Hip Hop,News

Lil Nas X pozwany na 25 milionów dolarów za bezprawne użycie sampla!

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Lil Nas X pozwany na 25 milionów dolarów za bezprawne użycie sampla!

Pół roku temu Szpaku wypuścił wraz z Janem-Rapowanie numer, w którym nawija: “Będzie trzeba to opowiem, jak się wj***ć w grę jak taran”. Podobnym wersem mógłby na pewno rzucić Lil Nas X, który zrobił ogromny szum swoimi “Old Town Road” czy “Panini”. Problem jednak w tym, że w grę wszedł chyba nawet za ostro, bo teraz grozi mu uszczuplenie budżetu o aż 25 milionów dolarów (choć w jego przypadku to chyba już nie “aż”).

Powyższe hity znalazły się na epce “7” (nasza recenzja TUTAJ), na trackliście mogliśmy również znaleźć kawałek “Carry On”, w którym używany jest fragment piosenki Bobby’ego Caldwella o tym samym tytule. Problem w tym, że Lil Nas X nie dostał praw, by użyć tego sampla, więc problemy prawne były tylko kwestią czasu. Numer został usunięty z YouTube’a oraz innych platform poza Soundcloudem. Kawałek zniknął również z tracklisty “7”. Jak się okazuje, nie były to najgorsze następstwa, ponieważ skorzystanie z sampla może kosztować Lil Nas X’a 25 milionów dolarów – takiego zadośćuczynienia zażyczyli sobie przedstawiciele Caldwella.

Warto dodać, że nie jest to pierwszy raz, kiedy Lil Nas X używa fragmentów innych piosenek w swoich utworach. Wymienione w pierwszym akapicie hity, również opierają się na wcześniej użytych pomysłach. “Old Town Road” zawiera sampel z piosenki Nine Inch Nails pt. “34 Ghosts IV”, a w “Panini” można wychwycić melodię z kawałka “In Bloom” Nirvany.

Samplowanie i wzorowanie się na innych utworach to w rapie chleb powszedni, więc samej czynności nie potępiamy. Należy jednak robić to z głową, albo umieszczając oryginalnych artystów na liście współtwórców danego kawałka, albo dogadując się z nimi wprost, bo inaczej można sobie nieźle przewietrzyć portfel.

fot. kadr z klipu “Lil Nas X – Old Town Road ft. Billy Ray Cyrus”, YouTube/LilNasX

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Nowa płyta Taco? Dla mnie tak po japońsku

24 lipca, czyli dokładnie 43 lata temu, na świat przyszedł Jacek Graniecki. Jednak ten felieton nie będzie o TDFie. Główne pytanie, które krążyło wczoraj od rana to: “Wyszedł nowy Taco, słyszałeś nowego Taco?”. Pan Hemingway po raz kolejny zaskoczył i postanowił niespodziewanie wrzucić do sieci swój nowy projekt “Pocztówka z WWA, Lato ’19”. Czy w kwestii wyświetleń przebije (a może już przebił?) duet Mr. Polska i Malik Montana?

Pusty pokój

Na początek jednak o śmierci Racy. Wszyscy ci, którzy są w hip hopie dłużej od Multiego, zapewne kojarzą ksywkę urodzonego w Szczecinie rapera. Fanem Racy nigdy nie byłem, więc jak Paweł Zarzeczny mógłbym napisać “o zmarłych dobrze, albo wcale”, ale mimo wszystko, potencjału Racy nie można było odmówić, nawet jeśli w pewnym momencie mocno się pogubił.

Poniżej wrzucam najlepszy (w mojej opinii) kawałek Racy ze świetnej płyty producenckiej 101 Decybeli.

Pistolecik

Mr. Polska – tego pana już Wam przedstawiałem kilka miesięcy temu. Już wtedy przewidywałem, że holenderski raper może podbić polski rynek i nie myliłem się. Popularność “Jagodzianek” przerosła zapewne oczekiwania samych twórców. Malik staje się najbardziej enigmatyczną postacią na scenie – z jednej strony dosadne i seksistowskie teksty, z drugiej hity do których bujają się celebryci, a portale plotkarskie piszą o jego domniemanym romansie z… Edytą Górniak

Trzeba kuć żelazo póki gorące, więc duet Mr. Polska i Malik Montana w eter wrzuca kolejny wspólny numer pt. “Pistolet”. Schemat kawałka? Podobny jak w przypadku wcześniejszych utworów duetu, refren ma łatwo wpadać w ucho i bujać, a zwrotki? A zwrotki są tu nie ważne.

