Streetwear

Louis Vuitton Zig Zag. Buty deskorolkowe znów w grze

Łukasz Orawiec -
Streetwear - - Dodane przez Łukasz Orawiec

Louis Vuitton Zig Zag. Buty deskorolkowe znów w grze

Moda od zawsze garściami czerpała z przeszłości. Uwielbia odkurzać stare trendy w zaktualizowanej formie. Czy szerokie, deskorolkowe buty znów zaczną podbijać ulice?

Pierwsze zdjęcia pojawiły się w lipcu ubiegłego roku i razem z sylwetką A$AP Rocky x Under Armour SRLo stały się tematem rozmów odnośnie tego, czy (i kiedy) odrodzi się moda na modele skateboardingowe z lat 90. i 00.

Bo Zig Zag to swoiste połączenie dad shoes, czyli masywnych modeli biegowych z lat 90. właśnie z butami deskorolkowymi. Na sklepowe półki trafiły trzy wersje kolorystyczne, różniące się między sobą materiałami. Mesz z niebiesko-czarnego i pomarańczowo-czarnego wydania w białej parze postanowiono zastąpić włoską skórą. Całość konstrukcji dopełniają loga “LV” na języku i okrągłe, trekkingowe sznurówki.

Wszystkie kolorystyki dostępne są na oficjalnej stronie LV. Retail – do czego zdążyło nas przyzwyczaić Louis Vuitton – jest spory. Za parę przyjdzie nam zapłacić 1175 dolarów, czyli w przeliczeniu około 4400 zł.

fot. Louis Vuitton

fot. Louis Vuitton

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
“Nigdy nie ukryję dziecka” – The Weekend atakuje Drake’a?

Znowu zrobiło się gorąco na linii The Weekend – Drake. W najnowszym utworze Abla z Gesaffelsteinem znalazły się rymy, które mogą nawiązywać do życia kanadyjskiego rapera.

Chodzi o pierwszą zwrotkę utworu “Lost in the Fire” (który dopiero co zapowiadaliśmy) i wersy: “And I just want a baby with the right one/’Cause I could never be the one to hide one”.

– No dobra, ale o co chodzi? – zapyta ktoś niezaznajomiony ze sprawą. Już tłumaczymy.

W telegraficznym skrócie:

  1. Drake ma dziecko z francuską gwiazdą porno Sophie Brussaux. STOP
  2. Nie dowiedzieliśmy się tego od niego. STOP
  3. Tajemnicę ujawnił Pusha T w dissie “The story of Adidon”. STOP
  4. Drake tłumaczył się w kawałku “Emotionless”, że nie izolował dziecka od świata, tylko świat od dziecka. STOP
  5. Teraz Abel (The Weeknd) nawiązuje do sytuacji. STOP

Dlaczego The Weeknd ma coś do Drake’a?

Konflikt sięga zamierzchłych czasów, kiedy Drake wydał swój drugi album pt. “Take Care” (8 lat temu!). Jak podaje Rolling Stone, dwa lata później Abel stwierdził, że płyta w dużej mierze składa się z utworów jego autorstwa, które przyniósł Drake’owi i pierwotnie miały znaleźć się na jego albumie.

Choć tę sprawę panowie sobie wyjaśnili i Abel wyznał nawet, że Drake jest jego najbliższym przyjacielem w branży, to zadra jednak pozostała.

Powodem, dla którego The Weekend zdecydował się wznowić konflikt, mogą być wersy z utworu “Sandra’s Rose” z ostatniej płyty Drake’a zatytułowanej “Scorpion”. Raper wspomina tam o “domu w rodzaju tego, który ma Mohamed Hadid, pełnym modelek”. Tak się składa, że pan Hadid jest ojcem Gigi Hadid i Belli Hadid, z którą jest… Abel. Co prawda, modelka szybko ucięła spekulacje, ale kontrowersyjne słowa pozostały na płycie. I zostaną na niej na zawsze.

Teraz możemy tylko czekać na reakcję Drizzy’ego. No i oczywiście słuchać “Lost in the Fire”, bo to naprawdę udany numer, który wpasuje się w gusta fanów Abla. Mamy tutaj chwytliwy refren i zwrotki o klasycznej dla wokalisty tematyce, czyli “w sumie to jesteś tą jedyną, ale weź ze sobą koleżankę”.

Fot. Drake, “In My Feelings”/YouTube

Zostaw komentarz

Hip Hop,Wyróżnione
Książę na wyjebce

„Książę Nieporządek”, gorąca grudniowa premiera Kaza Bałagane, to odpowiedź dla tych, którzy twierdzą, że hip-hop pozbawiony jest aluzji, lekkości i metafor.

