić zaległe podatki, to opłacenie alimentów dla 15 dzieci może już nie być takie łatwe. Tylko z tego powodu już kilkukrotnie ogłaszał bankructwo, a w 2016 roku próbował nawet popełnić samobójstwo.

Do problemów finansowych dochodzą zarzuty o posiadanie narkotyków, niebezpieczną jazdę, czy naruszanie zasad zwolnienia warunkowego i problemy psychiczne.

Machine Gun Kelly nagrał ze swoim idolem z dzieciństwa, by chociaż trochę mu pomóc. Nic więcej nie mógł zrobić.

MC Hammer

Wydał ponad 30 milionów w kilka lat. U can’t touch this!

Ale to wcale nie powinno dziwić, skoro musisz utrzymywać posiadłość, która ma ponad 3700 m2. Przepraszam, czy napisałem „musisz utrzymywać”? MC Hammer nie robił tego sam, on właściwie nic nie robił sam. Miał przecież do dyspozycji 40 osobową świtę, która kosztowała go 500 000 $ miesięcznie.

Chata oczywiście nie była byle jaka. Nawet Scott Storch mógłby poczuć się zawstydzony. Gwiazda lat 90-tych miała w swoim domu m.in. pozłacane bramy, dwa baseny, włoskie marmury, garaż na 17 aut, kino na 33 osoby i kilka… kortów tenisowych. Pomyślelibyście, że MC Hammer jest fanatykiem tenisa? Niestety piłeczki nie odbijał tak dobrze w sądzie, bo po tym jak Rick James zarzucił mu kradzież kultowego riffu „Super Freak”, musiał podzielić się z nim częścią tantiem.

To jednak nie obciążało majątku jeszcze tak bardzo, jak inwestycja w stajnię koni wyścigowych „Oaktown Stable”, która mogła pomieścić aż 19 klaczy. Każdy koń był warty co najmniej 1 000 000 $. Sam MC Hammer nie jeździł na koniach, wolał Lamborghini, limuzyny, prywatne samoloty i śmigłowce.

Zabawa nie trwała długo i w 1996 roku raper złożył wniosek o bankructwo. Dom został sprzedany za ułamek tego, ile kosztowała jego budowa.

„Hiperkonsumpcja nie posiada mety, rośnie jak penis, a wraz z nią apetyt” jak rapował L.U.C.

Suge Knight

Jego akurat nie powinniśmy żałować.

Problemy finansowe rzekomego zleceniodawcy zabójstwa 2Paca sięgają 2006 roku. To wtedy biznesmen złożył wniosek o ogłoszenie upadłości, aby uniknąć utraty kontroli nad legendarną wytwórnią Death Row Records. Jak łatwo się domyśleć Knight nie miał 107 000 000 $, by zapłacić Lydii Harris, z którą przegrał proces cywilny. Suge miał ją oszukać, w efekcie czego kobieta straciła 50% udziałów w labelu, który wydawał największe gwiazdy rapu lat 90-tych. Zarządzanie majątkiem Knighta przejął syndyk.

To jednak nie ma już dla niego żadnego znaczenia. Były właściciel rapowego giganta został skazany na 28 lat więzienia. Odsiedzi 22 lata za zabójstwo i 6 lat za mniejsze przestępstwa.

Fot. TigerDirect.com

Zostaw komentarz

Udostępnij
Streetwear,Wyróżnione,Wywiad
“Ja sam staję się marką”. Bagi, 17-letni twórca największego w Polsce sklepu na Instagramie

Wchodzi lekko spóźniony, bo jak tłumaczy – mimo, że ma już w garażu samochód, z odpaleniem silnika musi poczekać jeszcze kilka miesięcy, do 18-tki. Póki co więc jeździ komunikacją i patrzy, ile osób przygląda mu się, bo ma fajne ciuchy, a ile rozpoznaje markę w nim samym – bo Mikołaj Bagiński to przecież Bagi Community – największy instagramowy sklep w PL. W ciągu tygodnia, kiedy powstaje ten wywiad, przybywa mu kolejny tysiąc followersów na Instagramie i tyle samo na YouTube. – Jestem skromnym chłopakiem – mówi. A wszystko zaczęło się przez cynamonowe zapałki.

