Felieton,Hip Hop,Ranking,Wyróżnione

Najdroższe hip-hopowe teledyski w historii [nasz ranking]

Filip Kowalski-Ocneanu -
Felieton,Hip Hop,Ranking,Wyróżnione - - Dodane przez Filip Kowalski-Ocneanu

Najdroższe hip-hopowe teledyski w historii [nasz ranking]

Niedawno mówiliśmy o najdroższych outfitach raperów. Dzisiaj natomiast weźmiemy na warsztat teledyski, w które raperzy (i przede wszystkim – ich wytwórnie) pakują niekiedy ogromne pieniądze. Przejrzeliśmy niezwykle wystawne klipy, z masą efektów specjalnych, wymyślnymi choreografiami i fabułami, sprawdziliśmy co kosztowało w nich najwięcej. Niektóre z tych klipów to nie tylko część planu promocji poszczególnych piosenek – to też odrębne dzieła sztuki.

12. Lil Dicky – Pillow Talking – 700 000 dolarów

Amerykański raper żydowskiego pochodzenia Lil Dicky doskonale balansuje pomiędzy komedią i naprawdę dobrą muzyką. W jego tekstach zawsze możemy znaleźć dużo zabawnych wstawek, ale też i dużo wartościowej treści. Podobnie jest w przypadku jego teledysków. Raper przywiązuje do nich dużą wagę. Spektakularne efekty w swoich klipach osiąga czasem praktycznie za darmo, jak w przypadku teledysku do “$ave That Money”. Realizując, go Dicky postawił sobie za cel, by nagrać epicki teledysk hip-hopowy, nie wydając na niego ani jednego dolara. Myślicie, że to wariactwo? No to co powiecie na to, że mu się to udało?

Raper jednak potrafi nie tylko oszczędzać, ale i wydawać, o czym świadczy teledysk znajdujący się na 12 miejscu naszego zestawienia, czyli “Pillow Talking”, na którego realizację poszło aż 700 tys. dolarów. W większości koszta zrobiły w nim drogie grafiki. Na te jednak na pewno warto było wydać, bo wyszły po prostu genialnie. Zresztą, obejrzyjcie sami te niezwykle ciekawe 10 minut „rozmowy” Lil Dickiego z kochanką.

11. Wu Tang Clan – Triumph – 800 000 dolarów

Wu Tang Clanu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Nowojorska legendarna grupa hip-hopowa, o której powstają filmy, a aktualnie także serial, zawsze lubiła rozmach. Najlepszym tego dowodem jest teledysk, który znalazł się w naszym zestawieniu. W wideo do utworu „Triumph” większość z 800 tysięcy dolarów w budżecie, podobnie jak u poprzednika, poszła na efekty specjalne. I podobnie jak w poprzednim przykładzie, tu też znajdziecie sporo elementów humorystycznych, gdyż fabuła klipu opiera się na… inwazji pszczół na Nowy Jork…

10. Drake – God’s Plan – 996 631 dolarów

W tym przypadku nie mówimy już o teledysku z niesamowitymi efektami, czy wielką scenografią i akcją. Tym razem jesteśmy świadkami niesamowitej działalności charytatywnej jednego z najpopularniejszych raperów na świecie, czyli Drake’a. Prawie milionowy budżet przeznaczony na ten teledysk został w większości… rozdany! Różnym osobom – np. bezdomnym albo instytucjom pomoagającym najuboższym. 50 tysięcy dolarów raper przekazał np. szkole Miami Senior High School, co zostało zarejestrowane kamerą. Sam Drake ocenił, że jest to najważniejsza rzecz, jaką zrobił w swojej całej karierze.

Jeśli będziecie oglądać dzieło kanadyjskiego muzyka i reżyserki Kareny Evans, to od razu ostrzegamy – lepiej to robić z paczką chusteczek pod ręką…

9. Kanye West ft. Lupe Fiasco – Touch The Sky – 1 000 000 dolarów

Chyba większość z Was już po tytule założyła, że Pan Kanye w tym zestawieniu po prostu musiał się znaleźć. Teledysk, który wprowadza go na 7 miejsce w naszym rankingu, to klip do utworu „Touch The Sky” z 2005 roku. Milionowy budżet przeznaczony został tu na scenografię, która odtwarzała moment, gdy Evel Knievel podejmował próbę przelecenia rakietą nad wielkim kanionem. Był taki moment, w którym było ryzyko, że produkcja przyniesie jeszcze większe koszty, bo po tym, jak się ukazała, legendarny skoczek posądził Kanye o… wykorzystanie jego wizerunku. Ostatecznie jednak panowie się dogadali – rozwiązali sprawę na krótko przed śmiercią Knievela.

8. Kanye West – Stronger – 1 200 000 dolarów

Kolejne miejsce w naszym rankingu, ale ten sam artysta. I kolejna niesamowita produkcja. Tym raz to wideo do piosenki “Stronger”, będącej remixem utworu francuskiego duetu Daft Pank, zatytułowanego “Harder, Better, Faster, Stronger”.

W podstawowym zamyśle teledysk o tokijskich gangach rowerowych miał kosztować sporo mniej, jednak po zakończeniu nagrań, które trwały półtora tygodnia, Kanye uznał, że końcowy efekt go nie satysfakcjonuje. Następnie sam przeszedł do edycji i montażu. Poświęcił na to ponad dwa miesiące, korzystając z bardzo drogich studiów filmowych. Zdecydował się też na dogrywki w Nowym Jorku. To wszystko spowodowało, że budżet na ten teledysk musiał się znacząco powiększyć. Tak czy inaczej, cieszymy się, że perfekcjonizm Kanye wkroczył do procesu twórczego, gdyż dzięki temu możemy dzisiaj obejrzeć naprawdę niesamowity klip.

