Hip Hop,News

Na pierwszy rzut ucha: Rasmentalism „Góra Dół Góra Dół” ft. Schafter, Pezet

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Na pierwszy rzut ucha: Rasmentalism „Góra Dół Góra Dół” ft. Schafter, Pezet

Jakiś czas temu Ras napisał na Instagramie, że kiedyś zarzucano mu, że nawija jak Pezet. Był to oczywiście komplement, a teraz, kiedy nikt już tak nie mówi, na płytę musiał więc zaprosić właśnie rapera z Ursynowa. Przy okazji swoją zwrotkę dograł też Schafter, a my przyznajemy, że to gościnka, na którą chyba najbardziej czekaliśmy!

„Wszyscy jesteśmy GENIUSZAMI. Albo nikt z nas” – tak Rasmentalism zapowiadają swój pierwszy album po rozstaniu Asfaltem, a do tej pory otrzymaliśmy już pięć singli. Każdy z nich, utrzymany w podobnym stylu, ale w nieco innym klimacie jest lekką refleksją o sobie, karierze czy relacjach. I taki jest też – dwuznaczny – „Góra Dół Góra Dół”, który rozpoczyna intro: „No nie wiem, mordo, różne rzeczy o niej słyszałem”…

Wszystko dobrze, pytam, czy wszystko dobrze/Bo nie chcę tańczyć sam, los mi gra piękny slow jam (…) Wszystko dobrze, moja droga, góra dół, góra dół

W końcu w „Serio” na „Tango” Ras nawinął: „Myślałem, że tańczymy razem, ty się tylko trzęsłaś ze śmiechu” i przyznał, że teraz już pyta, jak nie wie. Schafter też woli się upewnić („Włącz kierunkowskaz, żebym wiedział, na co liczyć”) – zresztą wszystkie trzy zwrotki, każda należąca do innego rapera i położona w jego stylu, naturalnie się uzupełniają.

„Góra Dół Góra Dół” jest nieco spokojniejszy od poprzednich singli. Jeśli cała płyta jest taka jak kawałki z Białasem, Dawidem Podsiadło i Vito, Jankiem oraz Rosalie., możemy być pewni, że będzie super. A przekonamy się o tym już niedługo – „Geniusz”, którego mieliśmy dostać trzy miesiące temu, jak dowiedzieliśmy się w dniu pierwotnej premiery, ukaże się 19 czerwca.

fot. Instagram.com/rasmentalism

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Raperzy LGBT. Krótka historia queer hopu

Bardzo utkwiły mi w pamięci linijki Kevina Abstracta z „Papercut”: „And all them baddies all my favourite rappers rapped about/Never made sense when them words played in my fu*king house”. A na „American Boyfriend: A Suburban Love Story” podobnych wersów jest znacznie więcej. Lider Brockhampton, jak nikt inny, wprost opisał kwestie, z jakimi musiał się mierzyć, dorastając i orientując się, że szczęśliwy może być tylko z chłopakiem. I choć w hip-hopowej świadomości raperzy LGBT istnieją dopiero od niedawna, tak głos zabierali oni już dwadzieścia lat temu.

„Why you always rap about bein’ gay?”

Pojęcie „homo hop” nie brzmi najlepiej, ale tak właśnie nazywał się najpierw podziemny ruch, który powstał na przełomie lat 90. i 00. w Oakland, w Kalifornii. Zapoczątkował go Tim T. West, artysta i aktywista związany ze środowiskiem akademickim, po tym jak został u niego zdiagnozowany HIV. Poczucie śmiertelności zmotywowało go do działania i razem z dwójką przyjaciół, Juba Kalamką i Philipem Atiba Goffem, zaczęli eksperymentować, melorecytując i freestylując w wynajętej sali muzycznej w Palo Alto – mieli jedynie fortepian i podstawowy sprzęt do nagrywania. W ten sposób narodził się Deep Dickollective, w którego skład wchodziło później 11 mężczyzn, i którego działalność w dużym stopniu była odpowiedzią na homofobiczne teksty rapowe. W tym czasie ukazały się w końcu dwa ważne dla gatunku albumy – „The Slim Shady LP” Eminema i „2001” Dr. Dre – oba zawierające homofobiczne i mizoginistyczne treści. Jak powiedział West: dlaczego jako młody, czarny i mieszkający w getcie mężczyzna miałby nie słuchać hip-hopu?