19,7 tys. obserwujących na Instagramie, 24,8 tys. na @bagicommunity, przeszło 28 tys. subskrybcji na YouTube po niespełna pół roku. Na rynku pojawił się Bagi – poważna konkurencja dla wielkich wyjadaczy. 

Dla mnie takie wielkie osoby nie są konkurencją. Ja je podpatruję: kto do nich chodzi, jakie ciuchy sprzedają, jakie firmy. Mają znacznie większe doświadczenie niż ja i wiedzą, jak to robić. Konkurencją mogą być koledzy, którzy mają podobne liczby.

Czyli?

Jeśli miałbym wskazać jedną osobę, którą chcę prześcignąć, to powiedziałbym: Wujek Rada.

Wiesz, że w kometarzach pojawiają się opinie, że jesteś lepszy, niż on?

Widziałem ten komentarz! (śmiech).

Powiesiłeś go sobie na ścianie?

Nie. Ale bardzo jest mi miło i zapamiętałem to sobie. To nie jest tak, że chcę być lepszy niż Wujek Rada. Trochę inaczej robimy wideo, trochę inaczej chcemy dotrzeć do grupy docelowej. Trochę inaczej to prowadzimy. On na Instagramie wstawia swoje fotki z nowym butem, bardziej promuje siebie. Ja próbuję robić Instagram, na którym można zobaczyć nie mnie, a to, co robię. Cały mój pomysł na kanał polega na tym, żeby moi widzowie widzieli we mnie nie tylko osobę merytoryczną, która siada w swoim pokoju i mówi: „Słuchajcie, to jest but, to jest drugi but, ten kosztuje tyle i siema”. Wyłączam kamerę i jedyne co widzieli, to tylko te buty i kawałek mojej twarzy. Próbuję w tym wszystkim być bardzo naturalny. Ta moja widownia, te 20 tysięcy, to dla mnie bardzo dużo, ale porównując do największych – wciąż mało.

Bardzo dużo, jak na 4 miesiące – bo dopiero tyle jesteś na YouTube. Zazdrościsz lepszym od siebie?

Bardzo lubię się nimi inspirować, uczyć się na ich błędach. Oczywiście, że jeśli ktoś jest dla mnie wzorem, to zapinam się, żeby go przeskoczyć, ale głównie dla samego siebie. Traktuję to jako wyzwanie. Nie siedzę i nie myślę: „Żeby coś mu się stało, żeby zbanowali mu konto”. Nie ma też jednej osoby, która ma wszystko, co mi odpowiada. Jest Krzysztof Gonciarz, który ma niesamowity multitasking łączenia vlogów, firmy, podróży i przy okazji ma jeszcze świetny kontakt z ludźmi. Jest Tomasz Działowy, czyli Gimper – strasznie podoba mi się jego myślenie przedsiębiorcze. Zacząłem czytać książkę Michała Szafrańskiego o tym, jak zaczął pisać bloga.

Tego nie da się kupić

Nagrywasz, montujesz, wrzucasz filmiki na YouTube, robisz zdjęcia na Instagram.

Mam osobę, która robi mi animacje. I to wszystko.

Wysyłasz paczki, odpisujesz na maile, odpowiadasz na wszystkie komentarze.

Mhm.

Chodzisz wciąż do szkoły?

Mam małą frekwencję, ale zdaję (śmiech).

A w pokoju masz więcej par butów, czy koszulek Supreme?

Na butach specjalnie się nie znam. Kupuję je na sprzedaż, ale sam mam te kilka par, które pokazałem niedawno w filmiku.

A rzeczy Supreme jest…?

Z…50?

Od nich się zaczęło. 

