Streetwear

Luksus na lato – techniczne sandały od Prady za blisko 3000 zł

Łukasz Orawiec -
Streetwear - - Dodane przez Łukasz Orawiec

Luksus na lato – techniczne sandały od Prady za blisko 3000 zł

Traktowane dotąd mocno z przymrużeniem oka, sandały wracają łask. Sięgają po nie znane brandy. I Prada nie jest tu, bynajmniej, wyjątkiem.

Model od cieszącego się ponad stuletnią historią domu mody właśnie zaczął trafiać na półki butików. Propozycja od Prady to klasyczna pod względem budowy sylwetka, wzbogacona o plastikowe klamry, inspirowane odzieżą funkcjonalną. Stąd też oficjalna nazwa modelu – ,,Tech Sandals”. Cena sklepowa butów wynosi 730 dolarów, czyli około 2750 zł.

fot. SSENSE

Na wstępie wspomnieliśmy, że nie tylko włoska legenda zdecydowała się wprowadzić sandały do swoich nowych kolekcji. Oto model od Off-White Virgila Abloha. Buty mogą być wasze za 750-800 zł.

fot. Farfetch

Gucci, które postawiły na trekkingową podeszwę z sylwetki Flashtrek, są “nieco” droższe. Trzeba na nie wydać 690 euro, czyli coś w okolicy 3000 złotych.

fot. MATCHESFASHION

Rick Owens wchodzi w lato z modelem o nazwie ,,Tractor”, która idealnie wpisuje się w budowę konstrukcji buta. Jego cena sklepowa to 1005 dolarów (3770 zł).

I na koniec propozycja od włoskiego Fendi, wyceniona przez producenta na 690 dolarów – w przeliczeniu około 2600 zł – czyli mniej więcej tyle, co Prada.

fot. Farfetch

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
“Kochacie 6ix9ina, choć miał wyrok za seks z nieletnią”. Pedofilia w hip-hopie

Nie milkną echa głośnego upadku R. Kelly’ego. Po latach wreszcie może dosięgnie go sprawiedliwość i poniesie karę za seks z nieletnimi. Okazuje się jednak, że wielu wciąż trudno uwierzyć w grzechy celebrytów. A już zwłaszcza artystów.

O samym R. Kelly’m pisał już Politolog na Rapie, więc tym razem potraktujemy temat szerzej i sprawdzimy, co idzie za wydarzeniami związanymi z wokalistą.

Co mają wspólnego R. Kelly i Tekashi 6ix9ine?

Jednym z komentujących obecną sytuację jest Lord Jamar, który dzisiaj bardziej znany jest jako stały bywalec VladTV i autor stwierdzenia “Eminem jest gościem w hip-hopowym domu” niż członek Brand Nubian. Mimo że wypowiedzi Jamara bywają kontrowersyjne, nie można odmówić im spójności i pewnej wewnętrznej logiki, więc jego opinia na rozmaite tematy się liczy.

kadr z dokumentu “Surviving R. Kelly”
youtube.com/Lifetime

Jamar przyznał, że kiedy wiele lat temu R. Kelly po raz pierwszy oczekiwał na sprawę sądową, wszyscy słuchacze wierzyli w jego niewinność i stali za nim murem. Nie do pomyślenia było, że ten człowiek mógł dopuści się czegoś takiego. Raper zaznacza jednocześnie, że plotki o niepokojących zwyczajach wokalisty były powszechnie znane i wielkim problemem branży jest to, że nic z tym nie zrobiła.

Nakierowany przez Vlada, Jamar porównał sytuacje Kellsa i 6ix9ina. – Kochacie go. (…) jakaś część mnie też próbuje odłączyć jego ruchy od jego twórczości – powiedział.

6ix9ine i seks z trzynastolatką

Ta sprawa, choć zakończyła się wyrokiem skazującym Tekashiego na cztery lata w zawieszeniu, wciąż nie jest do końca jasna dla opinii publicznej. Sam raper zmieniał wersje wydarzeń i przeczył sobie w wywiadach. Choć przyznał się do seksu z nieletnią, a nawet ujawnił, że to on sam załadował do sieci wideo, na którym widać stosunek, często odżegnuje się od sytuacji.