Grupa założyła także małe wydawnictwo Sugartruck Recordings. Ich męski wizerunek sprawiał, że spotykali się raczej z dobrymi reakcjami, chociaż dla nierzadko heteroseksualnej publiczności zaskakujące bywały linijki o chłopakach albo to, jak słowo „fa**ot” przez kolektyw używane było w pozytywnym kontekście (porównać można je do „ni**a” stosowanego przez Afroamerykanów). Zostali także docenieni przez lokalne i środowiskowe media – w 2003 roku wygrali w kategorii najlepszej grupy hip-hopowej według czytelników San Francisco Bay Guardian, a ich trzeci album, „Them Ni**as One Went and Said…” (2004), został podwójnie nominowany do Outmusic Awards oraz znalazł się na liście Top Ten Gay Albums of 2004 magazynu Out.

Chciałem robić piosenki o miłości, romansach, życiu i rzeczach, które nie mają nic wspólnego z moją queerową tożsamością. Chciałem, aby młodzi chłopcy mówili: „To jest raper-gej i jest zajebisty!”

Tim T. West

To właśnie też wtedy, w okolicach 2003 roku, queer hop powoli pojawiał się w mainstreamie – popularność zdobył „pierwszy oficjalny raper LGBT”, Caushun. Po kilku latach okazało się jednak, że był on jedynie chwytem marketingowym, za którym stał jego heteroseksualny manager Ivan Matias, a queerowa gwiazda to fryzjer Jason Herndon. W dodatku nie posiadał on żadnych umiejętności muzycznych. Później, w 2004 roku, na temat LGBT i hip-hopu wypowiadał się głośno Kanye West:

Chcę po prostu wejść do telewizji i powiedzieć raperom, moim znajomym, aby przestali (…) Wydawało się, że hip-hop walczył o wasze prawa od początku, o mówienie tego, co się myśli, przekraczanie barier, ale każdy w hip-hopie dyskryminuje osoby nieheteroseksualne

’Cause not enough ni**as rap and be gay

Queer hop zaczął mocniej rozwijać się zatem dopiero w ubiegłej dekadzie, a jednym z najważniejszych dla niego wydarzeń był coming out Franka Oceana. Tuż przed wydaniem swojego debiutanckiego albumu, „Channel Orange” (2012), opublikował on na Tumblrze list otwarty. Opowiedział w nim o swoim pierwszym prawdziwym uczuciu, którym w wieku 19 lat obdarzył przyjaciela. Frank porusza ten wątek również na płycie („Thinkin Bout You”, „Forrest Gump”), podobnie jak kwestie odkrywania swojej orientacji („Bad Religion”, „Pink Matter”). Reakcje na wyznanie były bardzo dobre – wsparcie okazali mu przyjaciele oraz środowisko, w tym Tyler, the Creator, który ze względu na swoją wczesną kontrowersyjną twórczość przez lata bez skutku próbował wyjść z szafy – „ogrodowej szopy”. Udało mu się to dopiero w 2017, gdy wydał swój czwarty album, „Flower Boy”. „Igor”, który ukazał się rok temu, na którym opisuje przeżycia w relacji z ukrywającym swoją orientację mężczyzną, był więc naturalną kontynuacją poprzedniego projektu.

Heavy on my mind/All my friends lost/They couldn’t read the signs/I didn’t wanna talk and tell’em my location/And they ain’t wanna walk/Thruth is, since a youth kid, thought it was a phase/Thought it’d be like phase; „poof”, gone/But, it’s still goin’ on

„Garden Shed”, „Flower Boy” (2017)

Dziś artystów zdeklarowanych jako osoby LGBT w hip-hopie jest sporo. Część z nich jak na przykład Mykki Blanco czy Le1f oczywiście reprezentują raczej scenę alternatywną, ale nie można przecież zapomnieć choćby o Brockhampton, Syd, Azealii Banks czy Young M.A, i w końcu… zeszłorocznym coming oucie Lil Nas X’a. To ważne, bo ktoś musi przełamywać stereotypy, jakie dotykają osoby nieheteroseksualne; ktoś musi być dla nich autorytetem.

fot. kadr z klipu „A BOY IS A GUN*”, YouTube.com/Tyler, The Creator

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Jak wyglądają początki zawodnika MMA? Guzior opowiada o nich w „Ōmori Ōmori” – Przeinterpretacja #9

Nie ma co się oszukiwać, wszyscy czekamy na nową płytę Guziora tak bardzo, jak on sam czeka na walkę Khabiba z Fergusonem, o której zresztą nawijał w swoim #hot16challenge2. No właśnie, à propos tego wersu – wiedzieliście, że Guzior jest taki fanem MMA? Nie? To pewnie też nie zdawaliście sobie sprawy, że jeden z hitów umieszczonych na jego debiutanckim albumie opowiada stricte o trudnych początkach kariery zawodnika mieszanych sztuk walki. Zresztą sami zobaczcie.