I to od kompletnego przypadku, chyba jakoś w 2017 roku. Zupełnie niechcący wpadłem gdzieś w sieci właśnie na Supreme. Byłem podjarany mocno. Moi koledzy zrobili mi wokół tego taką otoczkę, że tego nie da się kupić, że to jest strasznie limitowane. Byłem przekonany, że żeby to zrobić, trzeba mieć jakieś specjalne programy informatyczne albo znajomych na miejscu. A potem przeczytałem, że Supreme wydaje drop nowej kolekcji. Usiadłem do komputera, wszystko ściągnąłem z biurka, żeby jak najszybciej ustawić klawiaturę, jak najszybciej ruszyć myszką. Wybiła 12.00, cały spocony wchodzę na stronę, kupuję czapkę – 250 zł to wtedy było dla mnie wow – 3 razy urodziny i kasa od babci. Strasznie się zdziwiłem, że mi się udało. Wróciłem na stronę i kupiłem jeszcze koszulkę. Ale moja wrodzona skąpość nie pozwoliła mi kupić jej dla siebie. Stwierdziłem, że sprzedam. A potem, jak przyszły, byłem tak zakochany, że pomyślałem, że jednak zostawię sobie.

Supreme zawsze do pierwszych kolekcji dołącza gifty. Przysłali mi wtedy zapałki cynamonowe. Jak się mnie zapytasz, czy miałem już w głowie, żeby otworzyć sklepik, kanał na YouTube, firmę – to nie, ale ten zapach cynamonowych zapałek pamiętam do dziś. Mam je cały czas w domu i jak tylko je wyjmę i powącham, od razu przenoszę się na plac Wilsona, do auta mojej mamy, gdzie siedzę, otwieram paczkę i mówię: Patrz mamo, to jest Supreme, to właśnie ta marka.

Koszulkę sprzedałeś.

Za 350 zł, kupiłem za 280. I o dziwo, ona w minutę zeszła. Pomyślałem: Wow, można na tym zarobić. Serio. Wcześniej grałem w jakieś gry, więc może ten instynkt kupowania-sprzedawania już nieświadomie szkoliłem.

I zacząłeś biznes.

Bałem się to robić sam. Poszedłem do kumpla i zaproponowałem mu współpracę. Specjalnie w czwartki urywaliśmy się ze szkoły tylko po to, żeby się spotykać i działać. Ale potem ta nasza współpraca się rozeszła i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Antek dzisiaj tworzy muzykę. I też bardzo fajnie mu to wyszło. Stwierdziłem wtedy: Ok, dalej działam sam.

Siema, Bagi! Znam cię!”


Dziś masz największy instagramowy sklep w Polsce. Co było przed Bagi Community?

Zacząłem od grup na Facebooku, gdzie zdobyłem jakąś renomę. Ludzie widzieli, że mam naprawdę dużo ubrań i że są dobre. Potem wkręciłem się w dropy stacjonarne. Na tym też zarabiałem. Następnie otworzyłem sklep na Instagramie. Śledziłem rynek brytyjski i tam to bardzo hulało. U mnie nie wypaliło. Miałem jakichś 300 followersów, pomyślałem: Ok, czas przenieść się na Fb, bo najwyraźniej jeszcze w Polsce nikt tego nie używa. Dziś myślę, że może to był jakiś błąd z mojej strony i coś robiłem źle.

Spróbowałeś jeszcze raz.

Tak, 29 lipca otworzyłem @bagicommunity. I to zaczęło śmigać. Potem tych sklepów otworzyło się mnóstwo.

Wyprzedziłeś trend.

Jedni powiedzą, że wyprzedziłem o włos, a inni – że byłem początkiem trendu. W każdym razie zrobiło się to modne i w środowisku zaczęło się wymieniać trzy główne sklepy – w tym mój.

Fajnie jest czuć, że wyznaczasz kierunki?

Z jednej strony jest to bardzo miłe. Wiedzieć, że dużo osób mnie obserwuje i próbuje robić to, co ja.

Ale…?

