Hip Hop,News

Nie żyje ojciec Eminema. Jak wpłynął na twórczość rapera?

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Nie żyje ojciec Eminema. Jak wpłynął na twórczość rapera?

Ojciec Eminema, Marshall Bruce Mathers, Jr., zmarł wczoraj, w wieku 67 lat, w swoim domu blisko Fort Wayne w Indianie, na skutek zawału serca. Swoją rodzinę opuścił krótko po przyjściu na świat rapera, zostawiając go samego z młodą matką, Debbie Nelson. Mimo, że Em wychowywany był przede wszystkim przez rodzinę ze strony ojca, ten, nawet gdy kontaktował się z domem, pomijał syna.

21-letni Marshall Bruce Mathers II z kilkutygodniowym Eminemem, https://people.com/music/eminem-estranged-father-dead/

Relacje rodzinne były zatem częstym tematem w twórczości Marshalla, a o ojcu bardzo często wspominał w swoich utworach. Po raz pierwszy zrobił to w drugim singlu promującym debiutancki „The Slim Shady LP” i tym samym w jednym z jego sztandarowych kawałków — „My Name Is„:

„And by the way, when you see my dad (yeah?)/Tell him that I slit his throat in this dream I had”

Swój stosunek do niego jeszcze lepiej przedstawił później, w dedykowanym matce, „Cleanin’ Out My Closet” z trzeciego (i chyba ostatniego tak świetnego) albumu „The Eminem Show”. Relacja z nią również nie była dobra, a Em podkreśla w utworze, że – w przeciwieństwie do swoich rodziców – dla swojej córki Hailie wiele by poświęcił:

„My faggot father must’ve had his panties up in a bunch/’Cause he split, I wonder if he even kissed me goodbye/No, I don’t, on second thought, I just fuckin’ wished he would die/I look at Hailie, and I couldn’t picture leavin’ her side”

Eminem jako dziecko pisał do ojca listy, ale ten na żaden z nich nigdy mu nie odpowiedział. Później raper nie chciał utrzymywać z nim kontaktu, choć ten we wczesnych latach dwutysięcznych, czyli po tym, jak raper stał się sławny, próbował się z nim kontaktować. – Desperacko chcę spotkać się z moim synem i powiedzieć mu, że go kocham. Nie interesują mnie jego pieniądze. Chcę po prostu z nim pogadać. Chcę, żeby wiedział, że może na mnie liczyć, jeśli da mi wrócić do swojego życia – mówił Bruce, co w jednym z wywiadów, Em skomentował słowami: Mój ojciec? Nigdy go nie znałem. Nigdy nie widziałem jego zdjęcia (…) Słyszałem, że chce się ze mną skontaktować. Nie dostałem żadnego listu. Nic nigdy od niego nie dostałem, a mógł zrobić chociaż to, napisać. Mógł włożyć w to wysiłek.

„Marshall, I just love you, boy, I care about your well-being”/No, Dad, I said no — I don’t need no help peeing/I’m a big boy, I can do it by myself, see?” — „Insane„, „Relapse”

Eminem porównywał się do ojca w pochodzącym z „Recovery”, „So Bad„, w którym porusza temat swoich relacji damsko-męskich, i tego, dlaczego mu one nie wychodzą:

„Now, it all started with my father/I must’ve got my pimpin’ genes from him/The way he left my momma/I’m a rolling stone, just like him”

O tym, że temat braku ojca w rapie jest często poruszany, wspominaliśmy ostatnio przy okazji kolejnej refleksji 50 Centa. Więc fakt, że Stan również wychowywał się bez niego, wcale nie był wyjątkowy, jak twierdził bohater, który znalazł w tym nić podobieństwa, kiedy pisał do Slima.

Fot. kadr z klipu „Cleanin’ Out My Closet”, youtube.com/EminemMusic

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton
MTV odpowiada na Fame MMA, Miley Cyrus pogrąża serial Netflixa

Witeczka! Przyszedł czas na kolejny odcinek mojej nowej serii. Przypominam, że skupiam się w niej przede wszystkim na świecie mediów: Telewizja, serwisy VOD, YouTube. Co środę analizuję najciekawsze (moim zdaniem) tematy z ostatnich tygodni. Zaczynamy!