7. Mc Hammer – Here Comes The Hammer – 1 300 000 dolarów

Legendarny raper Mc Hammer po sukcesie przeboju “U Can’t Touch This” stał się mega gwiazdą, nie dziwi więc, że zarówno on, jak i jego wytwórnia, zaczęli inwestować jeszcze większe pieniądze w publikacje artysty. Jednym z pierwszych takich przykładów jest wideo to utworu “Here Comes The Hammer”, na który poszło aż 1 300 000 dolarów. Pieniądze wydano zarówno na efekty specjalne, jak i na choreografię i scenografię. Zaczynający się jak horror klip przechodzi później w klimaty nieco bardziej komediowe, z elementami akcji oraz oczywiście – obowiązkowymi w produkcjach Mc Hammera – układami tanecznymi.

7. (ex aequo) The Fugees – Ready or Not – 1 300 000 dolarów

Następny klip w naszym zestawieniu to obrazek do największego hitu grupy The Fugees, zatytułowany “Ready or Not”. Zawierający wiele wojennych motywów teledysk momentami wygląda zupełnie jak urywki z wielkobudżetowej produkcji hollywoodzkiej o tematyce wojennej. Wszystkie sprowadzone na plan helikoptery, łodzie podwodne, łodzie bojowe, samochody wojskowe, skutery, wybuchy, strzelaniny spowodowały, że budżet na klip wyniósł ponad milion dolarów, czym zagwarantował sobie 7. miejsce w naszym zestawieniu najdroższych teledysków hip-hopowych w historii.

5. Will Smith – Miami – 2 000 000 dolarów

Willa Smitha bardziej kojarzymy z aktorstwem niż z muzyką. Jednak jego przebój “Miami” z końca lat ’90 znają chyba wszyscy. I to właśnie teledysk do tego hitu kosztował aktora aż 2 miliony dolarów. Na co poszły pieniądze? Otóż, jakby to opowiedzieć w trzech słowach: na dobrą zabawę. Liczne drogie samochody, łódki, ubrania, mnóstwo statystów (w większości pięknych pań), robiącą wrażenie scenografię, liczne efekty specjalne i niesamowity montaż. To właśnie rzeczy, które czynią ten teledysk tak miłym dla oka i nieco mniej miłym dla portfela. Chociaż jesteśmy spokojni, że Will po nakręceniu tego klipu i tak miał raczej za co żyć.

5. (ex aequo) Missy Elliott – She’s A B**ch – 2 000 000 dolarów

Will Smith dzieli miejsce z jedyną przedstawicielką płci żeńskiej w tym zestawieniu, czyli Missy Eliot. Jej teledysk do utworu “She’s A B**ch” pochłonął 2 miliony dolarów. Tak wielki budżet wydany został tu między innymi na wyszukane stroje i efekty specjalne, ale głównym kosztem okazała się scenografia. Otóż plan, który został wykorzystany przy kręceniu tego klipu, powstał specjalnie dla artystki. Został zbudowany przez niemieckich inżynierów, którzy tylko na to zlecenie przylecieli do Stanów.

3. Busta Rhymes & Janet Jackson – What’s It Gonna Be?! – 2 400 000 dolarów

Posiadacz jednego z najszybszych flow w historii rapu, czyli Busta Rhymes, także potrafi zaszaleć z teledyskiem. Jego klip do utworu “What’s It Gonna Be?!” pochłonął prawie dwa i pół miliona dolarów. Na co poszły? Na wyszukane – jak na tamte czasy – efekty specjalne i scenografię. Niestety, pieniądze nie zapewniły klipowi długowieczności. Mimo wszystko, jest to jedno z tych wideo, które nie zestarzały się zbyt dobrze. Kiepsko się dziś ogląda tamte efekty komputerowe, którymi klip jest naszpikowany. No ale jeśli ktoś nie widział – popatrzeć jednak warto, chociażby z sentymentu.

2. Mc Hammer – 2 Legit 2 Quit – 2 500 000 dolarów

I znów roztańczony Mc Hammer. I kolejny drogi teledysk. Tym razem to prawie 15-minutowy klip do utworu „2 Legit 2 Quit”. Niezwykle epickie wideo, zawierające wszystko to, czego jeden z najdroższych teledysków w historii hip-hopu potrzebuje, czyli porządne efekty specjalne, scenografię, choreografię oraz – obowiązkowo – peleton gwiazd i celebrytów. W klipie pojawili się m.in.: Danny Glover, Mark Wahlberg, Eazy-e, Isiah Thomas czy wreszcie James Brown. Ciekawostką produkcji jest też to, że Mc Hammer wyzwał tu Michaela Jacksona na pojedynek taneczny, do którego jednak nigdy ostatecznie nie doszło.

1. Puff Daddy ft. The Notorious B.I.G. and Busta Rhymes -Victory – 2 700 000 dolarów 

I wreszcie top of the top. Pierwsze miejsce w rankingu dla większości z Was może być naprawdę sporym zaskoczeniem. Niewiele osób zna, bądź nawet kojarzy, utwór “Victory”. A to właśnie teledysk do niego okazał się być najdroższym hip-hopowym klipem w historii. To też jednak jednocześnie dowód na to, że pieniądze nie zawsze zapewniają sukces. Mimo władowania ogromnego budżetu, czyli 2 700 000 dolarów w klip, utwór okazał się komercyjną porażką. Nie osiągnął sukcesu praktycznie nigdzie na świecie, a w USA najwyższe miejsce na liście Billboard 100, jakie zajmował, to numer 19. Wszystkie efekty specjalne, choreografia i scenografia razem wzięte nie dały rady przykryć tego, że sama piosenka, do której nagrano wideo, jest po prostu przeciętna.