Wywiad u Angie Martinez.
youtube.com/The Angie Martinez Show

W wywiadzie dla Angie Martinez całkowicie zmienił wcześniejszą narrację – Czy był stosunek seksualny? Nie. Czy były zarzuty o gwałt? Nie – powiedział. Niecały rok wcześniej przepytywany przez DJa Akademiksa ujawnił co innego. – Zapytałem, ile ma lat. Powiedziała, że dziewiętnaście. (…) myślę, że miała około 14 lat, coś takiego – mówił i przyznał, że padł ofiarą oszustwa, co nie zmienia jednak faktu – do zdarzenia doszło – uprawiał seks z nieletnią. Kropka.

Kiedy Angie zapytała go dlaczego się przyznał, odpowiedział, że był młody i bał się odsiadki, więc poszedł na ugodę. Faktycznie – groziło mu do trzech lat pozbawienia wolności. Dostał je, ale w zawieszeniu.

“Bedi wyruchał czternastkę”

Kiedy kariera Bedoesa dopiero nabierała tempa, do sieci trafiło nagranie, na którym raper rzekomo uprawia seks z niepełnoletnią. Choć nie było możliwości zweryfikowania wieku, internauci zadowolili się plotką i rozpętali burzę w sieci.

“Dostałem wezwanie, złożyłem zeznanie”

Sytuacja bardzo przypomina tę, która przytrafiła się Tekashiemu, bo kiedy nagrania ujrzały światło dzienne, obaj raperzy byli na podobnym etapie swoich karier.

Poważnie Borys odniósł się do zarzutów dopiero przy okazji zapowiedzi swojej drugiej płyty w tytułowym kawałku “Kwiat Polskiej Młodzieży“. Z treści utworu wynika, że sprawa została wyjaśniona na policji, a oskarżenia na szczęście okazały się nieprawdziwe.

Jay Z i Foxy Brown

Ta sprawa zdaje się nie mieć końca, a domniemanie goni domniemanie. Czy Shawn Carter utrzymywał stosunki seksualne z Ingą Marchand, kiedy ta była nieletnia?

Sprawa ujrzała światło dzienne w 2012 roku. Wóczas Foxy stwierdziła, że Jay Z zaraził ją rzeżączką i odebrał dziewictwo kiedy miała 15 lat. Sam raper odniósł się do pomówień rok później, w utworze “Picasso Baby”: “I never stuck my cock in the Fox’s box but / Damned if I ain’t open Pandora’s box” – zarapował.

kadr z klipu “I Just Wanna Love U (Give It 2 Me)
youtube.com/JAY-Z

Zmowa milczenia?

Teraz temat podniósł Nick Cannon przepytując Damona Dasha, współzałożyciela Roc-A-Fella Records. Eks-kumpel Jaya Z zareagował na pytanie jak poparzony. – Nie zwracałem uwagi na Foxy Brown. Nie podpisałem Foxy Brown. Nie stawiaj mnie w tej pozycji! Nie owijaj w bawełnę. Powiedz, co chcesz powiedzieć. Co masz na myśli przez to pytanie? Chyba masz pytanie do Jaya, zapytaj go! – wykrzykiwał.

Nawet jeśli coś istotnego jest na rzeczy, to nikt z zainteresowanych nie chce tej sprawy komentować. Czy pozostaje nam tylko wierzyć linijkom Shawna z albumu “Magna Carta Holy Grail”?

Sprawa na skalę pedofilii w kościele katolickim?

Mocne pytanie, prawda? Odnosi się do jednej z najbardziej tajemniczych spraw związanych z wykorzystywaniem nieletnich w branży hip-hopowej. Media właściwie przemilczały temat, a osoba oskarżana o haniebne praktyki kompletnie zniknęła. Chodzi o Lance’a Taylora, szerzej znanego jako… Afrika Bambaataa.