Mr.Polska ze swoim charakterystycznym flow i bezczelnymi wersami byłyby u boku Malika idealnym następcą Diho. #Nostradamus

Aha, Diho również nie tak dawno wypuścił swój materiał. Jeśli lubicie rubaszny humor, z którego zasłynął raper, to śmiało możecie sprawdzić jego płytę “Orangutan vol.07”.

Jako Taco

I na koniec temat dnia, czyli Taco Hemingway. Co sądzę o brzmieniu najnowszej produkcji Hemingway? Jest ona zrobiona w iście japońskim stylu; jako-tako #młodyStrasburger.

Całkiem na serio, to faktycznie “Pocztówka z WWA, Lato ’19” jest solidną produkcją i w gruncie rzeczy nie ma do czego się przyczepić. Jednak widzę tu tą samą analogię, co przy okazji ostatniego wydawnictwa Shindy’ego. Poszczególne numery brzmią dobrze, więc “daję lajka i zostawiam suba“, ale niekoniecznie chcę osobno później do nich wracać . “Wytrawne”, “Sanatorium” (świetna Rosalie!!!), czy nawet numer z Kizo, trafiają na zapętlanie, ale reszta już niekoniecznie. Taco nie stoi w miejscu i wciąż kombinuję z wokalami, bitami, a w kwestii składania rymów zawsze był czołówką sceny. Jednak w klasyfikacji polskich produkcji Taco “Pocztówka z WWA” trafia na koniec mojej listy, a za nią jest tylko “Marmur” – czyli również dobra płyta, ale do której, poza pojedynczymi trackami, niespecjalnie wracam. Tu będzie chyba podobnie.

W kwestii nowej płyty Taco należy wspomnieć jeszcze o featuringach, czyli rzeczy dotychczas niespotykanej na solowych produkcjach rapera. Według mnie, nikt z gości nie dał tu słabej zwrotki, ale z drugiej nikt specjalnie poziomu nie podniósł. Oprócz Rosalie, ale ją traktuję w trochę innej kategorii, jako bardzo dobry dodatek do brzemienia utworu. Schafter, Kizo, Podsiadło, Ras kompletnie mnie niczym nie zaskoczyli. Natomiast Pezet, nie wiem czy już tak na stałe, ale na swoich ostatnich featuringach dziwnie moduluję swój głos, jakby już od pierwszych słów chciał powiedzieć słuchaczowi “dziś nie czuję się najlepiej…“.

A Wam jak do gustu przypadł nowy album Taco? Piszcie swoje opinie w komentarz pod artykułem na Facebooku. U mnie najnowsza produkcja rapera zasługuję na mocną czwórkę w szkolnej skali.

Foto. Instagram/tacohemingway

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Widzieliście Eminema w 8 Mili? A jego rolę jako sprzedajnego policjanta pamiętacie?

“8 Mila” jest filmem dosyć szczególnym, bo choć jest w pewnym sensie origin story samego Eminema, to jest w dużej mierze fikcją i bardziej opowiastką na temat. Mamy tam wątek przyjaźni, rasizmu, dziewczyn które lecą na pieniądze (więc zwacha na ruchy, chłopaku) itd. Wszystkie te teenager friendly tematy są położone na grunt hip-hopowej zajawki i szczeniackich akcji na przedmieściach Detroit. Fajnie? No fajnie – tym fajniej, że Marshall Mathers zapodał nam tam dawkę więcej niż dobrego aktorstwa. Jeśli przywołam sobie w głowie różne kreacje LL Cool J’a, Commona, MGKa, 50 Centa czy Ludacrisa, to chyba tylko ten pierwszy potrafi mieć jakieś highlighty, o których powiem – okej, on też coś umie w te klocki, nie jest po prostu grającym raperem… ale w sumie to jest po prostu grającym raperem, co zrobić.