Ciekawi jesteśmy, czy obstawialiście teledyski, które mogą znaleźć się w zestawieniu i czy udało się Wam trafić (chociaż częściowo). Dla nas odkryciem było, że mimo wielkiego przepychu i rozpusty panującej aktualnie w środowiskach hip-hopowych, to jednak starsze klipy wygrały w rankingu. Pytanie, czy obecnie raperzy mniej inwestują w klipy, czy po prostu na planach zdjęciowych wydają pieniądze mądrzej?

fot. Kanye West – Stronger/ Youtube


Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Red Bull hip-hop i breakdance

Jeśli nie macie jeszcze planów na kwiecień, wpadnijcie do Krakowa. Red Bull, od lat działający na arenie muzyki, organizuje tam właśnie Red Bull BC One Camp Poland 2019 – święto dla fanów hip-hopu i tańca. Naszym zdaniem – warto.

Firma od lat promuje muzykę, nie tylko zresztą hip-hopową (ale o tym zaraz). Pamiętacie może darmowe koncerty Quebonafide rok temu? Nie, wspominamy o nich nie dlatego, że nie trzeba było za nie płacić. Ich główną atrakcją było to, że fani mogli sami wybrać 8 miejsc, w których zagra ich idol. Szansa, która się nie zdarza. Ale Red Bull to nie tylko koncerty Que. Były również kolaboracje z W.E.N.Ą. w 2015 roku na Block Party, gdzie wystąpił również zespół Curly Heads (tak, to ten band Dawida Podsiadło). No i nie zapominajmy o wielkich imprezach zorganizowanych w 2015 roku w sześciu miastach. Wystąpili na nich m.in. Sokół, Ras czy Kosi i DJ-e: Steez83 i Mr Krime. Stasiaka zaś obsadzono w roli prowadzącego.

Red Bull wie jak robić imprezy. No, ale to nie koniec. Mamy przecież jeszcze specjalną scenę Red Bulla na samym Openerze. Kiedy kończą się koncerty i powoli robi się już jasno, ale Wy macie jeszcze w sobie zbyt dużo energii (i alkoholu), by grzecznie iść spać – Red Bull przychodzi z odsieczą i zaprasza na DJ sety.

Trzeba przyznać, że firma nie jest anonimowym partnerem środowiska muzycznego. Zawsze obecna na festiwalach, nieustająco zaskakuje fanów hip-hopu nowymi eventami. Tak samo jest w tym roku – Red Bull może pochwalić się kolejną imprezą, będącą jednocześnie konkursem młodych talentów. Mowa oczywiście o Red Bull BC One Camp Poland 2019, który rozegra się 14 kwietnia w Forum Wydarzeń w Krakowie.

Event to trzy dni warsztatów oraz rywalizacji, których zwieńczeniem będą uznane na całym świecie zawody Red Bull BC One Cypher. Najlepsza B-Girl i najlepszy B-Boy, którzy wygrają Cypher w Krakowie, pojadą do Indii, by walczyć w Last Chance Cypher o miejsce w światowym finale. Znamy już siódemkę B-Boyów, którzy otrzymali tzw. dzikie karty, czyli przepustki dające im możliwość zatańczenia na evencie. Ale uwaga! – Pozostała jeszcze jedna karta, którą możecie przydzielić… Wy! Wystarczy wejść na stronkę i zagłosować. Macie czas do 31 marca. Możecie też sami kupić bilety na wydarzenie. Trzy dni dobrej muzyki i tańca za cztery dyszki? Czemu nie? Pewnie! By wejść w klimat, zobaczcie walkę z tamtego roku:

Fot. Nuri Yilmazer/Red Bull Content Pool

Zostaw komentarz

Hip Hop,Wyróżnione,Wywiady
“Artysta” pasuje do wielu ludzi – Wini i wywiad, cz. 1

Wywiad z Winim to wyzwanie – na wielu płaszczyznach. Ta pierwsza narzuca się samoistnie: zrób wywiad z kimś, kto sam przeprowadza je w niespotykanym i zaskakującym formacie. Ta druga wynika z geografii – Szczecin jest z Warszawą skomunikowany… kiepsko. Czekało mnie 7 godzin podróży w jedną stronę. W pociągu bez WARSu. Wstałem o 5.00, o 6.00 wyszedłem z mieszkania. Pociąg miałem kilka minut przed 7.00. Musiałem być pewny, że się wyrobię. Wyrobiłem się. Chwilę po 14.00 dotarłem na miejsce. Wini czekał pod dworcem w swoim kultowym, białym BMW. – No ładnie – pomyślałem, dopalając pierwszego papierosa tego dnia.

Samochód Winiego to mobilne centrum dowodzenia, o czym przekonałem się dosyć szybko. Ledwo wyjechaliśmy z terenu dworca i szef StoProcent wybrał numer w pokładowym komputerze:
– Dzień dobry, tutaj Winicjusz, wy działacie normalnie, czy jak to u was jest?
– Chciałam otworzyć, ale strasznie zimno.
– Czyli nie działacie?
– Jak się zrobi ładna pogoda, to od środy otworzę, ale dzisiaj nie.
– Dziękuję, do widzenia. Dobra, jebać to, pojedziemy na makaron.

Czy to jest tak, że jak gdzieś dzwonisz, to Cię znają?
Wiesz co, nie. W niektórych miejscach mnie znają. Poza tym mam taki zwyczaj, że po prostu się przedstawiam. Czasami imieniem i nazwiskiem, czasami tylko imieniem. W niektórych miejscach mnie znają, bo tam po prostu jem. Skoro byłem tam trzydzieści razy, to powinni mnie znać.

A w innych miejscach w Szczecinie? Znają Cię poza gastronomią i środowiskiem hip-hopowym? Chociażby w tym teatralnym, artystycznym?
Nie wiem tego. Tak naprawdę nie znam dużo ludzi. Może ktoś mnie zna, może nie, cholera to wie.