Gdyby to się zdarzyło 3 lata temu albo 4, pewnie bym sobie z tym nie poradził. Kiedyś jakiś kolega zapytał mnie: „Ej, Bagi, podbiegł ktoś już do ciebie po zdjęcie?” Mówię mu: Stary, co ty, przecież my mamy po 15 tysięcy subskrybentów na YouTube, co ty gadasz? A on na to, że na jakimś evencie zrobił sobie ze 20 zdjęć z fanami. Autentycznie mu nie wierzyłem. Potem był kolejny event i ktoś podszedł zrobić sobie zdjęcie ze mną. To był przełom, bo zobaczyłem, że ci ludzie z social mediów naprawdę istnieją, że to nie są liczby. Po tym też zacząłem znać swoją wartość i uważać, co postuję. Wiem, że oglądają mnie młodsi, nawet bardzo młodzi. Chociażby z racji tego, staram się wyciszać wszystkie przekleństwa.

fot. Bagi

Zabrzmi to górnolotnie – masz poczucie misji?

Mam świadomość, że jednak subskrybuje mnie dużo dzieciaków. Chociażby moja młodsza kuzynka, jej koleżanki pewnie też.

No właśnie. A ciuchy, które sprzedajesz nie należą do tanich. Namawiasz te dzieciaki do kupowania za pieniądze rodziców.

Nie namawiam! Chociaż w sumie, jak o tym pomyślę, to tak. W końcu prowadzę sklep i zależy mi, żeby kupowali u mnie. Ale ja bardzo mocno zaznaczam na moich filmikach, że sam nigdy nie kupowałem takich rzeczy, dopóki nie było mnie na nie stać. Do tego stopnia, że koledzy śmiali się ze mnie, że przecież Bagi zarabia tyle i tyle, to dlaczego nie kupię sobie dwóch par butów tylko jedną. A mnie było po prostu szkoda.

To ta wrodzona skąpość?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że miałbym wszystko wydać na siebie, a za tydzień pożyczać od taty. Teraz mogę sobie pozwolić na to, żeby zaszaleć, ale też moje zarobki bardzo wzrosły. A i tak większość mam nie na koncie, a w ciuchach. Wracając do pytania, czy namawiam – tak, ale nigdy nie mówię: Kupujcie za kasę rodziców. Z drugiej strony, nie mam na to wpływu. Mogę mieć tylko nadzieję, że każdy ma ok rodziców, chociaż oczywiście wiem, że tak nie jest. 

Wracając do tej misji – to cię ogranicza?

Raczej świadomość, że nie mogę wstawiać złych rzeczy. Mam takie biznesowe poczucie. Raperzy na przykład, kreują swój wizerunek ćpając, jarając i – za przeproszeniem – ru***jąc laseczki. Ja takiego wizerunku nie chcę kreować. Działam w innej branży. Chcę mieć współprace z poważnymi firmami. Np. zgłosił się do mnie New Balance. Fajnie. Zrobiliby to, gdybym wstawiał filmiki, jak co piątek latam z piwem po mieście? Wątpię. Nawet nie chodzi już o te dzieciaki i o moralność, ale ja po prostu sam prowadzę firmę. 

View this post on Instagram

Thumbs up! 📸 @brzostek_dominik

A post shared by Bagi (@bginsky) on

Masz 18 lat! Imprezy są tego częścią. Nie boisz się, że ktoś ci cyknie taką fotkę? 

Teraz nie, bo nie mam jeszcze takiej rozpoznawalności. Myślę też, że jeśli to nie wynika z mojego profilu, to każdy wie, że ja nie chcę tego pokazywać. Prawda jest taka, że to jest problem z którym musi się mierzyć każda popularna osoba.

Ciągle się pilnujesz?

Ja bardzo dużo imprezuję, naprawdę! I bardzo często ktoś podchodzi do mnie i mówi: „Siema Bagi, znam cię”, a potem razem latamy i imprezujemy i jest super. Ale też nie imprezuję z młodszymi.