Afrika Bambaataa
fot. Arturo Almanza

Album ze zdjęciami penisów

Bambaataa jest pionierem i prawdziwą legendą środowiska. Czyny, o które się go podejrzewa, mrożą jednak krew w żyłach. Założyciel Universal Zulu Nation miał bowiem traktować organizację jako maszynę do pozyskiwania młodych chłopców, m.in.w celach seksualnych.

Sprawa wyszła na jaw w kwietniu 2016 roku, kiedy aktywista Ronald Savage przyznał, że Taylor miał go molestować w latach ’80 ubiegłego wieku. Magazyn “Vice” opublikował obszerny materiał zawierający zeznania Savage’a. – Kiedy wszedłem do pokoju, na łóżku leżała książka. Były tam zdjęcia penisów różnych gości – opisywał. Bambaataa miał wejść do pokoju i spytać Ronalda, czy ten umie się masturbować. Następnie kazał mu to zrobić i wyjął swojego penisa prosząc, by zajął się również nim.

To właśnie w artykule “Vice’a” pojawiło się porównanie praktyk Taylora z księżmi pedofilami w kościele katolickim. Ronald Savage miał być tylko jedną z ofiar.

Bambaataa odżegnał się od oskarżeń i… zniknął. Wkrótce potem Zulu Nation odcięło się od swojego założyciela, a on zrezygnował z szefowania organizacji 6 maja 2016. Od tamtego czasu jest wiele teorii na temat tego, gdzie Taylor może przebywać. Niezależnie jednak od prawdziwości słów Ronalda Savage’a, Bambaataa nie stanąłby przed sądem, bo według prawa stanu Nowy Jork, zbrodnia byłaby już przedawniona.

Kult jednostki

Niezależnie od siły oskarżeń i poziomu ich prawdziwości, artyści mogą liczyć na spore grono ślepo oddanych fanów. Słuchacze na całym świecie tak bardzo wierzą swoim idolom, że nie są w stanie dopuścić do siebie myśli o jakimkolwiek przewinieniu ze strony ulubionego artysty. Nawet w momencie, gdy są ewidentne, świadczące przeciwko niemu dowody.

Jak jednak słusznie zauważył Politolog w swoim felietonie – świat się zmienia, a pokłosiem ruchu #metoo być może będzie również większa wrażliwość społeczna na praktyki pedofilskie – także w branży rozrywkowej. Oby tak się stało.

Fot. kadr z klipu “Tekashi69 – 4769 (feat. J.A.B & Dirty Sanchez) (Official Music Video)”, youtube.com/TEKASHI69

Zostaw komentarz

Felieton
Paweł Adamowicz. Mecenas gdańskiej kultury

Prawnik, samorządowiec, polityk. Przeszło 20 lat prezydent Gdańska. Człowiek. Wielki i zupełnie zwykły zarazem. Kontrowersyjny. Zakochany w Gdańsku (z wzajemnością). Wierny mu miłością wierną. 

„Jeździł do pracy tramwajem”, „chodził pieszo”, „zawsze wszystkim mówił dzień dobry” – wspominają go ludzie. I chociaż taki kanon zwykłych ludzkich odruchów nikogo nie powinien dziwić, w Polsce niestety (zwłaszcza w sferze publicznej) należy do wyjątków.

Polityką zajął się z przypadku. W 1990 roku jego kandydaturę zgłosiły dwie sąsiadki rodziców, w zasadzie poza nim. „To one powiedziały: – Ty, Paweł, nie możesz stać z boku” – pisał w swojej książce „Gdańsk jako wyzwanie”. Wygrał. Rozpoczął ścieżkę, którą potem politolodzy określą jako jedną z najbardziej błyskotliwych politycznych dróg ostatnich lat. W międzyczasie został najmłodszym w Polsce (24 lata) prorektorem do spraw studenckich.

Po pierwszej, zgarnął kolejne kadencje: w 1994, 1998, 2002, 2006, 2010 i 2014 roku. Niedawno został prezydentem Gdańska po raz szósty. Tej kadencji jednak nigdy nie dokończy. 