Kawałek zaczyna się od wersów: „Gdzie popełniłem błąd?/Jakbym miał głośniki wmontowane w dłonie, bo wszystko leci mi z rąk”. W tych linijkach Guzior przedstawia bolączki niedoświadczonego fightera. Sam nie wie, gdzie w trakcie walki popełnił błąd i marzy o tym, by kiedyś móc mieć głośniki w rękawicach, by lepiej słyszeć swojego trenera, którego rady mogłyby uchronić przed tymi właśnie błędami. Wtedy już nic „nie leciało by z rąk”, a trzymało się całości i planu. Dalej Guzior rapuje: „Wpadłem w zły krąg”, gdzie ma na myśli standardową wpadkę początkującego, który na jednym z pierwszych treningów myli oktagony i wchodzi nie do tego, co trzeba. Chwilę później nawija: „Leżę na dechach” – tego akurat nie trzeba tłumaczyć, gdyż podmiot liryczny zwyczajnie przyjął potężny cios, który rozłożył go na łopatki. „Nie ufam ci, jak nie spadł ci włos z czupryny” jest z kolei linijką świetnie obrazującą podejście młodego fightera, który chce swoja karierę powierzyć tylko doświadczonym trenerom, którzy wcześniej nie raz już zawalczyli, więc „spadł im włos z czupryny”.

„Leżący na deskach” zawodnik po knockoucie

A co z refrenem? Sądziliście, że to po prostu jakieś chillowe nucenie? W żadnym wypadku. Skupmy się więc na jego treści, która jest dość krótka, ale często powtarzana: „Wszystko co mamy w głowach to nanananana”. O co chodzi? To opis tego, co niedoświadczeni zawodnicy czują w trakcie walki. Słuchając wywiadów po starciach często możemy usłyszeć z ust zawodników, że przez buzującą w ich żyłach adrenalinę nawet nic nie pamiętają z walki. Refren opisuje dokładnie ten stan, kiedy fighterzy nie mają pojęcia, co się dzieje i prowadzeni instynktem oraz wyuczonymi na treningach schematami, po prostu nacierają.

Drugą zwrotkę rozpoczyna gorzki wniosek na temat wielu fighterów: „Tym co się najbardziej nie chce, to mogą najwięcej, jak już się zachce.” Przykładem takiego zawodnika jest chociażby Conor McGregor, który sam otwarcie przyznawał, że wolał wydawać pieniądze na błyskotki i auta, zamiast na treningi i odpowiednie przygotowanie. Miał potencjał, ale nie chciał lub nie potrafił go wykorzystać. Często borykają się z tym też inni zawodnicy na różnych etapach kariery. „Teraz są boxy, a nie jakieś potwory w szafach” jest z kolei linijką, która opowiada o chałupniczych metodach treningowych początkujących fighterów. W szafie nie ma ubrań czy przysłowiowych potworów, za to jest worek treningowy do ćwiczenia technik w stójce. Zaczynający swoją przygodę z MMA zapaleńcy często nie mają gdzie powiesić tego rekwizytu, więc jedynym miejscem jest poprzeczka w szafie, na której zwykle wiszą wieszaki z ubraniami. W jednym z ostatnich wersów Guzior w prostych słowach opisuje też mindset początkującego zawodnika: „Zawsze zamiast obrony atak”. To oczywiście nie jest odpowiednia taktyka, ponieważ dobry fighter umie się tak samo dobrze bronić, jak atakować i przede wszystkim wie, kiedy to robić.

P.S. Po przeczytaniu tekstu należy skonsultować się z własnym humorem i dystansem, gdyż tekst nie ma na celu zdyskredytowania niczyjej wizji lub twórczości.

fot. Instagram.com/guziormati

Zostaw komentarz