Nie pi**dol. Ciężko to ma górnik”


Dostajesz wiadomości, w których ktoś pyta cię co robić, szuka wsparcia?

Raczej dotyczące biznesu. Coś w stylu: „Chciałbym sprzedawać ubrania i na nich zarabiać, jak to robić?”. Nie jestem w stanie odpowiadać każdemu. I też trudno, żebym odpowiadał. Najgorsze, że ja nagrałem nawet o tym odcinek – taki właśnie tutorial. A są tacy, którzy piszą do mnie prosto z mostu: „Słuchaj Bagi, powiedz mi, gdzie kupujesz te rzeczy i za ile”. Nie oczekują wskazówki, tylko od razu wszystkiego. Za każdym razem, gdy czytam wiadomość zaczynającą się od „bardzo fajny filmik, coś tam, coś tam…” tylko czekam na jej zakończenie: „a mógłbyś mi powiedzieć, gdzie kupujesz, ile zarabiasz…?”

I co odpowiadasz?

Nie odpowiadam. Staram się grzecznie podziękować i nie wybuchać. Zdarzyło mi się może ze dwa razy.

A ile zarabiasz?

Jeżeli utrzymałbym to, co mam teraz, to na luzie mógłbym się utrzymać sam. Nie chciałbym tu walić liczbami, ale jest to godna płaca. Z tym, że na chwilę obecną łączę bardzo dużo biznesów. Z jednej strony mam swoją firmę, gdzie sprzedaję ubrania – czyli Bagi Community, a z drugiej YouTube’a i Instagram – tam też zarabiam. Ale też prawda jest taka, że ja bardzo dużo na to pracuję i to nie jest takie pstryknięcie palcem, jak ludziom się wydaje. 

fot. Bagi

No właśnie, dużo osób myśli: „Cyknął sobie fotkę, nagrał coś komórką, i ma”.

Bodajże wczoraj przeczytałem taką wiadomość. Mój kolega napisał na grupie streetwearowej na Fb, że pracuje jako dostawca w pizzerii, dodatkowo ma własną działalność i sprzedaje plakaty streetwearowe, i jeszcze studiuje. Napisał, że jest bardzo ciężko. Jakiś chłopak mu odpisał: „Przestań pierdolić. Ciężko to ma górnik w kopalni, a nie osoba, która wysyła paczki i nakleja etykiety”. Bardzo się śmiałem, ale też byłem zażenowany, że w ogóle ktoś jeszcze może mieć tak zamknięty światopogląd. Ja nie wiem jakim cudem w 2019 ktoś może powiedzieć, że jedyna osoba, która ciężko pracuje, to górnik? Ale część moich znajomych też myśli: „Eee, łatwiutkie. Jak bym chciał, to też bym tak zrobił, jak Bagi”. To czemu tak nie zrobią?

Mówisz im to?

U mnie to nie wyszło z potrzeby pieniędzy. Nie napisałem do kogoś: „Słuchaj, potrzebuję kasy na wyjazd albo imprezę”. To wyszło z pasji. Zacząłem sprzedawać te koszulki i mega mnie to jarało. Specjalnie zrywałem się z ostatnich lekcji tylko po to, żeby przyjść szybko do domu, bo wiedziałem, że czeka na mnie paczka z nową koszulką Supreme, której jeszcze nigdy nie widziałem. I to było dla mnie WOW, mimo że ona była i tak na sprzedaż. Nawet mój pokój to jest moje hobby. Wszystko jest w pudełkach po butach, w plakatach, naklejkach . Ale próbuję mieć w tym wszystkim porządek.

Nagie zdjęcia i plakat w pokoju

W ogóle jesteś bardzo uporządkowany. Mówisz: woda sodowa nie uderzyła mi do głowy, masz biznesplan, myślisz o przyszłości, o misji tego, co robisz. Powtórzę: masz 18 lat! Co jest z tobą nie tak? 🙂

Był taki moment, kiedy pierwszy raz ktoś mnie zaprosił na jakiś wywiad, pierwszy raz ktoś mi zaproponował jakąś współpracę, jakoś strasznie mocno podskoczyły mi wyświetlenia filmików i jeszcze pierwszy raz ktoś mnie zaczepił na ulicy. I wtedy poczułem…

…jestem sławny.