Krążek pełen jest niedomówień, neologizmów i rozmazanych znaczeń, którymi raper żongluje bez najmniejszego wysiłku. I którymi nieustannie kąsa, chaotycznie odmieniając słowa, bawiąc się w mylenie sensów, mając gdzieś gramatykę czy fleksję. Manifestuje swój analfabetyzm tylko po to, żeby za moment zaskoczyć błyskotliwością i inteligencją. 

Nie brakuje tu też surowej i totalnie dosłownej oceny rzeczywistości. I to właśnie (oczywiście oprócz świetnych bitów) stoi za sukcesem płyty. Dostajemy bowiem idealnie wyważony miks poetyckości i ulicznej dosłowności, który nie tylko nie drażni, ale jeszcze składa się na wytrawny koktajl. Wstrząśnięty, niemieszany. Taki, którego chcemy więcej.

Kaz Bałagane “Książę Nieporządek”

– Ryję sobie łeb w mieście, gdzie największą pasją ludzi są narkotykowe i seksualne ekscesy – a najlepiej, żeby jedno z drugim było w parze i po kilka dni z rzędu – i gdzie czuje się w powietrzu gryzącą aż żądzę posiadania i potrzebę ludzi podzielenia się tym z innymi – powiedział w 2016 roku w wywiadzie dla Rytmy.pl. I to słychać w jego muzyce. 

Kaz Bałagane połączenie prymitywnego zabawnego gościa i błyskotliwego inteligenta opanował do perfekcji. Z jednej strony mamy więc prostego lubiącego imprezy chłopaka, z drugiej poważnego ojca. Tę dwoistość swojej natury muzyk prezentuje niemal od początku kariery, a podsumował ją w kawałku „Trendsetter”– singlu poprzedniej płyty „Narkopop”. Teraz w „Książę Nieporządek” konsekwentnie podąża tym śladem. I robi to wprawnie, unikając banałów. Biorąc pod uwagę jego zamiłowanie do dosłowności, nie jest to znowu zadaniem prostym. A jednak – jak widać (czy też raczej słychać) – wykonalnym z bardzo dobrym efektem.

Płyta, jak i sam jej autor, pełna jest sprzeczności. Z jednej strony dosadna i ordynarna, z drugiej wyrafinowana i inteligentna. Polska – w tekstach i ich znaczeniach i bardzo zachodnia w brzmieniu. Wyraźnie daje się tu wysłyszeć fascynację francuskim rapem, którego Kaz jest miłośnikiem. Z jednej strony prosty kibic Legii, z drugiej – Warszawiak, rymujący o małych bistro na Saskiej Kępie. Niby to je krytykuje, ale też zdradza, że świetnie zna. Bywalec Nowego Światu czy Mazowieckiej, jednocześnie świetnie odnajduje się w roli przewodnika po realiach życia polskich blokowisk, wspierany w tym przez Smolastego.

I tym razem, podobnie jak przy poprzednich projektach, na płycie pojawili się goście. Z tym, że tu jednak znacznie mniej licznie. Jest Don Poldon (kawałek „Ciepła Cola”) , Alcomindz („Najpierw”) i Szpaku („Znałem typa”). I to by było na tyle. Dalszą podróż raper odbywa sam. 

Lubi samotność. Otwarcie mówi, że ma wyjebane i na warszawkę i na polską scenę. Być może po części dlatego nie jest wciąż jednym z najbardziej rozpoznawalnych raperów w kraju – przynajmniej pod względem hajpu. Bo muzycznie jest bez wątpienia jedną z najciekawszych postaci rodzimego rynku. Niespecjalnie przejmuje się promocją (niemal miesiąc przed premierą udostępnił jedną trzecią zawartości nowego krążka) i wręcz sprawia wrażenie, że ma na nią wyje… (no sami wiecie, co). 

Kto wie, może to słuszna droga, i założenie, że to, co dobre wybroni się samo, jest ok. A „Książę Nieporządek” jest dobry. Zabawne zabawy słowami. Przewrotne traktowanie znaczeń, wyselekcjonowana spośród 300 bitów warstwa muzyczna utrzymana w klimacie niuskulu. Wszystko to ma początek, rozwinięcie i koniec.Wszytko trzyma się tu kupy. Po „Locie 022”, którym dał się poznać szerszej publiczności (wcześniej był jeszcze klasyczny mixtape „Sos, ciuchy i borciuchy” nagrany wspólnie z Belmondo), świetnie przyjętym „Źródle”, mocnym „Narkopopie” i nieco lżejszym (wakacyjnym wręcz) „Chlebie i miodzie” Kaz kolejny raz pozamiatał. Z każdym krążkiem udowadnia, że czegoś się uczy. Z każdym jest dojrzalszy. Ale jednocześnie nie traci swojego charakteru. To, czego nie przyswoił do tej pory na pewno, to słowo „cenzura”. Oby tak pozostało.

fot. Trendsetter/YouTube

Zostaw komentarz