Zadaję to pytanie z tego względu, że obecnie buduje się sporo nowych osiedli, powstają nowe ulice. Może nazwiskami zasłużonych raperów czy aktywistów hip-hopowych powinno się je nazywać?
Gdyby moim nazwiskiem, to bardzo bym się cieszył, bo próżność w człowieku zawsze jest. Natomiast jeśli chodzi o hip-hopowca, to zależy, jak to rozumieć. Zakrawa to wręcz na pytanie filozoficzne, bo ono się sprowadza do jednej rzeczy. Ludzie mówią tak: “Jestem fanem tego i tego”. Uważam, że to jest bardzo niewłaściwe stwierdzenie. Powinni być fanami dzieła jakiejś osoby: muzyki, rzeźby, filmu. Czym jestem starszy, tym dochodzi do mnie coraz więcej smutnych wniosków na temat świata. Jednym z nich jest to, że – jak to ujął ważny filozof – “wiem, że nic nie wiem”. Znam ludzi po 10, 20 lat i myślałem, że ich znam. Nie znam ich, to są zwykłe szmaty i k*rwy, a myślałem że to świetni ludzie. My, ludzie, potrzebujemy wzorców i one są oparte o dzieło danej osoby. Ktoś pisze piękne wiersze czy piękne piosenki, ale w momencie, kiedy wystawiamy pomnik jemu, jako osobie, to prawie zawsze może to być niewłaściwe i nietrafione. Z tego względu, że ludzie ludzi nie znają, a ludzie w większości są do dupy.

Jest to powiedzenie, żeby lepiej nie poznawać swoich idoli.
Tak, uważam, że bardzo słuszne. Chyba że jesteś na tyle stary, że wzbijesz się ponadto, że ktoś napluł ci na mordę i go nie lubisz, ale lubisz jego piosenki. Zazwyczaj jednak będzie ci się gorzej słuchało tych piosenek. Natomiast raperzy, tak jak i artyści, a właściwie nie tylko artyści, to często nie są fajni ludzie. A dlaczego? Otóż ostatnio doszedłem do wniosku, że nie ma to związku z byciem artystą, a z człowiekiem samym w sobie. Ukułem taką mądrość – jest takie pytanie, jak ocenić człowieka i jego zachowanie, kiedy najlepiej to zrobić. I większość ludzi odpowie, że jak jest bieda i ciężko.

Według przysłowia.
Dokładnie. A uważam, że to jest absolutnie niewłaściwa ocena sytuacji. Ponieważ jak jest bieda i ciężko, to większość ludzi da dupy, takie 99,9%. Spie*dolą coś, bo to są zwierzęce odruchy. Jak pchniesz psa i on cię drapnie, to on nie chciał drapnąć, ale to bezwarunkowe. Tak naprawdę ludzi się ocenia, kiedy jest dobrze, wyku*wiaście dobrze. Wtedy nie ma żadnego powodu, żeby być ku*wą, szmatławcem, frajerem, i tak dalej.

Ciebie coś takiego spotkało?
Mnie to spotyka non-stop! Wtedy widzisz klasę człowieka. Kiedy jest bogaty, zamożny, udało mu się. Dlatego nie dotyczy to artystów, ale powiem dlaczego się mówi o artystach. Bo na nich ta zajebistość może spaść z dnia na dzień, a ten proces jest dodatkowym źródłem zwariowania.

fot. Magda Patocka

Czyli jeśli ktoś staje się nagle – albo nawet nie nagle – zamożny, to staje się powoli bucem? Albo ten proces przyspiesza i staje się szybko?
Szybciej. Ludzie, którzy dochodzą do swojej zamożności, czy innych rzeczy będących wymiarem szczęścia, powoli, wolniej się dostosowują i zmiana nie jest diametralna. W świecie sztuki bywa tak, że spada to znienacka. Robiłeś w gównie 10 lat i nagle robisz super piosenkę. Od razu dzwoni do ciebie kolega, który cię nie widział 10 lat i już masz mieć płyty do podpisania dla całej rodziny i ch*j wie kogo. Nagle ci, którzy byli niemili, są mili. Nagle kobiety, dla których byłeś nieatrakcyjny seksualnie, chcą uprawiać z tobą seks. I teraz okazuje się, jakim jesteś człowiekiem. Wszystko zależy od tego, jak na to zareagujesz. Okej, wyr*chasz te laski, ale nie będziesz im ubliżał i traktował jak gówno, bo pamiętasz, że jeszcze niedawno nie chciały się bzykać. Weźmiesz tę przyjemność z życia, ale nie zapomnisz o tym, że nie jesteś żadnym jeb*nym superDNA, którego pożąda każda samica. Po prostu oszukałeś system.

Po prostu dostałeś supermoc, ale to nie oznacza, że…
…możesz na innych pluć, dokładnie. Że, okej, jestem bardzo bogaty, ale to nie znaczy, że pan, który w hotelu otwiera mi windę, to jest frajer i nie jest wart tego, by powiedzieć mu “dzień dobry”.

Mimo że dzień wcześniej mogli Cię nie przyjąć do pracy na jego stanowisko.
Może, a może pójdziesz do pudła i będziesz siedział z tym gościem w jednej celi! A on jest dwa razy większy i będzie cię gnoił. Będziesz chciał mu gacie prać? Te sytuacje w życiu…

…się bardzo szybko odwracają.
Tak. Wydaje ci się, że jesteś najlepszą małpą, a po prostu ci się wydaje. Dlatego ludziom często od tego odpi*rdala. Dlatego, wracając do pytania, nie wiem. Wielu artystów, których znam to pie*doleni szmaciarze i nie nadałbym żadnej ulicy ich imienia, bo zasługują na absolutną pogardę. Natomiast stworzyli dobre rzeczy, nie wiem k*rwa, może ich piosenkom powinno się stawiać ulice. <śmiech> A może po prostu im? Tylko fajnie by było, żeby ludzie pamiętali, że oni są symbolem, a nie sobą.