Zacząłem tak myśleć. To było poza mną, podświadome. Pamiętam, że jechałem autobusem i zacząłem przyglądać się ludziom: Ten mnie kojarzy, tamten mnie kojarzy. To było chore! Bo jeszcze do niedawna, kiedy ktoś mi mówił: „Bagi, jesteś popularny”, to ja nie wierzyłem. Ale ten autobus to było przegięcie. Jak tak na to patrzę, to cieszę się, że ta popularność u mnie tak wolno szła, bo presja z nią związana jest bardzo trudna.

Jak sobie z nią radziłeś?

Nie radziłem sobie. Miałem przez to przeogromną kłótnię z najbliższymi przyjaciółmi. Dopiero potem bardzo ochłonąłem. I dzisiaj, mam wrażenie, mam bardzo zdrowe podejście do tego, co się dzieje.

Posypały ci się się kontakty prywatne?

Na pewno się zmieniły. Jest ciężko. Zmieniasz się ty, twoje podejście do świata, do tego, co robisz.

Pojawiają się ludzie, którzy chcą z tego czerpać?

Łatwiej mi się zdobywa nowych znajomych. Bardzo skoczyła mi też pewność siebie. Nie mam problemu, żeby z kimś zagadać, a wcześniej miałem. Wiem, że dużo osób mówi, że tak super się ze mną zna, ktoś mnie nazwał swoim najlepszym przyjacielem, opowiada, że lata ze mną na każdy drop, a tak naprawdę znamy się i tyle, nic więcej.

A dostajesz wiadomości w stylu: „Chcę z tobą spędzić życie”?

Ostatnio jakaś dziewczyna napisała mi, że ma mój plakat w pokoju. Ktoś kiedyś też proponował mi nagie zdjęcia w zamian za ciuchy.

Jesteś lepszy niż Justin Bieber.

O tak (śmiech)! Boję się takich rzeczy, bo nie wiem ani kto to jest, ani ile ma lat. Staram się obracać wokół tych osób, które poznaję w realu, w kręgu swoich znajomych, a nie przez social media.

No właśnie. Bo ty mocno oddzielasz te strefy: prywatną i biznesową. 

Mój najlepszy przyjaciel kompletnie nie wie nic o butach i ciuchach. Nie siedzi w streetwearze. Czasem mnie ogląda, ale kompletnie nie jest w temacie i się tym nie interesuje. I to jest dobre, bo inaczej ja bym się zafiksował.

Zdarza ci się, że mówi: dobra, weź przestań już pier***ić?

Nie, bo wiem, że w ogóle nie mogę przy nim tego tematu zaczynać. Miałem tak z byłą dziewczyną, że mi powiedziała, że cały czas o tym gadam.

Ale nie dlatego się rozstaliście?

Nie (śmiech). Ale to jest trudne. Bo jeśli praca to też pasja, to trudno to oddzielić. Tym bardziej, że cały czas myślę do przodu, o tym co dalej.

Nienawidzę wysyłać paczek

No to co z tą przyszłością?

Rodzice bardzo naciskają, żebym napisał maturę. I to zrobię. Ja nigdy nie miałem problemów z nauką takich, żeby mieć kłopot ze zdaniem, ale też nigdy nie byłem najlepszy. Na szczęście umoralniającą rozmowę przy rodzinnym stole mamy już za sobą (śmiech).

Poddali się?