Cóż takiego ciekawego ostatnio działo się w świecie mediów ? Kolejna gala Fame MMA? Nie, o tym już nigdy więcej. Lordowi skasowali stary kanał i musiał wspólnie z Kamerzystą stworzyć nowy? Nie, o nich już nigdy więcej. Patryk Vega postanowił nakręcić kolejny „realistyczny” film, tym razem biorąc na tapetę polskich polityków? Hmm, ponieważ o kontrowersji pisałem w moim ostatnim odcinku, to dziś już odpuszczę temat polskiego reżysera z najgorszym poczuciem humoru #Ciacho Zakalec.

Aktualnie w świecie seriali, najwięcej mówi się na temat hitowej produkcji HBO – Czarnobyl. Sam jeszcze nie oglądałem, ale patrząc na oceny widzów i recenzje krytyków, Czarnobyl jest murowanym kandydatem do nagrody dla serialu roku (więcej o tym pisał Politolog – TUTAJ). Obecnie miejsce tragedii zaczyna być oblegane przez ciekawskich turystów, którzy o katastrofie po raz pierwszy dowiedzieli się dzięki produkcji HBO.

Oczywiście można udać się w podróż do Czarnobyla w celach edukacyjnych, ale pojechać tam tylko z powodu, zrobienia „modnego” zdjęcia na Instagram? Czegoś Wam to nie przypomina? Może fabuły jednego z odcinków Black Mirror?

No właśnie – Black Mirror. Niedawno do sieci trafił nowy sezon serialu, składający się z trzech premierowych odcinków. Niestety, nie były to trzy mocne strzały. Duża część fanów twierdzi, że odkąd Netlfix przejął serial, to Black Mirror zaliczył spadek poziomu, dodatkowo tracąc dawny, brytyjski, mroczny klimat. O ile przy poprzednich dwóch sezonach, w mojej opinii nie było to mocno widoczne, tak przy szóstym sezonie – „coś, coś się popsuło”. Obrazu ogólnej nędzy, dopełnił jeszcze ostatni odcinek z udziałem Miley Cyrus, to był już jakiś nieśmieszny żart.

Nieśmieszny żart #FameMMA. Obiecałem, że z mojej strony nie będzie już nic o tej wybitnej gali, ale harcerzem nie jestem, żebym nie mógł skłamać. Nie uwierzycie, ale stacja MTV widząc wielki sukces rodzimego formatu, postanowiła stworzyć swoją własna wersję. Uwierzyliście? No mam nadzieję, że jednak nie, aczkolwiek trochę prawdy w tym jest.

Istnieje bowiem coś, co możemy nazwać amerykańskim odpowiednikiem gali Wojtka Goli, i jest to nieco zapomniany już Celebrity Deathmatch. Animowany serial, w którym największe gwiazdy toczyły pojedynek w ringu. Program był brutalny, absurdalny, ale przede wszystkim śmieszny. Na przełomie wieków doczekał się sześciu sezonów, po czym szefostwo MTV zdecydowało się usunąć go ze swojej ramówki. Teraz powraca, a jednym z jego producentów ma być m.in. Ice Cube, który – mam nadzieję – przemyci do formatu dużo raperskich wątków.

Pewnie powiecie – że przecież to tylko głupiutki animowany serial, a Fame MMA to walka na serio. W takim razie polecam obejrzeć kilka pojedynków z Celebrity Deathmatch i porównać je z kobiecymi walkami na polskiej gali – nie widać różnicy, to po co przepłacać. Jeśli lubicie oglądać, jak znani ludzie dają sobie po mordach, to czym prędzej sprawdźcie stare odcinki programu MTV i oczekujcie nowych epizodów.  

PS. Na koniec zostawiłem trochę pozytywnego wajbu. 21 czerwca obchodziliśmy światowy dzień deskorolki. Z okazji tak ważnego dnia, Wini wrzucił na swój kanał, bardzo ciekawą rozmowę z dawnym kompanem od skateboardingu. Obejrzyjcie, bo pewnie mało kto z Was wiedział, że Wini był kiedyś zapalonym skejterem.