Jesteś za rozgraniczeniem sztuki od wykonawcy? Oglądasz film Romana Polańskiego i Ci się podoba, choć z tyłu głowy masz niewygodne sprawy?
Absolutnie jestem za tym rozgraniczeniem. Kiedyś było takie powiedzenie w rapie, słyszałem to od wielu raperów, że wolą posłuchać kogoś, bo może nie jest jakiś dobry, ale jest k*rwa prawdziwy. Tamten udaje gangstera, a ten jest prawdziwym gangsterem.

Ty sam chyba jarałeś się Tekashim przez jakiś czas?
“Jarać” to za duże słowo. Sprawdziłem parę klipów i stwierdziłem, że z tych nowych rzeczy, to on faktycznie bardziej mi się podoba niż cała masa tych Lil ch*j wie co. Ale widzisz, on przesadził. Okazało się, że poszedł w rzeczy, w które pójść nie powinien. Lubię przesadę w sztuce, jeden z artystów tak mi kiedyś powiedział, że sztuka polega na przerysowaniu sytuacji. Dzięki temu możesz pokazać ludziom, jaki coś ma wymiar. Jak im to opowiesz mocnymi słowami, to dopiero do nich dociera, z czym mają do czynienia. Jak to samo powiesz im milutko, piździutko, to dojdzie do takiej sytuacji, jak użycie sformułowania “aneks Krymu”. Nie. Przyszliście, wzięliście k*rwa kawał ciężkiego metalu, wj*baliście komuś w ciało, żeby zdechł, jeździliście i mordowaliście ludzi, stawialiście stare panie w szeregu, żeby stanowiły wasze tarcze. Jesteście sku*wysynami, bydlakami i ścierwami, tak powinno się to nazywać!

A na arenie politycznej mówi się dyplomatycznie – aneks.
Tak! “A cóż to za nowe fantastyczne słowo? Nikt go do końca nie zna, brzmi jak…”

…jakby ktoś przyszedł, podpisał papierek i nagle Krym był rosyjski.
Tak! A tak nie było! Dlatego jestem wyznawcą sztuki hardkoru, w której rzeczy należy przerysowywać. A nawet nie przerysowywać, tylko nazwać tak wulgarnymi i podłymi słowami, żeby to dotarło do tego małpiego łba, że nie ma do czynienia z niczym miłym, tylko ze sku*wysyństwem i nazywajmy je “sku*wysyństwem”! Czy powiedzmy ktoś “rozminął się z prawdą”, nie! Jesteś łgarzem, zaj*banym w mordę kłamcą, a nie rozminąłeś się z prawdą.

Jasne. Osłabianie pojęć, żeby to było łatwiejsze do przełknięcia.
Tak. Dlatego lubię taką sztukę, która jest dosadna. Niektórzy takiej nie lubią, dlatego że nie lubią w ogóle dosadnych rzeczy i lubią żyć w świecie mitu. Większość tworzy mity. O co mi chodzi? Stary, na przykład liżę tyłek dziewczynie. Przecież to jest mit, że ja jej liżę dupę lub p*zdę! To co stamtąd wychodzi, to nawet mi przez myśl nie chce przejść ku*wa, ale w trakcie, kiedy to robię, to buduję sobie mit, że to jest najzajebistsze miejsce na świecie i ja po prostu chcę włożyć tam cały łeb i po prostu ku*wa oddychać jej dupą czy p*zdą, bo to kocham, i feromony, inne zwierzęce rzeczy, krzyczą do mnie “liż to!”. Ale potrzebuję zbudowania pewnego mitu, żeby się nie porzygać.

Potrzebujesz kontekstu.
Kontekstu, ale też właśnie mitu – mitu idealnej kobiety, która jest święta, piękna i nie jest zwykłym, ohydnym zwierzęciem, z którego wyłazi ohydztwo.

Kiedy tak mówisz o tej narracji hardkorowej, to przypomina mi się, że Twoja ostatnia płyta była jednak mniej hardkorowa niż poprzednie.
Może, ale tak naprawdę moja ostatnia płyta nie była płytą, tylko zbiorem piosenek. Trochę wstyd mi to nazwać płytą, ponieważ ona nie spełnia żadnych warunków płyty. Nie gram koncertów i nie liżę dup.

To nie znaczy, że to nie jest płyta.
Dla mnie to znaczy. Widzisz, to jest tak, że ja nie jestem raperem. Wielu raperów powie Ci to samo, bo to jest szpanerskie i fajne, żeby o tym pi*rdolić. Że się jest ponad to, że ktoś tam jest kreatorem mody, bo założył jakiś T-shirt, który wszyscy nosili sto lat temu.

Albo performerem.
Albo performerem, albo artystą – choć akurat słowo “artysta” jest na miejscu dla wielu ludzi.

Mnie się wydaje, że uległo pewnemu wytarciu.
Zależy co uważasz. Ja uważam, że nie jest tak mocnym słowem, jak inni uważają, że jest. Sąsiadka, która mieszka koło moich rodziców, jest artystką, układa bukiety kwiatów i od czasu do czasu lubi namalować obraz. Ona ma duszę artystyczną i jest artystką, ma potrzebę tworzenia. A to, że to nie będzie wystawione w Luwrze i nie wszyscy będą się nad tym spuszczać? J*bać to, nie każdy musi być najlepszy na świecie albo dostrzeżony.