Chyba nie. Ale też rodzice bardzo mnie wspierają i pomagają, jak mogą. Obecnie YouTube, Instagram i sklep, zajmują mi bardzo dużo czasu. Jeżeli chodzi o studia – nie wiem. Bardzo kusi mnie, żeby zrobić sobie gap year i sprawdzić, czy będę lepiej funkcjonował. Pootwierać sobie nowe rzeczy, trochę poogarniać i na jakieś 3-4 miesiące przed nowym rokiem zobaczyć, czy sobie radzę, czy jednak lepiej iść na studia. Nawet jeśli, to na pewno będą związana z tym, co teraz robię.

A gdzie w gap year podróże?

Rodzice bardzo mnie namawiają, żebym pojeździł po świecie. Ja to widzę inaczej, o czym oni jeszcze nie wiedzą (śmiech). Chciałbym po prostu skupić się na biznesie. Jestem świeżo po rozmowie z siecią partnerską. Na pewno by mi to pomogło. Ale głównym obciążeniem jest teraz dla mnie sklep. Robię wszystko sam i powoli staram się od tego odejść. Mam w planach to wszystko jak najbardziej zautomatyzować. Na pewno będzie strona internetowa – już jestem poumawiany na różne spotkania, mam wszystko pozałatwiane i rozglądam się za osobami do zatrudnienia. Tak jak na początku wszystko sprawiało mi radość, tak teraz nienawidzę robić zdjęć i nienawidzę wysyłać paczek. Ostatnio przyjaciel zapytał mnie ile czasu pracuję. Powiedziałem mu: Stary, nie wiem. Bo nawet teraz, jadąc tutaj, jeszcze odpisywałem z telefonu na zamówienia. Wiem, że muszę odpuścić. Pakowanie paczek, wstawianie rzeczy na sklep, robienie zdjęć – nie jest potrzebne, żeby Bagi to robił. Wiedzę o tym może nabyć każdy. Wiedzę, gdzie kupować rzeczy – już nie. Chociaż mam też osoby, które te rzeczy mi znajdują i którym za to płacę.

Bagi to już marka?

Kiedyś myślałem pieniędzmi: zarobię, kupię sobie lepsze ciuchy, droższy alkohol i wyjdę do kina. Teraz patrzę przede wszystkim na doświadczenie, które zdobywam, dzięki temu, co robię. Wiem, że to mi bardzo dużo da w przyszłości.

Nie widzę przyszłości w ubraniach streetwearowych. Dlatego też otworzyłem YouTube’a. Na początku kanał miał tylko promować sklep. Ale widzę, jak to się zmieniło. Nie wiem, co będzie. Ale jestem pewny, że sobie poradzę. Na pewno nie będę pracować u kogoś. Aż mnie skręca, jak sobie pomyślę, że miałbym to robić. Mój tata na przykład taki jest – pracuje w wielkiej korporacji i nie wyobraża sobie, że miałby robić coś sam. Za to moja babcia całe życie handlowała częściami do telewizorów.

Czyli geny. A myślisz, że przyjdzie taki moment, że będziesz sprzedawał nie czyjeś, a własne ciuchy?

Mam taki pomysł. Nie chcę rzucać słów na wiatr, bo często takie koncepcje traktowane są jako skok na kasę. Ja też tak myślałem na początku: Ok, zrobię markę, zarobię kasę. I tak siedziałem z tym pomysłem. A potem dotarło do mnie, że to najgłupsze, co mógłbym zrobić, bo ja się w tym nie spełniam. A jeśli się w czymś nie spełniam na 100 procent, to to nie wyjdzie. Ale teraz, po powrocie ze Stanów, mam cały folder ubrań, które mnie inspirują, więc pomysł wrócił. Mam też już w głowie koncepcję, jak pokazać do tego cały background, jak opowiedzieć historie. Ale to musi poczekać, bo po prostu nie mam już mocy przerobowych. Muszę zatrudnić ludzi, zwolnić sobie trochę miejsca i wtedy – za miesiąc albo dwa – możemy wrócić do tematu.

Mogłem pracować w pizzerii, miałbym luz

Popełniasz błędy?