Foto. Instagram/mileycyrus

Zostaw komentarz

Felieton,Wyróżnione
Stranger Things skopiowano od Polaka?!

Czarne spodnie, biała koszula, zakończenie roku szkolnego w pobliskim parku niedaleko szkoły, rozdanie świadectw i nagród. W dłoni świadectwo z czerwonym paskiem i książka „Ten Obcy” Ireny Jurgielewiczowej. Zapach lata i głód trwających przygód, które miały się wydarzyć podczas wakacji. To niewiarygodne, że od tamtej chwili minęło już dobre kilkanaście lat.

Te wspomnienia nie wróciły przypadkiem, bo dziś mając na karku prawie „trzy dychy” poczułem atmosferę tamtych chwil. Wszystko za sprawą książki Jakuba Żulczyka. Książki, która, jak się dowiedziałem dopiero podczas czytania, jest dedykowana młodzieży. Co jednak w żaden sposób nie zmienia faktu, że ja czuję ogromną frajdę znów czując się jak gówniarz, bo przygody, z jakimi mierzą się główni bohaterowie „Zmorojewa”, są takimi, o jakich marzyłem kiedyś ja i ogromna część nastolatków.

Po opowieść autora „Ślepnąć od świateł” sięgnąłem dopiero teraz będąc przekonanym, że jest to nowość. Od początku towarzyszyło mi wrażenie, że mam do czynienia z polskim „Stranger Things”. Autor skutecznie próbuje przełożyć na realia polskiej wsi i polskich dzieciaków historie z jakimi mierzyli się bohaterowie jednego z najlepszych seriali Netflixa. Jakież było moje zdziwienie, że opowieść ma już dobre 8 lat, a ja mam do czynienia z drugim wydaniem.

Skąd skojarzenia z przygodami bohaterów „Stranger Things”?

Główny bohater opowieści Jakuba Żulczyka, Tytus jest co prawda ciut starszy od serialowych bohaterów (ma 15 lat), ale też jest nerdem, któremu nie po drodze ze swoimi rówieśnikami i średnio znosi okres dojrzewania. Zamiast sportu woli komputer, gry i fora skupione wokół tematyki zjawisk paranormalnych.

Podczas gdy większość jego kolegów ma bardzo sprecyzowane plany na wakacyjne podróże, jego czeka wyjazd na wieś do dziadków. Wizję zabójczo nudnych tygodni z utrudnionym dostępem do internetu prędko ratuje jednak legenda o tym, że na terenach pobliskich lasów znajduje się… ukryte miasto.

Po przyjeździe na miejsce na drodze Tytusa staje jego rówieśniczka Anka i to z nią będą go czekać najciekawsze zdarzenia. Bardzo możliwe, że użyte przeze mnie słowo „zdarzenia” jest za delikatne, bo w książce trup ścieli się gęsto, za co odpowiadają siły zła w postaciach Strzępowatego i Gangreny. Pozornie nudne wakacje szybko zamieniają się w walkę o życie i… przeżycie, bo bohaterowie wykreowani przez pisarza znaleźli się w prawdziwym oku cyklonu. Dokładnie pośrodku pojedynku pomiędzy potężnymi siłami zła i dobra. Zupełnie jak ci, którzy rozkochali nas w sobie na ekranach w 2016 roku (i niedługo znów na nie powrócą).

To jest książka dla dzieciaków, dla nastolatków i tych starszych, którzy na myśl o wakacyjnych przygodach sprzed lat czują szybsze bicie serca. To sztuka napisać tak dobrą, wciągającą i jednocześnie trafiającą do szerokiego grona odbiorców opowieść. Żulczykowi się to udało. A wiecie co jest najlepsze? Za chwilę zaczynam drugi tom.

PS Dwa tygodnie temu postanowiłem zacząć przekonywać się do słuchania książek i tę „połknąłem” właśnie w formie audiobooka. Polecam.

FOT. Jakub Żulczyk „Zmorojewo”. Zapowiedź książki / YouTube

Zostaw komentarz