W tej nie było łatwo. Ostatecznie wygrał, bo w centrum jego kampanii liczyły się nie słupki i obietnice, a ludzie. To ich, mieszkańców Gdańska, bezpośrednio przekonywał do swoich idei. To z nimi się spierał, to ich wysłuchiwał. Działał analogowo, stojąc na ulicy. Jak staroświecko i jak skutecznie zarazem. „Będę wszystko robił z moimi współpracownikami, aby przez te pięć lat pokazać wam, że jestem prezydentem wszystkich, bez wyjątku, gdańszczan. Gdańsk dzisiaj po raz drugi opowiedział się za Gdańskiem wolności, równości, solidarności – mówił tuż po ogłoszeniu wyników drugiej tury październikowych wyborów. 

To właśnie te hasła – można powiedzieć – wariacje na temat motta francuskiej rewolucji, Adamowicz wziął sobie na swoje sztandary. Stosował je w praktyce. Walczył z przejawami mowy nienawiści. Czasami zupełnie po ludzku puszczały mu nerwy, tak jak jesienią 2017 roku, gdy w obronie Adama Michnika popchnął i nazwał „faszystą” członka Młodzieży Wszechpolskiej (sąd pierwszej instancji ukarał go za to grzywną 2,5 tys. złotych).

Był jednak otwarty na ludzi. Wszystkich. Gdy przez Polskę przetaczała się dyskusja o zamknięciu granic w obawie przed napływem migrantów, deklarował, że Gdańsk chętnie ich przyjmie. Przez wiele lat, zanim jeszcze na dobre rozgorzał temat uchodźców, Gdańsk otwarty był na polskie rodziny z Kazachstanu. Wymyślił to właśnie Paweł Adamowicz.

Sam też miał rys migranta. Pochodził z rodziny przesiedlonej na Pomorze z Kresów. Pisał w swojej książce: “W tych opowieściach [rodziców – red.] moja wyobraźnia wędrowała po uliczkach Trok, pośród domostw Karaimów, spotykała babkę Pelagię, prawosławną babkę (…), a później jej sąsiadów: Tatarów, Żydów, Rosjan i Białorusinów”. Jak mówił: “To dom, to wychowanie uodporniło mnie na groźne choroby – nacjonalizmy i inne „izmy”.

Nie tylko deklarował – działał. Gdy w 2013 roku spalił się gdański meczet, Adamowicz spotkał się z Hanim Hraishem, imamem gminy muzułmańskiej, i apelował o pomoc materialną na odbudowę.

Był wymagający. Narzucał duże tempo pracy, ciągle podnosił poprzeczkę. Najwięcej wymagał od siebie. Nie uznawał niemożliwego. Jeśli o czymś marzył, trzeba było to spełnić. Tak powstało Europejskie Centrum Solidarności (które razem z Muzeum II Wojny Światowej miało być zalążkiem „dzielnicy muzeów” – planu, którego Adamowicz nie zdążył ucieleśnić). Z tą samą zawziętością walczył o halę gdańsko-sopocką, o tunel pod Martwą Wisłą, czy o rozwój Gdańska-Południe. Chciał, by powstała nowa siedziba Opery Bałtyckiej i Gdańska Kolekcja Sztuki. Powołał Nowe muzeum Sztuki – NOMUS, któremu wyznaczył tymczasową siedzibę. 

– Kiedy idę ulicami Gdańska i widzę uśmiechniętych ludzi, tłumy turystów – nie tylko w sezonie letnim, kiedy czytam rankingi popularności Gdańska, ale też i czytam, że – według badań jednej z gazet ogólnopolskich – 92 procent gdańszczan ocenia życie w Gdańsku jako bardzo dobre i nie chcieliby się stąd wyprowadzić (…) to jest to największa satysfakcja. I warto dla Gdańska wszystko zrobić – mówił w wywiadzie dla PAP podczas ostatniej kampanii wyborczej.