Mnóstwo. Ale też żaden z nich nie jest dla mnie porażką. Na każdym się wiele nauczyłem. Pamiętam pierwszy event sprzedażowy w Warszawie. Prawie nic mi się nie sprzedało. Wróciłem do domu, rozpisałem sobie wszystko, co zrobiłem źle, a co dobrze, podpatrzyłem co sprzedali ci, którym poszło i na kolejnym evencie sprzedałem już 25 rzeczy. Ja to wszystko traktuję strasznie poważnie. Lubię mieć wszystko poukładane i pod kontrolą.

Jesteś control freakiem.

Coś w tym jest. Znajomi, którzy mi pomagają na eventach, zawsze narzekają, czemu chcę przyjeżdżać o 7.00, skoro start jest o 11.00, a przecież w godzinę wszystko zdążymy rozstawić. Nie wiem. Ja sobie nie wyobrażam, żeby mieć godzinę. Nienawidzę się spieszyć i działać pod presją. Nawet jeśli mam dwie godziny czekać i nic nie robić, to spoko. Popatrzę sobie, posiedzę, pogadam z kimś, ale będę mieć luz.

fot. Bagi

Miałem przez pewien czas taki model biznesowy, że zabierałem na drop z 15 osób, bo był limit butów do kupienia: para na osobę. Było losowanie, każdy miał numerek, ten numerek wyczytywany był przez megafon. I ja musiałem mieć przy sobie mega dużo gotówki, wszystko w kopertach – oczywiście, pożyczone od rodziców. Potem musiałem tych butów pilnować, każda z par kosztowała po 1000 zł. Wychodziłem z takiego dropu cały spocony, a następny dzień odchorowywałem ze stresu. Po ostatniej takiej akcji stwierdziłem, że kasa kasą, ale to się nie opłaca. To nie dla mnie. Chociaż też czasem sobie myślę, że jak my będziemy mieć dzieci i będziemy im opowiadać z kumplami, co robiliśmy pod sklepami o 4.00, jak przyjeżdżała policja, bo pijany menel zaczynał grać na trąbce, i co się działo, jak pokażemy im zdjęcia, to to będą mega historie.

A masz takie momenty, że myślisz „po co mi to było?”

Chociażby wczoraj albo przedwczoraj. Usiadłem i pomyślałem: Szczerze? Po co mi to jest? Mogłem pracować w pizzerii – przed tym wszystkim tak pracowałem. Bym się nie stresował, pizzę bym sobie podawał, wracałbym do domu i byłby luz. A potem sobie myślę: No dobra, a czy bym się w tym spełniał? Nie spełniałbym się. I to jest cała odpowiedź.

Fot. Tymoteusz Kopeć @tymoteuszk 


Zostaw komentarz

Streetwear
Kanye West pozwany przez japońską firmę

Wartość majątku Ye jest wyceniana na kilkaset milionów dolarów. To jednak najwidoczniej to za mało, by opłacać podwykonawców. Według serwisu TMZ, jeden z nich właśnie złożył wniosek do sądu.

Powód? Brak zapłaty za materiały tekstylne przygotowane na nową kolekcję YEEZY o wartości… 600 tysięcy dolarów. W czerwcu ubiegłego roku amerykański raper miał złożyć w firmie Toki Sen-I Co zamówienie na materiał polarowy. 53 300 jardów (prawie 50 000 metrów) tkaniny, warte 624 tysiące dolarów, zalega teraz w magazynach japońskiego producenta. Kanye miał anulować zamówienie już po fakcie, poprzez… e-mail.

W dokumentach dostarczonych do sądu, japońskie przedsiębiorstwo pisze o stratach poniesionych ze względu na brak możliwości składowania tak dużej ilości materiału. Przedstawiciele Toki Sen-I Co. domagają się pełnego zwrotu kosztów oraz rekompensaty za poniesione straty.

Na dzień dzisiejszy Kanye w żaden sposób nie odniósł się do zarzutów i nie zobowiązał się do spłaty. Będziemy śledzić rozwój sytuacji. Stay tuned.

tmz.com/


Zostaw komentarz