Z Eminemem jest inaczej, bo kamera uwalnia w nim bardzo specyficzny magnetyzm, za każdym razem mam wrażenie, że oglądam kogoś, kto jest absolutnie poświęcony temu, co robi w tej danej chwili, a ja nie mam wyboru, tylko muszę podążać razem z nim, razem z jego działaniami. To coś więcej niż charyzma, to jakieś czarnoksięstwo. W każdym razie, ile można oglądać “8 Milę” czy jakieś epizodyczne występy Marshalla, w których zwykle i tak gra Eminema? Z pomocą przychodzi jego najlepsza rola zaraz po B-Rabbicie z “8 Mili”. Chodzi o detektywa McVicara. Sprzedajnego policjanta, który za odpowiednie pieniądze puści farbę na każdy temat. Jednak spora część fanów o tej roli w ogóle nie wie. Dlaczego? Bo powstała na potrzeby… gry wideo. Tak, dobrze czytacie. Marshall Mathers odwalił kawał dobrej roboty będąc jedną z głównych postaci w grze wideo. Jakby tego było mało, zrobił to 14 lat temu.

50 Cent: Bulletproof

Pamiętam dobrze, że jarałem się tą grą od zapowiedzi. Po pierwsze – jestem zapalonym graczem (i wiek zdaje się nie studzić mojego zapału). Po drugie – byłem wówczas wielkim fanem (i wciąż jestem po prostu fanem) ówczesnych dokonań Fiddy’ego. Połączenie tych dwóch płaszczyzn było dla mnie godne jakiegoś boskiego planu. Oglądałem zwiastuny, czytałem wszystkie informacje i… w końcu gra wyszła. Oceny w branżowych pismach (pozdrawiam PSX Extreme i nieistniejące już Neo+) były mierne. A oceny w branżowych pismach były wtedy dla mnie ważniejsze niż osobiste sympatie. Nie zakupiłem gry. Nie poznałem detektywa McVicara.

Kilka lat później pojawiło się PSP – przenośna konsolka od Sony. Bardzo dobra konsolka trzeba dodać i ja wszedłem w jej posiadanie. Na PSP wydano remake oryginalnej gry, który miał nieco odpicowany tytuł “50 Cent: Bulletproof. G-Unit Edition”. Co bardzo istotne – zachowano fabułę gry i cut-scenki, ale zmieniono model zabawy. Ze strzelanki TPP, dostaliśmy coś na zasadzie arcade’ówki ze strzelaniem i kopaniem w rzucie izometrycznym. Do tego, jak w oryginale, pełen soundtrack złożony z kawałków 50 Centa i spółki. SUPER. Remake nie zebrał o wiele lepszych ocen, ale dla mnie był momentem, w którym chciałem zapoznać się z grą. Traf jednak chciał, że ponownie nie zapomniałem. Nie poznałem detektywa McVicara.

YouTube ma tę zabawną sferę, w której ludzie nagrywają, jak grają w gry, w które być może chcielibyśmy zagrać, ale nie mamy wystarczająco mocnego kompa, albo pieniędzy, albo po prostu jesteśmy ciekawi, nie lubimy grać, ale chętnie popatrzymy, jak ktoś gra. Nie wnikam, ale przyznaję się bez bicia – oglądam walktrough gier, na które nigdy nie wydam pieniędzy, ale chcę poznać fabułę, bo może jest ciekawa. Po latach przypomniałem sobie, że kompletnie ominął mnie ten nieszczęsny Fiddy. Pamiętałem, jak wygląda rozgrywka, więc kluczem było znalezienie wideo, na którym są tylko cut-scenki z gry. BINGO.

To, co widzicie powyżej, to filmik złożony ze wszystkich przerywników z gry. Trwa 40 minut i pokazuje całą fabułę. Tak jak “8 mila” była origin story Eminema, to jest właściwie origin story 50 Centa, choć mocno wybujałe. Jeśli lubicie kryminały i przy okazji jesteście fanami Fiddy’ego, Eminema, Dr’a Dre i reszty ekipy, sprawdzajcie śmiało. Oto pięć powodów, dla których warto:

  1. Jak na 2005 rok, to cut-scenki są wyreżyserowane REWELACYJNIE.
  2. Dialogi i scenariusz są lepsze niż te ze wszystkich filmów, w których grał 50 Cent.
  3. Eminem jako McVicar to jedna z najlepszych ról, jakie zdarzyły się w gamingowym voice-actingu.
  4. Jedna z postaci mówi wyłącznie cytatami z klasycznych filmów. Od Full Metal Jacket po Ojca Chrzestnego.
  5. Po obejrzeniu całości będziecie chcieli remake’u.

fot. WikipediaCC/Sabine Fricke

Zostaw komentarz