Nigdy nie składał broni. Dzięki temu wyszarpał dla miasta stadion, a na konto swoich osobistych sukcesów wpisał, że Gdańsk został jednym z miast-gospodarzy Euro 2012. Za to osiągnięcie został zresztą uhonorowany nagrodą Człowieka Roku Dziennika Bałtyckiego. Kochał sport i jego idee. – Sport łączy ludzi. Tworzy wspólnotę. Towarzyszy mu dobra energia, dobra wymiana myśli – mówił jeszcze kilka dni temu na antenie Radia Gdańsk.

„Bardzo ciężkie jest do zaakceptowania odejście Prezydenta Pawła Adamowicza! W takich okolicznościach 🙁 miałem szanse z nim współpracować przy organizacji campow dla dzieci. Pracowity i ambitny człowiek z niesamowita charyzma. (pisownia oryginalna – red.) – napisał na wieść o śmierci prezydenta miasta Marcin Gortat na swoim Instagramie.

Prezydenta Gdańska licznie żegnali też inni artyści, celebryci, sportowcy i dziennikarze.

Cenił i wspierał kulturę. „Tyle w nas Gdańska ile nas w nim. Chciałbym, aby mówiąc: jestem gdańszczaninem (…) każdy z nas mógł odczuwać ten szczególny rodzaj dumy, płynący z przynależności do dziedzictwa kulturowego tego wyjątkowego miasta” – pisał we wstępie swojej książki (cytując swoje własne przemówienie z 2002 roku). Aby je rozwijać, sięgał po wszystkie dostępne środki. Gdańsk – w skali kraju – dostawał rekordowe dotacje z UE.

Cenił instytucje kultury i środowiska twórcze. Współpracował m.in. z gdańskim Teatrem Wybrzeże. To również dzięki tej dobrej harmonii na linii polityka lokalna – sztuka, gdańskie instytucje zyskały estymę znacznie wykraczającą poza mury miasta. Czasem nawet poza granice Polski. – Kultura stałą się priorytetem w myśleniu o rozwoju miasta. (…) Kultura nie jest czymś „obok nas”, nie jest pochodną rozwoju gospodarczego. Nie będzie bowiem społeczeństwa obywatelskiego, nie będzie też wzrostu gospodarczego bez oparcia o wartości, a te może nam dać tylko kultura. W moim osobistym patrzeniu na warunki rozwoju kultury pierwsze miejsce przypisuję temu, co nazywamy wolnością tworzenia: nieskrępowanej ekspresji, nieliczeniu się z obwiązującymi modami, prawu do potknięcia. To twórcze indywidualności (…) zdecydują o tym, jaka będzie gdańska kultura. Jacy my wszyscy będziemy!” – pisał znowu we wrześniu 2018 roku. 

Wielu planów z tym związanych nie zdążył zrealizować. 

Doceniał młodych artystów (Nagroda Miasta Gdańsk dla Młodych Twórców Kultury) i tych już uznanych (Splendor Gedanesis), był na bieżąco z działaniami miejskich placówek kultury. Walczył, by to Gdańsk – nie Wrocław – wygrał w wyścigu o miano europejskiej stolicy kultury. W tym starciu przegrał, ale zespół, który powołał na czas konkursowej rywalizacji, zaangażował na stałe, tworząc Instytut Kultury Miejskiej. Powołał też do życia Radę Kultury. 

– Gdańsk chce być miastem solidarności. Za to wszystko wam serdecznie dziękuję. To jest najcudowniejsze miasto na świecie. Dziękuję Wam! – mówił w niedzielę wieczorem ze sceny, tuż przed wielkim finałem WOŚP i światełkiem do nieba . Nikt nie spodziewał się wówczas, że będą to jego ostatnie słowa. 

Panie Prezydencie, mamy nadzieję, że też jesteś w niebie, tym, w które wierzyłeś. Że jest ono takie, jak je sobie wyobrażałeś. I że gdziekolwiek to jest, masz stamtąd dobry widok na swój ukochany Gdańsk. 

Fot. Paweł Adamowicz/Instagram

Zostaw komentarz