To jak nazwiesz tych najlepszych na świecie? Geniuszami?
Różnie. To są geniusze, ale też fuksiarze. Ilu jest super artystów nieodkrytych? Wracając do pytania – ja nie jestem raperem, bo uważam, że do tego trzeba spełnić pewne warunki. Powinieneś mieć dużo fanek, które chcą chodzić do łóżka. Powinieneś grać koncerty. Powinieneś działać na tłumy, coś powinno się dziać. To jest bycie raperem. Najlepiej gdybyś wchodził w relacje z innymi, kogoś kochał, kogoś nienawidził, prowadził swoje szalone życie rapera. A ja go k*rwa nie prowadzę. To, że sobie zebrałem parę piosenek z jakiegoś przedziału czasowego i pozwoliłem sobie podzielić się nimi z jakimś “szerszym gronem”, to nie znaczy, że to jest płyta. Dla mnie płyta powinna być rzeczą przemyślaną, więc w tych kategoriach patrząc, możliwe, że właściwie nigdy nie wydałem żadnej płyty. Powinna być promocja, żeby to sprzedać. Nie mówię o jakości tej płyty i o tym, że fajne są płyty konceptualne, bo nie muszą być, może 15 oderwanych od siebie piosenek, ale ja po prostu zrobiłem zbiór piosenek, który w swojej bezczelności pozwoliłem sobie nazwać płytą.

To ciekawe co mówisz, bo w mojej opinii ta płyta jest jedną z ciekawszych, jakie słyszałem ostatnio, a słucham wszystkiego, co wychodzi w Polsce.
Dziękuję. Jest mi bardzo miło, ale ku*wa, widzisz, ona nie spełnia założeń płyty. Tu nie chodzi o moją skromność, ja po prostu staram się realnie patrzeć na świat. Czym jestem starszy, tym bardziej go analizuję. Przychodzą do mnie młodzi ludzie i mówią: “Wini, sprawdzisz moje kawałki?”, a ja mówię do nich: “jestem, k*rwa, dawaj, k*rwa, rapuj”, “nie no, wyślę ci te kawałki”, “spie*dalaj!” – nie, ja nawet nie mówię “spie*dalaj”, a powinienem – mówię do nich: “nie, dziękuję”. Niedługo chyba zacznę mówić po prostu: “wypie*dalaj, ośle jebany. Jak śmiałeś do mnie nie rapować, kiedy dałem ci tę szansę?”. Jestem wydawcą odpowiedzialnym nie za nie wiadomo ile sukcesów, ale coś tam stworzyłem i jeśli ktoś uznaje, że chce mi wysłać kawałek, to znaczy, że docenia mój autorytet. Jeśli staje przed nim szansa, żeby zaprezentować możliwości na żywo, a prezentuje mi frajerską bajeczkę o tym, że jesteś nieśmiały i się wstydzi…

…to jak chce grać koncerty…
…jak chce grać koncerty i być raperem?! Jak śmie zawracać mi dupę jakąś frajerską piosenką? Sram na nią i wykładam na nią lachę. Nie jest raperem i nie ma do tego energii. Niech ją najpierw zbuduje i dopiero próbuje, a jak nie, to niech wypie*dala.

Tak było z Kabe, że przyszedł i zarapował?
Stary, Kabe rapuje jak ku*wa maszyna, jak karabin. Jak mu powiesz: “puść swój kawałek”, to będzie ci rapował ten kawałek, jak będzie leciał, potem puści swoje bity, jeżeli uzna, że jest jakikolwiek sens prezentowania ci swojej muzyki, a potem sam będziesz go prosił, żeby przestał, bo musisz iść do domu na obiad!

Czyli jest po prostu maszyną.
Tak, tak, tak! Tym, czym raper jest! Teraz będziemy wydawali bardzo mało raperów i zrobimy odwrotnie niż robiliśmy dotychczas. Będziemy robili bardzo mało rzeczy i będziemy je robili bardzo dobrze.

Pokazał to ostatni klip.
Dopiero zobaczycie. Teraz zyskałem nową energię. Rzuciłem wszystko i jestem na drodze leczenia ze wszystkiego. Będziemy stawiali na jakość. Nie będzie ku*wa żadnych akcji w stylu robienie czegoś dużo. Dla nas cztery płyty w roku to jest za dużo. Powinniśmy robić jedną, może dwie.

Dalej rap czy coś innego?
Myślę, że wokoło tej muzyki, bo to jest zaje*ista muza. To jest bardzo płynna rzecz, bo jest rodzaj śpiewania, który dalej nazwę ci rapem. Jak ostatni singiel Kabe właśnie.

On jest jednak dalej bardziej rapowy.
Tak, ale był taki zespół przy którym to zrozumiałem – nazywał się Lost Boyz. Oni rapowali na granicy śpiewania, ten rap był bardzo melodyjny, ale dalej wiedziałem, że to hip-hop. A jak przyjdzie ku*wa Bon Jovi czy Sting, to nie będzie dla mnie nigdy rap.

Jasne, to będzie po prostu rapujący Sting.
Tak, bo on nie jest z tego środowiska. On nie był na tych imprezach, nie stał na ulicy z tymi ludźmi, nie rapował, nie brał tych używek, albo nie był przy tych, którzy brali. Nie jest tym.

Nie wydaje Ci się, że ten podział zupełnie się zdezaktualizował?
Nie uważam tak. Są wielkie dyskusje czy jakiś youtuber powinien rapować czy nie. Dla mnie to zależy. Śmiem twierdzić, że jedni z tych małolatów żyli tą muzyką od dawna, a niektórzy robią po prostu hity. Każdy ma prawo zrobić sobie rapowy kawałek. Niech zrobi sobie go Krzysztof Ibisz i Sting. Nie będę krzyczał, żeby Sting zdechł, bo c*uj mnie to obchodzi, po prostu nie będę słuchał tej piosenki. Dla mnie to nie będzie rap ani hip-hop, taki prawdziwy, poj*bany, jakiego ja słucham.

Czego w takim razie słuchasz? Na przykład w samochodzie?
Bardzo dużo rzeczy, choć w samochodzie niestety dużo radia. Lubię bardzo TokFM, choć nie lubię ich politycznego podejścia. Są potwornie prokomunistyczni i prożydowscy. Bardzo nie podoba mi się, kiedy ktoś jest w jedną mańkę. Oni zawsze, kiedy trzeba roz*ebać komucha, to będą go bronić, a jak PiS coś wymyśli, to zawsze będzie złe. Nie lubię partii PiS, żeby było jasne, ale k*rwa…

Chodzi Ci o to, żeby to było racjonalne i trzeźwe spojrzenie na politykę.
Tak, no k*rwa. Są takie przykłady, że PiS wyjdzie z czymś dobrym, a tamci: “nie, to k*rwa jest złe!”. Poza tym to brechtanie z patriotyzmu w nieskończoność. Jest taki program, w którym brechtają się z wierszy patriotycznych. Rzygać mi się chcę. To jest jak kawał opowiadany setny raz. No tak, napisał ktoś kurwa głupi wiersz, ile z tego można? A oni przy tym dochodzą. Są strasznie cyniczni. Nie lubię tego. Natomiast są tam doskonałe programy o świecie. Fajne wywiady z ciekawymi ludźmi. Coś o książkach, o fizyce kwantowej, o psychologii. Ostatnio ogromne wrażenie zrobił na mnie program o leczeniu chorób psychicznych. Okazało się, że medycyna rozwija się z dnia na dzień, ale w psychiatrii właściwie nie ma postępów i rozważa się leczenie ludzi środkami psychoaktywnymi. Dlaczego? Bo finalnie nie zmieniają niczego. Ktoś ma fazę, a potem to się wypie*dala z organizmu, ale przez doświadczenie zmieniają się pewne rzeczy.

Daje się komuś jakiś psychoaktywny specyfik, on ma lot i podczas tej fazy coś sobie przepracowuje, a potem to zostaje wypłukane z jego organizmu?
Tak! Nie chcę kogoś obrazić, ale powiedziałbym, że w wielu przypadkach, choć nie we wszystkich, depresja to jest jakieś użalanie nad sobą. Słuchaj, znam parę osób, które były w depresji i podobno ja przesadzam.

Też mi się tak wydaje. Są różne stadia tej choroby.
Może, może. Ja byłem w depresji i mój brat cioteczny także. On był w dużo większej depresji niż ja. Ja się wyleczyłem ze swojej dosłownie w jedną noc – właśnie pewnym doświadczeniem i zrozumieniem pewnych faktów. Ta przypadłość w wielu przypadkach sprowadza się do jednej rzeczy: “Jestem ch*jowy, nic nie warty, nic mnie dobrego nie czeka na tym świecie”.

To jest to przemyślenie.
Nie, to jest to dlaczego ludzie mają depresję. Większość ludzi, których znam, ma kompleksy, że: “jestem brzydka, coś tam”.

No właśnie, kompleksy. Czyli tak może nie być.
Nie, właśnie tak jest! Jesteś ku*wa brzydka! A ty masz małego chu*a! A ty jesteś głupi!

Chodzi mi o to, że ktoś ma potencjał, ale w niego nie wierzy.
Może ma, a może ma inny. Masz małego chu*a, to liż p*zdę! Jesteś brzydka, to gotuj dobrze i bądź miła, jeśli chcesz kolesia, bo brzydkie też mają miłość! Rozejrzyj się – nawet ładnego chłopaka mają czasami. Wcale nie dlatego, że są bogate. Może są miłe, może dobrze się ru*hają? Może robią fajne perwersje? A nie tylko leżą i czekają, bo są takie śliczne.

Zmierzasz do tego, że depresję można wyleczyć zdając sobie sprawę ze swoich wad? Znaleźć zalety i na nie postawić?
Na przykład. Albo zrozumiesz, że świat taki jest. Że jedni są lepsi, a drudzy gorsi. Jedni mają wszystko, drudzy nic, nie ma nic po równo. Jednym Bóg dał wszystko, innym nic nie dał. Albo zsumujesz ilość swoich orgazmów, uśmiechów i pozytywnych doznań, kiedy wąchasz kwiatki i Twoje parametry w organizmie wybijają do góry, i będziesz z tego korzystać ile się da…

…albo się będziesz użalać.
Albo się będziesz użalać i nie będziesz nic mieć z tego życia! Jeżeli zrozumiesz tę jedną rzecz, to zrozumiesz, że może warto żyć. Albo idź sobie pier*olnij w łeb i przestań innym je*ać humor.

Ty tak miałeś? Stwierdziłeś, że albo rozpie*dolisz albo c*uj?
Tak. Ja tak stwierdziłem w jedną noc. Co mnie, k*rwa, obchodzi przejmowanie się? Chciałem robić muzykę, ale twierdziłem, że może nie mam talentu, a tamto, a sramto, a jestem starszy, a gdzie ja pasuję, a nie jestem przystojny, a nie jestem fajny, i powiedziałem sobie – k*rwa, ale jak to robisz, to sprawia ci to przyjemność czy nieprzyjemność? – a sprawia mi to wyje*aną przyjemność, kiedy robię muzykę. Co może mnie złego spotkać? Że ktoś powie: “hej, Wini! Jesteś beznadziejny, nie rób tego” – ma prawo do takiej decyzji, “hej, Wini! Gruba świnio, zdechnij” – ma prawo do takiej opinii. Chce ją wyrazić publicznie i pokazać światu, jakim jest podłym i płytkim, nieszczęśliwym człowiekiem? Niech wyrazi. Nawet nie skasuję komentarza, niech pokaże światu, jaki jest zje*any. Tak naprawdę tą opinią nie wyraża zdania o mnie, tylko o sobie.

Pokazuje swój poziom.
Tak! Bo ktoś może napisać, że nie podoba mu się moja piosenka. Że nie mam do tego wokalu. Spoko. Ale mnie to sprawia przyjemność. Sprawia mi też przyjemność branie kokainy i prostytutki. Ale z ich usług nie korzystam, bo się boję chorób, a kokaina źle działa na moje serce. Nie widzę, żeby robienie muzyki na coś źle działało. Kiedy siedzę w studiu, to jestem szczęśliwy. Kiedy przychodzi mi do głowy tekst, który mnie rozbawia, to chcę go nagrać.

Mówiłem, że Twoja płyta mi się podobała. Bo była świeża tekstowo. Czy to nie jest tak, że przez to, że nie jesteś pełnoetatowym raperem, to nie masz swoistego wyje*ania? Nie musisz się liczyć z opinią fanbazy. Możesz napisać coś, co jest kontrowersyjne albo skłania do myślenia. Coś co nie jest przeźroczyste.
Tak, ale powiem ci tak – zacząłem nagrywać po trzydziestce. Dzisiaj gadam z młodymi ludźmi i mówią mi, że rapują dłużej niż połowa ich życia, a mają 18 lat! K*rwa, jaki jest poziom ich nauki? Przecież oni się w tym rodzą, a mi do głowy by nie przyszło, że to można robić. Ile mi psychicznie zajęło ogarnięcie tego. Jeśli chodzi o teksty, to gdybym był pełnoetatowym raperem, to myślę, że pisałbym jeszcze gorsze.

Jeszcze bardziej doje*ane i po bandzie?
Jeszcze bardziej po bandzie i przede wszystkim walczyłbym chamsko ze sceną. Nienawidziłbym wszystkich raperów, nie bujał się z nimi i wchodził we wszystkie możliwe beefy. Pomijam temat sceny z tego względu, że – tak jak ludzie – raperzy do pewnych rzeczy się nadają, a do pewnych nie. Najczęściej nadają się do ćpania i chlania. Do wszystkiego innego raczej się nie nadają. Część sceny po prostu mnie obrzydza i uważam ją za okropną. Nie będę tego komentował, bo zarabiam w tym pieniądze i nie potrzebuję wojny z nikim. Nie jestem raperem, jestem producentem odzieży, spełniam różne funkcje. Nie potrzebuję wchodzić w konflikty.

Jesteś też wydawcą.
Dokładnie. Gdybym był tylko raperem i miałbym na tym zarabiać pieniądze, byłbym młodszy, to wchodziłbym w te wszystkie konflikty. Nie byłbym pier*olonym wydawcą nikogo innego poza sobą, bo wolałbym wymyślać sobie klipy niż innym. Byłbym dużo bardziej dobitną osobą i, k*rwa, na byciu kontrowersyjnym można bardzo dużo ugrać!

Można też stracić.
Można, ale ja bym szedł po bandzie, robiłbym sobie z innych jaja. Skoro moją siłą miałoby być w tym momencie moje słowo, to dlaczego nie posłużyć się nim jak bronią? To zwierzę w lesie jest chore, więc ja je zarżnę, bo będzie roznosiło swoją chorobę, a ja nie chcę, żeby w lesie panowała jego choroba.

Bo jesteś królem lasu.
Bo jestem k*rwa królem lasu i będzie tak, jak ja chcę!

Kojarzysz takiego gościa jak Legendarny Afrojax?
Tak, ale nie jaram się jego muzyką, bo nie lubię jego flow i brzmienia. Wiem, że jest zabawny. Nie znam dobrze jego twórczości, ale wiem że nie jest to głupie i gówno warte. Że potrafi powiedzieć coś od serca i ja jak najbardziej oddaję honory, ale muzycznie mi to nie podjeżdża. Sto razy bardziej lubię Eminema. On też jest po bandzie, ale jego głos i wszystko mnie rozpie*dala.

Jasne. Tam wszystko jest na miejscu – głos, technika, rymy…
…ale nie muzyka! Słabą ma muzę. K*rwa mać, jak słyszę jego bity, to nie mogę uwierzyć.

Wszystkie czy z ostatnich płyt?
Nie, nie z ostatnich, tam też są fajne. Czasami są. Jego głos i flow mnie rozpie*dalają, ale podkłady nie. Jak ja bym chciał, żeby zrobił płytę z Pharrellem Williamsem!

Ale takim z The Neptunes, takim z NERD, z jakim Pharrellem?
Takim, jak on potrafi być funkowy. Z doskonałą perkusją i funkowym brzmieniem. Chciałbym, żeby ta płyta nazywała się “Funky White Boy”. Taką płytę chciałbym usłyszeć! Gdybym był producentem, to szukałbym jego wokali i robił funkowe przeróbki! Bo nie lubię jego bitów – tych, które wybiera. Czasami aż myślę: “k*rwa, naprawdę taki bit wybrałeś?”. Świetnie to wyszło przy beefie z Machine Gun Kellym. MGK wybrał kozaka, a Eminem wybrał takie coś, że pomyślałem: “naprawdę? To? C*uj, mogłeś to nagrać a capella”.

Nie sądzisz, że to był wybór podyktowany tym, by pokazać, że sam skill wystarczy, a bit jest tylko podkładką?
Może i tak. Oczywiście jestem za Eminemem i o wiele bardziej go lubię, bo podsumował to jednym wersem – “You dress better, I rap better” – i c*uj, nie ma o czym mówić, aczkolwiek MGK wybrał dużo lepszy bit. On mnie buja, on mnie rusza. Do takiego bitu chciałoby mi się rapować, a do bitu Eminema nie chciałoby mi się rapować. A tak to powinno działać, że słuchasz tej muzy i bach! masz pomysł na refren.

Czy dobór bitów u raperów nie wynika czasem z tego, że każdy ma swój wewnętrzny rytm?
Oczywiście. To co ja bym chciał nie oznacza, że Eminem ma tak robić. On ma mieć w dupie to, co ja bym chciał.

W tym momencie Wini ponownie wybiera numer telefonu z konsoli w desce rozdzielczej… Do kogo zadzwonił? Tego dowiecie się z drugiej części wywiadu. O TUTAJ.

Zostaw komentarz